Eksperyment z rezusami. O krok za daleko

Modyfikacja genetyczna rezusów przez chińskich naukowców budzi poważny sprzeciw moralny. Można ją krytykować z pozycji etyki chrześcijańskiej, ruchów obrony praw zwierząt i świata naukowego, który odpowiedzialnie traktuje swój zawód

Sensacyjne wiadomości, które od kilku dni zapełniają szpalty działów „nauka i wynalazki” w wysokonakładowej prasie i na portalach internetowych budzą zaskoczenie nawet u laików, którzy raczej nie pasjonują się nowymi odkryciami powstającymi za murami laboratoriów. Sympatyczne makaki królewskie, które co prawda nie podbiły w Polsce sieci społecznościowych i nie stały się bohaterami memów o „somsiadach”, tak jak członkowie tej samej rodziny koczkodanowatych – nosacze sundajskie, padły ofiarą osobliwego eksperymentu. Naukowcy z chińskiej prowincji Yunnan stworzyli właśnie zmodyfikowaną wersję tego gatunku, w której zmieniono ssakom strukturę DNA mózgu. Dodano do niego występujące w ludzkim genomie białko o nazwie mikrocefalina, oznaczane symbolem MCPH1. Według specjalistów, jest ono jeszcze stosunkowo słabo poznane i zbadane, a działa tylko w okresie życia płodowego. Naukowcy szacują, że mikrocefalina rozprzestrzeniła się w ludzkim genomie około 37 tys. lat temu.

Zmodyfikowanie mózgu makakom nie ma w zasadzie, co zgodnie stwierdzają eksperci ze świata zachodniego, żadnego sensu naukowego ani medycznego. Po prostu o mikrocefalinie wiadomo na razie niewiele. Od strony stricte teoretycznej wyniki badań nad zachowaniami makaków mogą więc w ogóle zostać niezauważone. Od strony praktycznej: jako że wynik eksperymentu jest nieprzewidywalny, zwyczajnie naraża on zwierzęta na niepotrzebne i niczym nieuzasadnione cierpienie. To już w dzisiejszym świecie, w którym coraz bardziej rozpowszechnia się postawa sprzeciwu etycznego wobec zadawania bólu „braciom mniejszym” stanowi wystarczający powód, aby takie działania odrzucić. Podobnie rzecz się ma ze światem nauki całej hemisfery zachodniej. Nie odrzuca ona całkowicie doświadczeń na zwierzętach, niemniej takie projekty jak chińskie modyfikacje są tam wciąż jednoznacznie krytykowane, szczególnie jeżeli dotyczą one tak bliskiego człowiekowi rzędu naczelnych. Swoją drogą, sprzeciw ten pokazuje, że w wielu powstających także w Polsce przekazach medialnych na temat rzekomej amoralności biologii i medycyny na Zachodzie jest wciąż – można powiedzieć na szczęście – sporo przesady.

Jeżeli do organizmu zwierzęcego wprowadzilibyśmy pełnowartościowy ludzki genom, który w procesie dalszego rozwoju wytworzyłby ludzkie białko w miejsce zwierzęcych, otrzymamy wielokomórkowy organizm, który, gdyby istniał dalej, przechodziłby wszelkie fazy rozwoju organizmu ludzkiego. A więc miałby już swoją określoną i niezależną zasadę istnienia i rozwoju, czyli mówiąc wprost: duszę

Pozostaje jeszcze stanowisko w tej sprawie największych Kościołów chrześcijańskich, zwłaszcza rzymskokatolickiego i prawosławnego. Generalnie kwalifikują one chińskie eksperymenty jako próbę tworzenia hybryd zwierzęco-ludzkich. Przede wszystkim z przyczyny najbardziej fundamentalnej – jako kreację organizmów (istot) o niejasnym statusie ontologicznym, które z jednej strony mogą być uznawane za osoby ludzkie, z drugiej, traktowane jako swoiste „rezerwuary organów” lub materiału genetycznego. Jeżeli do organizmu zwierzęcego wprowadzilibyśmy pełnowartościowy ludzki genom, który w procesie dalszego rozwoju wytworzyłby ludzkie białko w miejsce zwierzęcych, otrzymamy wielokomórkowy organizm, który, gdyby istniał dalej, przechodziłby wszelkie fazy rozwoju organizmu ludzkiego. A więc miałby już swoją określoną i niezależną zasadę istnienia i rozwoju, czyli mówiąc wprost: duszę. Kilka lat temu sprzeciwili się takim praktykom katoliccy biskupi amerykańscy, krytyczne stanowisko zajmuje też Patriarchat Ekumeniczny w Konstantynopolu, znany za czasów patriarchy Bartłomieja z ekologicznej wrażliwości. Kościoły krytykowały także prawo przyjęte pod koniec ubiegłej dekady w Wielkiej Brytanii, pozwalające pod pewnymi warunkami, chociażby w celu pozyskania komórek macierzystych, na tworzenie hybryd zwierzęco-ludzkich.

W chińskich działaniach nie sposób dostrzec refleksji etycznej nad takimi eksperymentami czy też wrażliwości metafizycznej, która została wypracowana przez wieki w naszej cywilizacji. Nie słychać rozważań o statusie osobowym zmodyfikowanych organizmów, ani o skutkach wprowadzenia w nie tak istotnych zmian. Widać na tym przykładzie dobitnie, jak duża przepaść dzieli wciąż kulturę Zachodu, nawet jeżeli staje się ona coraz bardziej zlaicyzowana i oderwana od duchowej tożsamości chrześcijańskiej, od kultury chińskiej. W XXI wieku potrzebujemy bez wątpienia chińskiej technologii, szczególnie jeżeli chodzi o komunikację i sieć 5G, jak również o medycynę (niedawne opracowanie projektu nanorobotów zwalczających choroby nowotworowe budzi spore nadzieje onkologii) oraz chińskich produktów, od elektroniki i AGD po proste urządzenia codziennego użytku. W kwestii „produkcji” zmodyfikowanych ssaków z rzędu naczelnych trzeba jednak stwierdzić, że naukowcy z Państwa Środka posunęli się o krok za daleko.

Fot.: Charles J Sharp

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, filozof polityki, dziennikarz, publicysta. Współpracuje m. in. z „Laboratorium Więzi”, „Magazynem Kontakt”, Aleteia.pl oraz Polskim Radiem24.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Eksperyment z rezusami. O krok za daleko”

  1. nic takiego strasznego pisze:

    Moralność jest w istocie bardzo pragmatyczna, chroni nas przed zrobieniem sobie kuku – na pewien czas o tym zapomnieliśmy, ale teraz jak dostaliśmy do łapek narzędzia o takiej mocy, to nawet naukowcy, którzy odkrycia, parcie do przodu przedkładają nad wszystko zaczęli się zastanawiać jakie będą tego skutki.

    Jestem laikiem, ale według mojego rozeznania – dyskusje etyczne toczą się coraz częściej, właśnie w aspekcie pragmatycznym.

    Moratorium na pewne badania – z jednej strony powoduje, że zostajemy z tytułu (dotychczas był to argument za bezkompromisowym parciem do przodu), ale dzięki temu, że zostajemy kilka kroków z tyłu możemy zobaczyć jakie skutki, konsekwencje i koszty ponoszą ci co są na czele, uniknąć ich błędów czy nawet katastrof.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz