Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Elektroniczna dyktatura

Będziemy mieli społeczeństwa, w których ludzie nie będą mieli z czego żyć. Dlatego transhumaniści już zastanawiają się nad systemem dochodu minimalnego, stałej sumy wypłacanej obywatelom, która pozwoli im przeżyć. Bo pracy już nie znajdą

Będziemy mieli społeczeństwa, w których ludzie nie będą mieli z czego żyć. Dlatego transhumaniści już zastanawiają się nad systemem dochodu minimalnego, stałej sumy wypłacanej obywatelom, która pozwoli im przeżyć. Bo pracy już nie znajdą

„Terminator” i „Ja, Robot” (na podstawie książki Isaaca Asimova) to filmy obrazujące niebezpieczeństwa wynikające z rozwoju sztucznej inteligencji. Ponure wizje filmowców mogą stać się rzeczywistością?

Filmy to fikcja, wyobraźnia. Opierają się na pomysłach, które krążą w naszej kulturze i biorą się z literatury science fiction. A fantastyka od dawna zajmuje się sztuczną inteligencją. Ciekawe w naszej epoce jest to, że to, co było opisywane w literaturze gatunku w latach 50., 60. i 70., dziś staje się rzeczywistością. A ta rzeczywistość jest tak fantastyczna, że autorzy science fiction za nią już nie nadążają. Znajdujemy się w fazie przejściowej – między tym, co ludzie sobie wyobrażali, a realizacją tych wyobrażeń. Naukowcy, którzy dziś pracują w laboratoriach nad sztuczną inteligencją, w młodości oglądali „Star Trek”, czytali powieści science fiction i teraz usiłują urzeczywistnić swoje marzenia z dzieciństwa. Technologia i informatyka, którymi dziś dysponujemy, pozwalają im na to.

Jednak tacy ludzie jak założyciel Microsoft Bill Gates czy Steve Wozniak, współzałożyciel Apple, choć są pasjonatami technologii, ostrzegają przed niebezpieczeństwem związanym z rozwojem sztucznej inteligencji, a mianowicie utratą kontroli nad maszyną…

Jeśli chodzi o zagrożenia związane z rozwojem sztucznej inteligencji, to ich zwyczajnie nie znamy. Ludzie, którzy pracują w tej dziedzinie mają obsesję na punkcie kodów informatycznych, chcą usprawniać roboty, tak by stawały się coraz bardziej skuteczne. Mają marzenia, wizje, które realizują. Istotne jest tu jednak to, skąd biorą się pieniądze na rozwój sztucznej inteligencji. Pochodzą one w większości od amerykańskiej armii, od rządu japońskiego oraz wielkich korporacji, jak Google, Apple, Microsoft, Facebook i Amazon. Mówimy o miliardach dolarów. Zatrudniani są najlepsi specjaliści, a mniejsze firmy pracujące nad sztuczną inteligencją i robotyką są wykupywane. W ten sposób wielkie amerykańskie korporacje nabyły całe laboratoria we Francji czy tabuny naukowców w Ameryce Południowej.

Za kilka lat odnajdziemy się z masą maszyn. Niewykluczone, że autonomicznych, czyli takich, które będą potrafiły samodzielnie podejmować decyzje, na dodatek będą połączone ze sobą globalnie. Kontrolowanie ich będzie bardzo trudne

A prace nad sztuczną inteligencją postępują szybko. Bardzo, bardzo szybko. Niektórzy zaczęli sobie więc zadawać pytanie: czy to jest groźne? Po pierwsze, nie wiemy tego, a po drugie, zapewne tak. Isaac Asimow pisał w swoich powieściach o trzech prawach robotyki, które miały chronić człowieka przed maszyną. Prawo pierwsze stanowi, że robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy. Prawo drugie mówi, że robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, a prawo trzecie, że robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z pierwszym lub drugim prawem. Roboty mają pomagać człowiekowi. Takie jest założenie.

W rzeczywistości jednak zabezpieczenia, o których pisał Asimov, nie są dziś umieszczane w maszynach. Są one tworzone tak, aby reagowały na rozkazy, które im się daje. Jakiekolwiek by one nie były. Nie ma ochrony. Największe inwestycje są dokonywane przez amerykańską armię i przeznaczane na konstruowanie robotów wojennych. Tworzy się także roboty przeznaczone do nadzoru, choćby w służbie więziennej. Problem nie polega przy tym nawet na tym, że te maszyny powstają, tylko, że są ze sobą połączone poprzez sieć internetową. Za kilka lat odnajdziemy się więc z masą maszyn, niewykluczone, że autonomicznych, czyli takich, które będą potrafiły samodzielnie podejmować decyzje, na dodatek połączonych ze sobą globalnie. Kontrolowanie ich będzie bardzo trudne.

Jak robot może autonomicznie podejmować decyzje, jeśli został zaprogramowany do tego, by wykonywać rozkazy?

Tu dochodzimy do puszki Pandory. Ci ludzie tworzą inteligentne ewolucyjne algorytmy, sztuczne sieci neuronowe i systemy rozmyte. W uproszczeniu to oznacza, że tworzą programy, które ewoluują następnie same. Nie da się tego procesu kontrolować, program robi to, co chce. Podam przykład: kilka lat temu w jednym z paryskich laboratoriów, w którym toczą się badania nad sztuczną inteligencją, naukowcy chcieli nauczyć małego heksapoda chodzić. Wzięli więc komputer i stworzyli proste oprogramowanie, które obejmowało funkcję chodzenia. To oprogramowanie było oparte na algorytmie ewolucyjnym, który kopiuje ewolucję gatunków. Robot ma sam znaleźć sposób, metodą prób i błędów, jak poruszać się na sześciu nogach. Robot powtarzał ciągle te same ruchy, przewracał się, aż w końcu wstał i zaczął chodzić poprawnie. Gdy to się stało, gdy z oprogramowania powstał software, który pozwolił bestii się poruszać, naukowcy byli bardzo zaskoczeni. Bo stało się to bardzo szybko i nagle. Robot zaczął biegać. Ewolucja biologiczna człowieka trwała tysiące lat. Ewolucja robota zajęła zaledwie kilka godzin. Pół godziny potrzeba, by helikopter nauczył się sam latać, wykonując idealne akrobacje.

Ludzie tworzą inteligentne ewolucyjne algorytmy, sztuczne sieci neuronowe i systemy rozmyte. W uproszczeniu to oznacza, że tworzą programy, które ewoluują następnie same. Nie da się tego procesu kontrolować, program robi to, co chce

I to nie wszystko. W jednym z laboratoriów opracowano robotów asystentów i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie miały przenosić przedmioty i wykonywać proste zadania. Naukowcy nagle zauważyli, że roboty rozwinęły własny język, sposób komunikowania się poprzez proste gesty. Nie byli w stanie go odczytać, ani dojść do tego, jak powstał. Nawet jeśli roboty – jak na razie – nie są świadome, są w stanie stworzyć rzeczy, o których nie wiemy, jak funkcjonują. W przypadku małego heksapodu naukowcy przyznali, że zajmie im lata, by wyjaśnić to, jak zaczął on chodzić: gdzie nastąpiła ewolucja? Od tamtego czasu minęło zaś kilka dobrych lat i dziś roboty są o wiele bardziej złożone i skomplikowane. Nie tylko chodzą, ale otwierają drzwi i wykonują wiele innych rzeczy. Mamy autonomiczne samochody, mamy coraz więcej autonomicznych maszyn. A cel jest taki, by poruszały się one w środowisku ludzkim. Do tego to wszystko zmierza. Zrobotyzowane są dziś już nie tylko fabryki i magazyny, robotyka wkracza do naszych mieszkań. Liczbę robotów „użytkowych” ocenia się dziś na co najmniej kilka milionów.

Czy to, że te maszyny są wszystkie połączone poprzez globalną sieć internetową, nie rodzi ryzyka ich wrogiego przejęcia przez hakerów?

Oczywiście. Trzeba przy tym jednak zaznaczyć, że roboty wojenne są o wiele lepiej chronione niż te cywilne. Wszystko jest dziś jednak zinformatyzowane, absolutnie wszystko. Amerykańskie elektrownie są podłączone do Internetu i w przeszłości były hakowane. Podobnie jest z fabrykami. W sektorze cywilnym ochrona jest bardzo słaba. Są też centrale nuklearne, które są podłączone do Internetu. Żyjemy w świecie niebezpiecznym, gdzie informatyka stała się trudna do kontrolowania. Dowodem na to jest choćby to, że używa się algorytmów ewolucyjnych w oprogramowaniach na giełdach, co powoduje sporo problemów, drobnych zaburzeń, o czym mało kto wie, bo się o tym nie mówi. A dlaczego wprowadzono tam algorytmy ewolucyjne? Bo trzeba szybko liczyć, a inteligentne komputery są tysiąc razy szybsze od ludzi. A ponieważ są inteligentne, dokonują transakcji same. Samodzielnie podejmują decyzje w oparciu o przeliczenia. Jest to giełda kontrolowana przez maszyny, a nie ludzi. Problem polega na tym, że delegujemy maszynom coraz ważniejsze zadania, a nie zastanowiliśmy się nad tym, jak one właściwie funkcjonują. Sprawy potoczyły się tak szybko, że zabrakło czasu na refleksję.

Niepokojące jest także to, że te maszyny są w dużej mierze własnością korporacji…

Zgadza się. A ludzie, którzy kierują tymi korporacjami, to w większości transhumaniści. Ludzie, którzy uważają, że człowiek jest modelem przestarzałym, niedoskonałym i że należy go polepszyć, za pomocą hybrydyzacji ze sztuczną inteligencją. Niektórzy z nich nawet sądzą, że trzeba ludzki umysł umieścić w maszynach, by się pozbyć ciała, które cierpi na choroby, starzeje się. Sadzą, że biologiczna ewolucja człowieka dobiegła końca i trzeba wejść na kolejny etap. Z ich perspektywy to, co robią jest dla dobra ludzkości, tyle że są efekty uboczne.

Delegujemy maszynom coraz ważniejsze zadania, a nie zastanowiliśmy się nad tym, jak one właściwie funkcjonują. Sprawy potoczyły się tak szybko, że zabrakło czasu na refleksję

Pierwszy jest taki, że te technologie są kosztowne i nie będą więc raczej dostępne dla wszystkich. Po drugie, bez względu na to, co mówią szefowie Google’a i innych firm z Silicon Valley, i jak bardzo udają pozytywistów, chodzi im o władzę. Wszystko co robią służy temu, by mieć kontrolę nad światem połączonym globalną siecią. Toczy się między nimi wojna konkurencyjna. Rządy nie mają nad tym całym procesem praktycznie żadnej kontroli, bo jak wszyscy wiemy, procesy informatyczne i Internet cholernie trudno kontrolować. Google nadzoruje wszystko, co się dzieje na świecie za pomocą swojej wyszukiwarki w Internecie, Google maps, oprogramowań w telefonach komórkowych. Microsoft podobnie, Windows 10 rejestruje każde stukniecie w klawisze komputera. To nie jest neutralne. Chodzi o zbieranie informacji o ludziach, o to, by wiedzieć, co robią, dlaczego to robią i mieć kontrolę nad nimi. To wszystko ostatecznie ogranicza wolność. Mamy obecnie jeszcze jakieś pole manewru jako zwykli ludzie, ale za 10–15 lat możemy go już nie mieć. System się zamknie.

Kolejne pytanie: czy maszyny mogą stać się świadome?

Transhumaniści chcą, by stały się świadome. Nad tym pracują. Pierwszy etap na drodze do tego celu już osiągnęli: maszyny są w stanie działać autonomicznie. Algorytmy ewolucyjne rozwijają się bardzo szybko i raz uruchomione nie dadzą się kontrolować. Im bardziej system jest złożony, tym większa szansa, że stanie się świadomy. Obecnie prędkość kalkulacji jest ogromna i rośnie z każdym dniem. Jesteśmy na progu stworzenia komputerów kwantowych. Nie wiemy, co się wtedy stanie. Obecnie każda informacja o nas jest zachowywana w pamięci komputerów, tzw. big data. Te informacje są używane do różnych celów. W chwili, gdy maszyna stanie się świadoma, będzie miała dostęp do wszystkich tych danych. Będzie wiedziała wszystko o nas. Będzie miała dostęp do wszystkich maszyn, danych, systemów nadzoru. Każdy z nas ma telefon komórkowy, za jakiś czas będziemy może także zaczipowani. Jeśli maszyna zdecyduje, że człowiek jest niepotrzebny, będzie mogła go wtedy z łatwością wyeliminować.

Rysuje pan tu bardzo ponury scenariusz. A można przecież argumentować, że najlepszy nawet program do produkowania przystosowawczych zachowań nie zastąpi człowieka. Maszyny nigdy nam nie dorównają. Nawet pomimo tego, że to My je tworzymy…

Nie byłbym taki pewny. Brzmi to może jak science fiction czy scenariusz „Terminatora”, i wcale nie mówię, że na pewno się tak stanie. Ale jest to realne ryzyko, z którym musimy się zmierzyć. Byłby to najgorszy rodzaj dyktatury. Dyktatura elektroniczna, przed którą nie byłoby ucieczki. No bo dokąd? Cały świat jest połączony w sieci. Nie byłoby gdzie się ukryć. Kiedyś można było iść do lasu. Teraz takich rebeliantów szybko znalazłyby i wyeliminowały drony. Problem polega na tym, że my nie wiemy, co właściwie tworzymy. Może maszyny nie staną się świadome, a może staną się świadome i będą z nami współpracowały? My tego po prostu nie wiemy. Mamy już roboty lekarzy, adwokatów, psychoterapeutów. Ich diagnozy są bardziej precyzyjne, bo maszyna szybciej jest w stanie przerobić dane, choćby kodeks karny. Maszyna nie ocenia, ona kalkuluje. Bardzo szybko. Ludziom się to podoba. Panuje ogromny entuzjazm związany z rozwojem sztucznej inteligencji. Mało kto myśli o ryzykach.

Jak na przykład o tym, że roboty zastępując ludzi odbierają im pracę…

Tak. To jest jeden z aspektów rozwoju sztucznej inteligencji. Wszystkie zawody wymagające niskich kwalifikacji jako pierwsze będą wykonywane przez roboty. Ale jak już wspomniałem, testuje się sztuczną inteligencję także w zawodach wymagających wyższych kwalifikacji i umiejętności. Gdy roboty przejmą wszystkie te dziedziny i zastąpią człowieka, co się z nim stanie? Będziemy mieli społeczeństwa, w których ludzie nie będą mieli z czego żyć, jak się utrzymać. Dlatego transhumaniści już zastanawiają się nad systemem dochodu minimalnego, stałej sumy wypłacanej obywatelom, która pozwoli im przeżyć. Bo pracy już nie znajdą.

Google nadzoruje wszystko, co się dzieje na świecie za pomocą swojej wyszukiwarki w Internecie, Google maps, oprogramowań w telefonach komórkowych. Microsoft podobnie, Windows 10 rejestruje każde stukniecie w klawisze komputera

Rozwój robotyki i sztucznej inteligencji to ogromna rewolucja, która przewróci nasz świat do góry nogami, nasi politycy mówią zaś dziś o pracy w ten sam sposób jak 30 lat temu. Zupełnie nie widzą i nie rozumieją zmian, które nadchodzą. A one nadchodzą niesłychanie szybko. Znajdziemy się w sytuacji bezprecedensowej w historii ludzkości: powstanie nowy gatunek, stworzony przez człowieka, nieznany i możliwie niemożliwy do kontrolowania. Klęski żywiołowe, wojny. Maszyny je przetrwają. My nie. Należy o tym pamiętać. Scenariusze science fiction stają się powoli rzeczywistością. Ludzie, którzy pracują nad sztuczną inteligencją wiedzą o ryzykach, ale odsuwają je na bok, tak bardzo są zafascynowani własnymi możliwościami. Własną mocą sprawczą. Lobbują przy tym usilnie rządy, by zmieniały prawodawstwo tak, by ułatwić im pracę. A za nimi stoją wielkie korporacje. Kto kontroluje informatykę, kontroluje całą resztę. Taka jest prawda. Na dodatek żyjemy w świecie rządzonym przez ludzi urodzonych przed nadejściem ery informatyzacji, którzy nie rozumieją tej dziedziny. Łatwo ich ograć.

Cyberantropolog, wykładowca uniwersytetu w Rennes, autor licznych książek na temat sztucznej inteligencji, m.in. „Koniec zatrudnienia – dla ludzi? („Fin de l'Emploi – Pour les Humains?”) oraz „Inteligentne maszyny i człowiek” („Les Machines >Intelligentes< et l’Homme”)

Komentarze

6 odpowiedzi na “Elektroniczna dyktatura”

  1. Słyszałem to zdanie bodajże jeszcze w latach 70. Jakiś satyryk rzecz całą ujął bardzo trafnie:
    „łatwiej zbudować myślącą maszynę, niż zmusić człowieka do myślenia”.
    Poza tym bardzo ciekawy wywiad. Gratulacje.

  2. Witold pisze:

    “I to nie wszystko. W jednym z laboratoriów opracowano robotów asystentów i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie miały przenosić przedmioty i wykonywać proste zadania. Naukowcy nagle zauważyli, że roboty rozwinęły własny język, sposób komunikowania się poprzez proste gesty. Nie byli w stanie go odczytać, ani dojść do tego, jak powstał.”
    Czy mógłbym prosić o podanie źródła tej informacji? Gdzie można o tym przeczytać? Czy było to jakoś badane? Jacy naukowcy poczynili takie spostrzeżenia?

  3. Daniel pisze:

    Proponuje podawać źródła do takich opracowań – bo stawia to w złym świetle ten artykuł, który porusza naprawę ważne sprawy. Czy będziemy jako ludzie jeszcze potrzebni.

  4. milo797 pisze:

    Kiedy nadejdzie odpowiedź na pytanie?

  5. Adam pisze:

    Gwoli ścisłości, jeśli chodzi o algorytmy genetyczne, to nie ma tam żadnej magii. Jest to rodzaj algorytmu heurystycznego(czyli przybliżającego optymalne rozwiązanie problemu), który tak dobiera parametry rozwiązania, żeby koszt(miara tego, jak źle dany program działa) był jak najmniejszy. Mówienie o tym, że nie wiemy co się w takim algorytmie dzieje jest kłamstwem, albo świadczy o niezrozumieniu działania algorytmu.
    “W jednym z laboratoriów opracowano robotów asystentów i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie miały przenosić przedmioty i wykonywać proste zadania. Naukowcy nagle zauważyli, że roboty rozwinęły własny język, sposób komunikowania się poprzez proste gesty. Nie byli w stanie go odczytać, ani dojść do tego, jak powstał.”
    Zakładam, że częścią programu tych robotów było wykształcenie jakiejś formy komunikacji, żeby mogły wspólnie wykonać pracę, tak jak w przypadku dronów, które miały przenieść ciężar, co wymagało kooperacji: https://youtu.be/4ErEBkj_3PY
    Artykuł bardzo tendencyjny, wydaje się, że autor do końca nie rozumie o czym mówi, albo wprowadza czytelników w błąd celowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz