Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Ciemnogród vs. Scjentopogard

Wojna kulturowa toczy się w Polsce od wieków, ale rozgorzała z nową siłą wraz z otwarciem frontu szczepionkowego. Ma on jednak swoje niebagatelne podstawy

Sprawa rodziców noworodka, którzy we wrześniu zabrali swoje dziecko ze szpitala w Białogardzie, by uchronić je przed niechcianymi procedurami medycznym, jest swego rodzaju mikrokosmosem polskich (i nie tylko) debat społecznych na temat społecznej pozycji nauki i medycyny, autorytetów i elit profesjonalnych oraz zakresu wolności w relacji do zdrowia publicznego czy interesu narodowego. Żartobliwie uznałbym ten kazus za modelową bitwę między chorągwiami Ciemnogrodu a legionami Scjentopogardu.

Wojownik czy wojowniczka walczący pod sztandarem Ciemnogrodu to stereotyp dobrze znany od wieków. To osoba o niższym statusie społecznym i wykształceniu, religijna i nieufna względem „szkiełka i oka”, a już szczególnie względem paternalistycznych elit i modernistycznej wielkiej narracji nauki, która bądź to koliduje z ich wielką narracją bogoojczyźnianą, bądź jest zbyt opresyjna dla pomniejszych plemiennych narracji. To antyszczepionkowcy i turbolechici. To „pasożyty immunologiczne”, wierzące w płaską Ziemię, superchwasty GMO i zamach smoleński. Są uprzedzeni, ksenofobiczni i nietolerancyjni. Tak przynajmniej wyglądają w opisach bitewnych swoich śmiertelnych wrogów.

Przeciwniczka szczepień wyjaśniła, że jej zainteresowanie tematem zaczęło się wraz z chorobą jej dziecka, które doświadczyło poważnych skutków ubocznych po obowiązkowym szczepieniu

Scjentopogard to, tymczasem, siły Postępu i dobrobytu. Maszerują dzielnie w szeregach Armii Nowego Wzoru, niosąc rewolucję społeczną, wolności od zabobonów, jedynego słusznego boga Nauki i Higieny. Inwigilują wrogie szeregi „dla beki”. Ich bronią jest drwina i pogarda. Nic tak ich nie cieszy jak wspólnie śmieszkowanie z głupoty wroga. Używają kosmetyków z resztek nienarodzonych dzieci, które kupują z pieniędzy od Sorosa i Monsanto.

Konstruktywnie o szczepionkach

Oto wiec mamy dwa obozy serdecznie się nienawidzące. Wspomniana debata społeczna, czy raczej wojna kulturowa toczy się w Polsce od wieków, ale rozgorzała z nową siłą wraz z otwarciem frontu szczepionkowego. Popularność ruchów antyszczepionkowych i powiększająca się liczba rodziców, którzy nie szczepią swoich dzieci to dowody znacznego sukcesu sił Ciemnogrodu. Sam zajmując się zawodowo politykami zdrowotnymi i zdrowiem publicznym jestem tym bardzo zaniepokojony. Z racji profesji i przekonań zaliczam się do plemienia Scjentopogardu, ale w tym miejscu chciałem zbadać motywy drugiej strony i zanalizować je w – jak tylko to możliwe – życzliwy sposób. Co motywuje antyszczepionkowców? Na to pytanie starałem się odpowiedzieć na potrzeby mojej pracy doktorskiej „Deliberatywny model polityki”. Punktem odniesienia był dla mnie przykład moderowanej przez Hannę Zielińską rozmowy radiowej z 2014 roku pt. „Awantura o szczepionki”. Byłą to debata między dwiema matkami, aktywnymi w publicznej dyskusji na temat obowiązkowego szczepienia dzieci: zwolenniczki takiego obowiązku, Joanny Grzesiowskiej i jego przeciwniczki, Agnieszki Kutyłowskiej. W moim przekonaniu był to przykład nad wyraz konstruktywnej rozmowy, kontrastujący z tonem wielu dyskusji w sferze publicznej.

Stronnicza argumentacja wcale nie umniejsza znaczenia problemu, który jest u źródeł takiego, pełnego pasji zaangażowania

Zwolenniczka zachowywała się w sposób modelowy dla swojego stronnictwa. Pokładała nadzieję w medycynie i w autorytetach naukowych. Przeciwniczka, tymczasem, dość wyraźnie odbiegała od stereotypu jaki tworzą najbardziej popularne relacje osób monitorujących ruchy antyszczepionkowe. Była w stanie z przekonaniem przywołać (choć bez dokładnego opisywania) szereg źródeł świadczących o tym, że szczepionki niosą z sobą wysokie ryzyko szkodliwych skutków ubocznych. Odnosiła się tylko do wiedzy eksperckiej, nie odwoływała się do wiedzy anegdotycznej. Jej wypowiedź w żadnym punkcie nie skłaniała się ku teoriom spiskowym. Była bardzo dobrze przygotowana do rozmowy, biegła w przedmiocie i zdolna cytować różne źródła od ręki. Mimo braku formalnego wykształcenia, sprawiała wrażenie ekspertki w temacie. Jej dyskutantka nie była w stanie odeprzeć argumentów w równie rzeczowy sposób. Ostatecznie, to przeciwniczka szczepień wyszła na osobę bardziej krytycznie i samodzielnie myślącą, w przeciwieństwie do tej, która „pokłada wiarę” w szczepienia ochronne i lekarzy. Ten przykład przeczył wizerunkowi antyszczepionkowców jako motywowanych ignorancją i przesądami.

Miejsce dla własnego doświadczenia

Dyskusja radiowa ukazała jeszcze jedną rzecz. Przeciwniczka szczepień wyjaśniła, skąd wzięło się jej zainteresowanie tematem. A zaczęło się wraz z chorobą jej dziecka, po tym, jak otrzymało ono obowiązkowe szczepienie. Sytuację pogarszały długie kolejki do specjalistycznych badań, a także sami lekarze, którzy nie przekazywali matce konkretnych informacji i nie otoczyli jej odpowiednią opieką psychologiczną. Zapytana jakie jest źródło jej informacji, odpowiedziała: „Przede wszystkim nie są tym źródłem lekarze”. Wyjaśniła, że „nie miałam żadnej wiedzy na temat szczepień, tak jak większość naszego społeczeństwa. Zostałam na te szczepienia zapędzona, bo tak trzeba. Dziecko szczepiłam do trzeciego miesiąca życia […] i niestety zderzyłam się mocno z rzeczywistością. Moje dziecko doznało powikłań, które oczywiście nie zostały w ogóle zauważone przez lekarzy, zdiagnozowane odpowiednio i zgłoszone do odpowiednich instytucji”.

Trudne doświadczenie życiowe generuje silne emocjonalne zaangażowanie w sprawę i wytężone poszukiwanie racjonalnych, naukowych argumentów na jej rzecz – nawet jeśli są one selektywne i sprzeczne z naukowym konsensem. Większa inteligencja, kompetencje poznawcze czy edukacja wcale nie gwarantują odporności na stronniczość, szczególnie, kiedy w grę wchodzą silne polityczne czy moralne przekonania.

Także i ruchy antyszczepionkowe mogą mieć cechy antyestablishmentowych ruchów społecznych – buntu niższych warstw społecznych przeciw postawom i dominacji klas średnich i elit

Jednakże stronnicza argumentacja wcale nie umniejsza znaczenia problemu, który jest u źródeł takiego zaangażowania. Można ją uznać za próbę podbudowania swoich przekonań zestawem racjonalnych argumentów w otoczeniu, które traktuje motywy emocjonalne i osobiste historie z pobłażliwością. W omawianym przypadku kluczowe było tu umożliwienie opowiadania personalnych historii, które z angielska zwie się storytelling. Przynajmniej w tym przypadku, podstawowym motywem kierującym determinacją przeciwniczki szczepień był żal, cierpienie i poczucie niewłaściwego traktowania przez profesjonalistów medycznych. Przedstawienie sprawy w ten sposób przetarło również ścieżkę dla opowieści o znajomym zwolenniczki szczepień. Jego dzieci poważnie zachorowały na choroby, których dałoby się uniknąć, gdyby nie zaniedbał on szczepienia. Teraz aktywnie działa, aby przestrzec innych przed jego własnym błędem. Przeciwniczka szczepień, mimo personalnej i uczuciowej motywacji, miała szansę wyrazić się w sposób poszerzający nasze zrozumienie tematu. Ujawniło to głębsze tło „awantury o szczepionki”. Pokazało, że dla wielu ruch antyszczepionkowy znajduje podatny grunt z innych powodów, niekoniecznie odnoszących się do samych szczepionek.

Bariery dla upodmiotowienia pacjentów

Jednym z takich problemów tła może być napięcie między powoli wdrażaną w Polsce koncepcją praw pacjenta, a bioetycznym modelem tzw. medycznej deontologii (medical deontology, od francuskiego kodeksu: La code de déontologie medicale) – czyli tradycyjnie obecnego wśród profesjonalistów medycznych w tej części Europy wzorca „medycznego posłuszeństwa” pacjentów. Zakłada on, że pacjent ma obowiązek podporządkowania się wiedzy eksperckiej lekarza. W Polsce model deontologiczny symbolicznie i nie tylko reprezentowała praktyka sporządzania dokumentacji medycznej pacjenta po łacinie. Powodem tego – podawanym przez same Izby Lekarskie – było uniemożliwienie pacjentom samodzielnego odszyfrowania dokumentacji medycznej. Praktyka sporządzania jej w łacinie została zasadniczo zniesiona rozporządzeniem Ministra Zdrowia Zbigniewa Religi z 2006 roku (później jednak dozwolona, ale tylko w uzasadnionych przypadkach). Mimo wielu milowych kroków w prawnej instytucjonalizacji praw pacjenta w Polsce, model deontologiczny wciąż silnie oddziałuje na postawy lekarzy a nawet samych pacjentów. Stanowi on wciąż swego rodzaju tradycyjny tryb domyślny budowania wzajemnych relacji między pacjentem a lekarzem. Dobra komunikacja między pacjentami i profesjonalistami medycznymi wciąż pozostaje jednym z wyzwań w Polsce. Jasnym jest, że ruch antyszczepionkowy nie jest skutkiem tylko tego konkretnie problemu, tym bardziej, że kraje reprezentujące znacznie bardziej partnerski model relacji pacjent-lekarz również nie są wolne od antyszczepionkowych nastrojów. W tym przypadku, jednak, publiczna debata o szczepionkach ujawnia inne, podskórne dylematy systemowe, które stanowić mogą podatny grunt dla ruchów antyszczepionkowych.

Do wspomnianego kontekstu warto dodać dość istotną uwagę, że relacja między lekarzem a pacjentem jest bardzo uzależniona od pozycji społecznej. Antonina Ostrowska w artykule „Paternalizm czy partnerstwo? Relacje między pacjentami a lekarzami w Europie” zauważa, że „[b]adania zachodnie dostarczają wielu argumentów na rzecz tezy, że sposoby korzystania ze służby zdrowia przez osoby zajmujące niższe pozycje społeczne odbiegają od wzorców klasy średniej i wyższej”. Większa szansa osób z klasy średniej na nawiązanie partnerskich relacji z lekarzem wynika z szeregu możliwych czynników. Ostrowska wymienia m.in. to, że „główne założenia, na których opiera się struktura służb zdrowotnych, są zgodne z wartościami, oczekiwaniami i stylami życia przede wszystkim klasy średniej”. Wskazuje też na to, że „pacjenci o pozycji społecznej zbliżonej do pozycji lekarza mają większą szansę na nawiązanie wspólnego a jednocześnie bardziej efektywnego stylu komunikacji”. Ponadto „wzory socjalizacji w klasie średniej wyposażają jednostkę w umiejętność łatwiejszego realizowania roli pacjenta, rozumienia obiektywnej orientacji przedstawicieli służby zdrowia, minimalizowania skutków niewielkiej zresztą różnicy statusu” co „zapewnia łatwość dopasowania się do istniejących form organizacyjnych i funkcjonowania w strukturach biurokratycznych, sprzyja umiejętności werbalizowania swoich odczuć, oczekiwań i potrzeb i podejmowania negocjacji z lekarzem”.

Niestety rządy Prawa i Sprawiedliwości zaczęły grać kartą klasowego i poznawczego resentymentu, antagonizując pacjentów wobec lekarzy i generalnie nauk medycznych, w ramach szerszej strategii uderzania w elity III RP

Powyższe uwagi sugerują, że także i ruchy antyszczepionkowe mogą mieć cechy antyestablishmentowych ruchów społecznych – buntu niższych warstw społecznych przeciw postawom i dominacji klas średnich i elit. Kontekstem tego może być wzbierająca frustracja i resentyment, kumulowane przez lata rosnących nierówności społecznych, tj. widocznego uciekania do przodu „beneficjentów transformacji”.

Błąd Scjentopogardu i upolitycznienie resentymentu

W moim przekonaniu, dość istotnym problemem mojego stronnictwa, grodu Scjentopogardu, jest niemal religijny kult nauki. Przyjmuje on nawet postać postulatu tworzenia polityk wyłącznie w oparciu o naukę, co postulował niedawno m.in. Neil deGrasse Tyson. Jeffrey Guhin określił takie stanowisko mianem “krótkowidztwa scjentyzmu”, dostrzegając jego korzenie w quasi-religijnym kulcie nieomylności nauki. Zdaniem Richarda P. Feynmanna u samych naukowców wiara tego rodzaju przyjmuje kształt „naukowego kultu cargo”. Zupełnie jak plemiona wysp Oceanu Spokojnego, które budują bambusowe lotnisko dla przywołania samolotów z dobrami, wielu naukowców jak i laików fascynuje się nauką zapominając o jej istocie. A jest nią zwątpienie i bezlitosny samokrytycyzm, poszukiwanie własnych błędów i szczere mówienie o nich innym. Bez tej pokory, przepełnieni pychą i pewni siebie badacze i „fani nauki” czynią z nauki pusty rytuał – przesiąknięty myśleniem życzeniowym i ukrytymi pokładami uprzedzeń.

Jest to jednak fenomen stary, a jedynie wzmagający się w ostatnich latach. Jest on na nieszczęście elementem szerszej patologii, jaką jest intencjonalne wykorzystanie tych zagadnień w sporze politycznym. Niestety rządy Prawa i Sprawiedliwości zaczęły grać kartą klasowego i poznawczego resentymentu, antagonizując pacjentów wobec lekarzy i generalnie wobec nauk medycznych w ramach szerszej strategii uderzania w elity III RP. Przykładem tego był tzw. „efekt Ziobry”, czyli gwałtowny spadek liczby przeszczepów w Polsce jeszcze w roku 2007, przy okazji sprawy Mirosława G. Stosowany wtedy w mediach polityczny dyskurs doprowadził do nadwątlenia zaufania pacjentów do transplantologii i jednocześnie wzbudził obawy lekarzy przed fałszywymi oskarżeniami. Odpowiedzią na endemiczny problem paternalizmu zawodów zaufania publicznego nie jest czynienie z nich politycznych wrogów w celu ugrania czy zmobilizowania elektoratu. Stawką jest tu zdrowie i życie obywateli – szczególnie młodego pokolenia. Walka z paternalizmem nie powinna przyjmować takiej formy i nie powinna być zawłaszczana przez jedną siłę polityczną. To gra bardzo niebezpieczna i politycy powinni się raczej wykazać w niej roztropnością.

Doktor nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracownik Europejskiego Obserwatorium Systemów i Polityk Zdrowotnych w Brukseli. Gościnny wykładowca Uniwersytetu Kopenhaskiego. Prowadził badania m.in. na uniwersytetach Maastricht i Harvarda. Specjalizuje się w analizie polityk zdrowotnych z perspektywy teorii systemów deliberatywnych. Zajmuje się też popularyzacją badań naukowych w ramach założonego przez siebie Bloga Instytutu Zdrowia Publicznego.

Komentarze

10 odpowiedzi na “Ciemnogród vs. Scjentopogard”

  1. Kasania pisze:

    Kompletnie nietrafiony osąd. Ani polityczny, ani społeczny. Pis nie buduje barier, w ramach odwetu klasowego. Pis, poprzez swojego ministra, buduje system, w którym pacjent jest tylko jednostką populacyjną. Co więcej, PiS tylko kontynuuje rozpoczęte przez PO plany, w których pacjent polski staje się szczurem doświadczalnym dla przemysłu farmaceutyczego. Mechanizmem, który ma to wymusić jest terror i nieustanne łamanie praw obowiązujących w Polsce i na świecie. Sprawa z tzw. ruchami”antyszczepionkowymi” jest natomiast banalnie prosta. Rodziców, którzy przeszli piekło powikłań poszczepiennych jest coraz więcej. I to właśnie oni śledzą najnowsze badania naukowe. Więc kto tak naprawdę reprezentuje obóz nauki? Ci, którzy wzbogacają swoją wiedzę, czy ci, którzy gotowi są karać i zabijać w myśl wiedzy”aktualnej”? Wiedza aktualna, to sprawa umowna. Zawiera komponent czasowy. Jeśli przestaniemy dopuszczać wciąż dostarczane nowe dowody, to “aktualność” może trwać setki lat. Odsyłam do Świętej Inkwizycji. Na temat aktualnej wiedzy wiedziała niemało.

    • wakcynologia to szarlataństwo i antynauka pisze:

      Ot i cała prawda o wakcynologii i dzisiejszej tzw. “nauce”, opartej na cenzurowaniu faktów i szerzeniu fikcji dostosowywanej do potrzeb finansowych pazernego przemysłu – dziś nie ma już naukowców a są “pracownicy naukowi” pod butem zleceniodawców. Prawdziwi naukowcy są dyskredytowani i eliminowani, aby nie dopuścić do obalenia dochodowych ideologii nie mających podstaw w faktach, a w “branży” naukowej zamiast nich prym wiodą doktrynerzy najczęściej będący jednocześnie beneficjentami układów z przemysłem. Termin “aktualna wiedza medyczna” chyba każdego myślącego i sięgającego po fakty człowieka przyprawia o mdłości, a co najmniej o pusty śmiech….

  2. John Fox pisze:

    Lekarze wierzą, że szczepionka to woda lub płyn fizjologiczny, w którym pływa kilka osłabionych bakterii lub wirusów. Ja też tak to sobie wyobrażałem, bo w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że szczepionkę robi się na kurzych jajach, małpich nerkach, komórkach rakowych, tkankach ludzkiego płodu i podobnych obrzydlistwach, po czym konserwuje się to rtęcią w najbardziej wchłanialnej dla żywego organizmu postaci.
    Wszystkie składniki szczepionek z oficjalnej strony CDC:
    Medium 199, Minimum Essential Medium, fosfaty, rekombinowane ludzkie albuminy, neomycin, sorbitol, hydrolizowana żelatyna, kultury komórek embrionów kurzych płodów, WI-38 ludzkie diploidalne fibroblasty płuc, kwasy kazeinowe, drożdże, siarczan amonu, Polysorbate 80, bufor bursztynianowy, fosforan glinu, bulion sojowy peptonu, 2-fenoksyetanol, formaldehyd, neomycin, streptomycin, polymyxin B, komórki małpich nerek, Eagle MEM modified medium, białka surowicy cielęcej, sacharoza, cytrynian sodowy, monohydrat fosforanu sodu jednozasadowego, wodorotlenek sodu, podłoża do hodowli komórkowej, płodowa surowica bydlęca, komórki vero (DNA ze świńskich cirkowirusów), formalina, białka drożdży, wodorotlenek glinu, aminokwasy, bufor fosforanowy, polysorbate 20, neomycin sulfate, MRC-5 ludzkie komórki płodowe
    Kto o zdrowych zmysłach wstrzyknąłby coś takiego do krwi swojemu dziecku????

    • wakcynologia to szarlataństwo i antynauka pisze:

      Powiem więcej – lekarze dysponują jedynie WIARĄ, że szczepionki wywołują odporność komórkową (patrz program Morozowskiego “Tak jest” w telewizji TVN z udziałem dr. Feleszko)… Tzw. “aktualna wiedza medyczna” w zakresie skuteczności szczepionek oparta jest na “wierze”, bez dowodów zgodnych z EBM ? Wakcynologia obecnie już tak mocno kompromituje “naukę” a nie tylko “medycynę” farmaceutyczną, że na miejscu “naukowców” postarałabym się jak najpilniej o całkowitą amputację tego chwasta wraz z korzeniami z pola nauki….

    • wakcynologia to szarlataństwo i antynauka pisze:

      Jak to kto? No właśnie Scientopogardliwiec, czyli (wg mojego przekładu) osoba gardząca nauką i faktami – reasumując osoba nielogiczna a w najlepszym razie niedoinformowana, taki można powiedzieć Scientoignorant 😀

  3. Tomasz pisze:

    bardzo nietrafiony opis : ciemnogród kontra postęp. czuje się obrażony ponieważ nie jestem przychylny szczepionkom a posiadam wyższe wykształcenie (jak zresztą wielu innych rodziców niepopierających szczepień). uważam, że jest wrecz odwrotnie- to większość, bezmyślna masa, ulega praniu mózgu i wierzy w szczepienia bardziej niż w Boga. prosze podać logiczne argumenty przemawiające za szczepieniem np. na ksztusiec skoro przy obecnym postępie medycyny można wyleczyć tę chorobę antybiotykami, albo szczepienie na polio-ostatni przypadek zachorowania w Polsce w roku 1983 reszta zachorowań była poszczepionkowa

    • Ania pisze:

      Też mam wyższe wykształcenie, nie szczepię dziecka, ale dużo czytam, interesuję się tym tematem i przede wszystkim patrzę na problem całościowo (aspekty prawne, moralne, społeczne, medyczne). Z moich obserwacji wynika podobnie: większość ludzi w ogóle się tym nie interesuje i wykonuje bezmyślnie polecenia. Taka świecka tradycja coś w stylu: szczepi się i już, nas też szczepili, itd.

  4. wakcynologia to szarlataństwo i antynauka pisze:

    Szanowny Autorze, pominął Pan kluczowe szczegóły – p. Grzesiowska nie jest po prostu matką zwolenniczką szczepień jak została przedstawiona słuchaczom radia i czytelnikom Pana publikacji, a jest żoną jednej z kluczowych postaci rynku szczepionkarskiego, od wielu lat członka zespołu ds programu szczepień przy ministerstwie zdrowia, p. Pawła Grzesiowskiego. Co więcej, w audycji p. Grzesiowska niechcący przyznała się, że jej syn był szczepiony MMR (najbardziej kontrowersyjną w tamtym czasie szczepionką), z kilkuletnim opóźnieniem w stosunku do wieku w jakim szczepione są dzieci “pospólstwa” (12-13 miesiąc życia zwykłego obywatela vs wiek przedszkolny/szkolny NADobywatela chronionego przez tatę lekarza…). Przyznała też, że w wyniku tego szczepienia, pomimo iż był już w wieku “odchowanym”, ciężko zachorował na pełnoobjawową odrę, oczywiście poszczepienną! Zachęcam szanownych Czytelników niniejszej publikacji, do odsłuchania całej audycji.

  5. wakcynologia to szarlataństwo i antynauka pisze:

    Pozwolę sobie jeszcze na małą refleksję ad vocem jednego z filarów odniesienia Pana analizy, mianowicie terminu “Scientopogard”. Otóż problem przedstawicieli tego groteskowo mianowanego “plemienia” polega na niedostrzeganiu, iż de facto ich postawa sprowadza się do pogardy wobec właśnie… nauki, poprzez pogardę dla faktów. Przewrotnie więc określenie “scientopogard” w tym kontekście opisuje i oznacza dla mnie pogardę tego “plemienia” dla prawdziwej nauki. Skoro grupy kontrolne w testach klinicznych szczepionek badających bezpieczeństwo, zamiast soli fizjologicznej otrzymują inną szczepionkę zawierającą przecież te same toksyczne dodatki, to w procederze tym nie ma ani badania ani nauki – za to jest NAUKOWE OSZUSTWO. I to naukowe oszustwo, proszę sobie wyobrazić, jest legalne….

  6. Paweł.M. pisze:

    Hehehehe, pewnie notka zalinkowana na jakimś profilu antyszczepionkowych oszołomów, toteż zlecieli się jak muchy do kupy 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz