Co się stało w Wenezueli?

Kryzys w Wenezueli narasta i pochłania coraz więcej ofiar. Wspieraniem reżimu Maduro zainteresowani są Rosjanie i Chińczycy. Z jakiego powodu doszło do tak drastycznej sytuacji?

30 kwietnia w stolicy Wenezueli, Caracas, doszło do rozlewu krwi. Wojskowe i policyjne pojazdy opancerzone należące do sił wiernych urzędującemu prezydentowi Maduro kilkukrotnie rozjechały protestujących zwolenników pretendenta Juana Guaidó. Doszło również do ulicznej strzelaniny. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, lecz przynajmniej jedna kobieta zmarła od rany postrzałowej, a dziesiątki są ranne. Kryzys narasta – ale jak do niego doszło?

Poprzednie 40 lat minęło w atmosferze narastającego kryzysu gospodarczego, który przybrał rozmiary systemowego uwiądu państwa niezdolnego do zaspokojenia elementarnych potrzeb obywateli. Po śmierci Hugo Cháveza, obowiązki prezydenta podjął wiceprezydent Nicolás Maduro – były kierowca autobusu, lider związkowy, zdolny aparatczyk partyjny, radzący sobie w biurokratycznych meandrach. Nieznaczną większością głosów wygrał wybory w 2013 r., dziedzicząc po Chávezie państwo w stanie rozkładu, rządzone przez partyjno-wojskowo-policyjną nomenklaturę, kontrolowane przez bizantyjski aparat biurokratyczny, którego obywatele poddawani byli od lat propagandowemu praniu mózgów. Wenezuelskie podręczniki szkolne były przedrukami podręczników kubańskich, a kontrolowane przez rząd media nieustannie utrzymywały, że wszystkie nieszczęścia i niedole kraju to wynik intryg amerykańskich imperialistów, finansowych spekulantów, chciwych potentatów rolnych i właścicieli przedsiębiorstw.

Wenezuelskie podręczniki szkolne były przedrukami podręczników kubańskich, a kontrolowane przez rząd media nieustannie utrzymywały, że wszystkie nieszczęścia i niedole kraju to wynik intryg amerykańskich imperialistów, finansowych spekulantów, chciwych potentatów rolnych i właścicieli przedsiębiorstw

Reagując w dość charakterystyczny sposób, w październiku 2013 r. Maduro powołuje nowy urząd państwowy: Ministerstwo Najwyższego Szczęścia Socjalnego, które ma zajmować się koordynacją programów socjalnych. W płomiennych przemówieniach obiecuje radykalne zmiany, które poprawią fatalną sytuację gospodarczą.

Jednak pojawienie się na rynkach światowych wielkich ilości amerykańskiej ropy i gazu łupkowego spowodowało w 2014 roku gwałtowny spadek cen surowców energetycznych. Ropa staniała z poziomu 110 dolarów za baryłkę w maju do 43 dolarów za baryłkę w grudniu. Spowodowało to gwałtowny spadek przychodów PDVSA (przedsiębiorstwa państwowego Petróleos de Venezuela), niewypłacalność państwa i głębokie cięcia w zakresie programów socjalnych.

Nie radząc sobie z kryzysem, Maduo w coraz większym stopniu opiera się na poparciu wojskowych. Mianuje ministra obrony, generała Vladimira Padrino Lópeza, odpowiedzialnym za politykę transportową i cenową oraz przekazuje armii nadzór nad portami oraz ogromną siecią „misji boliwariańskich” MERCAL, czyli jedynych w kraju sklepów, w których obywatele mogą realizować bony żywnościowe. Bony te, wydawane na podstawie dowodu osobistego, stały się podstawą obiegu gospodarczego, kiedy szalejąca, kilkuset procentowa inflacja uczyniła wenezuelskiego boliwara praktycznie bezwartościowym.

Narastającym protestom społecznym towarzyszą coraz większe represje ze strony władz. Boliwaryjska Gwardia Narodowa (GNB) oraz Boliwaryjska Narodowa Służba Wywiadowcza (SEBIN) zaczęły rutynowo stosować tortury podczas przesłuchań osób podejrzewanych o sympatyzowanie z opozycją. Urząd Wysokiego Komisarza ds. Przestrzegania Praw Człowieka ONZ odnotował w 2017 roku, że przynajmniej 232 osoby były ofiarami takich technik jak: rażenie prądem elektrycznym, ciężkie i długotrwałe bicie, przetrzymywanie w uciążliwych fizjologicznie pozycjach, pozbawianie snu, przyduszanie, gwałt i inne czynności seksualne. Odnotowywano przypadki dręczenia więźniów za pomocą ładunków gazu łzawiącego odpalanych w celach, zmuszanie ich do zjadania ekskrementów i robactwa, strzelanie z broni gładkolufowej we wrażliwe miejsca ciała z bliskiej odległości oraz odmawiania opieki medycznej osobom jej wymagającym.

Za pomocą szeregu kontrowersyjnych zmian prawnych, reżim praktycznie rozmontował parlament, pozbawiając go prawa uchwalania ustaw, a prezydent rządzi za pomocą dekretów. Dociskając śrubę, wprowadzono restrykcyjną kontrolę Internetu za pomocą systemu, którego elementy Wenezuela otrzymała od Chin.

Obecna, kolejna już eskalacja protestów i wyłonienie się Juana Guaidó jako uznanego przez część otoczenia międzynarodowego pretendenta do prezydentury nie wydają się istotnie zmieniać układu sił w Wenezueli. Kluczowa dla skutecznego przeprowadzenia puczu armia nie widzi interesu w zmianach. Obserwowana od początku roku zwyżka cen ropy naftowej na rynkach światowych pozwoli reżimowi na odzyskanie inicjatywy i przekazanie społeczeństwu sygnału, że sterowana z zewnątrz opozycja próbuje odsunąć rząd od władzy właśnie wtedy, kiedy wdrażane „reformy” zaczęły przynosić skutek. Maduro może też liczyć na wsparcie Rosji i Chin, które widzą w nim czynnik geopolityczny, osłabiający wpływy USA w regionie.

W kwietniu br. w Wenezueli pojawiła się też grupa żołnierzy chińskich, co jest silnym sygnałem, że także Chiny zdecydowały się wesprzeć dyktatora, podstawiając nogę wspierającym Guaidó Amerykanom

Rosjanie bez większych skrupułów wspierają reżim sprzętem wojskowym oraz pomocą w zakresie szkolenia wywiadowczego i wojskowego. Grupa najemników z grupy Wagnera już od kilku tygodni zajmuje się ochroną prezydenta i szkoleniem najbardziej zaufanego eszelonu armii wenezuelskiej. Rosjanie zbudowali też śmigłowcowe centrum serwisowo-treningowe pod Caracas oraz podjęli się budowy w Wenezueli fabryki karabinów AK-47. W kwietniu br. w Wenezueli pojawiła się też grupa żołnierzy chińskich, co jest silnym sygnałem, że także Chiny zdecydowały się wesprzeć dyktatora, podstawiając nogę wspierającym Guaidó Amerykanom. W przeciwieństwie do Rosji, Chiny dysponują ogromną nadwyżką budżetową, której część mogą przeznaczyć wprost na finansowanie reżimu w Caracas. Uzyskanie w ten sposób dostępu do największych na ziemi złóż ropy jest wystarczającym motywem, żeby grać Amerykanom na nosie.

Chociaż USA mają najgłębsze interesy strategiczne w rejonie Karaibów, to ich zdolność projekcji siły jest niebywale obniżona z powodu wcześniejszego zaangażowania wojsk USA w Afganistanie, Iraku i Syrii – które to zaangażowanie nie przyniosło Amerykanom żadnych wymiernych korzyści a spowodowało jedynie uprzedzenie opinii publicznej i wzrost tendencji izolacjonistycznych. W związku z tym prawdopodobieństwo amerykańskiej interwencji wspierającej wenezuelską opozycję uważam za znikome – prezydent Trump raczej nie ulegnie naciskom ze strony Pentagonu i swojego doradcy ds. bezpieczeństwa, Johna Boltona, domagających się podjęcia „odpowiednich” działań.

ur. 1966. W latach 1993–2010 związany z przemysłem chemicznym. Pracował jako kierownik projektów wdrożeniowych w Solvay i GE. Od 2011 związany z IT. Aktywista laicki, członek zarządu stowarzyszenia Koalicja Ateistyczna oraz członek-założyciel Kongresu Świeckości. Publicysta Post-Radia, niezależny komentator życia społeczno-politycznego.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz