Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Gospodarka Joe Bidena. Nieudana tarcza, greenflacja i niewidoczni ministrowie

Wyborcy w USA są niezadowoleni z sytuacji gospodarczej. Trudno im się dziwić. Inflacja galopuje, rząd wydaje bardzo dużo na nietrafione interwencje, a ministrom brakuje doświadczenia

Amerykańska gospodarka wychodzi z zapaści spowodowanej pandemią. OECD szacuje, że na koniec III kwartału tego roku amerykański PKB był wyższy o 3,7% niż w okresie przed wybuchem pandemii (IV kwartał 2019 r.), natomiast przez kolejny rok wzrośnie o 6,4%. Prognozy dla USA są dużo lepsze od tych dla wielu innych gospodarek, na przykład dla strefy euro (17 państw) – tylko +2,5%, Niemiec (3,2%), a nawet Polski (6,0%). Ogólnie rzecz biorąc, tempo amerykańskiego rozwoju gospodarczego do końca 2022 r. ma znacznie przekroczyć średnią dla państw zrzeszonych w OECD – 4,5%. Zatem, można sądzić, że administracja Joe Bidena ma powody do zadowolenia.

Niemniej wyborcy amerykańscy wcale nie są zadowoleni z sytuacji gospodarczej i nisko oceniają dokonania prezydenta. Badania opinii publicznej wykazują, że tylko 42% wyborców pozytywnie postrzega jego działania, natomiast aż 52,7% widzi je w ujemnym świetle. Jeszcze gorzej wypadają oceny tego, czy kraj zmierza w dobrym, czy złym kierunku – tutaj tylko 29,6% jest nastawionych optymistycznie, zaś aż 62,3% pesymistycznie. Naczelnym powodem niezadowolenia jest inflacja.

Inflacja i telefon do księcia

Podobnie jak w Polsce, także w USA inflacja spędza sen z oczu wielu osobom. W październiku tempo wzrostu cen konsumenckich osiągnęło 6,2% w skali rocznej, natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca średni wzrost cen wyniósł 0,9%. Najbardziej wzrastają ceny energii – średni wzrost w skali rocznej wyniósł 30%. W październiku ceny żywności podskoczyły w rocznym tempie 5,3%, natomiast ceny używanych samochodów – aż o 26,4%. Ten ostatni fakt jest spowodowany ogólnoświatowym niedoborem półprzewodników i związanym z tym spadkiem produkcji aut. W związku z tym, średnie ceny nowych samochodów w październiku wzrosły w skali rocznej o 9,8%.

W październiku zeszłego roku przeciętna cena najtańszego paliwa wynosiła 2,25 dolara za galon, zaś rok później już 3,38 dolara: nastąpił wzrost o 50%

Dla wielu Amerykanów cena benzyny jest podstawowym miernikiem, za pomocą którego oceniają inflację. W październiku zeszłego roku przeciętna cena najtańszego paliwa wynosiła 2,25 dolara za galon, zaś rok później już 3,38 dolara: nastąpił wzrost o 50%. Jennifer Granholm, sekretarz ds. energii, zapytana o tę sprawę zaniosła się śmiechem i stwierdziła, że rząd nie ma tu żadnego wpływu, ponieważ cena ropy jest kontrolowana przez OPEC. Niemniej, gdy w kwietniu zeszłego roku w wyniku „wojny naftowej” pomiędzy Rosją i Arabią Saudyjską cena tego surowca spadła do 20 dolarów za baryłkę i wielu amerykańskim producentom groziło bankructwo, prezydent Trump zadzwonił do saudyjskiego księcia Muhammada ibn Salmana – i sprawa została natychmiast załatwiona. Wojna skończyła się i cena ropy poszła w górę.

W sierpniu prezydent Biden wystosował apel do OPEC o zwiększenie produkcji, ale do tej pory nie został on wysłuchany. Jest rzeczą godną uwagi, że podobne apele nie zostały skierowane pod adresem rodzimych firm naftowych – ale w rzeczy samej wysoka cena ropy naftowej jest mile widziana przez obecną administrację. Joe Biden w szczególe i demokraci w ogóle są zagorzałymi zwolennikami „transformacji energetycznej”, czyli szybkiego odejścia od energetyki opartej na spalaniu węglowodorów. Wysokie ceny tradycyjnych nośników energii sprzyjają temu celowi, czynią odnawialne źródła energii (OZE) bardziej atrakcyjnymi cenowo. Niemniej energia uzyskiwana z OZE jest nadal dużo droższa od tej wytwarzanej w klasycznych elektrowniach.

Swe niezwykle mocne poparcie dla OZE prezydent Biden podkreślił już w pierwszym dniu swego urzędowania, gdy unieważnił wydane przez swego poprzednika pozwolenie na budowę wielkiego ropociągu z Kanady do USA zwanego Keystone XL. Uprzednio jako wiceprezydent w całej rozciągłości popierał wysiłki prezydenta Obamy, mające na celu ograniczenie wydobycia ropy i gazu ziemnego w USA. Dlatego tylko częściowo są prawdziwe stwierdzenia członków rządu, że obecna administracja nie jest winna wzrostowi cen w tej dziedzinie.

Kolejnym czynnikiem mającym istotny wpływ na wzrost cen są kłopoty z międzynarodowymi kanałami dystrybucji. W związku z pandemią spadł poziom inwestycji w przedsiębiorstwach spedycyjnych, szczególnie w zakresie transportu morskiego i gdy po gwałtownym spadku popytu sytuacja uległa diametralnemu odwróceniu wystąpiły wielkie zatory w transporcie, szczególnie w portach.

W sierpniu prezydent Biden wystosował apel do OPEC o zwiększenie produkcji ropy, ale do tej pory nie został on wysłuchany

W trakcie ostatnich dekad amerykańskie firmy przeniosły wiele zakładów produkcyjnych do Azji, szczególnie do Chin, więc kłopoty w transporcie morskim od razu przełożyły się na widoczne gołym okiem braki na półkach sklepowych. Wobec niedoborów, wytwórcy i sprzedawcy są w stanie podnosić ceny i tak też się dzieje. Sytuacja na rynku samochodów jest tego doskonałym odzwierciedleniem.

Jednak także i w tym przypadku trudno jest znaleźć usprawiedliwienie dla administracji Bidena. Dopiero po wielu miesiącach rząd nakazał kluczowym portom na zachodnim wybrzeżu pracę bez przerw, czyli w trybie 24/7.

Nieudana tarcza antykryzysowa

Joe Biden objął rządy w trudnym momencie, gdy wiele stanów wprowadziło kwarantanny i z tego powodu tysiącom firm, szczególnie małym przedsiębiorstwom, groziło bankructwo. Podobnie stopa bezrobocia, jak na Stany Zjednoczone, była stosunkowo wysoka – w styczniu tego roku wynosiła 6,3%. Z tego powodu z inicjatywy prezydenta Bidena Kongres uchwalił kolejny antykryzysowy pakiet wydatków rządu federalnego w wysokości 1,9 biliona dolarów (The American Rescue Plan).

Niemniej, trudno ten program uznać za udany. Na przykład każdy obywatel, który rocznie zarabia poniżej 75 tys. dolarów, bez względu na to w jakiej był sytuacji finansowej, otrzymał 1400 dol. Pakiet ten zawierał także inne wydatki, które miały niewiele wspólnego z ratowaniem zagrożonych przedsiębiorstw i miejsc pracy. Na przykład 300 miliardów dolarów zostało użyte do sfinansowania ulg podatkowych na dzieci bez względu na poziom zarobków i stan majątkowy rodziców. Wydatki te zapewne przyczyniły się do spadku stopy bezrobocia do 4,6% w październiku. Rodzi się jednak pytanie, czy wydatek stanowiący około 9% PKB był tego wart?

Administracja Bidena nie poprzestała na tarczy antykryzysowej i niezwłocznie rozpoczęła starania o zatwierdzenie przez Kongres kolejnych wielobilionowych programów. Na razie obie izby Kongresu wyraziły zgodę na sfinansowanie renowacji i poprawy szeroko pojętej infrastruktury (nie tylko drogi, mosty, transport rzeczny itp., ale także szerokopasmowy Internet i dystrybucja energii elektrycznej) w wysokości 1,2 biliona dolarów (często suma ta jest zaokrąglana do jednego biliona) o nazwie Infrastructure Investment and Jobs Act. Z tym, że w istocie rzeczy tylko 550 miliardów stanowi nowe wydatki, pozostałe wchodziły w skład już wcześniej zatwierdzonych programów. Ponadto, wydatki w ramach tego planu będą rozciągnięte w okresie najbliższej dekady.

Jest to niewątpliwie krok we właściwym kierunku, ponieważ te sprawy były zaniedbywane przez poprzednie rządy. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Budowlanych (ASCE) szacuje, że aby amerykańska infrastruktura spełniała wymogi dnia dzisiejszego potrzebne są nakłady rzędu 2,6 biliona dolarów w trakcie najbliższych 10 lat. Nawet jeśli przyjąć, że szacunki ASCE są przesadzone, to dodatkowe 550 mld nie stanowi przełomu.

W trakcie ostatnich dekad amerykańskie firmy przeniosły wiele zakładów produkcyjnych do Azji, szczególnie do Chin, więc kłopoty w transporcie morskim od razu przełożyły się na widoczne gołym okiem braki na półkach sklepowych

Podczas kampanii wyborczej Joe Biden poczynił szereg bardzo szczodrych obietnic. Zostały one włączone do kolejnego programu, tym razem poświęconego sprawom społecznym i transformacji energetycznej nazwanego Build Back Better Act (w skrócie zwany BBB i nie należy go mylić z Build Back Better World, w skrócie B3W, inicjatywą podjętą przez G7, który ma być przeciwwagą dla chińskiego Nowego Szlaku Jedwabnego).

Pierwotna wersja BBB opiewała na kwotę 3,5 biliona dolarów, z czego około 2 biliony miały być wydane na promocję OZE. Te wydatki też mają być rozłożone na najbliższe 10 lat. Szybko jednak się okazało, że plany te były zupełnie nierealistyczne, ponieważ nie uzyskały potrzebnej większości w Senacie.

Tuż przed wylotem do Rzymu i Glasgow na obrady G20 i COP26, prezydent Biden ogłosił osiągnięcie ramowego porozumienia w sprawie BBB, które ma opiewać na połowę pierwotnej sumy, z czego około pół biliona ma być przeznaczone na walkę ze zmianami klimatu. Niemniej, wiadomość ta nie była całkiem ścisła, ponieważ demokratyczny senator ze stanu Zachodnia Wirginia, Joe Manchin, bez którego poparcia BBB nie zostanie zatwierdzony, ponowił swe zastrzeżenia.

Koniec luzowania ilościowego

Od pierwszej chwili, gdy pandemia zaczęła rozszerzać się w USA, Fed wprowadził w życie niesłychanie ekspansywną politykę pieniężną. Pomiędzy lutym i kwietniem 2020 r. stopa procentowa (federal funds rate) została obniżona z przedziału 1,50-1,75% do przedziału 0,00-0,25%. W marcu ubiegłego roku Fed obwieścił nowy program luzowania ilościowego. W jego ramach Fed miał pierwotnie nabyć obligacje rządu o wartości 500 miliardów i 200 miliardów dolarów w postaci gwarantowanych przez rząd obligacji mających zabezpieczenie w pożyczkach hipotecznych.

Jednak ten pierwotny plan został szybko przekształcony w nieograniczony program zakupów. Począwszy od czerwca 2020 r. Fed co miesiąc kupował rządowe obligacje o wartości 80 miliardów dolarów i prywatne papiery dłużne, mające zabezpieczenie w pożyczkach hipotecznych, o wartości 40 mld. Tym sposobem w ciągu ostatniego półtora roku (do 10 listopada 2021 r.) wartość papierów wartościowych będących w posiadaniu Fed (securities held outright) wzrosła ponad dwukrotnie, z około 3,9 biliona dol. do około 8,1 biliona.

3 listopada 2021 r. Fed ogłosił stopniowe wygaszanie luzowania ilościowego. Co miesiąc ma on nabywać o 10 miliardów mniej obligacji rządowych i o 5 miliardów mniej papierów prywatnych. Tym sposobem, ostatnie prognozy przewidują, że Fed zakończy interwencyjne zakupy papierów dłużnych w czerwcu przyszłego roku i do tego czasu nie przewiduje się żadnych podwyżek stopy procentowej, która nadal kształtuje się w przedziale 0-0,25%.

Ta postawa nie dziwi, ponieważ źródło skoku cen leży po stronie podaży, a nie popytu. Fed uważa, że obecny wzrost cen ma charakter przejściowy i jest wywołany niedoborami towarów. Wspomniane powyżej kłopoty z półprzewodnikami, które przecież dotykają nie tylko przemysłu samochodowego, są tego doskonałym przykładem. Zdaniem Fed, w chwili, gdy produkcja powróci do stanu sprzed pandemii, kłopoty znikną.

Greenflacja lub enflacja

Fed uważa, że obecny wzrost cen ma charakter przejściowy i jest wywołany niedoborami towarów

Nadzieje Fed związane ze spadkiem tempa wzrostu cen mogą się w pełni nie ziścić z powodu zjawiska przezwanego „greenflacją” (greenflation) albo „enflacją” (en-flation). Pierwsze jest zbitką słów zielona i inflacja i oczywiście odnosi się skutków wcielania w życie „zielonego ładu”. Drugi ma podobne źródło, environment (środowisko naturalne) i inflacja. Oba terminy w pierwszym rzędzie wskazują na gospodarcze skutki odchodzenia od energetyki opartej na kopalinach w kierunku energetyki opartej na OZE.

Ten trend ma także oczywiste skutki dla podaży, nie tyle pod względem jej ilości, ale pod względem cen, jakie wytwórcy będą zmuszeni żądać, aby zachować wymagany poziom rentowności. Ceny nośników energii najprawdopodobniej utrzymają się na wysoki poziomie przez dłuższy czas, ponieważ w wyniku wieloletniej presji istotnie spadł poziom inwestycji w poszukiwania ropy naftowej i gazu ziemnego. Dlatego w ostatnich miesiącach, gdy po zakończeniu lockdownów wzrosło zapotrzebowanie na energię elektryczną ceny nośników energii skoczyły w górę. Stan ten obrazują przytoczone wyżej dane na temat wzrostu cen paliwa i energii w USA. Dzięki rewolucji łupkowej USA są obecnie największym na świecie producentem obu surowców, zatem braki w dostawach ropy naftowej i gazu ziemnego mają charakter ogólnoświatowy i wynikają z polityki klimatycznej głównych potęg gospodarczych świata.

Jeśli inne wysoko rozwinięte kraje pójdą w ślad za UE i wprowadzą wysokie opłaty za emisję gazów cieplarnianych, to ceny większości towarów pójdą w górę, ponieważ przytłaczająca większość towarów i usług wymaga jakiegoś wkładu energetycznego w produkcję i dystrybucję.

W tym miejscu koniecznie trzeba podkreślić, że greenflacja nie jest wynikiem luźnej polityki pieniężnej, tylko nakazów administracyjnych. Zatem, podnoszenie stóp procentowych nie odniesie tu większego, a pożytecznego dla przeciętnego obywatela skutku. Restryktywna polityka pieniężna w obliczu en-flacji tylko spowoduje spadek nakładów na inwestycje i wydatków na konsumpcję, co spowoduje spowolnienie tempa wzrostu PKB i tym samy ujemnie wpłynie na poziom zatrudnienia.

Greenflacja gwarantuje spadek stopy życiowej większości społeczeństwa, ponieważ ceny towarów i usług będą zawierać opłaty za prawa do emisji CO2, co ma taki sam skutek jak podniesienie podatków. Dlatego mówi się o carbon tax, czyli o „podatku węglowym”.

Jeśli zostaną wprowadzone w życie postulaty właśnie zakończonej konferencji COP26, to nastąpi ogromny przepływ pieniędzy z krajów nie posiadających technologii i surowców potrzebnych do produkcji OZE do ich właścicieli. Najwięcej na tej transformacji stracą kraje posiadające wielkie złoża węglowodorów. USA należy do tej drugiej kategorii, ale nie do pierwszej, stąd polityka obecnej administracji nie wydaje się mieć wiele  wspólnego z amerykańskim interesem gospodarczym.

Greenflacja gwarantuje spadek stopy życiowej większości społeczeństwa, ponieważ ceny towarów i usług będą zawierać opłaty za prawa do emisji CO2, co ma taki sam skutek jak podniesienie podatków

Niewidoczni ministrowie

Ten stan rzeczy przypuszczalnie wynika z przyczyn ideologicznych i te przyczyny mają odzwierciedlenie w nominacjach na czołowe stanowiska w administracji Bidena. Brak jest w niej osób o dużym doświadczeniu w zarządzaniu wielkimi przedsiębiorstwami albo wielkimi instytucjami rządowymi. Na przykład Sekretarz ds. Handlu (minister gospodarki), Gina Raimondo, piastowała stanowisko gubernatora malutkiego amerykańskiego stanu (Rhode Island), w którym brak jest siedzib jakichkolwiek większych firm. Co więcej, pod jej adresem były kierowane poważne zastrzeżenia tyczące sprawnego działania. Wspomniana Sekretarz ds. Energii Granholm była gubernatorem dużego stanu (Michigan), ale w tym stanie nie ma żadnych złóż czy nośników energii. Sekretarz ds. Transportu Pete Buttigieg był przednio burmistrzem 100-tysięcznego miasta. Janet Yellen, Sekretarza Skarbu (minister finansów), jest bez wątpienia znakomitym ekonomistą i zasłużonym prezesem Fed, ale jej obecne stanowisko wymaga wielkiej zręczności politycznej, szerokich znajomości wśród finansistów i zdolności do zdecydowanego działania.

Z powyższych względów, ministrowie w administracji Bidena są praktycznie niewidoczni. Pakiet antykryzysowy i program odnowy infrastruktury zostały zatwierdzone przy ich minimalnym udziale. Cały ciężar spoczywał na przywódcach Partii Demokratycznej w obu izbach Kongresu.

Ogólnie rzecz biorąc, pierwszy rok prezydentury Bidena nie wnosi wiele nowego do polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Zdecydowana większość wyborców źle ocenia kierunek zmian proponowany przez administrację Bidena – i nietrudno zgodzić się z tą opinią.

profesor ekonomii i finansów (Hollins University). Główne obszary zainteresowań naukowych: europejska integracja gospodarcza, makroekonomia porównawcza, polityka pieniężna, ekonomiczna i polityczna transformacja Europy Środkowo-Wschodniej po 1989 r. oraz historia gospodarcza Polski. Stały współpracownik dwumiesięcznika "Aracana" i tygodnika "Idziemy". Autor kilkuset prac naukowych i artykułów prasowych w języku angielskim i polskim.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz