Czy powstaną „odnawialne” imperia?

Zmiany klimatu stały się motorem rozwoju innowacyjnych technologii. Odnawialne źródła energii stanowią wciąż niedostrzegany przejaw rywalizacji między Chinami a USA

Chiny wciąż opierają się w dużej mierze na węglu. Aż 2/3 energii, której potrzebuje Państwo Środka, pochodzi ze spalania paliw kopalnych. Jednak Pekin doskonale zdaje sobie sprawę z potrzeby prognozowania przyszłości. A prognozy wyraźnie wskazują na wyczerpywanie się zasobów węgla. Apetyt przemysłu na energię nie spada, i dlatego należy szukać jej źródeł poza paliwami kopalnymi. Chiny poważnie spoglądają więc na sprawy rozwoju energetycznych alternatyw i zwiększają swoje nakłady w tym zakresie. Naiwnością byłoby jednak twierdzić, że chińskie władze robią to z troski o klimat. Konsumpcja węgla wciąż rośnie, a spalając paliwa kopalne Chiny produkują komponenty do instalacji wiatrowych i solarnych.

Chińczycy w przeciwieństwie do Trumpa wiedzą, że „królewska władza” paliw kopalnych w końcu się skończy wraz z wyczerpującymi się zasobami

Tymczasem za Oceanem Spokojnym największy rywal Chin, Stany Zjednoczone, zmienił swój klimatyczny kurs. Donald Trump twierdzi, że zmian klimatu nie ma, a całe zamieszanie wokół Porozumienia Paryskiego i ograniczania emisji, jest chińską intrygą. Jeszcze zanim został prezydentem USA, w jednym ze swoich wpisów w mediach społecznościowych oznajmił wprost: „Koncept globalnego ocieplenia został stworzony przez Chiny i dla Chin, by sprawić, że amerykański przemysł przestanie być konkurencyjny”. Już jako przywódca USA nie porzucił dotychczasowych przekonań, obwieszczając renesans w amerykańskim górnictwie węglowym.

Energetyczny kij i jego dwa końce

Każdy kij ma dwa końce. W przypadku Państwa Środka jeden z tych końców ma pozytywne konotacje i oznacza technologiczną rewolucję w energetyce odnawialnej. Drugi ma mało przyjemny wygląd komina elektrowni węglowych, bo Chiny są największym emitentem CO2 na świecie. W 2017 roku Pekin był odpowiedzialny za 27 proc. emisji dwutlenku węgla. Drugim państwem na podium były Stany Zjednoczone, odpowiedzialne za 15 proc. emisji, a podium zamykała Unia Europejska – 10 proc. W tym zestawieniu Chiny były liderem, a Polska znalazła się na 21. miejscu. To akurat nie powinno nas dziwić, w czasach, kiedy tak wiele produktów niechińskich marek oznacza się informacją „Made in China”. Za ten stan odpowiada nie tylko spalanie węgla (Chiny są największym konsumentem węgla na świecie), ale również transport (ChRL to drugi „zjadacz” ropy naftowej, po USA). Jednak co ciekawe, zupełnie inaczej przedstawia się kwestia emisji, jeżeli za wskaźnik przyjmiemy emisję CO2 na mieszkańca. W tym przypadku liderem jest Katar – 49 ton CO2 per capita w 2017 roku, a Polska wyprzedza Chiny z wynikiem 8,6 ton i 38. miejscem wobec chińskich 7 ton na mieszkańca rocznie.

Amerykański kij ma również dwie różne końcówki. Z jednej strony jest nią prezydent Donald Trump, który neguje doniesienia świata nauki na temat globalnego ocieplenia i deklaruje, że przyszłość Ameryki jest zaklęta w paliwach kopalnych. Postawa Trumpa jest w wyraźnej kontrze do polityki jego poprzednika. W 2015 roku Barack Obama ogłosił „Plan Czystej Energii”. Jego celem było zmniejszenie emisji o 32 proc. do 2030 roku w porównaniu z poziomem emisji w 2005 roku. Wraz z nadejściem ery Trumpa ambitny plan rozbił się o skały denializmu klimatycznego. Poglądów obecnego prezydenta nie podzielają jednak poszczególne stany. Liderem wśród nich jest Kalifornia, która zapowiedziała, że do 2045 roku będzie w stu procentach energetycznie zielonym regionem. Półmetek Kalifornijczycy osiągną za jedenaście lat. Nie bez przyczyny dzieje się to właśnie w tym stanie USA, uchodzącym za zagłębie innowacyjności i nowych technologii. Kalifornijskim władzom stanowym sprzyja również słońce, z którego w dużej mierze zamierzają korzystać. Nie bez powodu jednym z największych sympatyków OZE jest były kalifornijski gubernator, Arnold Schwarzenegger.

Oprócz Kalifornii do grona zwolenników przechodzenia na OZE należą też Hawaje czy Nevada, która w 2030 roku chce 50 proc. energii produkować z odnawialnych źródeł. Wśród amerykańskich stanów, które zadeklarowały osiągnięcie pułapu produkcji energii z OZE do 2030 roku, na ambitnym poziomie minimum 50 proc. znalazły się już Dystrykt Kolumbia, New Jersey, Nowy Jork, Oregon i Vermont. W innych regionach USA nikt nie odmawia potrzeby zwiększania miksu energetycznego, chociaż deklaratywność udziału odnawialnej energetyki jest tam odpowiednio mniejsza.

Chińczycy w przeciwieństwie do Trumpa wiedzą, że „królewska władza” paliw kopalnych w końcu się skończy wraz z wyczerpującymi się zasobami. I na ten scenariusz chińskie władze przygotowują się już od co najmniej dekady. W Chinach rozwój OZE jest scentralizowany i ma różne konteksty. Stawką jest nie tylko konkurencyjność gospodarki oraz redukcja emisji CO2, ale i jakość powietrza. W 2013 roku Chiny poszły na wojnę ze smogiem, co sprawiło, że przybyło dni z czystym niebem w Pekinie i 27 chińskich miastach. Jej wypowiedzenie nie byłoby możliwe bez chińskiej klasy średniej, która zaczęła domagać się lepszych warunków życia. Jednak w rezultacie oznaczało to wyłącznie odsunięcie problemu od dużych ośrodków miejskich. Należy pamiętać, że Chiny nie zamierzają wygaszać przemysłu ciężkiego, który teraz działa głównie poza metropoliami. To na peryferia wielkich miejskich aglomeracji, posługując się argumentem walki ze smogiem w mieście, wyprowadzono huty i elektrownie z Pekinu. Po tej przeprowadzce zakłady przemysłowe wyrosły na nowo w pobliskiej prowincji Hebei. Tam, w przeciwieństwie do stolicy, jakość powietrza się nie poprawiła.

W kontekście energetycznych planów Chin symbolicznym wydarzeniem było uruchomienie największej pływającej farmy słonecznej we wschodniej prowincji Anhui. Powstała ona w miejscu dawnej kopalni węglowej, która została zalana. W ten sposób uzyskano dodatkową przestrzeń niezbędną do zlokalizowania takiego obiektu wymagającego znacznej przestrzeni na lądzie stałym. Chociaż sama budowa takiej elektrowni nie jest łatwa w porównaniu z instalacjami budowanymi na lądzie, to jednak w opinii chińskich władz będzie opłacalna. Ma zapewnić energię 15 tysiącom gospodarstw domowych. To kolejny mały, ale ważny krok, który potwierdza kierunek rozwoju sektora energetycznego. A zatem, o ile Chiny nie staną się w pełni odnawialnym imperium, to i tak, przy takim trendzie inwestowania w zieloną energetykę, wyprzedzają już amerykańskiego konkurenta.

Energetyka odnawialna jest również jedną z integralnych części składowych rywalizacji o wpływy na mapie współczesnego świata

Nieodnawialny Trump, odnawialne Chiny?

Kiedy administracja Trumpa chce wycofać USA z porozumień paryskich, Pekin inwestuje miliardy dolarów i mówi o ponad dziesięciu milionach miejsc pracy w zielonej energetyce stawiając na energię ze słońca i energetykę wiatrową. Docelowo to sposób na większą niezależność energetyczną Chin i kolejny kierunek ekspansji handlowej. Obecnie Państwo Środka pokrywa 2/3 światowego zapotrzebowania na panele słoneczne. Podobnie jest z energetyką wiatrową – połowa produkcji turbin wiatrowych wychodziła w ostatnich latach z tego kraju. Chiny stawiają również na rozwój zielonych technologii, myśląc o benefitach wynikających z opatentowania nowych rozwiązań. To dzięki Chinom i spadkom kosztów produkcji, w latach 2008-2013 doszło do gwałtownej obniżki cen paneli słonecznych o 80 procent.

Szacuje się, że już dziś w sektorze związanym z energetyką słoneczną pracuje ponad 2,5 miliona osób w samych tylko Chinach. Amerykanie zaoferowali takich miejsc pracy prawie dziesięciokrotnie mniej, co wynika z raportu Międzynarodowej Agencji do spraw Energii Odnawialnej. I kiedy Trump chce znów wysyłać górników do kopalni, Chiny wysyłają swoich obywateli w odwrotnym kierunku, gdzie również mogą znaleźć płatne zajęcie. Co więcej, chińskie władze planują cięcia etatów w kopalniach węgla.

Oczywiście do deklaracji Pekinu należy podchodzić z umiarkowanym optymizmem. Pomimo zazieleniania energetyki w Chinach węgiel wciąż stanowi ponad 60 procent miksu energetycznego, chociaż prognozy na kolejne lata nie zakładają gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na ten surowiec. Państwo Środka ma jeszcze węgla na pół wieku, ale wciąż waha się, co z nim zrobić. Pomimo zamykania węglowych bloków, Chiny wciąż nie rezygnują z tego paliwa, co wynika z partykularnych interesów poszczególnych prowincji, które dysponują zasobami węgla i cieszą się pewną dozą niezależności w podejmowaniu decyzji o ich eksploatacji.

Jednak nie tylko zieloną energią będą stały Chiny. Pekin nie odżegnuje się również od energetyki jądrowej. Dziś Chiny korzystają z 33 reaktorów, a w budowie są kolejne 22 bloki. Niskoemisyjność chińskiej gospodarki nie oznacza zatem wyłącznie inwestowania w OZE. Jednak jeśli wierzyć deklaracjom Pekinu, do 2030 roku aż 35 proc. energii będzie pochodzić z odnawialnych źródeł. Jednak nie oznacza to całkowitej rezygnacji z energii, która będzie pochodzić z wciąż dostępnych zasobów węgla. A zatem Chiny wciąż nie stawiają wszystkiego na jedną kartę, chociaż potrafią zoptymalizować korzyści związane z energetyką odnawialną.

Energetyczny wyścig już trwa

Energetyka odnawialna jest również jedną z integralnych części składowych rywalizacji o wpływy na mapie współczesnego świata. Chiny już od lat starają się współpracować z krajami ubogimi. W ten sposób budują sobie rynki zbytu, w takich miejscach, gdzie energetyka odnawialna będzie jednym z kluczowych źródeł energii.

Afryka jest dziś jedną z najważniejszych chińskich stref wpływów. Można prognozować, że Chiny nie ograniczą się wyłącznie do eksploatacji surowców naturalnych tego kontynentu. Będą również wzbogacać ofertę swoich produktów, skrojonych na potrzebę mniej zasobnych klientów. Znajdą się w niej między innymi komponenty do produkcji energii ze słońca, które mogą być z powodzeniem wykorzystywane na większości terytorium kontynentu afrykańskiego. A to z kolei jest szansą dla rozwoju gospodarczego kontynentu afrykańskiego. Atutem elektrowni słonecznych będzie ich cena i idealne warunki do rozwoju tej gałęzi energetyki. Prognozy są dobre, szczególnie jeśli uwzględnimy ograniczony dostęp do elektryczności na kontynencie afrykańskimi – w 2015 roku 585 milionów mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej było pozbawionych takiego dostępu. W ciągu ostatnich lat powstają nie tylko elektrownie słoneczne, ale rośnie zapotrzebowanie na tanie urządzenia ładowane energią ze słońca. Z perspektywy Pekinu to obiecujący rynek zbytu dla chińskiej produkcji. Chiny już od lat umacniają swoją pozycję w Afryce, która otworzyła im nie tylko dostęp do surowców, ale również do ziemi, którą Państwo Środka kupuje i wydzierżawia na tym kontynencie, co ma zwiększyć bezpieczeństwo żywnościowe.

Chiny, które będą mogły produkować więcej własnej energii, zmniejszą swoje zapotrzebowanie na paliwa z importu

Jednocześnie Chiny kreują się na obrońcę interesów krajów rozwijających się. Na kolejnych szczytach klimatycznych konsekwentnie akcentują potrzebę finansowego wsparcia dla państw, które już dziś najbardziej odczuwają zmiany klimatu. Jest to przejaw naturalnego sojuszu, w którym Pekin nie po raz pierwszy pełni rolę protektora przed krajami rozwiniętymi.

Wyścig już się zaczął. Chiny, które będą mogły produkować więcej własnej energii, zmniejszą swoje zapotrzebowanie na paliwa z importu. W ten sposób chcą zmniejszyć narażenie chińskiej gospodarki na globalne tąpnięcia cen i ograniczenie dostępności do surowców. Z kolei amerykański prezydent rozłożył „odnawialność” USA na łopatki, podnosząc cła na słoneczne panele z Chin, i to nie w obronie amerykańskich producentów, ale amerykańskich paliw kopalnych. Trump nie robi też nic, aby to amerykańskie firmy przejęły prowadzenie we wdrażaniu i patentowaniu nowych technologii, pozwalających jeszcze efektywniej produkować i magazynować energię z odnawialnych źródeł.

współpracownik NK, doktor nauk humanistycznych, z wykształcenia historyk, politolog i dziennikarz. Miłośnik przyrody i Wileńszczyzny. Obecnie wspiera działania Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze i prowadzi Magazyn Poświęcony Przyrodzie natropie.tv [1]. Zajmuje się również tematyką afrykańską i interesuje bliskowschodnią, w kontekście niemuzułmańskich społeczności Bliskiego Wschodu.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz