Dziki Zachód nad Wisłą?

Bardzo źle się stało, że dyskusja o nowej ustawie regulującej dostęp do broni w naszym kraju została niemal całkowicie ustawiona przez tragedię, która wydarzyła się w Las Vegas

Spory o to, czy prawo do posiadania broni powinni mieć wszyscy obywatele, czy też to śmiercionośne narzędzie powinno pozostać tylko w rękach upoważnionych funkcjonariuszy państwa, trwają nie od dziś. Z każdej strony wielokrotnie padły już setki różnych argumentów.  Nie ukrywam, że bliżej mi do tego pierwszego stanowiska i jestem zwolennikiem szerszego (co nie znaczy, że całkowicie swobodnego) dostępu do broni. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że w kraju takim jak Polska dawno już utraciliśmy kulturę posiadania broni, gdyż od ponad 50 lat jako obywatele jesteśmy niemal całkowicie rozbrojeni. Jedna z najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie sprawia, że jesteśmy zarazem jednym z najbardziej bezbronnych narodów Starego Kontynentu, zajmując trzecie miejsce od końca z liczbą zaledwie 1,3 sztuki broni na 100 obywateli. Dla porównania u lidera – Szwajcarii –wskaźnik ten wynosi 45,7. Dlatego też wszelkie rozsądne, umiarkowane propozycje liberalizacji dostępu do broni należy uznać za warte poparcia, tak byśmy przynajmniej wyrównali do średniej europejskiej.

Brak w tym krótkim artykule miejsca na dokładniejszą analizę twierdzenia radykalnych przeciwników prawa do posiadania broni, zgodnie z którym im więcej broni, tym niebezpieczniej. Pozwolę więc sobie jedynie krótko przywołać dwie statystyki. Jak wykazały ostatnio chociażby analizy Instytutu Wolności Obywatelskiej i Gospodarczej, korelacja pomiędzy liczbą posiadanej broni a liczbą zabójstw jest nieznaczna i wskazuje na niewielki, ale pożyteczny wpływ większej dostępności broni na bezpieczeństwo. Warto tu wspomnieć choćby wzmiankowaną wcześniej Szwajcarię, która ma jedne z najmniejszych statystyk morderstw, zaledwie 0,5 na 100 tysięcy mieszkańców rocznie. Dla porównania w jednym z krajów o najmniejszej dostępności broni (współczynnik 0,7) – Rumunii – wskaźnik morderstw na 100 tysięcy mieszkańców wyniósł zaledwie 1,5. Jednocześnie, jak wykazało badanie brazylijskiego Instytutu Igarapé, ok. 99% morderstw w tak często przywoływanych Stanach Zjednoczonych koncentruje się na ok. 5% ulic. Jakie z tego wnioski? Odpowiedź na pytanie, czy dostępność broni zwiększa liczbę przestępstw, jest co najmniej niejednoznaczna. Wydaje się, że dla rozkładu przestępczości istotniejsze znaczenie mają jednak inne czynniki, kulturowe i społeczne.

Wbrew emocjonalnym i absurdalnym twierdzeniom o tym, że ta nowelizacja przyniesie nad Wisłę Dziki Zachód, projekt może wręcz poprawić nasze bezpieczeństwo.

Tyle tytułem nakreślenia pewnego szerszego obrazu, niezbędnego w sytuacji, gdy – niestety – zamiast racjonalnej dyskusji o stworzeniu rozsądnych regulacji dotyczących dostępu do broni, zafundowano nam emocjonalne wrzutki oparte na tragicznym w skutkach ataku w Las Vegas. Argumentacja oparta na amerykańskich przykładach nie powinna w ogóle mieć miejsca w dyskusji nad propozycją nowelizacji ustawy o dostępie do broni i amunicji autorstwa posłów Kukiz’15, gdyż postulaty zawarte w tym projekcie nie są nawet zbliżone do stanu prawnego w USA. Autorzy zmian nie proponują swobodnego, czy też względnie swobodnego dostępu do broni. Wciąż ma być to ściśle regulowane przez liczne procedury i długą listę wyłączeń. Przykładowo zezwolenia nie będą mogły uzyskać osoby skazane prawomocnym wyrokiem za szereg przestępstw. Podobnie z osobami chorymi psychicznie oraz cierpiącymi na różne zaburzenia. Krótko mówiąc, wykluczone jest legalne posiadanie broni przez tzw. szaleńców, którymi tak często się nas straszy w oparciu o amerykańskie przykłady. Jednocześnie niezbędne będzie przedstawienie uzasadnionego powodu posiadania broni, jednego z wskazanych w ustawie, takiego jak np. samoobrona, obrona miru domowego czy łowiectwo. Chyba najistotniejsza jest zmiana podmiotu wydającego zezwolenia: policję zastąpić mają starostowie lub prezydenci miast na prawach powiatu. To w połączeniu z precyzyjniejszymi definicjami zawartymi w ustawie ma zmniejszyć dotychczasową uznaniowość przy przyznawaniu zezwoleń. Ponadto pozwolenia mają być podzielone na trzy poziomy dostępu, uzależnione od kompetencji: im wyższy poziom, tym więcej rodzajów broni będzie można posiadać. I wreszcie nowelizacja zakłada stworzenie jednolitego ogólnopolskiego systemu komputerowego, w którym ewidencjonowane będą wszystkie pozwolenia na broń i wszystkie egzemplarze broni oraz wszystkie transakcje sprzedaży. W pracach nad projektem starano się zapewnić maksymalną zgodność z najnowszą wersją unijnej dyrektywy regulującej kwestię posiadania broni, dzięki czemu udało się stworzyć nowoczesny akt prawny, który sprawi, że zyskamy wreszcie szansę na dorównanie do średniej europejskiej.

Warto dać szansę temu projektowi, który, co godne podkreślenia, przygotowywany jest bez pośpiechu, w zgodzie z zasadami dobrej legislacji, co dziś niestety należy do rzadkości. Wbrew emocjonalnym i absurdalnym twierdzeniom o tym, że ta nowelizacja przyniesie nad Wisłę Dziki Zachód, projekt ten może wręcz poprawić nasze bezpieczeństwo. Stanie się tak przede wszystkim dzięki ograniczeniu uznaniowości w przyznawaniu zezwoleń, gdyż dzięki temu uzyskiwać je będą ci, którzy spełniają jasno określone przesłanki, a nie ci, którzy mają odpowiednie znajomości, a także dzięki stworzeniu nowoczesnego rejestru, który uporządkuje wiedzę o tym, kto i jaką broń posiada.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz