Coraz bliżej twardego brexitu

Coś, co już wcześniej było możliwe – choć budziło lęk decydentów i elit gospodarczych – zostało teraz legitymizowane przez sukces wyborczy partii Nigela Farage’a. Torysi muszą poważnie rozważyć scenariusz „twardego brexitu”, jeśli chcą odzyskać stracony elektorat

Na kwietniowym szczycie Unii Europejskiej przywódcy państw członkowskich ponownie zgodzili się przedłużyć termin brexitu do końca października 2019 roku (wcześniej prolongowano tę datę do 22 maja, czyli na dzień przed ewentualnym głosowaniem Brytyjczyków w wyborach do Parlamentu Europejskiego). Do tego czasu premier Theresa May chciała ratyfikować umowę rozwodową (czyli traktat regulujący zasady wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii). Ostatecznie umowa trzykrotnie była przedkładana Izbie Gmin do ratyfikacji i za każdym razem spotykała się z odmową posłów.

Ostatnią deską ratunku dla May było podjęcie negocjacji z największą parlamentarną siłą opozycyjną, czyli Partią Pracy. Warunkiem ratyfikacji miało być przyjęcie przez konserwatystów założenia, że umowa rozwodowa będzie poddana pod referendum, a ponadto docelowa umowa o relacjach Zjednoczonego Królestwa z UE będzie opierała się na stałej unii celnej. Oba warunki były nie do zaakceptowania przez rząd torysów. Ponadto w rozmowach widać było brak wzajemnego zaufania. Laburzyści wprost zarzucali swoim negocjacyjnym partnerom, że gdy tylko ratyfikują umowę rozwodową, to May poda się do dymisji, a kolejny premier nie będzie respektował przyjętych z Partią Pracy ustaleń. Nic więc dziwnego, że rozmowy zostały zerwane tuż przed wyborami do PE.

Większość wyborców konserwatywnych, zirytowana kunktatorstwem May, postanowiła zagłosować za partią jednoznacznie popierającą wyjście z UE, co więcej mającą tylko ten jeden postulat programowy

Zdesperowana May zapowiedziała, że i tak będzie czwarty raz próbowała ratyfikować umowę rozwodową w Westminsterze, a ponadto, że zgadza się na to, aby w ramach ratyfikacji parlament przyjął zobowiązanie o poddaniu tej umowy pod głosowanie w referendum powszechnym. Tego było za wiele dla wyborców konserwatywnych. Nie podobało się im już to, że May podjęła negocjacje z Partią Pracy, a zgodę na ponowne referendum odebrano jako zawoalowaną formę odwrócenia brexitu. I okazało się to ciężkim błędem May.

W wyborach do PE w maju 2019 roku konserwatyści ponieśli druzgocącą porażkę zajmując dopiero 5. w kolejności miejsce, zdobywając jedynie 9 proc. głosów i zaledwie 4 mandaty do PE. Jednocześnie całkiem nowa partia Nigela Farage’a,  popierająca „twardy brexit”, zdobyła ok. 32 proc. głosów i 29 miejsc w PE. Większość wyborców konserwatywnych, zirytowana kunktatorstwem May, postanowiła zagłosować za partią jednoznacznie popierającą wyjście z UE, co więcej – mającą tylko ten jeden postulat programowy. Był to bez wątpienia jasny sygnał dla Partii Konserwatywnej. Nic więc dziwnego, że kolejnego dnia po wyborach premier May została zmuszona przez własnych kolegów partyjnych do dymisji, mimo że jeszcze kilka dni wcześniej nie chciała nawet o tym słyszeć.

Nowy konserwatywny premier nie może dopuścić do przedterminowych wyborów, gdyż byłyby one dla partii kolejną porażką. Jego głównym zadaniem przed wyborami w 2022 roku będzie odzyskanie elektoratu, który odpłynął do skrajnej Brexit Party. Wiedzie do tego zaostrzenie stanowiska w sprawie brexitu. A to oznacza najpierw próbę renegocjacji umowy rozwodowej z UE, a następnie, po zapowiadanej wielokrotnie przez stronę unijną odmowie renegocjacji – wyjście z UE pod koniec października bez tej umowy.

Największe szanse na objęcie schedy po Theresie May ma wśród bukmacherów Boris Johnson, który powiedział, że „nikt odpowiedzialny nie może wykluczyć bezumownego brexitu”. Johnson ma również od dłuższego czasu silne wsparcie ze strony prezydenta Donalda Trumpa (a tym samym największego mocarstwa światowego) dla radykalnego rozwiązania kwestii brexitu. To jeszcze bardziej uprawdopodobnia ten scenariusz.

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, socjolog, politolog i historyk. Jest profesorem na Uniwersytecie Warszawskim. Ekspertem Instytutu Sobieskiego i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w analizie polityk gospodarczych w UE i w państwach członkowskich, a także w zarządzaniu publicznym. Ostatnio opublikował „W objęciach europeizacji” (ISP PAN, Warszawa 2012) oraz zredagował książkę „Między polityką a rynkiem. Kryzys Unii Europejskiej w analizie ekonomistów i politologów” (Uczelnia Łazarskiego, Warszawa 2013).

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Coraz bliżej twardego brexitu”

  1. Andrzej z Balto pisze:

    Nazywanie partii Brexit skrajną to jednak przesada. Czyżby profesorskie lewactwo czyniło wszystko co nie pasuje do ideologii skrajną przesadą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz