Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Chcieliście miast, to je macie

Jeśli chcemy uniknąć patologii takich, jak stawianie tuż przed oknami betonowych ścian innych bloków, miasta powinny rozwijać się jako zdecentralizowany układ mniejszych organizmów
Jeśli chcemy uniknąć patologii takich, jak stawianie tuż przed oknami betonowych ścian innych bloków, miasta powinny rozwijać się jako zdecentralizowany układ mniejszych organizmów Na początku tego roku wielu mieszkańców Warszawy zbulwersował opisywany w prasie przypadek budowy dwóch wielorodzinnych budynków mieszkalnych przy ul. Obozowej na Woli. Część mieszkańców tej dzielnicy będzie miała w odległości ośmiu metrów od okien ponurą, wysoką na kilka kondygnacji betonową ścianę. Dla jednych jest to kolejny przykład chciwości deweloperów, dla innych przypadek prawnego absurdu, jeszcze inni będą mieli dowód potwierdzający niedorozwój planowania przestrzennego w Warszawie i innych dużych miastach. Przypadek ten jest w rzeczywistości skutkiem splotu wielu czynników, stanowi też do pewnego stopnia wypadkową ogólnej sytuacji rynkowej – wysokich cen gruntów budowlanych, obowiązujących przepisów budowlanych i –...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

Współpracownik „Nowej Konfederacji”, ekspert ds. gospodarki przestrzennej. Doktor inżynier, architekt i historyk urbanistyki specjalizujący się w historii prawa budowlanego i przepisów urbanistycznych oraz rewitalizacji i konserwacji zabytków. Absolwent Wydziału Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej (1997) oraz Podyplomowego Studium Konserwacji Zabytków Architektury Politechniki Warszawskiej (2000). Członek Izby Architektów RP, Izby Inżynierów Budownictwa RP, Polskiego Komitetu Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków ICOMOS UNESCO oraz Congress for the New Urbanism. W latach 2003–2005 Architekt Miasta Zgierza, w 2003 r. doprowadził do powstania pierwszego w Polsce parku kulturowego „Miasto Tkaczy”. W latach 2005–2007 Miejski Konserwator Zabytków w Łodzi. Od 1997 r. pracownik naukowy Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej, a od 2010 r. również wykładowca Kolegium Gospodarki Przestrzennej PŁ. Stypendysta Fundacji Fulbrighta w School of Architecture University of Miami (2013). Współpracuje z Centrum Analiz KJ. Autor wielu projektów konserwatorskich, architektonicznych i urbanistycznych. Żonaty, troje dzieci (córka i dwóch synów).

Komentarze

2 odpowiedzi na “Chcieliście miast, to je macie”

  1. Komentator pisze:

    “Nigdy nie należy jednak zapominać, że miasto jest organizmem żywym, którego przyszłości nie można całkowicie przewidzieć i zaplanować. Na szczęście.” – super wniosek tylko teraz pytanie czemu skoro autor wyciągnął takie – słuszne- wnioski to jednocześnie piszę o rozbudowie transportu publicznego? żeby transport publiczny był opłacalny (nigdzie na świecie nie jest) to musi być dobrze zaplanowany i często – a może nawet i zawsze – miasto też musi być zaplanowane pod transport publiczny i dochodzimy do absurdu, że musimy zaplanować nieplanowany rozwój.

  2. ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌Nie zamierzam w żaden sposób podważać kompetencji Autora, bo najważniejsza nauka to brak stałych wzorców — wszystko zależy od potrzeb mieszkańców, aktualnych możliwości technologicznych (np. drewniane konne zaprzęgi vs. zautomatyzowana logistyka), kultury oraz pełnej siatki kosztów transakcyjnych.

    .

    .

    .

    Dorzucę jedynie dwie sprawy, poczynając od drobnej — filozoficznie rzecz biorąc optymalne zagospodarowanie miasta musi stać w zgodzie z antropologiczną prawdą o człowieku — niczego nie uda się zrobić „inteligencko”, wbrew tej prawdzie. I mam wrażenie, że nie sprawdziła się koncepcja miast maksymalnie ideologicznie zdecentralizowanych, całkowicie pozbawionych wyróżnionego centrum — zdaje się, że nie działały idealnie — może zbyt mocno rodząc poczucie człowieka, jako trybika w maszynie — „nawozu historii”? Diagnoza jest bez znaczenia, jeśli wiemy, że zalecenie się nie sprawdza. Zatem ostrożnie z groźbą popadnięcia w zideologizowanie.

    .

    .

    .

    Druga sprawa to opisywany problem — myślę, że NIGDY nie uzyskamy prawidłowego działania obecnego systemu władzy i podejmowania decyzji bez jego ZNACZĄCEJ demokratyzacji — pozwolenia obywatelom na uzyskiwanie tego, na czym im najbardziej zależy (— Chcą tanich mieszkań? — Ciasnota nieunikniona! Chcą apartamentów, utrzymanych parków i rozległych widoków? Będziecie musieli za to zapłacić! — itd…)

    ▌▌Jednym z najlepszych rozwiązań w tej sprawie byłaby WYMIANA WYBORCÓW na ZNACZNIE MĄDRZEJSZYCH (bo dziś niesprawny, skorumpowany, leniwy i niezainteresowany optymalizacją urzędnik nie jest wcale dramatycznie mniej wydajny — przez co można ukrywać smutną prawdę o niewydajności obecnego systemu w Polsce).

    .

    To jest zresztą tylko jedno z kolejnych mocnych potwierdzeń mojego podejścia — jeśli naprawdę chcemy wejść w fazę turbo-rozwoju, to potrzebujemy więcej demokracji, ale zarazem wymieniając wyborców na znacznie mądrzejszych.

    .

    Nie da się tego wyczyścić bez prawdziwej demokracji — na początek JOW, ale tak naprawdę trzeba pójść jeszcze dalej — w stronę odwoływania konkretnych parlamentarzystów i urzędników niepodejmujących swoich decyzji tak, jak oczekują tego ludzie (aplikacja do ważonej oceny przeszłych głosowań — np. co 1,5 roku oczyszczenie parlamentu z najgorszej 1/3 składu) oraz wręczenia najlepszym wyborcom (elektorom wybieranym spośród sąsiadów) prawa do bezpośredniego odwołania każdego urzędnika czy sędziego. Szlus — i już go nie ma! Już nie szkodzi! A reszta się przygląda, wyciąga wnioski i bierze do uczciwej roboty…

    .

    .

    .

    ▌▌Na koniec dodam, że miasta to znakomity wynalazek ludzkości, a już wielkie miasta — wynalazek rewolucyjny. To miasto redukuje do minimum koszty transakcyjne, jest generatorem wartości i przełomowych innowacji — kultura miast pokonała do zera każdą zastygłą kulturę dworską (I. Rzeczpospolita), czy wiejską (Kambodża Pol Pota). Czasem miała jedynie problem z kulturą nomadyczną, ale nie tyle przegrywając, co nie będąc w stanie zapobiec obustronnemu zniszczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz