Kandydowanie do KRS? Nie, dziękujemy

Minął już półmetek zgłaszania kandydatów do KRS, jednak nadal ich brak. Na razie kandydowanie nie opłaca się ani sędziom pisowskim, ani niepisowskim. Możliwe, że w efekcie kandydatury zgłoszą sędziowie zależni od ministra sprawiedliwości – jednak byłby to empiryczny dowód na podporządkowanie sobie przez PiS sądownictwa

Zgodnie z uchwalona przez pisowską większość ustawą o Krajowej Radzie Sądownictwa, minął już półmetek zgłaszania kandydatów do KRS przez grupy co najmniej 2000 obywateli lub co najmniej 25 sędziów (termin upływa 27 stycznia). Kandydatów – mogą nimi być wyłącznie sędziowie – brak. Wszystkie istniejące stowarzyszenia zrzeszające sędziów wydały uchwały wzywające do niekandydowania. Podobnie uczyniła obecna KRS. PO i Nowoczesna zapowiedziały, że nie wezmą udziału we wskazywaniu i wyborze kandydatów, gdyż oznaczałoby to legitymizowanie instytucji powołanej w sposób sprzeczny z Konstytucją; instytucji, która ma służyć obozowi władzy do politycznego podporządkowania sądów i sędziów. W prasie toczy się dyskusja, czy na stworzony przez PiS stan rzeczy należy reagować jak Reytan, czy jak Wallenrod.

Etyka odpowiedzialności wskazywałaby na to, że opozycja (nie zaliczam tu do niej Kukiz’15, która jest pod tym względem opozycją częściowo nieświeżą) powinna starać się wcisnąć do nowej KRS trzech sędziów, co należy się jej z mocy ustawy. Na stwierdzenie, że oni nic nie będą mogli, bo PiS i tak będzie miał miażdżącą większość, można odpowiedzieć: to prawda, ale „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”. Niewykluczone, że nawet sędziowie powiązani z PiS-em w KRS będą zachowywali się inaczej, gdy będzie patrzeć im na ręce trójka odległa od obozu władzy.

W prasie toczy się dyskusja, czy na stworzony przez PiS stan rzeczy należy reagować jak Reytan, czy jak Wallenrod

Postawmy się jednak w sytuacji niepisowskiego sędziego, który ma zgłosić kandydata nieuzgodnionego z ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą albo – jeszcze gorzej – takiego, który ma wyrazić zgodę na bycie zgłoszonym, a później wskazanym przez któryś z klubów opozycyjnych. Rozgląda się taki sędzia wokół i widzi, że jeśli zgodzi się na kandydowanie, to z dużym prawdopodobieństwem dobiorą mu się do skóry ABW, CBA, prokuratura, rzecznik dyscyplinarny i Izba Dyscyplinarna, a pisowskie media oplują go od stóp do głów. Przy takiej ocenie sytuacji poparcie kandydata, a zwłaszcza zostanie nieuzgodnionym kandydatem wymaga nie zwykłej odwagi cywilnej, ale heroizmu cywilnego, a herosi na kamieniu się nie rodzą. Nie jest zatem wykluczone, że PO, Nowoczesna i stowarzyszenia sędziowskie z konieczności czynią cnotę: kandydatów, których mogliby poprzeć, i tak nie będzie, więc lepiej jest wezwać do tego, żeby w ogóle ich nie było.

Ale z kandydatami pisowskimi też, zdaje się, jest kłopot. Na razie ich nie ma. Postawmy się zatem w sytuacji sędziego, który w relacjach z PiS gotów byłby cnotę stracić, pod warunkiem, że rubla zarobi. Na pewno są tacy, ostatecznie sędziów mamy ponad 9 tysięcy. Chodzi jednak o to, by w przyszłości za tego rubla za dużo nie zapłacić. Rozgląda się taki sędzia wokół i widzi, że wszystkie stowarzyszenia sędziowskie i opozycja wzywają, by nie kandydować. W dodatku padają sugestie, że za członkostwo w nowym KRS być może trzeba będzie odpowiedzieć dyscyplinarnie po zmianie władzy. Sondaże wprawdzie PiS ma zacne, ale wcześniej czy później suweren wajchę przestawi – jak nie za dwa lata, to za sześć. A wtedy odwet na PiS i tych, którzy się z nim związali będzie brutalny – inaczej być nie może. Po co się więc narażać nadmiernie i ustawiać się na czele kolejki do skasowania?

Rozgląda się taki sędzia wokół i widzi, że jeśli zgodzi się na kandydowanie, to z dużym prawdopodobieństwem dobiorą mu się do skóry ABW, CBA, prokuratura, rzecznik dyscyplinarny i Izba Dyscyplinarna, a pisowskie media oplują go od stóp do głów

Wydaje się, że nowelizując ustawę o KRS, PiS przewidywał, że z wyłonieniem przez sędziów pisowskich kandydatów mogą być kłopoty. O ile bowiem grupa co najmniej 2000 obywateli może zgłosić tylko jednego kandydata, to już grupa 25 sędziów może zgłosić dowolną liczbę. Otóż istnieje nieliczna grupa sędziów, która, zgodnie z ustawą, nie daje gwarancji niezawisłości sędziowskiej. To sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości (jest ich tam obecnie 163) oraz MSZ i Kancelarii Prezydenta. W 2009 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, że nie mogą oni orzekać, co zostało potwierdzone w noweli do Prawa o ustroju sądów powszechnych. Mając tę grupę na uwadze, sędzia Waldemar Żurek trzeźwo przewiduje: „Jeżeli nie znajdą się osoby, które będą chciały brać udział w tej Radzie, to zapewne minister sprawiedliwości dokona tutaj odpowiednich dyspozycji. I wtedy ci, którzy są od niego dzisiaj zależni, zgłoszą swoje kandydatury. Jedni drugich będą popierać. Ale tak naprawdę będzie to fikcja. To nie będzie ani reprezentacja sędziów, ani nie będą to osoby niezależne od władzy politycznej”.

Wystarczy zatem, że wśród sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości znajdzie się 25 takich, którzy zgłoszą 15 kandydatów, a zgodnie z ustawą wszystko będzie formalnie w porządku. Natomiast politycznie pojawi się duży kłopot. Mniejsza o to, jak to będzie ocenione w Polsce: postawi się zadania bojowe przed prezesem Kurskim, redaktorem Sakiewiczem i braćmi Karnowskimi, a oni je wykonają. Gorzej będzie w relacjach z Unią, a zwłaszcza z postępowaniem z art. 7 Traktatu o UE. Jeśli wszyscy lub większość z członków przyszłej KRS zostanie wskazana przez sędziów podległych Ziobrze, to będzie to empiryczny dowód na podporządkowanie sobie wymiaru sprawiedliwości przez PiS. Obok tego Komisja i Parlament Europejski nie będą mogły przejść obojętnie. Tu już ogłada nowego premiera i spokój nowego ministra spraw zagranicznych nie wystarczą.

Wydaje mi się zatem, że stanowisko zajęte przez PO, Nowoczesną i stowarzyszenia sędziowskie broni się na gruncie pragmatyzmu politycznego i etyki odpowiedzialności.

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, polityk i publicysta, od 27 kwietnia 2007 do 4 listopada 2007 r. marszałek Sejmu, w latach 2005–2007 wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, były członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego, od 1997 r. poseł na Sejm III, IV, V, VI i VII kadencji.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Kandydowanie do KRS? Nie, dziękujemy”

  1. karroryfer pisze:

    liczenie a to jak to będzie przyjęte przez „zagranice” tj w UE jest śmieszne ( wide referendum w Kataloni itd ) i straszne ( pan jest historykiem wiec nie muszę chyba )
    obecna opozycja histeryczna nie jest dla mnie wyznacznikiem – niczego ( no może poza „maderą” 😛 )
    a wszystko to nie znaczy że popieram ten sposób załatwienia sprawy przez PiS – jest on jednak na pewno LEPSZY niż zostawienie spraw po STAREMU

  2. D pisze:

    Cóż, skutki tego bojkotu wiadomej inicjatywy rządowej przez sędziów i innych jest osłabienie rządu, a stąd osłabienie Polski. To osłabianie rządu i państwa przez część mieszkańców Polski jest tradycyjne w tym kraju od wielu wieków; obecnie jest ono prawdopodobnie już odruchem genetycznym. W przeszłości skutkiem tego osłabiania (np. przez rozmaite warcholskie „konfederacje” szlachty) było pogardliwe nastawienie innych Europejczyków do Polaków i Polski, bezkarna obca agresja, a na koniec bolesna niewola całego narodu polskiego i zagrabienie polskiego terytorium przez obcych. Obecne osłabianie rządu przez szkodniczy element zapewne skończy się tak samo, podobnie jak niszczenie tamy na olbrzymiej rzece zawsze kończy się rozerwaniem tej tamy przez rzekę i zalaniem okolicy, którą ta tama chroni. A autor powyższego tekstu, p. Dorn, chwali wspomniany bojkot rządu i zachęca do niego, czyż nie?

  3. Paweł pisze:

    Coraz bardziej skłaniam się ku głoszonej przez Sz. P. Michalkiewicze tezie, że kształt reformy i sposób jej wprowadzenia nie ma znaczenia. Tak długo jak jej skutkiem będzie zmniejszenie wpływów europejskich (powiedzmy wprost – agentury niemieckiej!) w Polskim sądownictwie, tak długo będziemy napotykali opór z „zagranicy”. Utrzymanie Ziobry na stanowisku jest sygnałem, że tego PiS nie odpuści, najwyraźniej kosztem wpływów USA (Macierewicz, Waszyczykowski), wycinki puszczy (Szyszko). Wciąz przedmiotem targów mogą być uchodźcy (przesunięcie Błaszczaka).

  4. Obywatel pisze:

    Wszystkie państwa na świecie obchodzą tylko pieniądze. Gadanie o wolności i demokracji jest jedynie przykrywką . Jeżeli Pan Dorn tego nie rozumie, to dobrze że już go nie ma w polityce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz