Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Jaki rachunek wystawia nam cyfrowa rewolucja?

Rozwój technologii niesie ze sobą wojny behawioralne i cyfrową demencję. Trzeba przywrócić właściwe proporcje między nowymi, cyfrowymi, a dotychczasowymi, analogowymi i fraktalnymi elementami wspierającego nas otoczenia

9 grudnia 1968 roku w Stanford Research Center w Menlo Park w Kaliforni dr Douglas C. Engelbart wykonał prezentację dla sympozjum amerykańskich informatyków. Zaprezentował interaktywne korzystanie z komputera – bez pomocy kart perforowanych; edycję tekstu, dokonywaną również przez dwie osoby w tym samym czasie na odległość; hiperłącza, gdzie przy pomocy słowa lub frazy uruchamia się inny tekst; mysz komputerową. Na podstawie tych idei członkowie jego zespołu, pracując w ramach centrum badawczego Xeroxa, zaprezentowali w 1973 roku pierwszy komputer osobisty Alto. Nigdy nie trafił on na rynek, a jeden z egzemplarzy dostał Steve Jobs, który zafascynowany tymi ideami w 1983 roku skomercjalizował w firmie Apple osobisty komputer o nazwie Lisa, wyposażony w graficzny interfejs użytkownika oraz myszkę. Jednocześnie jesienią 1969 roku doszło do połączenia w sieć internetową pierwszych 4 komputerów (podaję za: Henning Lobin, Marzenie Engelbarta, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2017).

Przez minione 50 lat przez świat przetoczyła się cyfrowa rewolucja, której skutków – szczególnie tych negatywnych – do końca jeszcze nie rozumiemy. Dotknęła ona tego, co stanowi silnik napędzający ewolucję antropogenicznego systemu złożonego, którym jest wytworzona przez ludzi cywilizacja i kultura (szerzej o antropogenicznych systemach złożonych, behawiorystyce, teorii złożoności i teorii ograniczeń w eseju „Świat może działać lepiej”).

Podział informacji na te, które nam odpowiadają oraz pozostałe jest bańką, która powstaje nie tylko przez selektywny odbiór informacji dokonywany przez nas samych, kiedy w ich natłoku nie potrafimy odróżnić prawdy od fałszu, wartościowej informacji od plotek i celowych dezinformacji

System złożony to niezależne elementy, będące ze sobą w łączności, wpływające na siebie i wzajemnie się do siebie adaptujące – węzły sieci kauzalnej świata. Podstawą tych adaptacji, a więc ewolucji systemu, jest informacja przepływająca pomiędzy jego elementami. Rewolucja cyfrowa, którą zapoczątkowała prezentacja Engelbarta, dokonała się praktycznie w trakcie jednego pokolenia, przyśpieszając każdego roku prędkość, zakres i dostępność krążącej i modyfikującej zachowania miliardów ludzi informacji. Przyniosła ona dalszy, jeszcze intensywniejszy rozwój nauki i techniki, a w ślad za tym – poprawę jakości życia na niespotykaną dotąd skalę. Coraz wyraźniej widać jednak, że nie wszystkie zmiany generowane na styku świat cyfrowy/świat realny prowadzą do lepszego rozumienia otaczającej nas rzeczywistości, a w konsekwencji do poprawy jej funkcjonowania.

Umysł a informacja

Czym jest umysł człowieka? Przytoczę tutaj przybliżenie tego pojęcia podane prze Jamesa Gleicka w książce „Podróże w czasie” (Zysk i Spółka, 2016, s. 305): „Umysł jest instancją, której zarówno doświadczamy – natychmiast i bezpośrednio, jak i która doświadcza. Jest ona przedmiotem strzałki czasu. Tworzy na bieżąco wspomnienia. Modeluje świat i ciągle porównuje opracowane modele z poprzednimi. Czymkolwiek świadomość tak naprawdę jest, nie jest ona poruszającą się latarką oświetlającą kolejne fragmenty czterowymiarowego kontinuum czasoprzestrzeni. To dynamiczny system istniejący w czasie, zmieniający się w czasie, zdolny do wchłaniania bitów informacji z przeszłości i ich przetwarzania, a także tworzenia antycypacji przyszłości”.

Judith Rich Harris w książce „Każdy inny” (Smak Słowa, 2006, ss. 300-306) prezentuje rozbudowane wyjaśnienie, jak używamy informacji w procesie osobistego rozwoju od narodzenia i potem przez całe życie – wykorzystując wrodzone zdolności naszych umysłów do nawiązywania relacji z innymi ludźmi, do identyfikacji z grupami ludzi poprzez zdolności do socjalizacji, oraz do osiągania wysokiego statusu społecznego poprzez projektowanie osobistych strategii behawioralnych w oparciu o indywidualne predyspozycje i relacje z otoczeniem. Informacja jest zdobywana poprzez bezpośredni kontakt, relacje zbierane od innych osób (informacja ustna) oraz wiedzę pisaną (pismo odręczne, wynalazek druku, cyfrowa rewolucja). Umysł człowieka nieustannie pobiera informację z otoczenia i wchodząc z nią w interakcję, wykorzystuje indywidualne predyspozycje genetyczne, stając się kimś niepowtarzalnym. Nawet w sytuacji syjamskich bliźniąt jednojajowych.

Rewolucja Gutenberga a rewolucja Engelbarta

Rewolucja Gutenberga, pomimo że likwidowała niespójność związaną z niedokładnością i niepowtarzalnością wcześniej funkcjonujących rękopisów, stała się dla jej współczesnych problemem. Opisał go Nate Silver w książce „Sygnał i szum” (Helion 2014, ss. 12-13): „Jednocześnie zalew nowych idei wywoływał zamęt. Ilość informacji rosła szybciej niż ludzka zdolność pojmowania, korzystania z nich i odróżniania informacji wartościowych od kłamstw. Jak na ironię, efektem wzrostu zasobów wiedzy były rosnące podziały narodowościowe i religijne. Kiedy bowiem mamy do dyspozycji «zbyt dużo informacji», instynktownie zaczynamy przeprowadzać selekcję, wybierając te, które nam odpowiadają, i ignorując pozostałe, oraz zawierając przymierze z ludźmi dokonującymi podobnych wyborów i odwracając się od innych”. Rewolucja Engelbarta przynosi nam taki sam problem. Ale dorzuca dodatkowo wojny behawioralne i cyfrową demencję.

Czym są wojny behawioralne? Są wykorzystywaniem informacji udostępnianych w ramach cyfrowego rejestrowania aktywności ludzi w sieciach usług internetowych (od Google’a i jemu podobnych, przez Amazon i inne sklepy internetowe, Ubera, Airbnb i inne usługi sieciowe po Facebooka i pozostałe media społecznościowe). I to nie w deklarowanej przez Marka Zuckerberga usłudze łączenia ludzi, ale we wpływaniu na ich emocje, a za ich pośrednictwem – na manipulowaniu ludźmi i wykorzystywaniu do celów, na które świadomie nie wyraziliby zgody.

Podział informacji na te, które nam odpowiadają oraz pozostałe jest bańką, która powstaje nie tylko przez selektywny odbiór informacji dokonywany przez nas samych, kiedy w ich natłoku nie potrafimy odróżnić prawdy od fałszu, wartościowej informacji od plotek i celowych dezinformacji. Podział ten jest dodatkowo wzmacniany i stymulowany przez algorytmy social mediów, z których w dobrej wierze korzystamy. Ale sam podział to dopiero początek procesu rozbudzania i podkręcania emocji. W pełni emocje są nakręcane w ramach wykorzystywania platform społecznościowych na potrzeby polityczne.

W procesie wprowadzania i utrwalania się informacji w naszym mózgu liczy się droga, jaką ta informacja jest wprowadzana

To dlatego na konferencji TED Walijka Carole Cadwalladr wygarnęła założycielom Facebooka, Googla i założycielowi Twittera opisując, co działo się w sieci wokół Brexitu: „Całe to referendum odbyło się w zupełnej ciemności – na Facebooku. Bo wszystko, co dzieje się na Facebooku, na zawsze pozostaje tylko na Facebooku. Oglądamy tam tylko własny panel aktualności, którego treści po prostu znikają, więc potem nie da się niczego zweryfikować. Więc nie mamy zielonego pojęcia, kto oglądał jakie reklamy albo jaki te reklamy miały efekt, albo jakie dane posłużyły do targetowania tych ludzi. Nie wiemy nawet, kto umieścił te reklamy ani ile na nie wydano pieniędzy, ani jakiej narodowości byli reklamodawcy. (…) Referendum odbyło się niemal w całości w internecie. Na kampanie na Facebooku, w Google’u czy na YouTube’ie możesz wydać dowolną ilość pieniędzy i nikt się o tym nie dowie, ponieważ działania tych platform są nietransparentne i nieprzeniknione. (…) Nie muszę państwu mówić, że internet służy do siania nienawiści i strachu na całym świecie. Nie tylko w Wielkiej Brytanii i Ameryce, ale też we Francji, na Węgrzech, w Brazylii, Mjanmie i Nowej Zelandii. (…) Możecie pomyśleć sobie: «To tylko kilka reklam, a ludzie i tak wiedzą swoje». Grubo się mylicie. Szerzenie kłamstw opłacanych nielegalną gotówką, z ukrycia, pochodzącą nie wiadomo skąd, to nie demokracja. To działalność wywrotowa, w której jesteście wspólnikami”.

Równie groźnym, a kompletnie niedostrzeganym problemem jest zjawisko cyfrowej demencji. Zostało ono opisane w książce niemieckiego psychiatry i neurobiologa Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci” (Wydawnictwo Dobra Literatura, 2013). Umysł, jak opisywała Judith Rich Harris, jest skrzyżowaniem genetycznego potencjału z otoczeniem – przede wszystkim z umysłami innych ludzi – na drodze spirali sprzężeń zwrotnych osiąganych poprzez nawiązywanie relacji, identyfikację z grupą w ramach socjalizacji i parcie do osiągania wysokiego statusu społecznego dzięki obieranym strategiom behawioralnym. Manfred Spitzer opisuje to poprzez analogie do ćwiczenia mięśni jako „aktywne podejście do otaczającej nas rzeczywistości. Podczas uczenia się zachodzą zmiany w synapsach, czyli w połączeniach między poszczególnymi komórkami nerwowymi, w wyniku czego zwiększa się sprawność mózgu. Jednocześnie w hipokampie, odpowiedzialnym za zapamiętywanie nowych informacji, powstają nowe komórki, które utrzymują się przy życiu tylko dzięki intensywnej pracy umysłowej. W procesie uczenia się biorą więc udział nie tylko istniejące struktury neuronalne, lecz także nowo powstające neurony, które właśnie tylko dzięki temu procesowi w ogóle mogą przetrwać. Możemy zatem podsumować: nasz potencjał intelektualny zależy od tego, ile pracy umysłowej wykonujemy” (s. 57).

Świat mediów wprowadza jednak informacje do naszej głowy w sposób monozmysłowy. Bezpośrednia obserwacja, kontakt z innymi ludźmi jest wielozmysłowy. Wymaga uruchamiania, a więc i rozwoju wielu struktur naszego umysłu. W poznawaniu świata niezwykle ważna jest, na co zwraca uwagą Manfred Spitzer, sensomotoryka. Poznajemy świat dłońmi, słuchem, zapachem. Modelujemy sobie inne umysły poprzez obserwację sposobu poruszania się, mimiki, wydawanych odgłosów – a więc nie tylko poprzez przyswajane treści werbalne, ale w znaczącym, a czasem decydującym zakresie przez przyswajane treści niewerbalne.

W procesie wprowadzania i utrwalania się informacji w naszym mózgu liczy się droga, jaką ta informacja jest wprowadzana. W artykule „Papier kontra ekran”, opublikowanym w „Świecie Nauki” w grudniu 2013 roku Ferris Jabr na podstawie prowadzonych badań nad zapamiętywaniem i przyswajaniem informacji stawia tezę, że „Ekran, w porównaniu z papierem, wymaga większego wysiłku umysłowego i utrudnia zapamiętywanie”. Mózg człowieka podczas czytania z książki funkcjonuje inaczej. Uaktywniają się w nim inne obszary, mniej się męczy, więcej i trwalej zapamiętuje. Podobna różnica występuje pomiędzy pisaniem ręcznym – w kalendarzu, w notesie – a pisaniem na klawiaturze. Pukając w klawisze czy dotykając ekranów dotykowych, nie uruchamiamy tylu obszarów naszego mózgu, szczególnie tych odpowiadających za sensomotorykę, ile uruchamiamy, gdy piszemy ręcznie.

Świat elektroniki i świat papieru nie są równe. Książka, reprezentująca świat papieru, jest dla czytelnika mapą, jest drogą, nie rozprasza uwagi. Daje nam punkty orientacyjne, narożniki, grubość, miejsce określonego fragmentu tekstu w przestrzeni i rzecz bezcenną – naturalną, nieregularnie regularną, przyrodniczo fraktalną strukturę nośnika treści – papier. Świat cyfrowy jest płaski, zawsze jest jedną – pierwszą stroną i nie ma wyraźnie zaznaczonych granic.

Manfred Spitzer pisze wręcz, że „korzystanie z cyfrowych mediów przez młodych ludzi wpływa niekorzystnie na proces ich edukacji, uniemożliwia rozwój doznań sensomotorycznych i prowadzi do poważnych zmian i ograniczeń w kontaktach społecznych” (s. 193). Na podstawie wielu przytaczanych w książce „Cyfrowa demencja” konkretnych przykładów Spitzer dochodzi do najbardziej ogólnych wniosków: „Cyfrowe media winne są temu, że rzadziej «używamy» mózgu, w związku z czym z czasem słabnie także nasz potencjał umysłowy. Poza tym wpływają niekorzystnie na rozwój mózgu młodych ludzi, przez co zdolności kognitywne z góry pozostają ograniczone do pewnego niższego poziomu” (s. 280).

Behawioralna kokaina

Problem ze światem cyfrowym nie leży jednak tylko w jego monozmysłowości oraz braku dostępności do pełnowymiarowych, uwzględniających bogactwo doświadczeń sensomotorycznych kontaktów z rzeczywistością. Świat cyfrowy, a szczególnie świat mediów społecznościowych, jest systematycznie i celowo przez jego twórców spryskiwany behawioralną kokainą. Przy tworzeniu interfejsów, ikonek, kolorystyki, dzwięków, obrazów uczestniczą wysokiej klasy specjaliści określający na podstawie niezliczonej ilości badań, co najbardziej przyciągnie uwagę, co najbardziej zaintryguje użytkownika. Celem jest utrzymanie uwagi korzystających z social mediów jak najdłużej. Jak najsilniej. Mówiła o tym Leah Pearlman, autorka słynnej ikonki kciuka, „lajka”, która wręcz postulowała rezygnację najbardziej wrażliwych dzieci z mediów społecznościowych. Wypowiadał się też o tym psycholog i ekonomista behawioralny Dan Ariely, zwracając uwagę na rolę polubień i uzależniających skutków nagradzania nieliniowego. Uwzględniając siłę oddziaływania świata cyfrowego, grafik, które sam współprojektował media społecznościowe, wyznał w oglądanym przeze mnie wywiadzie, że on sam i jego dzieci używają wyłącznie czarno-białych wyświetlaczy w swoich smartfonach. Pytany, dlaczego, stwierdził prosto i dobitnie: „Wiem, jak to wszystko działa na umysły ludzi”.

Media społecznościowe odpowiadają na naturalną i niezwykle silną szczególnie w umyśle młodego, rozwijającego się człowieka, potrzebę budowania grupowego punktu odniesienia oraz zdobywania statusu społecznego. Temu służy system ocen, lajki, komentarze, które w intencji wykorzystujących cyfrowe zbieranie informacji o użytkownikach internetu mają z czasem zastępować rygoryzm regulacji prawnych dotyczących relacji międzyludzkich. Spryskane behawioralną kokainą, zamiast regulować – uzależniają, przynosząc u wielu młodych ludzi, którym rodzice lub inne osoby z otoczenia próbują ograniczyć nadużywanie mediów elektronicznych, syndrom narkotykowego „odstawienia” ze wszystkimi tego behawioralnymi objawami. A rosnące zapotrzebowanie na psychologów dziecięcych staje się coraz częściej tematem medialnym z cyklu „problemy służby zdrowia”.

Badania mają swoich sponsorów. A to, kto je sponsoruje, wywiera wpływ na wynik

W pogoni za dochodami z reklam i innymi ekonomicznymi sposobami wykorzystania mikrotargetowania w oparciu o informacje powierzane w dobrej wierze przez klientów usług internetowych, architekci tego systemu nie zauważają lub nie chcą zauważyć konsekwencji sformułowanego na potrzeby ekonomii prawa Goodharda: „Każda obserwowana statystycznie zależność ma skłonność do zawodzenia, w momencie, w którym zaczyna być wykorzystywana do celów regulacyjnych”. Prawo to sformułowane w 1975 roku, sprowadzić można do stwierdzenia: gdy dowolny wskaźnik zaczyna być traktowany jako cel, przestaje być dobrym wskaźnikiem. Innymi słowy, używany przez social media system ocen, doprawiony behawioralną kokainą, dawno już rozpoczął w umysłach osób go stosujących zmiany prowadzące w zupełnie innym kierunku niż postulowane przez Marka Zuckerberga „łączenie ludzi”.

Podsumowując ciemne strony cyfrowej rewolucji, Manfred Spitzer pisze: „Internet pełen jest podejrzanej jakości kontaktów społecznych – od podszywania się pod kogoś innego przez drobne i większe oszustwa aż po prawdziwą przestępczość. W wirtualnym świecie roi się od kłamstwa, mobbingu, matactwa, agresywnych zachowań, nagonek i pomówień! Nie dziwi więc, że portale społecznościowe wpędzają młodych użytkowników w depresję i samotność. Brak samokontroli, depresja i samotność to we współczesnym społeczeństwie najważniejsze czynniki stresujące. Prowadzą one do obumierania komórek nerwowych i w dłuższej perspektywie sprzyjają rozwojowi demencji” (s. 112).

Dlaczego brakuje sygnałów alarmowych?

Widoczne, na podstawie choćby przytaczanych powyżej alarmujących wypowiedzi, ciemne strony cyfrowej rewolucji, prowokują do zadania podstawowego pytania: dlaczego brakuje – na płaszczyźnie społecznej, medialnej i politycznej – wyraźniejszych sygnałów alarmowych, prowokujących pogłębioną dyskusję nad bezrefleksyjnym używaniem, a (zwłaszcza wśród młodych), nadużywaniem cyfrowych mediów? Dlaczego wciąż posiadanie najnowszych gadżetów i obecność umysłów ludzi coraz bardziej w wirtualu, a coraz mniej w realu, nie jest równoważona przez krytyczną refleksję na temat granic, poza którymi cyfrowa rewolucja przynosi więcej szkody niż pożytku?

Nassim Nicholas Taleb w „Antykruchości” opisuje jako antykruchą i pewniejszą drogę postępowania nazwaną via negativa, a jako bardziej ryzykowną, a wiec wymagającą więcej ostrożności i uwagi – via positiva

Widzę dwie główne przyczyny. Pierwszą są problemy z niezależnością i rzetelnością badań naukowych, które coraz częściej mają trudności ze spełnianiem podstawowych kryteriów naukowości. Problemowi temu poświęcił jakiś czas temu cały numer „Scientific American” (w Polsce –  „Świat Nauki”). Pisze o tym w swojej książce „Każdy inny” Judith Rich Harris. Pisze o tym Manfred Spitzer.

Badania mają swoich sponsorów. A to, kto je sponsoruje, wywiera wpływ na wynik. Największe pomyłki w badaniach naukowych, czy wręcz przekręty, dotyczą świata medycyny. Wystarczy poczytać choćby książkę Johna Virapena „Skutek uboczny – śmierć” (Publicat, 2011). Świadomość, kto dzisiaj dysponuje potencjalnie wielkimi pieniędzmi na sponsorowanie badań naukowych – tak, właśnie tak, producenci hardware i software – powoduje, że nie zdziwiły mnie opisywane przez Manfreda Spitzera wyniki badań nad korzystaniem z cyfrowych mediów oraz ich wpływu na wyniki w nauce i aktywności pozaszkolne. Okazały się pozytywne. Tylko, jak konstatuje autor, pomiary dokonane poprzez odpowiednio sformułowane pytania ankietowe przeprowadzone były poza obszarami istotności, prowadząc do wyniku dokładnie odwrotnego, niż pokazuje rzeczywistość. Cóż, zachowanie systemów złożonych, mierzone poprzez obserwację węzłów kauzalnych świata, a więc naszych umysłów, jest nieliniowe. Wystarczy więc przyłożyć linijkę we właściwe miejsce, a fałszywa informacja jest powielana i staje się obowiązującym punktem odniesienia.

Druga przyczyna tkwi w będącym teraz w pełni możliwości, trzymającym władzę, i polityczną i ekonomiczną, pokoleniu ludzi wychowanych jeszcze w sposób analogowy, do których i ja się zaliczam. Otóż temu pokoleniu, któremu cyfrowa rewolucja przyniosła wzmocnienie możliwości umysłu, ukształtowanego jeszcze przy pomocy wielozmysłowego kontaktu z innymi, przy pomocy książek, nie starcza wyobraźni. W efekcie jest ślepe na realizowane obecnie ścieżki rozwoju młodych pokoleń, nawet lekko zazdroszcząc im biegłości w świecie cyfrowym. I nie dostrzega stopniowo kumulujących się negatywnych skutków cyfrowej rewolucji.

Piramida użyteczności

Chcąc przywrócić właściwe proporcje między nowymi, cyfrowymi, a dotychczasowymi, analogowymi i fraktalnymi elementami wspierającego nas otoczenia, warto zdać sobie sprawę z jednej podstawowej prawdy: nowe środki przetwarzania i rozpowszechniania informacji nie unieważniają starych. Dorobek cywilizacyjny i kulturowy, dorobek antropogenicznego systemu złożonego jest piramidą. U jej podstaw jest dorobek przeszłych pokoleń.

Nassim Nicholas Taleb w „Antykruchości” opisuje jako antykruchą i pewniejszą drogę postępowania nazwaną via negativa, a jako bardziej ryzykowną, a więc wymagającą więcej ostrożności i uwagi – via positiva. Ta pierwsza dotyczy odkrywania i usuwania z naszego działania, z naszych przekonań tego, co jest błędne. Ta druga jest drogą interwencjonizmu, która, szczególnie gdy podejmują ją rządy, często kończy się katastrofą. Drogi te realizują się również w technologii, a więc także w technikach, które służą przyswajaniu informacji i rozwojowi naszych umysłów. Dla lepszego zrozumienia, jak funkcjonuje świat idei, informacji, Taleb sformułował następującą definicję: „Dla obiektów zniszczalnych każdy dodatkowy dzień życia przekłada się na krótszą oczekiwaną długość życia. Dla obiektów niezniszczalnych każdy dodatkowy dzień może wskazywać na dłuższą oczekiwaną długość życia. Zatem im dłużej istnieje technologia, tym dłużej może przetrwać w przyszłości” (Antykruchość ss. 411-412).

Sensomotoryka, bezpośredni kontakt z innymi ludźmi, książka, nieustanne ćwiczenie głowy, ale i ciała, wspomaganie cyfrowe, ale zbudowane na świadomości, w jaki sposób świat cyfrowy wpływa na nasz umysł zarówno pozytywnie, jak i negatywnie – oto nasza piramida użyteczności od podstawy do jej ostatniego, cyfrowego zwieńczenia

Dla zobrazowania idei Taleba warto sięgnąć do książki-wywiadu z pisarzami Umbertem Eco i Jean-Claude’em Carrière’em „Nie myśl, że książki znikną”. Mówi Umberto Eco: „Różnorodne formy książki nie zmieniły jej funkcji ani zasadniczych struktur składniowych od ponad pięciuset lat. Odkąd istnieje książka, nie opracowano właściwie jej doskonalszej wersji. Podobnie jest z łyżką, młotkiem, kołem bądź dłutem. Nie da się przecież ulepszyć łyżki. Designerzy z bardzo miernymi rezultatami usiłują na przykład skonstruować nowe korkociągi, z których zresztą większość nie działa. Philippe Starck czynił próby unowocześnienia wyciskacza do cytryn, jednakże model, jaki zaproponował (pragnąc koniecznie zachować jego walory estetyczne), przepuszcza pestki. Książka przeszła próbę czasu i trudno sobie wyobrazić, co można by wymyślić lepszego, pełniącego tę samą funkcję. Może zmienią się nieco niektóre jej elementy, może stronice nie będą wykonane z papieru. W sumie jednak pozostanie ona tym, czym jest” (ss. 14-15).

Warto wziąć pod uwagę te opinie, zanim ulegnie się fascynacji i nadmiernemu wpływowi cyfrowych szamanów. Sensomotoryka, bezpośredni kontakt z innymi ludźmi, książka, nieustanne ćwiczenie głowy, ale i ciała, wspomaganie cyfrowe, ale zbudowane na świadomości, w jaki sposób świat cyfrowy wpływa na nasz umysł zarówno pozytywnie, jak i negatywnie – oto nasza piramida użyteczności od podstawy do jej ostatniego, cyfrowego zwieńczenia. Tylko ćwicząc własny umysł i wiedząc, jak działa świat, również ten cyfrowy, mamy szansę stać się podmiotem, a nie przedmiotem w behawioralnej wojnie o naszą uwagę, o nasze zasoby, o kontrolę nad naszym życiem.

 

 

Zainteresowanym tematem autor poleca fragment wywiadu z Jonathanem Haidtem nt. mediów społecznościowych i możliwości cyfrowych:

Były wydawca „Stańczyka”, przedsiębiorca

Komentarze

3 odpowiedzi na “Jaki rachunek wystawia nam cyfrowa rewolucja?”

  1. ldoktor pisze:

    Fantastycznie napisane – zwięźle, przystępnie ale “mięsiście” ! Można też dodać, że cyfrowe “outsource’owanie” różnych obszarów (zapamiętywanie, nawigacja) osłabia (poprzez brak treningu) umysł w tych obszarach. Moja babcia (lat 90!) pamięta numery telefonów do wszystkich krewnych, czego na pewno nie można powiedzieć o mnie (mam je przecież w komórce) – to się przekłada również na zdolność zapamiętywania nowych informacji. Cyfrowe przyswajanie skrótowych informacji powoduje deficyt zdolności do koncentracji – coraz trudniej przebrnąć przez długi tekst. Z kolei natłok cyfrowych newsów wywołuje neurotyczne FOMO – w istocie rodzaj natręctwa o różnym natężeniu. Jeszcze można dodać coraz słabszą orientację przestrzenną oraz umiejętnośc czytania mapy z powodu powszechnego użycia algorytmów nawigacji. Przykładów jest coraz więcej. I faktycznie, poważna dyskusja o kosztach cyfrowych dobrodziejstw jeszcze przed nami. A artykuł super!

  2. BBS pisze:

    Super artykul. Stoimy w przede dniu nowego rodzaju niewolnictwa tym razem technokratycznego, gdzie nie tylko cialo jest nie wolne ale tak ze a moze przede wszystkim umysl a nawet wolna wola. Totalny zamach na homo sapiens jaki znamy, czy nowy poddany obrobce technokratycznej bedzie lepszy? watpie.

  3. metronomyy pisze:

    świetny artykuł! Sama jestem w posiadaniu książki autorstwa Spitzer’a, ale “Cyberchoroby. Jak cyfrowe życie rujnuje nasze zdrowie”. Jestem rocznik 96, więc z jednej strony zasmakowałam zabawy w piaskownicy, z drugiej strony pamiętam pierwsze telefony komórkowe 🙂 Najbardziej współczuje dzieciom, które mają stały kontakt z technologią, a rodzice nie zdają sobie sprawy z konsekwencji jakie to za sobą niesie. Prowadzi to do totalnego lenistwa poznawczego, widać to nawet u nastolatków, którzy używają gotowców do odrabiania np. prac domowych. Tyle zaszło zmian, tyle negatywnych, że potrzebowalibyśmy mocnej edukacji medialnej na terenie całego kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz