Sondażowe lustro Rosji

Największe niezadowolenie wśród Rosjan budzą nierówności i warunki mieszkaniowe, a władza traci poparcie. To tylko niektóre wnioski z noworocznych sondaży

Nowy rok w Rosji zaczął się od publikacji szeregu sondaży, które pokazują, co Rosjanie myślą o stanie, w jakim znajduje się ich ojczyzna, jakiej polityki gospodarczej i społecznej by chcieli, i wreszcie – jakie zmiany w polityce zagranicznej spotkałyby się z ich uznaniem.

Naukowcy z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii pytali wiosną ubiegłego roku 4 tysiące Rosjan, co z ich punktu widzenia jest zjawiskiem budzącym największe niezadowolenie. Zdecydowanie najczęściej padała odpowiedź, że są nim nierówności w dochodach. Taki pogląd zaprezentowało 84 proc. ankietowanych. W pierwszej piątce zmieściły się jeszcze nierówności w dostępie do ochrony zdrowia (70 proc.), warunkach mieszkaniowych (64 proc.), brak dobrych miejsc pracy (52 proc.) oraz nierówności w dostępie do edukacji (48 proc.). Trzeba zauważyć, że te wskaźniki dotyczą bardziej ogólnego poczucia tego, jak wygląda sytuacja w kraju, bo jednocześnie naukowcy pytali, czy ankietowani osobiście doświadczyli każdej z tych form upośledzenia. Tu odpowiedzi twierdzących było zazwyczaj mniej. Ale badacze zwracają uwagę, że i w tej kategorii w ciągu ostatnich trzech lat dość wyraźnie wzrosła liczba osób, którzy na własnej skórze poczuli się dyskryminowani, czy to w dostępie do ochrony zdrowia, edukacji, mieszkań, czy wreszcie w dochodach.

Poziom zaufania do rosyjskiego prezydenta (a pamiętajmy, że badania przeprowadzono już w tym roku) osiągnął swe historyczne minimum – 32,8 proc., podczas gdy jeszcze w marcu ubiegłego roku ufało mu ponad 55 proc. ankietowanych

Poparcie dla władzy słabnie

Inny sondaż, który właśnie opublikowało Centrum Lewady, koncentrował się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czym Rosjanie się szczycą a czego wstydzą. Zdaniem interpretujących wyniki badania socjologów wskazuje on na to, że jeśli chodzi o powody do zadowolenia, to obywatele Federacji Rosyjskiej coraz częściej szukają ich w przeszłości, a na teraźniejszość patrzą z narastającą goryczą. I tak szczycą się zwycięstwem w II wojnie światowej (87 proc. respondentów), a najbardziej wstydzą z tego powodu, że „są wspaniałym narodem, bogatym krajem, a żyją w wiecznym ubóstwie i niepewności”. Tak uważa 61 proc. ankietowanych, podczas gdy w ubiegłych latach tego rodzaju pogląd reprezentowało ok. 53-55 proc. osób uczestniczących w sondażu. Nie należy z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo Rosjanie wstydzą się też rozpadu ZSRR (45 proc., rok wcześniej – 33 proc.), dumni są z przyłączenia Krymu (45 proc.) oraz, w coraz większej liczbie (wzrost z 9 proc. do 16 proc.), odczuwają gorycz związaną z tym, że rządzi nimi „ograniczona, niekompetentna i nastawiona na własne korzyści władza”.

Inny sondaż, przeprowadzony przez rządowy ośrodek badania opinii publicznej WICOM, ukazuje znaczący spadek poparcia dla organów władzy. Straciły obie izby Dumy (w ciągu roku spadek zaufania do izby niższej z 52 proc. do 31 proc.). Ale zaufanie do armii, Cerkwi Prawosławnej oraz „organów porządku publicznego” nie zmalało i utrzymuje się na wysokim poziomie (odpowiednio armia – 86 proc., cerkiew – 69 proc., organy – 57 proc.). Poziom zaufania do rosyjskiego prezydenta (a pamiętajmy, że badania przeprowadzono już w tym roku) osiągnął swe historyczne minimum – 32,8 proc., podczas gdy jeszcze w marcu ubiegłego roku ufało mu ponad 55 proc. ankietowanych. Później, po wprowadzeniu niepopularnej reformy emerytalnej, wskaźniki te obniżyły się do 35 proc., a teraz jeszcze bardziej spadły.

Warto zwrócić uwagę na dynamikę społecznego poparcia dla rosyjskich formacji politycznych. Partia władzy, Jedna Rosja, która jeszcze w maju ubiegłego roku cieszyła się poparciem przekraczającym połowę respondentów (50,7 proc. – badanie z 6 maja 2018), teraz ma 32,8 proc. aprobaty. Rosyjscy socjologowie konstatują, że są to najniższe wyniki zarówno Putina, jak i partii władzy od stycznia 2006 roku, czyli od czasu, kiedy tego rodzaju badania zaczęto systematycznie prowadzić. Poparcie społeczne przerzuciło się na inne formacje, przede wszystkim tzw. opozycji systemowej. Najwięcej zyskali komuniści (wzrost z 9,2 proc. do 16,3 proc.) oraz opowiadająca się za aktywniejszą polityką socjalną Sprawiedliwa Rosja (skok z 3,4 proc. do 6 proc.). Zyskała również formacja Żyrinowskiego (8,4 proc. w maju, 12 proc. obecnie). W najmniejszym stopniu zmianę nastrojów społecznych odczuły wszystkie, razem wzięte formacje pozaparlamentarnej opozycji – wzrost zaufania z 7 proc. w maju 2018 r., do 9,3 proc. Biorąc pod uwagę fakt, że w wyborach prezydenckich przedstawiciele rosyjskich komunistów zawsze osiągają lepszy wynik niż cała formacja (w trakcie ostatnich wystawiony przez nich Paweł Grudinin dostał 11,7 proc. głosów, podczas gdy popularność komunistów w tym czasie oscylowała wokół 8,5-9,5 proc.), to w obliczu jesiennych wyborów gubernatorskich, siłą rzeczy silnie spersonalizowanych, kandydaci komunistyczni mogą być poważną konkurencją dla przedstawicieli partii władzy.

Wyniki badań opinii publicznej sprowadzają się do ujawnienia zakorzenionego w Rosji poglądu, który można skonkludować w następujący sposób – Rosja ma dobre relacje z Japonią, jest krajem silniejszym i mającym większe znaczenie, po co zatem oddawać wyspy, o których sądzimy, że słusznie się nam należą

Japonii ani guzika

Zmieniające się nastroje społeczne wpływają na postrzeganie przez Rosjan polityki zagranicznej prowadzonej przez Kreml. Wyraźnie widać to w ich stosunku do perspektywy zawarcia z Japonią porozumienia w kwestii statusu czterech spornych wysp Archipelagu Kurylskiego. Pod koniec grudnia ubiegłego roku jeden z rosyjskich ośrodków badania opinii publicznej (Obszczestwiennoje Mnienie) opublikował wyniki ankiety na temat stosunku Rosjan do kwestii relacji z Japonią, a WCIOM pytał Rosjan o ich zdanie na temat perspektywy zwrotu wysp z Archipelagu Kurylskiego. Z tego ostatniego badania wynika, że dość zdecydowana większość badanych (77 proc.) jest przeciwko oddawaniu czegokolwiek Japonii, nawet jeśliby w zamian Rosja uzyskała „znaczącą rekompensatę”. Co ciekawe, wśród mieszkańców Dalekiego Wschodu przeciwników nawet małych ustępstw w tej kwestii jest więcej (84 proc.), więcej jest też tam zwolenników poglądu (20 proc.), że zarząd nad archipelagiem winien być wspólnym rosyjsko-japońskim przedsięwzięciem, a o formalnej zmianie przynależności państwowej wysp nie ma co myśleć. Ponad połowa badanych (51 proc.) opowiada się przy tym za kontynuowaniem rozmów, nawet jeśli miałyby one trwać długie lata. Celem negocjacji w takim ujęciu miałoby być zbliżenie stanowisk i doprowadzenie „do wzajemnego zrozumienia”. To zaufanie do skuteczności rosyjskiej dyplomacji jest, jak można przypuszczać, pochodną poglądów Rosjan na temat charakteru i jakości wzajemnych relacji. Większość ankietowanych (49 proc.) jest zdania, że Japonia to przyjazne Rosji państwo, wzajemne relacje można ocenić jako dobre (59 proc.). Większość Rosjan uważa też (77 proc.), że ich kraj ma w świecie znacznie większe znaczenie niż Japonia. Innymi słowy wyniki badań opinii publicznej sprowadzają się do ujawnienia zakorzenionego w Rosji poglądu, który można skonkludować w następujący sposób: Rosja ma dobre relacje z Japonią, jest krajem silniejszym i mającym większe znaczenie, po co zatem oddawać wyspy, o których sądzimy, że słusznie się nam należą? Z punktu widzenia Kremla, istotne znaczenie ma też odpowiedź na pytanie, jak zmienić się może stosunek ankietowanych do rosyjskiego prezydenta, jeśliby ten zdecydował się na oddanie całości lub części archipelagu Japończykom. Otóż 53 proc. badanych odpowiedziało, że w takiej sytuacji ich postrzeganie Putina pogorszy się.

Inny z kolei ośrodek demoskopijny pytał Rosjan, jak sytuują swoją gospodarkę w światowej hierarchii. 30 proc. z nich jest zdania, że gdyby brać pod uwagę położenie materialne ludności, to gospodarka rosyjska sytuuje się między 10. a 50. miejscem na świecie, 27 proc. jest zdania, że jest to lokata między 50. a 100. pozycją, ale jest też grupa (21 proc.), która jest zdania, że miejsce rosyjskiej gospodarki jest na szarym końcu. Inne pytanie dotyczyło tego, które miejsce zajmuje Rosja, gdy wziąć pod uwagę siłę jej gospodarki jako całości, bez zwracania uwagi na warunki życia ludzi. I tu tez nie jest najlepiej, bo 20 proc. uważa, że plasuje się w drugiej pięćdziesiątce, 37 proc. jest zdania, że między 10. a 50. miejscem, a 10 proc. szukałoby jej na samym końcu.

Jeżeli można mówić o politycznej alternatywie wobec obecnej ekipy, to raczej w królestwie opinii publicznej należałoby szukać jej w obszarze zajmowanym przez formację postkomunistyczną, opowiadającą się za większą sprawiedliwością w rozdziale dochodów i aktywniejszą polityką społeczną, a przy tym otwarcie wzywającą do odbudowy rosyjskiego imperium i z nostalgia spoglądającą w przeszłość

Alternatywą komuniści?

I wreszcie ostatni z noworocznych sondaży – przeprowadzony też przez centrum Lewady – przyniósł opinię 53 proc. Rosjan, którzy chcieliby odejścia obecnej ekipy Dmitrija Miedwiediewa. Z kolei liczba zadowolonych z działalności premiera i rządu według ostatniego sondażu, przeprowadzonego w trzecim tygodniu stycznia przez WCIOM, wynosi odpowiednio 33,7 oraz 37,7 proc. respondentów. Wszystkie te opublikowane po zakończeniu długich w Rosji świąt związanych z Nowym Rokiem oraz prawosławnym Bożym Narodzeniem wskazują na znaczne pogorszenie się nastrojów wśród zwykłych Rosjan. Ale jednocześnie pokusić się można o tezę, że wcale nie wzrosła liczba zwolenników rozwiązań rynkowych, które na Wschodzie kojarzą się z biedą i bałaganem rządów Jelcyna. Raczej rośnie zapotrzebowanie na „rządy silnej ręki”, większe bezpieczeństwo socjalne i większą równość w podziale dochodów. Jeżeli można mówić o politycznej alternatywie wobec obecnej ekipy, to raczej w królestwie opinii publicznej należałoby szukać jej w obszarze zajmowanym przez formację postkomunistyczną, opowiadającą się za większą sprawiedliwością w rozdziale dochodów i aktywniejszą polityką społeczną, a przy tym otwarcie wzywającą do odbudowy rosyjskiego imperium i z nostalgią spoglądającą w przeszłość. Takie przesunięcie nastrojów społecznych w ostatnich latach zawsze prowadziło do korekt w polityce gospodarczej i zagranicznej rządzącej ekipy. W planie polityki gospodarczej oznacza to umacnianie się już obserwowanych trendów, zmierzających do odizolowania Rosji od zagrożeń związanych ze współpracą z Zachodem („Twierdza Rosja”), zaś w polityce zagranicznej może oznaczać korektę obecnego kursu (większe usztywnienie, powrót do retoryki imperialnej), lub, wobec niemożności zmiany realizowanej linii, próbę odciągnięcia uwagi opinii publicznej jakąś „małą zwycięską wojną”.

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz