Bałkanizacja Hiszpanii 

Niedzielne referendum niepodległościowe w Katalonii, poza jego skutkami dla samej Hiszpanii, postawiło w kłopotliwej sytuacji instytucje unijne i kraje europejskie

Jeszcze przed referendum niepodległościowym w Katalonii, gdy jasne się stało, że rząd hiszpański zrobi wszystko, by do niego nie dopuścić, temat zaczęli poruszać zagraniczni dziennikarze, akredytowani w Brukseli. Pośród nich byli oczywiście sami Katalończycy. Zarzucali Komisji Europejskiej bierność, zwłaszcza gdy zaczęły się aresztowania wśród organizatorów referendum i zamykanie stron internetowych, a KE dalej powtarzała, że to wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Co ciekawe, Katalończycy powoływali się na casus Polski – ich zdaniem, skoro Komisja zaangażowała się w polskie wewnętrzne sprawy (w tym konstytucyjne) teraz powinna zrobić to samo w przypadku Katalonii i Hiszpanii.

Madryt już teraz grozi odebraniem Katalonii autonomii. To zaś mogłoby się skończyć masowymi protestami

Te zarzuty nasiliły się po niedzieli, gdy okazało się, że policja hiszpańska użyła siły, nie dopuszczając ludzi do urn wyborczych, a KE powtórzyła komunikat mówiący, że jest to wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Kwestia Katalonii stawia polityków zagranicznych w niezręcznej sytuacji. Zbyt mocno krytykując rząd w Madrycie i opowiadając się po stronie nielegalnego jednak referendum, daliby zielone światło kolejnym secesjonistycznym regionom. Także w ich własnych krajach. Stad wstrzemięźliwa postawa polityków belgijskich, włoskich czy brytyjskich. Ale casusem prawnym, niebezpiecznym, stało się już 9 lat temu Kosowo. Proklamowało ono jednostronnie niepodległość, którą ochoczo uznała większość krajów unijnych. Jednym z pięciu, które tego nie zrobiły, była Hiszpania. Casus Kosowa wykorzystała Rosja w przypadku Gruzji, Osetii i Abchazji. W związku z sytuacją w Katalonii Rosja zaciera ręce. W Hiszpanii mówi się teraz o bałkanizacji sytuacji. I faktycznie, poza przypadkiem prawnym Kosowa, przypomina mi się sytuacja z początku lat 90-tych – rozpadu Jugosławii, któremu początek dało proklamowanie niepodległości przez Słowenię i Chorwację.

Czy sytuacja się powtórzy i dojdzie do rozwiązań siłowych? Jak na razie proklamowanie niepodległości przez parlament kataloński przesuwa się najprawdopodobniej na niedzielę. Madryt już teraz grozi uruchomieniem art. 155 konstytucji, czyli odebraniem Katalonii autonomii. To zaś mogłoby się skończyć masowymi protestami. I – jak na przykład w przypadku zmniejszenia autonomii Kosowa przez Slobodana Miloszevicia w 1989 roku – uruchomieniem alternatywnego państwa, walką z aparatem centralnym i atakami militarnymi na policję czy wojsko hiszpańskie. Wątpliwe, niestety, wydaje się rozwiązanie kompromisowe. Obie strony za bardzo się zradykalizowały.

Dominika Ćosić
korespondentka TVP w Brukseli. Wcześniej korespondentka m.in. Wprost (wcześniej na Bałkanach, a od 2005 w Brukseli), Dziennika Gazety Prawnej i tygodnika Do Rzeczy. Absolwentka slawistyki na UJ. Autorka kilku książek, m.in. o polskiej drodze do UE "Od Horyzontu do przewodnictwa".

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz