Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Czy paliwo może być tańsze?

Czy można w prosty sposób – przez likwidację „haraczu” – sprawić, by paliwo kosztowało 3 zł za litr?
Minęło już prawie 10 lat od słynnej konferencji, na której Jarosław Kaczyński z kanistrem pokazywał, jak tania byłaby benzyna, gdyby nie podatki. Miał oczywiście rację, gdyż daniny publiczne stanowiły ok. 50% ceny paliwa – i tak jest do dziś. Po upływie dekady posłowie KO, Cezary Tomczyk i Krzysztof Truskolaski powtórzyli ten happening, wskazując, że cena benzyny się przez ten czas praktycznie nie zmieniła, pomimo znacznych spadków cen paliw na rynkach światowych. Należy sobie więc zadać pytanie – czy paliwo w ogóle może być tańsze? Jak podaje e-petrol.pl, w litrze benzyny 95-oktanowej (który aktualnie kosztuje ok. 5,49 zł) znajduje się: 1,51 zł akcyzy (27,5%), 1,03 zł VAT-u (18,8%), 17 gr opłaty paliwowej (3,1%) i 8 gr opłaty emisyjnej (1,5%). Koszt zakupu...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Stały współpracownik NK. Ekspert Centrum Analiz KoLibra. Naukowo zainteresowany prawem gospodarczym oraz tematyką związaną z ekonomiczną analizą prawa.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Czy paliwo może być tańsze?”

  1. m_kurjata pisze:

    Doczytałem do końca i nie znalazłem głębszego wgryzienia się w temat. Autor słusznie zauważa, że haracz nakładany na paliwo ciężko obciąć, bo będą mniejsze wpływy do budżetu i Unia zabrania, ale to wie również i każdy wyznawca “prostych korwinizmów”.

    Surowce energetyczne w końcu się skończą, to prawda, ale państwowa gospodarka planowa nie rozwiązała jeszcze żadnego problemu i nie widzę przesłanek za tym, że ten rozwiąże. Nie wiemy przede wszystkim, czy skończą się za 50 lat czy za 1000. Ludzie nie potrzebują państwa do tego, żeby akcyzą pomagało im “zmienić sposób myślenia o życiu, gospodarce czy transporcie” i obniżało im przy tym poziom życia. Dawno już temu wynaleziono genialny mechanizm, który bezbłędnie informuje ludzi odpowiednio wcześnie o tym, czy czegoś naprawdę zaczyna brakować. To ceny. Dzięki nim zresztą mimo straszenia od dekad wyczerpywaniem się węglowodorów ich światowe rezerwy ciągle rosną mimo rosnącego wykładniczo zużycia energii. Po prostu gdy cena tylko trochę wzrośnie, zaczyna się opłacać wydanie 500 milionów dolarów na znalezienie następnych złóż ropy czy gazu. Teorie “ekspertów” mówiących, że wcześniej może się pomylili ale teraz to już na pewno węglowodory się kończą mają z nauką tyle wspólnego, ile wizje Krzysztofa Jackowskiego.

    Przerzucenie się na auta elektryczne (na razie zresztą zasilane węglem, tylko że spalanym w elektrowni, a nie pod maską) nie uratuje poddanych przed chciwością rządzących. Haracz w paliwach jest tak wysoki dlatego, że z kierowców najłatwiej jest go zedrzeć. Od jeżdżenia do pracy i odwożenia dzieci do szkoły ciężko się ludziom powstrzymać. Gdy tylko udział aut elektrycznych w rynku wzrośnie, wzrosną też podatki w cenie prądu, którym są ładowane.

    Jeśli haraczu w paliwie nie da się prosto obniżyć, bo spadną wpływy do budżetu to należy przemyśleć obniżenie rozdawnictwa na rzecz darmozjadów, którzy wolą pospać dłużej niż inni. A jeśli nie da się obniżyć, by zwiększyć ludziom poziom życia, ich produktywność i rozwój gospodarczy, bo UE zabrania to należy to dopisać do długiej listy powodów do strategicznego odwrotu z tego socjalistycznego bagna na trajektorii schyłkowej.

    I tak zataczając koło wracamy do prostych korwinizmów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz