Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Koniec państwa jednonarodowego. Uchodźcy jako zaczyn Nowej Rzeczypospolitej

Przybycie uchodźców to szansa, by powrócić do mocnej wspólnoty Międzymorza. Jednak projekt asymilacyjny musimy zastąpić integracyjnym. Nie ma już miejsca na hasło „Polska dla Polaków”

Niemal codziennie mamy okazję spotykać Ukraińców i Białorusinów. Trudno przejść ulicą dużego miasta, by nie usłyszeć rozmowy w obcym języku. Najczęściej ukraińskim. Uchodźcy z sąsiedniego kraju zazwyczaj mogą liczyć na mnóstwo sympatii i bezinteresownej pomocy. Wręcz jesteśmy sami sobą zachwyceni, jak to skutecznie pomagamy napadniętym przez Rosję sąsiadom.

Na pewno wojna w Ukrainie pokazała tę dobrą stronę polskiego społeczeństwa. Przyjęcie w ciągu kilku tygodni ponad 2 milionów uchodźców nie ma precedensu we współczesnej Europie. A fakt, że odbyło się to w sposób niesłychanie sprawny, bez destrukcji normalnego życia i w ogromnej mierze siłami społeczeństwa obywatelskiego powinien być tematem solidnych badań naukowych.

Powrót do II RP

Niezauważalnie następują jednak procesy zasadniczo zmieniające Polskę. Przez cały okres PRL propaganda wmawiała nam, że wielką zasługa komunistów było przesunięcie Polski na zachód do granic – jak mawiano – „piastowskich” oraz stworzenie państwa monoetnicznego. Miał rację Miłosz, pisząc w „Traktacie poetyckim”, że „jest ONR-u spadkobiercą Partia”. Edukacja, propaganda i polityka komunistów, oczywiście na zamówienie Moskwy, powtarzała starą endecką tezę o szkodliwości mniejszości i wyższości państwa jednonarodowego. Tradycja jagiellońska, wieloetnicznej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej, kształtująca przez ponad 500 lat polską kulturę i tożsamość, została uznana za słabość i aberrację. Tymczasem w wyniku napływu pracowników z Ukrainy w ostatnich latach oraz fali uciekinierów z Białorusi po represjach Łukaszenki struktura etniczna i religijna Polski zaczęła się zmieniać. A gigantyczna grupa uchodźcza, która napłynęła do Polski po napaści rosyjskiej na Ukrainę, sprawiła, że z ułamka procenta pod koniec XX wieku grupa niepolskich mieszkańców Rzeczypospolitej urosła do 7-8%.

Z ułamka procenta pod koniec XX wieku grupa niepolskich mieszkańców Rzeczypospolitej urosła do 7-8%

Doświadczenie II Rzeczypospolitej, która miała około 1/3 mniejszości narodowych, wskazuje na to, że brak spójnej polityki wobec mniejszości prowadzi nieuchronnie do kłopotów. Tymczasem państwo polskie od lat udaje, że nie ma problemu Ukraińców. Podobnie rzecz się ma z najnowszą falą uchodźczą. „Za kilka tygodni będą wracali” – wyrwało się jednemu z członków obecnego rządu. Inni liczą po cichu, że uchodźcy wyjadą na Zachód i problem się rozwiąże. Jeszcze inni przyglądają się doświadczeniom Turcji, po cichu licząc na narodowa asymilację uchodźców. Zasadniczo naśladujemy politykę lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy to rządy polskie nie dopracowały się sensownej polityki mniejszościowej, kolebiąc się od ściany endeckiej asymilacji narodowej do iluzji prometejskiego zwycięstwa i budowania państw narodowych za naszą wschodnią granicą. A na co dzień brakowało szkół, opieki lekarskiej i instytucji dla mniejszości, co zaowocowało rosnącą niechęcią niepolskich obywateli II RP i ich podziałem na nacjonalistów i komunistów pospołu dążących do osłabienia państwa.

Mniejszość narodowa?

Oczywiście nasz dzisiejszy problem z Białorusinami i Ukraińcami jest nieporównywalnie mniejszy niż w II RP. Nie tylko dlatego, że jest ich mniej. Niektórzy komentatorzy uważają, że używanie terminu „mniejszość narodowa” jest współcześnie nieuzasadnione, bo imigranci zarobkowi i uchodźcy nie zamieszkują w sposób zwarty na swoim terytorium etnicznym, nie mają historycznych korzeni w Polsce, a nawet poczucia bycia wspólnotą. Nie mogą więc, w odróżnieniu od ich odpowiedników w II RP, dążyć do stworzenia struktur autonomii lub wręcz do oderwania części terytorium państwa.

Przypomina to trochę nieustanny spór Polski z Niemcami, którzy nie chcą uznać kilkumilionowej polskiej „grupy etnicznej” za mniejszość narodową właśnie ze względu na brak zakorzenienia historycznego i terytorialnego. A w poufnych komentarzach dodają, że – uznając status mniejszościowy Polaków (dający zgodnie z niemieckim systemem prawnym spore przywileje) – nie mieliby argumentów wobec liczniejszej i lepiej zorganizowanej diaspory tureckiej.

Skądinąd argument braku zakorzenienie historycznego w wypadku Ukraińców i Białorusinów jest dość wątpliwy. Pomimo dziesięcioleci antypolskiej propagandy sowieckiej pamięć o wspólnej historii – choć często postrzeganej negatywnie – jest wśród naszych sąsiadów całkiem mocna.

Wśród przyjezdnych jest ponad 700 tys. osób niepełnoletnich. Nasz system prawny nakazuje włączenie tych dzieci i młodzieży do systemu edukacji, który z trudem radził sobie z nauczaniem dzieci polskich z demograficznego niżu

Bez względu na to, czy nazwiemy imigrantów i uchodźców mniejszością, grupą narodową, czy czymkolwiek innym – problem istnieje. Niemal co dziesiąty mieszkaniec Polski AD 2022 posługuje się innym językiem ojczystym, wyznaje inną religię i czuje związek z innym państwem niż Polska. Na dodatek struktura najnowszej fali uchodźczej jest wyjątkowo specyficzna. Składają się na nią w ogromnej większości kobiety i dzieci. Statystyki wskazują, że wśród przyjezdnych jest ponad 700 tys. osób niepełnoletnich. Nawet bez specustawy nasz system prawny nakazuje włączenie tych dzieci i młodzieży do systemu edukacji. Systemu, który z trudem radził sobie z nauczaniem dzieci polskich z demograficznego niżu!

Dwa miliony pracowników

Udawanie, że Białorusini i Ukraińcy wpadli do Polski na chwilę, może doprowadzić do katastrofy. Zarówno humanitarnej, jak i społecznej. Obok bezprecedensowej ofiarności obywatelskiej zaczynają coraz częściej pojawiać się odruchy niechęci. Bo pani w szkole, zamiast uczyć nasze dzieci, zajmuje się piątką małych Ukraińców, którzy nie w ząb nie rozumieją polskiego i nie wiedzą, o czym jest mowa na lekcji; bo nagle w kolejce do lekarza pojawiły się Ukrainki; bo dziewczyny z Ukrainy psują rynek pracy, godząc się na niskie wynagrodzenia, itd. Jest kwestią czasu, gdy takie postawy zaczną być społecznym problemem. A z drugiej strony ukraińskie rodziny nie mogą bez końca mieszkać w halach sportowych czy domach wczasowych. Nawet tym zamożnym, którzy płacą wygórowane ceny najmu mieszkań lub hoteli, kiedyś skończą się pieniądze.

To zaś tylko wierzchołek góry lodowej. Nawet zakładając optymistycznie, że wojna w Ukrainie się skończy, że znaczna część przybyszów wróci do domów, to zostaną w Polsce zarówno ci, którzy już wcześniej przyjechali do pracy (a w zależności od tego, kto liczył, było to od 700 tys. do 1,5 mln osób), jak i około połowa uchodźców. Bo ich domy zburzono, bo nie maja do czego wracać, bo znaleźli dobrą pracę albo szkołę. Co więcej, do znacznej części z nich przyjadą mężowie, bracia albo narzeczeni, na razie zmobilizowani do wojska. Do tego dojdzie rosnąca grupa Białorusinów wypędzanych z kraju przez reżim, a jeszcze przyjeżdżają do Polski Rosjanie nieakceptujący totalitarnej ewolucji putinizmu. Tak czy inaczej, głównie w dużych miastach będziemy mieli 2-3 miliony nowych mieszkańców.

Zostaną w Polsce zarówno ci, którzy już wcześniej przyjechali do pracy (a w zależności od tego, kto liczył, było to od 700 tys. do 1,5 mln osób), jak i około połowa uchodźców

Z perspektywy ogólnopaństwowej powinniśmy nie posiadać się z radości. Jedną z najważniejszych barier rozwojowych Polski był przecież permanentny brak rąk do pracy. Przedsiębiorcy powtarzali, że potrzebują co najmniej dwóch milionów pracowników spoza Polski. No i są. Po wprowadzeniu programu 500+ rządowa propaganda z dumą mówiła o wzroście urodzeń o 7 tysięcy w skali roku. A wydawanie grubych miliardów na programy społeczne było uzasadniane powstawaniem luki demograficznej. A tu pstryk – i w ciągu tygodni mamy kilkaset tysięcy dzieci w różnym wieku. Luka demograficzna została w dużej mierze załatana. Rolnicy i producenci żywności, ale też firmy obuwnicze czy odzieżowe mają nagle o dwa miliony klientów więcej. A rząd kwituje wzrost dochodów z VAT, bo w sklepach pojawiło się dwa miliony nowych klientów.

Integracja, nie asymilacja

Jest tylko jedno „ale”. Dla tych ludzi musimy przygotować całkiem nowe państwo. Ksenofobiczną opowieść o „Polsce dla Polaków” dominującą w narracji publicznej od dziesięcioleci należy zastąpić mądrą polityką staro-nowego melting pot (dziękuję Markowi Budziszowi za podpowiedź). W istocie już przed wojną było skandalem, że nie powstał ukraiński (ukraińskojęzyczny) teatr, że nie zastanawialiśmy się nad stworzeniem sieci szkół i przychodni dla Ukraińców, że żadne z wielkomiejskich kin nie rozważało pokazów filmowych z napisami cyrylicą ukraińską. Przyjezdnych pracowników, płacących przecież podatki i w dużej mierze ratujących nasze budownictwo czy logistykę traktowaliśmy jak turystów, mając pretensje, że nie zawsze dobrze mówią po polsku. Krótko mówiąc, nie mieliśmy żadnych programów integracji Ukraińców do polskiego społeczeństwa. Powtórzę – integracji, a nie asymilacji. Bo mam wrażenie, że jak dotąd jedynym pomysłem na rozwiązanie problemu uchodźców jest właśnie niewypowiedziany projekt asymilacyjny. Niech się uczą polskiego i czym prędzej roztopią w polskim społeczeństwie. Nie mówiąc o tym, że dla całkiem licznej grupy nacjonalistycznych prymitywów to oni są „nasi”, w czym wyznawcy takiego myślenia (którzy w czasach międzywojennych uznawali Białorusinów i Ukraińców za „materiał etnograficzny” do spolonizowania), nie różnią się od Rosjan z Putinem na czele, także nietraktujących Ukraińców jako odrębnego narodu.

Pstryk – i w ciągu tygodni mamy kilkaset tysięcy dzieci w różnym wieku. Luka demograficzna została w dużej mierze załatana

O ile jednak można było próbować praktyk asymilacyjnych wobec grupki tymczasowych robotników, o tyle wobec wielomilionowej grupy osób, za chwilę zasilonej jeszcze przez straumatyzowanych, lecz dumnych weteranów wojennych, taka polityka musi doprowadzić do klęski. Warto może zaprosić historyków epoki międzywojnia, by spróbowali przeanalizować dobre i złe praktyki polityki narodowościowej. Żeby odpowiedzieli, dlaczego jedyna w miarę rozsądna próba politycznej aktywizacji Ukraińców – tzw. eksperyment wołyński Henryka Józewskiego – skończyła się w czasie II wojny światowej tragiczną rzezią Polaków. A także przeanalizowali rolę Kościołów i strukturę organizacji społecznych mniejszości w II RP.

Nowe państwo i społeczeństwo

Jeżeli chcemy w rozsądny sposób pomóc Ukrainie (i Białorusi), a jednocześnie wzmocnić państwo polskie dzięki napływowi uchodźców musimy stworzyć na poziomie państwowym – rządowym, samorządowym i NGO-sowym – spójny program integracyjny. Najpilniejsze wydaje się zbudowanie systemu edukacji dla dzieci. Bez upychania dzieci ukraińskich na siłę w polskich klasach. Z jednej strony należy wykorzystać ten semestr na budowę klas integracyjnych przy pomocy tysięcy ukraińskich nauczycielek, które uciekły ze swojego kraju. Nie tylko po to, by je uczyć polskiego, ale by prowadziły normalne lekcje po ukraińsku. Oczywiście nauka polskiego powinna być ważnym elementem integracji, ale dalece niejedynym. W każdym razie znajomość polskiego nie może być warunkiem przyjęcia do pracy ukraińskich pedagogów. Rząd powinien porozumieć się z ukraińskim ministerstwem oświaty, aby dla tych dzieci, których rodzice są zdecydowani na powrót do ojczyzny, wprowadzić nauczanie hybrydowe z elementami nauki online w swoich szkołach z Ukrainy, tam gdzie jest to możliwe ze względu na wojnę. Podobnie z lekarzami, każdy kto ma doświadczenie korzystania z pomocy medycznej w obcym języku wie doskonale, że nawet bardzo dobra znajomość języka nie zawsze pozwala na dokładny opis dolegliwości. Wypada więc rozważyć stworzenie ukraińskich oddziałów w niektórych przynajmniej szpitalach lub przychodniach, gdzie będą leczyć lekarze (także są ich tysiące wśród uchodźców) nie znający polskiego. Może to oni powinni mieć polskich „asystentów” wdrażających ich krok po kroku do naszego systemu służby zdrowia, wypisywania recept etc. Dla milionowej rzeszy uchodźców możliwość odwiedzenia „ukraińskiej” językowo i mentalnie przychodni byłaby znaczącym ułatwieniem życia.

Kluczowe jest jednak coś, czego zupełnie nie robimy: ułatwienie samoorganizacji społeczności ukraińskiej. Organizacje ukraińskie są organizacjami względnie nielicznej mniejszości zamieszkującej od pokoleń w Polsce. Maja więc kompletnie inne cele i doświadczenia wobec potrzeb świeżych imigrantów. Ukraińcy mają starą tradycję samoorganizacji. Spółdzielczość czy skauting ukraiński w II RP działały zdecydowanie sprawniej od swoich polskich odpowiedników. Aby uchodźcy się zintegrowali, muszą powstawać organizacje ukraińskich inżynierów, lekarzy, kluby rodziców i dziesiątki innych form organizacji życia społecznego. Jest to szczególnie ważne, gdy nie mają oni swoich parafii, lokalnych liderów etc. Zatomizowana, zbiedniała i mająca poczucie krzywdy społeczność może okazać się realnym kłopotem i zniweczyć szanse wynikające z imigracji do Polski masy ludzi wykształconych i złaknionych spokoju, pokoju i – last but not least – zachodniego stylu życia.

Wkrótce pojawi się grupa polityków budujących swoja popularność na konflikcie z Ukraińcami. Dla pogrobowców myślenia endeckiego pojawi się pożądany wróg wewnętrzny

Mam wrażenie, że błyskotliwe pomysły w postaci obowiązku zdawania matury z języka polskiego po polsku przez młodych ludzi, nieznających wcale albo prawie wcale polszczyzny i polskiej literatury, będą się powtarzać w rożnych dziedzinach życia. A wkrótce pojawi się grupa polityków budujących swoja popularność na konflikcie z Ukraińcami. Dla pogrobowców myślenia endeckiego pojawi się pożądany wróg wewnętrzny. Na dodatek wobec związków polskiej cerkwi prawosławnej z Rosją pojawi się najpewniej duchowieństwo z autokefalii kijowskiej i będziemy mieli konflikt wewnątrz drugiego co do wielkości Kościoła w Polsce.

Należy oczekiwać od polskiej klasy politycznej jak najpilniejszej, pogłębionej refleksji nad przyszłością Polski jako kraju wieloetnicznego. Mamy szansę, by w sensie społecznym budować nową Rzeczpospolitą wielu narodów, nawiązującą do najlepszych tradycji polskiego Złotego Wieku. Sukces polityki integracyjnej może również stworzyć szansę na to, by w niedalekiej przyszłości rozmawiać o zacieśnieniu związków z sąsiednimi narodami i powrócić do mocnej i zakorzenionej w Projekcie Europejskim wspólnoty Międzymorza. Projektu dużo bardziej naturalnego niż wysadzone właśnie w powietrze przez Węgrów Trójmorze. I Rzeczpospolita urosła niegdyś do roli europejskiej potęgi dzięki mądrej polityce integracji. A upadła w dużej mierze przez niezdolność do zintegrowania rodzącego się narodu ukraińskiego.

historyk, dyplomata. Był m.in. dyrektorem Ośrodka Studiów Międzynarodowych Senatu, podsekretarzem stanu i głównym doradcą ds. zagranicznych w rządzie premiera Buzka, zastępcą redaktora naczelnego tygodnika “Wprost”. Ostatnio ambasador RP w Rydze i Erywaniu. Autor kilkuset publikacji na temat polskiej polityki zagranicznej i historii Polski w epoce międzywojennej.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Koniec państwa jednonarodowego. Uchodźcy jako zaczyn Nowej Rzeczypospolitej”

  1. m_kurjata pisze:

    Uważam przedstawioną tu wizję za zbyt optymistyczną. Ominął Pan omówienie istotnych niebezpieczeństw, które przed nami stoją. Mogę się zgodzić, że idea Polski jako państwa mniej-więcej jednonarodowego stała się w ostatnich tygodniach mało realna. Ja uważam co prawda, że to szkoda, ale trzeba zaakceptować rozwój wydarzeń i postarać się jakoś manewrować w tej sytuacji, w której się znaleźliśmy, żeby zmniejszać ryzyka i wykorzystywać szanse.

    Wizja jest zbyt optymistyczna z prostego powodu – pisze Pan, że doświadczenie II RP pokazuje, że brak spójnej polityki wobec mniejszości prowadzi nieuchronnie do kłopotów. I tu jest pies pogrzebany. W zasadzie w każdej nawet trudnej sytuacji, w której znajduje się państwo, poza skrajnymi jak wojna, można powiedzieć, że prowadząc spójną i mądrą politykę, da się przekuć tę trudną sytuację na korzyść państwa. W jakiej jednak sytuacji nasze państwo potrafiło wykorzystać swoje szanse za pomocą mądrej i spójnej polityki? Bycie byłym krajem socjalistycznym, zakorzenionym dzisiaj mocno w świecie Zachodu mogło nam umożliwić zostanie kluczowym graczem na Wschodzie, bez którego nic tam Zachód nie załatwi – ta szansa nie została wykorzystana. Położenie geograficzne mogło nam pozwolić na zostanie handlowym węzłem, o świetnej infrastrukturze komunikacyjnej, zarabiającym na handlu Wschodu z Zachodem i Północy z Południem – niewykorzystana szansa. Bycie frontowym krajem NATO i uczestnikiem wojen USA na Bliskim Wschodzie mogło nam pozwolić na zbudowanie silnej, nowoczesnej armii, na której wzorowaliby się inni – niewykorzystana szansa. Skąd u Pana przypuszczenie, że w przypadku masowej imigracji Ukraińców nagle nasze państwo będzie w stanie mądrze działać i wykorzystać szanse? Jeśli nie będzie – czekają nas nieuchronne kłopoty. Sam Pan napisał.

    Nie udało mi się wyłuskać z tekstu jak dokładnie rozumie Pan różnicę między integracją, a asymilacją. Nie spotkałem się u nikogo z wyrażeniem oczekiwań, żeby imigranci z Ukrainy czy Białorusi rezygnowali z prawosławia czy swojego języka. Oczekiwanie, że w miarę szybko nauczą się języka polskiego wydaje się niekontrowersyjne, chociaż oczywiście zdawanie przez ukraińskich maturzystów już teraz czy za rok matury po polsku jest nierealne. Przeciwko seansom kinowym czy przedstawieniom po ukraińsku też chyba nikt nic nie ma, zresztą jest to głównie domena prywatnych instytucji, którym nikt nie bronił i nie będzie bronił takich rzeczy organizować. Wydaje mi się, że rozumie Pan jako integrację to, co ja rozumiem jako asymilację (i synonim integracji) – polscy Tatarzy w końcu są zasymilowani, a nadal są muzułmanami o odmiennej kulturze. Kwestią do dyskusji jest równoległa służba zdrowia, gdzie niemówiący jeszcze po polsku ukraińscy lekarze leczą niemówiących jeszcze po polsku Ukraińców za pieniądze z budżetu – na dłuższą metę nie widzę w tym sensu, ale w okresie przejściowym czemu nie.

    Co do szans zgadzam się – napływ imigrantów rozwiązuje nam w dużej mierze problemy demograficzne, a po dołączeniu do żon i dzieci, mężczyźni z Ukrainy załatają niedobory na rynku pracy. W pewnym momencie zyski zaczną przewyższać koszty dla budżetu, ale ciężko powiedzieć kiedy, a i bez tego nadeszły chude czasy. To temat na inną rozmowę.

    Teraz co do niebezpieczeństw. 1) gdy państwo nie jest monoetniczne, w polityce mniejszości zaczynają głosować nie według poglądów politycznych, a według kryterium etnicznego, tj. albo na swoich, albo na miejscowych, którzy obiecują dla imigrantów socjal lub ułatwienie sprowadzania rodzin. Przykłady – USA, Niemcy czy Francja – gdzie w terytoriach zamorskich wygrywa skrajna lewica. Po kilku dekadach kraj jest nie do poznania. 2) Przybędzie dużo osób straumatyzowanych wojną, poza tym pełen przekrój społeczeństwa ukraińskiego, oprócz zwykłych ludzi także przestępcy. To będzie rodziło problemy. Zresztą w ogóle korupcja na Ukrainie jest dużo większa i od pewnych rzeczy ludzie odzwyczajają się latami. 3) Mocno pomniejsza się w Polsce powszechność kultu UPA na Ukrainie. Parę dni temu ambasador UA w DE, Melnyk, któremu zwrócono uwagę, że nie powinien używać cytatów z Bandery odrzekł, że nie będzie Ukraińcom nikt mówił, kogo mają uważać za bohaterów. Na profilach ukraińskiego ministerstwa obrony były też cytaty z Szuchewycza. Nie spotkałem się z jasnym stwierdzeniem ze strony przedstawicieli państwa ukraińskiego, że potępiają to, co banderowcy robili Polakom, a czczą ich tylko ze względu na ich walkę z sowietami. Jeszcze niedawno regularne były wypowiedzi ludzi z ukraińskiego IPNu, relatywizujące zbrodnie na Polakach. Nie wiemy, na ile powszechne są to u Ukraińców poglądy – zakładam jednak, że nie bez powodu ukraińskie elity odwołują się do takich postaci. Do tego należy podchodzić bez złudzeń. Jeszcze do wybuchu wojny za chwalenie ludzi z pułku Azow wylatywało się z Facebooka jak za swastyki. Tu sprawa nie jest prosta. Na pewno chłopców fotografowanych z naszywkami SS Galizien czy trupimi główkami jest tam mniejszość, ale i takich część przyjedzie do Polski i mogą dokazywać. Czy ABW i inne służby są w gotowości i ma kompetencje, by to obserwować i kontrolować? Wątpię. To nie jedyne niebezpieczeństwa, ale staram się jednak, by moje komentarze nie przekraczały długością artykułów, pod którymi je piszę.

    Uważa Pan, że pojawią się politycy próbujący budować popularność na konflikcie z Ukraińcami. Jakiś margines zgarniający 0.2% w wyborach pewnie tak. Obserwując jednak obecną debatę, mam wrażenie, że po prostu tym politykom, którzy zwracają uwagę na pojawiające się zagrożenia będzie się zarzucało, że próbują rozniecić konflikty albo że brak im empatii. Właśnie tak to na dzisiaj wygląda.

    Pozdrawiam,
    Maksymilian Kurjata

  2. PI Grembowicz pisze:

    /Smutne ps./ Jednak wielu – większość?! – Polaków /?!/ popiera anachronicznego tow. Putina – czerwoną Rosję – bolszewickich Rosjan z Azji na tej nierównej wojnie z Ukraińcami, czyli de facto strzelanie w plecy, w tył głowy i bombardowanie cywilów, ludzi, miast, wiosek, bezbronnych na Ukrainie; pojedyncze i zbiorowe gwałty na dzieciach, dziewczynach i kobietach ukraińskich; dewastację, destrukcję, nihilizację Ukrainy i nowy kolejny tamtejszy holokaust jak za Stalina/ZSRR. Wystarczy popatrzeć na liczne komentarze w necie, na uwagi, rozmowy na ulicach etc. Dlaczego?! Bo np. Wołyń, ale i miłość do Rosji, ZSRR, komuny, socyalizmu, PRL-u etc…
    Przoduje w tym oczywiście polska/unijna/europejska lewica, po cichu, lecz głośno i otwarcie sputnikowa, kremlowska, bolszewicka, neokomunistyczna, konformistyczna, polityczna i ideowa sekta, czyli tzw. Konfederacja – mylący się wciąż i stale towarzysze neodemokraci /referendum!/: publicysta JKM, pobożny /!?/ Braun, Bosak i Winnicki /od Giertycha z tvn/, bredzący od rzeczy gdzieś w Polsce pismak Michalkiewicz i pozostali pożyteczni idioci tow. Putina, “damskiego boxera“ z kgb.
    Zgroza, wstyd i porażka, o kompromitacji już nie mówiąc.
    To jest dopiero tragiczny, żałosny i znowu kompromitujący fakt!
    Naprawdę.

  3. PI Grembowicz pisze:

    Ps. bis. Obecna czerwona, bolszewicka i komunistyczna Rosja z Azji /+ tow. Putin z kgb/ przypomina narodowosocjalistyczną III Rzeszę! Tak, tak… To planowe i wcześniej zaplanowane ludobójstwo, holokaust i destrukcja państwa – Ukrainy AD 2022.
    Kremlowska maszynka do zabijania działa sprawnie – niesprawnie, ale działa, niestety, przy de facto przyzwoleniu UE, Europy, świata.
    Obecne rosyjskie/radzieckie „tzw. obozy filtracyjne„ to fikcja, w rzeczywistości to są zwyczajne obozy koncentracyjne – łagry /jak za tow. Hitlera, jego III Rzeszy, lecz i Rosji radzieckiej, tow. Stalina, jego ZSRR i… dziś/.
    Rosja /Rosjanie, Putin/ to złodzieje, mordercy gwałciciele?! Nie, to przecież niemożliwe, wszyscy tak jeszcze do niedawna ich kochali…
    Ukraińcy to dzielny, twardy, odważny, bezkompromisowy i honorowy naród – kobiety z dziećmi uciekły w bezpieczne miejsca a ich mężczyźni poszli na wojnę z Rosją.
    A gdyby tak u nas coś takiego się wydarzyło?! Strach pomyśleć, gdy się posłucha, poobserwuje /vide np. Dolny Śląsk/ i poczyta komentarze w necie /„na wojnę tak, chyba że za kasę, za 30 baniek„/.
    Więc lepiej nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz