Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kulturowo jestem Polakiem

Kiedy pytam o typowo polską muzykę, najczęściej wskazuje się tę, która jest de facto z importu. Często słyszę: „disco polo”, czy „rock”. A gdzie kujawiaki czy oberki?

Jak długo mieszkasz w Polsce?

Mamadou Diouf: We wrześniu tego roku minie 36 lat, od kiedy przyjechałem do Polski.

To jak jest z tą Polską z perspektywy tak długiego czasu? Polska to kraj przyjazny dla obcokrajowca, czy kraj, którego należy unikać?

Jeśli chcę być konsekwentny, to nie mogę powiedzieć, że zostaję w miejscu, które mi nie pasuje. Mógłbym wrócić do Senegalu, bo nie ma u mnie wojny. Tyle, że ja pokochałem Polskę. Zawsze, gdy rozmawiam z Polakami, kiedy mówię o pozytywach, podkreślam, że mówię tak nie ze względu na to, że rozmawiam właśnie z nimi. Przez kilka lat działałem w europejskiej platformie organizacji pozarządowych EUNOMAD, która zrzeszała organizacje z trzynastu krajów. To były czasy, kiedy w polskim sejmie było dwóch posłów urodzonych w Afryce. To zjawisko, że dwóch Afrykanów zasiadało w sejmowych ławach, w skali świata było na pewno czymś wyjątkowym. Nawet biorąc pod uwagę takie kraje, jak Wielka Brytania i Francja. Bo jeżeli ktoś z Afryki zasiada w tamtych parlamentach, to dlatego, że miał wsparcie stosunkowo licznej afrykańskiej diaspory. Natomiast tutaj, w Polsce, to było naprawdę unikatowe, bo Polacy, urodzeni w Polsce, głosowali na dwie osoby, które urodziły się na kontynencie afrykańskim. Może dla niektórych będzie to detal, ale moim zdaniem to było naprawdę coś.

Ale jak przybysz z Senegalu czuje się w tej Polsce?

Czuję się świetnie. Polska jest moim miejscem. Nie porównuję Polski z Senegalem. W Senegalu są geny. W Polsce wszedłem do polskiej kultury. I funkcjonuję tutaj przede wszystkim kulturowo. Utożsamiam się kulturowo z Polską. Byłem świadkiem historycznych przemian w Polsce. Jednak najważniejszy był ten wysiłek, który wykonałem po zakończeniu studiów. Wcześniej język polski był przede wszystkim moim narzędziem do nauki. Skupiałem się wyłącznie na słownictwie podręcznikowo-weterynaryjnym. I dopiero po studiach, kiedy zacząłem jeździć i koncertować w Polsce, to nagle mnie uderzyło: chłopie, siedzisz tu, a tak naprawdę nie znasz tego miejsca. I wtedy zacząłem się interesować bardziej językiem polskim. Grzebanie w kulturze i w historii danego miejsca daje nam bardzo skuteczny parasol, który ułatwia nam zamieszkanie w obcym kraju. Ta wiedza, do której docieramy, ułatwia wiele w relacjach między ludźmi, między gospodarzem a gościem. Obowiązki gościa to nie tylko szanowanie prawa, które obowiązuje w kraju, do którego przyjechał, bo to najprostsza rzecz. Ten gość powinien dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co to za miejsce. To jest najlepsze zachowanie. Dzięki niemu szanujemy to, co jest na miejscu, i w takiej sytuacji odruchowo gospodarz się otwiera. A język to najprostsza brama do miejscowych. Po drodze mamy literaturę i historię. Zawsze powtarzam innym Afrykanom, aby uczyli się języka polskiego, jeśli zdecydują się mieszkać w Polsce. I przypominam im, że wtedy będą nawet mogli się kłócić po polsku. Język jest kluczem do wszystkiego.

Kiedy osoba z Afryki, załóżmy, że taki Mamadou z Senegalu, próbuje egzaminować Polaków, to na pewno zmusza do zastanowienia się nad sobą

Kim jest Mamadou Diouf w 2019 roku?

Dziś wewnętrznie uważam, że jestem kulturowym Polakiem. I owszem, jeśli ktoś się skupi na moim zewnętrznym wyglądzie, to taka osoba będzie miała problem. Kilka lat temu na Placu Bankowym spotkałem kibica Legii. I on zadał mi pytanie, co tu robię. Łatwo było odczytać jego intencje, ale nie zraziłem się i zacząłem z nim rozmawiać o historii Polski. Zapytałem o Kazimierza Wielkiego i czy wie, w którym wieku rządził Królestwem Polskim. On odpowiedział, że w XV, po dłuższej chwili zastanowienia. Odparłem – pomyliłeś się o jedno stulecie. Ów kibic podał mi wtedy rękę i poszedł dalej. Dlatego podkreślam, że warto poznać dobrze miejsce, w którym mieszkam. Bo wtedy nikt mi nie może powiedzieć, że nie jestem stąd. Moja relacja z Polską trwa już ponad 35 lat i ja wiem, czym jest ten kraj, bo poznałem jego historię.

Pytasz o tę historię kraju nad Wisłą ludzi, szczególnie ludzi młodych, kiedy prowadzisz warsztaty z ich udziałem. Jak wypada ten test ze znajomości historii i kultury Polski?

Zbyt rzadko zadajemy sobie pytanie o naszą tożsamość. Jeżeli ktoś urodził się w Polsce, to jest z tego miejsca, i wtedy test z historii tego kraju nie budzi zdziwienia. Natomiast, kiedy osoba z Afryki, załóżmy, że taki Mamadou z Senegalu, próbuje egzaminować Polaków, to na pewno zmusza do zastanowienia się nad sobą. Na ogół mało kto wie, ile lat mieszkam w Polsce i mało komu przychodzi do głowy, w jakim stopniu ten gość z Afryki może znać język polski, i że może czytać Biblię czy pisma filozoficzne w języku polskim. Staram się uświadomić mojego słuchacza, że człowiek to są geny i kultura. Do kultury możemy wejść przez geny, i to jest nam dane wraz z momentem narodzin. Niektórzy chwalą się tym, ale to jest przecież nam dane i niezależne od nas, więc jak można chwalić się z prezentu. Z jednej strony uświadamiam na takich warsztatach, że można urodzić się na Księżycu i trafić na Ziemię, trafić do Polski, poznać nowe miejsce lepiej i utożsamiać się z nim. Kiedy zadaję takie pytania o tożsamość, historię i kulturę, młodzi ludzie nie zawsze znają na nie odpowiedzi. Wtedy myślą sobie: kurczę, jednak można nie urodzić się w tym miejscu i wiedzieć o nim bardzo dużo. O tę refleksję mi chodzi: ktoś obcy z wyglądu może być bardzo blisko. I to jest coś co dociera do młodzieży, z którą się spotykam. Temu właśnie służą te moje rozmowy z młodzieżą.

Mówienie o Polsce pozwala mówić o Afryce?

Mówienie o samej Afryce nie miałoby sensu bez odniesienia się do Polski. Owszem można byłoby podkreślać wyłącznie egzotykę, ale na prowadzonych przeze mnie warsztatach mówię tak o Afryce i Senegalu, jak i o Polsce.

Nie chodzi o to, aby być, jak to mówię, cukrem w gorącej herbacie. Nie przestanę pochodzić z Senegalu

Jesteś z wyboru muzykiem. Pytasz też o muzykę?

Polska muzyka nie ma łatwo. Kiedy pytam o typowo polską muzykę, najczęściej wskazuje się tę, która jest de facto z importu. Często słyszę: „disco polo” czy „rock”. A przecież w obu przypadkach mamy muzykę z importu. A gdzie kujawiaki czy oberki? Kiedyś rozmawiałem z dziennikarzem, stosunkowo znanym czytelnikom mediów związanych z polską prawicą. Wydał książkę i postanowił zaprosić różnych ludzi do zadawania mu pytań. Znalazłem się wśród zaproszonych. I na pewnym etapie rozmowy zadałem mu pytanie, czy ma polską muzykę w domu. Popatrzył na mnie i odpowiedział, że nie ma. I zawstydził się.

Dziś często mówi się o patriotyzmie. Czym jest ten patriotyzm?

Czasami ludzie używają terminów, których nie rozumieją. Patriota to nie jest przecież tylko ta osoba, która stoi z bronią na granicy w gotowości do obrony swojego kraju. Patriotyzm nie kończy się na tym, a dopiero na tym zaczyna. Patriota to nie tylko ten człowiek, który uczciwie płaci podatki, ale i ten, który dobrze zna historię i kulturę swojego miejsca. Podejrzewam, że jest sporo osób, które nie znają od początku do końca „Mazurka Dąbrowskiego”. To ciekawe, że młody człowiek w Polsce utożsamia się z hip-hopem, który pochodzi z Ameryki, z muzyką dance czy rockiem, rzadziej z amerykańskim bluesem, z muzyką fado z Portugalii, z flamenco, ale ten człowiek powinien wiedzieć, że jest wspomniany już oberek czy kujawiak. Powinien przynajmniej znać te nazwy, nawet jeśli nie słucha takiej muzyki. W Polsce ta tradycyjna muzyka została zepchnięta na margines. Jest pewna grupa ludzi, która próbuje promować tę muzykę, ale wciąż w tym kraju robi się za mało w tym zakresie. Podczas mojej audycji radiowej, którą współprowadzę, prezentujemy muzykę świata, a wśród niej sporo polskiego folku. Zapraszamy artystów i zespoły, i kiedy rozmawiamy z nimi, to rzeczywiście potwierdzają, że media nie pomagają promować polskiej tradycji muzycznej. Brakuje też takiego dużego festiwalu muzyki ludowej na miarę Opola, bo Opole to najczęściej muzyka z importu, śpiewana po polsku. Mam wrażenie, że Polacy wstydzą się tych ludowych dźwięków. I to jest niedobrze. W rezultacie, kiedy idzie się na spotkania z młodzieżą i pyta młodych ludzi o nazwy tych polskich dźwięków, to jest duży problem z uzyskaniem odpowiedzi.

Myślisz, że mieszkając w Polsce od ponad trzydziestu lat, to uczucie patriotyzmu, miłości do kraju, w którym osiedliłeś się z wyboru jest u ciebie czymś bardzo naturalnym?

Tak. To jest jak najbardziej naturalne i zastanawiam się, w jakim stopniu Polacy, którzy żyją na emigracji, patrzą na swoje nowe miejsce zamieszkania jako na miejsce do zarobkowania, czy też jest w tym coś więcej. Jeśli się zarabia, to oczywiście nie ma nic w tym złego, ale gdy przyjeżdżamy do nowego kraju na długo, staje się on naszym nowym domem. I nie oznacza to wyłącznie zarabiania pieniędzy i płacenia podatków. Powinien temu towarzyszyć ten drugi odruch – zainteresowanie miejscem i nową kulturą. I to właśnie miało miejsce w moim przypadku. Nie chodzi o to, aby być, jak to mówię, cukrem w gorącej herbacie. Nie przestanę pochodzić z Senegalu. To nie ten rodzaj myślenia. Ten bagaż, który mam jako Polak żyjący w Argentynie czy w USA, bagaż, z którym trafiam do nowego miejsca, a składają się na niego język, religia, tradycja – nie powinien zostać porzucony. Druga sprawa to jest to, jak ja się czuję w nowym miejscu z wyboru. O ile żaden człowiek nie wybiera sobie miejsca narodzin, to każdy może poznać miejsce, w którym przyszło mu żyć. Wtedy jest mniej konfliktów, ale przede wszystkim mniej kompleksów. Bo te wszystkie gadki w rodzaju „on jest taki, on jest siaki” wynikają właśnie z kompleksów. Jeżeli znam swoją kulturę, to tylko kretyn myśli o niej w kategoriach, że ona jest lepsza lub gorsza. Moim zdaniem pewne wypowiedzi względem innych wynikają z kiepskiej znajomości samego siebie. Tu nie ma tej konkurencji, która występuje w sporcie i w innych dziedzinach. Mam solidną świadomość swojej kultury i wtedy nie porównuję jej z innymi w kategoriach dobra i zła.

W Senegalu mało ludzi ma świadomość budżetu państwa, płacenia podatków. To nie są rzeczy oczywiste

A co ze sportem?

W tym poznawaniu nowego miejsca sport jest bardzo dobrym przykładem na utożsamianie się z miejscem. Gdy zaczynamy kibicować sportowcom kraju, w którym mieszkam, to jest to właśnie ten moment. Wtedy nie mówię, że dziękuję Polsce tylko za to, że mam pracę, moje dzieci chodzą tutaj do szkoły. Owszem, to ważne, ale znacznie ważniejszy jest moment, kiedy polska reprezentacja przegrywa i wtedy mnie coś kłuje. Kiedy Adam Małysz przegrywał, to bolało. I to jest ten moment, kiedy zaczynam utożsamiać się z tym miejscem. W ten sposób nasze korzenie zaczynają się mocno osadzać w ziemi nowego miejsca. Tak było u mnie.

Coraz częściej przywołuje się przykład Europy Zachodniej i mówi się o kryzysie migracyjnym, strasząc nim również Polaków. Co poszło nie tak na zachodzie Unii Europejskiej?

Tam największym problemem jest to, że są różne motywacje i różne nastawienie. Kiedy obserwuję Senegalczyków, którzy przyjeżdżają do Włoch i do Hiszpanii, to widzę, że mamy całą paletę osób od osób z analfabetyzmem po osoby bardzo wykształcone. I takie osoby bez wykształcenia będą miały poważny problem w nauce już samego języka, bo nie znają żadnego alfabetu i gramatyki. Na poziomie świadomościowym i przygotowawczym to jest już pierwsza bariera. Bo jeśli człowiek nie jest w stanie nauczyć się języka kraju przyjmującego, to później będzie już tylko trudniej.

A jednak mieszkańcy Afryki, którzy przyjeżdżają do Francji mówią po francusku, przynajmniej część z nich.

Między Francją a Afryką jest pewien związek, który Polakowi trudno zrozumieć. Wyobraźmy sobie, że Rzeczpospolita Obojga Narodów przetrwała do dziś. Nie byłoby wtedy tylko jednego języka. I tak byłe kolonie traktują Francję. Paryż próbował uczynić z mieszkańców Afryki Francuzów. Wydaje mi się, że ten problem, który jest w relacjach między Francją a Afryką, dotyczy zarabizowanej Afryki Północnej. Wynika on z historii i wywodzi swój rodowód z czasów Karola Młota, który zatrzymał Arabów pod Poitiers. Arabowie byli już wtedy we Francji. Potem los się odwrócił i zaczęła się kolonizacja północy Afryki. Mieszkańcy tej części kontynentu byli zaskoczeni. Kiedyś to oni dyktowali warunki, a później role się odwróciły.

Światowe potęgi, do których dołączyły Chiny, wciąż decydują o cenie kakao i surowców naturalnych. Cena produktów z Afryki nie jest dyktowana przez afrykańskie państwa

Problemy nie dotyczą wyłącznie Europy. Ich źródeł powinniśmy szukać również w Afryce?

W Senegalu niewielu ludzi ma świadomość budżetu państwa, płacenia podatków. To nie są rzeczy oczywiste. I dlatego politycy w czasie kampanii wyborczej jadą na prowincję i mówią: daliśmy wam szkołę. W normalnej demokracji żaden polityk nie powiedziałby, że dał coś, bo istnieje świadomość, że jest to finansowane ze wspólnej kasy państwa, a tym samym z kieszeni podatników. Tego nie ma w Senegalu. Jest to traktowane w kategoriach – wybudowaliśmy wam drogę, zrobiliśmy wam prezent. Na afrykańskiej prowincji ludzie „modlą się” do rządu, żeby ten był łaskaw im coś załatwić. Winę ponoszą sami rządzący. Ich nieuczciwość polega na tym, że od kilkudziesięciu lat kraje Afryki są już niepodległe, a wciąż wielu polityków odwołuje się do niewolnictwa i kolonializmu. A przecież trzeba pracować, a nie przerzucać całą winę na świat poza Afryką.

Afryka subsaharyjska nigdy nie była problemem we Francji. Jeżeli ktoś ze swojego pochodzenia zrobił manifest polityczny i twierdził, że jest wyjątkowy, to raczej miało związek z kulturą krajów arabskich. To wynika z kompleksu. Kiedyś Arabowie byli śródziemnomorską potęgą, a teraz nią nie są. Podejrzewam, że jeśli tego nie powiedzą nawet otwarcie, to ten wątek funkcjonuje podświadomie. I tu pojawia się ten wątek religijny, bo jest najłatwiejszy do przyjęcia. W rezultacie nagle pojawia się duża grupa ludzi, która zamiast rozmawiać o relacja algiersko-francuskich, przechodzi na temat stosunków islamsko-francuskich. Łatwiej im odwołać się do islamu, bo islam reguluje wszystko. Jeżeli ktoś czuje się muzułmaninem, ma wskazówki, jak żyć zgodnie z prawem swojej religii, ale nie ma w sobie refleksji, że istnieją inne religie, i zdaje się ignorować fakt, że jest w kraju, w którym konstytucja mówi coś innego niż islam.

Jest też druga strona medalu. Przeciętny Francuz wie, że Francja jest cały czas obecna w Afryce. Nie tylko finansowo, ale i politycznie. Wystarczy spojrzeć na wszystkie zamachy stanu, które miały miejsce na kontynencie w byłych koloniach francuskich. Często były inspirowane i wspierane przez Paryż. Zamachy stanu stuprocentowo afrykańskie są nieliczne.

Na czym polega największy błąd Francji?

Ludzie, którzy przyjeżdżają z Afryki, nie rozpraszają się, tylko tworzą getta. Nie wiem, w jakim stopniu było to świadome. Dziś, kiedy spaceruję po Paryżu, wchodząc do dzielnic, o której mówi się „dzielnica z problemami” mam wrażenie, że dotarłem do Dakaru, Algieru lub Tunisu. Przybysze przenieśli swój kraj. To coś analogicznego do polskiego Jackowa w Chicago. I tu jest ten największy błąd, który sprawił, że dziś nie będzie łatwo wyjść z tej gettoizacji Francji. To czego ja doświadczam w Polsce, jest o wiele lepsze. Mamadou mieszka w Polsce, i w promieniu dwóch-trzech kilometrów jest jedynym gościem z Afryki. I taka osoba szybciej się integruje. A jeśli tworzy się miejsca, w których mówi się przybyszom: „żyjcie między sobą” – to ten człowiek w Europie jest cały czas w tej Afryce. I to jest bardzo niedobre.

Teraz już trudno znaleźć dobre rozwiązanie kryzysu migracyjnego w Europie. Co można zrobić? Mury nie zatrzymają imigracji.

Światowe potęgi, do których dołączyły Chiny, wciąż decydują o cenie kakao i surowców naturalnych. Cena produktów z Afryki nie jest dyktowana przez afrykańskie państwa. Stąd te niedomagania w sporej części afrykańskich państw. Naturalnym pragnieniem jest poprawa sytuacji finansowej. Polacy dobrze znają ten stan, bo od lat wyjeżdżali za chlebem. Ludzie płacą przemytnikom, wierząc w istnienie Eldorado na północy. Jeżeli ktoś pokonuje Saharę, to musi być bardzo zdeterminowany. Zanim dojdzie do wyjazdu, nikt nie mówi młodym ludziom: „zostańcie w Afryce”, a afrykańskie rządy robią niewiele, aby zatrzymać swoich obywateli. A mogłyby powiedzieć: „zostańcie, będą miejsca pracy”. Ta część należy do kontynentu. Jeżeli tego nie zrobi, nic się nie zmieni.

Senegal nie uległ radykalnemu islamowi. Niepodległość kraju wywalczyli razem muzułmanie i chrześcijanie

Europa nie zamknie Morza Śródziemnego, ale powinna dać zdecydowany sygnał, że wyjazd na kontynent europejski to może być kiepska inwestycja i może się nie udać. Ludzie, którzy podejmują ryzyko migracji, często nie mają tej świadomości. Europa jest na tyle silna, że powinna zastanowić się nad tym, jak pomóc Afryce, ale nie poprzez rozdawnictwo pieniędzy. Moim zdaniem osoby, które przyjechały nielegalnie z krajów, w których nie ma wojny, powinny wrócić. Należy również podkreślić, że relacje pomocowe nie mogą toczyć się tak, jak toczą się teraz. Przyjmijmy, że Europa daje te sto euro, ale z tej kwoty ponad połowa trafi do ekspertów z Europy i podwykonawców spoza Afryki. Ile euro zostanie w Afryce? I jaka jest efektywność tych projektów pomocowych? Europie powinno dziś zależeć najbardziej na rozwoju afrykańskiej gospodarki, bo w ten sposób łatwiej będzie zatrzymać ludzi, którzy przeprawiają się przez morze do Unii Europejskiej. Pamiętam Polskę w latach 80., kiedy brakowało wielu produktów w sklepach. Mimo tego Polska wykonała ogromny skok. Ten typ relacji między zachodem a wschodem Europy powinien zacząć obowiązywać w relacjach europejsko-afrykańskich. Samobójcze podróże do Europy pochłoną kolejne tysiące ofiar. Zatem dwa największe problemy to brak uczciwości afrykańskich rządzących i ta Europa, która udaje i pozwala przywódcom Afryki na trwanie w gospodarczym kryzysie.

Pochodzisz z Senegalu. Większość Senegalczyków wyznaje islam, ale przez lata miała prezydenta katolika, którym został Léopold Senghor.

Sytuację Senegalu można porównać do okresu, kiedy w Polsce mieliśmy dwóch posłów z Afryki. Senegal nie uległ radykalnemu islamowi. Niepodległość kraju wywalczyli razem muzułmanie i chrześcijanie. Katolika wsparły dwa bractwa muzułmańskie, murydzi i tidżani. To te dwa bractwa są buforem przed radykalnym i negatywnym islamem. W składzie senegalskich rządów znajdziemy imiona chrześcijańskie i muzułmańskie. Na północy jest najwięcej muzułmanów, ale w pierwszej stolica Senegalu, Saint Louis, byli już liczni chrześcijanie. W moim regionie jest 1/3 muzułmanów, 1/3 chrześcijan i 1/3 animistów. Moja siostra wyszła za katolika, druga była gotowa jechać do Mekki. Mój ojciec to animista, a kuzyn, który mnie wychowywał, pojechał na pielgrzymkę do Mekki. Senegal to chyba jedyne miejsce, gdzie są dwa cmentarze mieszane. Gdzie są pochówki muzułmanów i katolików.

Dziś popularne są słowa „dyskryminacja” i „rasizm”. Jak to wygląda z obu perspektyw, w Polsce i w Senegalu?

Człowiek jest wzrokowcem i nie będzie szukał tego, co łączy ludzi. Kontynent afrykański miał dziwne relacje ze światem arabskim i europejskim. My byliśmy produktami, sprzedawano nas. To blokuje Europę, ale i świat arabski, w tych relacjach równościowych. Wiem, że są w Polsce osoby, które nawiązują do wyższości nad innymi. Ale z mojej perspektywy najważniejsze jest to, co dzieje się, kiedy idę ulicą, jadę tramwajem, to jest dla mnie ważniejsze. Margines jest wszędzie. Kiedy pisałem książkę o rasizmie, żeby być uczciwym, napisałem również o relacjach między Bantu a Pigmejami, które są takie same jak Europa-Afryka w czasach kolonializmu. Bantu uważają Pigmejów za bliższych zwierzętom.

Bardzo lubię słowo „życzliwość” i nim zastępuję „tolerancję”. Życzliwość opisuje zdrowe relacje między ludźmi

W Senegalu mamy jeszcze inny problem. Mamy szlachtę, wolnych ludzi i kasty. To nie jest tak jak w Polsce, że Kowalski dziś nie jest kojarzony z kowalem. W Senegalu twoje nazwisko mówi wszystko o tobie. Jeśli masz nazwisko Diouf, to wiesz, że jest to grupa etniczna Serer. I wiesz, czym się Serer zajmują, bo są rolnikami. Dlatego polityk, który jest kowalem, ma problem. Są osoby, które nie dopuszczają, żeby człowiek z kasty był prezydentem. Jeżeli jest kowalem czy szewcem, to nie może objąć pewnych funkcji. Podobna kastowość obowiązuje w przypadku zawierania małżeństw.

Często powtarzasz, że nie lubisz słowa „tolerancja”. Dlaczego?

Uważam, że dawniej termin „tolerancja” miał swój wydźwięk moralny. Dziś już go nie ma. „Tolerancja” jest słowem za słabym. Zwalnia nas z życzliwości, bez której trudno o zdrowe relacje między ludźmi. Być życzliwym, to nie tylko kwestia tolerowania. Mogę zapukać do sąsiadów i poprosić o pomoc. Oni wiedzą, kiedy mam urodziny, składam im świąteczne życzenia. Jest interakcja, niewymuszona, i nie dzieje się wyłącznie w obrębie rodziny. Dlatego bardzo lubię słowo „życzliwość” i nim zastępuję „tolerancję”. Życzliwość opisuje zdrowe relacje między ludźmi.

Fot.: Archiwum Afryka.org

współpracownik NK, doktor nauk humanistycznych, z wykształcenia historyk, politolog i dziennikarz. Miłośnik przyrody i Wileńszczyzny. Obecnie wspiera działania Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze i prowadzi Magazyn Poświęcony Przyrodzie natropie.tv [1]. Zajmuje się również tematyką afrykańską i interesuje bliskowschodnią, w kontekście niemuzułmańskich społeczności Bliskiego Wschodu.
senegalski wokalista, dziennikarz, animator kultury i działacz społeczny, współzałożyciel Fundacji „Afryka Inaczej”. W 1983 roku przyjechał na studia do Polski. Prowadzi audycję poświęconą muzyce świata w Radiu Dla Ciebie. Zajmuje się również działalnością edukacyjną, prowadząc warsztaty poświęcone Afryce i migracji dla najmłodszych, młodzieży i dorosłych.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz