Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kuszące owoce zatrutego drzewa

W sporze o dopuszczalność bezprawnie zdobytych dowodów rząd PiS i RPO popadają w skrajności. Możliwe jest jednak rozwiązanie jednocześnie uderzające w przestępców i utrudniające służbom nadużycia.

W sporze o dopuszczalność bezprawnie zdobytych dowodów rząd PiS i RPO popadają w skrajności. Możliwe jest jednak rozwiązanie jednocześnie uderzające w przestępców i utrudniające służbom nadużycia.

Chyba każdy kojarzy słynny film „Brudny Harry”, w którym tytułowy bohater, grany przez Clinta Eastwooda, w bezpardonowy sposób rozprawia się z przestępcami. To dzieło zdobyło na tyle dużą popularność, że „Brudny Harry” funkcjonuje w popkulturze jako symbol gliniarza, działającego na granicy prawa, stawiającego skuteczność w wymierzaniu sprawiedliwości zdecydowanie ponad przestrzeganiem przepisów i procedur. Dziś w jego rolę w polskich realiach wydaje się wcielać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który już w trakcie swojej poprzedniej kadencji zapracował sobie na wizerunek bezwzględnego szeryfa. Zarówno w retoryce, jak i w podejmowanych inicjatywach legislacyjnych wyraźnie widać, że dążenie do wykrycia i ukarania sprawcy przestępstwa jest dla niego, a tym samym dla instytucji, którą kieruje, zdecydowanie ważniejsze niż rygorystyczne trzymanie się zasad praworządności i swobód obywatelskich. Co jakiś czas słyszymy z ust ministra i jego współpracowników, że trzeba zaostrzyć prawo karne, zwiększyć uprawnienia organów ścigania i bezlitośnie ścigać przestępców. Jednym z efektów takiego podejścia jest nowelizacja wprowadzonej przez poprzedni rząd zasady, zgodnie z którą niedopuszczalne było przeprowadzanie i wykorzystywanie dowodów uzyskanych do celów postępowania karnego za pomocą przestępstwa.

Sędzia arbitrem, nie stroną

W lipcu 2015 roku weszła w życie przygotowana przez rząd PO-PSL gruntowna reforma procedury karnej, której celem była zmiana kształtu dotychczasowego procesu karnego. Do tego czasu obowiązywał model mieszany, któremu bliżej było do tzw. procesu inkwizycyjnego, czyli takiego, w którym rola organu prowadzącego postępowanie jest bardzo rozbudowana. Postanowiono nieco zmodyfikować kształt naszej procedury w kierunku tzw. procesu kontradyktoryjnego, charakteryzującego się większą rolą inicjatywy stron, a mniejszym zaangażowaniem sądu. W uzasadnieniu do projektu nowelizacji autorzy wskazywali, że poprzedni model postępowania karnego jest nieefektywny, charakteryzuje się nadmierną przewlekłością oraz niewystarczającą dbałością o swobody obywatelskie (np. w kwestii długotrwałości stosowania tymczasowego aresztowania). Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywano m.in. w nieprawidłowym rozłożeniu ciężaru odpowiedzialności za proces, czy też w zbędnym angażowaniu sędziów w czynności, które  mogłyby być wykonywane przez strony. Teraz sąd, zamiast brać aktywny udział w ustaleniu stanu faktycznego, ma być bezstronnym arbitrem, który rozstrzyga sprawę, bazując przede wszystkim na dowodach dostarczanych przez spierające się strony procesu. Wśród licznych zmian w przepisach kodeksu postępowania karnego rozszerzono między innymi możliwość dostarczania przez strony dowodów prywatnych (co jest logiczną konsekwencją wprowadzenia zasady kontradyktoryjności).

Dla zachowania zasad praworządności i logiki systemu prawnego musimy oczywiście przyjąć ogólną zasadę zakazu korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, wychodząc z założenia, że organy państwa nie mogą działać niezgodnie z prawem

W związku z oddaniem stronom uprawnień do pozyskiwania na własną rękę dowodów, postanowiono w sposób jasny uregulować budzącą ogromne kontrowersje kwestię możliwości wprowadzania do procesu dowodów, które zostały uzyskane z naruszeniem prawa. Przyjęto zasadę, zgodnie z którą niedopuszczalne jest przeprowadzenie i wykorzystanie dowodu uzyskanego do celów postępowania karnego za pomocą przestępstwa. Przepis ten wykluczyć miał m.in. możliwość instalowania na zlecenie strony procesowej podsłuchów czy dokonywania przeszukania. Jednocześnie nie ograniczał on możliwości przeprowadzania czynności operacyjnych przez odpowiednie organy, w ramach ustalonych w odpowiednich ustawach uprawnień. Krótko mówiąc, od tej pory wszelkie dowody zdobyte do celów postępowania karnego  w sposób niezgodny z prawem nie mogły być brane pod uwagę, nawet jeśli były jedynymi w danej sprawie.

Zmiana z polityką w tle

Nie spodobało się to nowemu rządowi tworzonemu przez Prawo i Sprawiedliwość. Przywołując stanowisko PiS warto pamiętać również o politycznym kontekście sporu o dopuszczalność korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, czyli o sprawie posłanki Sawickiej i późniejszym skazaniu Mariusza Kamińskiego. To właśnie błędy proceduralne podczas przeprowadzenia czynności operacyjnych doprowadziły do takiego wyniku całej sprawy.
W uzasadnieniu projektu nowelizacji kodeksu postępowania karnego autorstwa obecnego rządu, zasadniczo zgodzono się z większością diagnoz zawartych w uzasadnieniu do projektu PO-PSL, takich jak problem nadmiernego formalizmu, czy też zbędnego angażowania sądu w sytuacjach, gdy dana czynność może być wykonana przez inne podmioty. Właściwie jedyna polemika z poprzednią nowelizacją dotyczyła właśnie kwestii kontradyktoryjności postępowania. W ocenie autorów uzasadnienia nowego projektu, zasada ta jest ważna, ale nie powinna przesłaniać dążenia do prawdy materialnej, która jest nadrzędną zasadą postępowania karnego. Należy zatem wrócić do mieszanego modelu inkwizycyjno-kontradyktoryjnego, zachowując część reform poprzedniego rządu i modyfikując te, które w ocenie autorów mogą utrudnić dojście do prawdy.

Teraz sąd, zamiast brać aktywny udział w ustaleniu stanu faktycznego, ma być bezstronnym arbitrem, który rozstrzyga sprawę, bazując przede wszystkim na dowodach dostarczanych przez spierające się strony procesu

Zaproponowano między innymi wykreślenie zakazu korzystania z nielegalnie pozyskanych dowodów i uznanie dowodu za niedopuszczalny tylko wtedy, gdy został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych, w wyniku: zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności. Uzasadniając tę zmianę autorzy projektu ustawy stwierdzili, że stary przepis zbyt wiele zakazuje, niezależnie od okoliczności uzyskania danego dowodu, podczas gdy każdy taki przypadek powinno się rozpatrywać indywidualnie, z uwzględnieniem wszystkich aspektów sprawy, w oparciu o ogólnie przyjęte zasady w dorobku orzecznictwa i doktryny w perspektywie ostatnich kilkudziesięciu lat. Nowelizacja w zaproponowanym przez rząd PiS-u kształcie oczywiście została przyjęta i weszła w życie.

Owoce zatrutego drzewa

Na tym sprawa się jednak nie zakończyła. Wmieszał się w nią bowiem Rzecznik Praw Obywatelskich, który 6 maja złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją nowego brzmienia, regulującego dopuszczalność korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów. Według RPO dopuszczenie dowodów pozyskanych w wyniku przestępstwa prowadzi do bardzo niebezpiecznego założenia, że organy państwa, które zobligowane się do działania w ramach prawa i tylko na podstawie kompetencji nadanych im przez prawo, mogą w niektórych sytuacjach działać niezgodnie z prawem. Taki stan rzeczy w ocenie rzecznika narusza choćby zasadę zaufania obywateli do państwa, a więc tym samym uderza w podstawy państwa prawa. Wniosek trafił do TK i czeka na rozpatrzenie. Biorąc pod uwagę raczej dominujący dotychczas w doktrynie i orzecznictwie negatywny pogląd na temat dopuszczalności korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, jest prawdopodobne, że Trybunał uzna ten przepis za niezgodny z Konstytucją.

Przywołując stanowisko PiS warto pamiętać również o politycznym kontekście sporu o dopuszczalność korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, czyli o sprawie posłanki Sawickiej i późniejszym skazaniu Mariusza Kamińskiego

Sama idea wprowadzenia  zakazu korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów pochodzi z systemu prawnego USA. Jej źródeł upatrywać należy w regule wyłączenia dowodów (exclusionary rule) oraz doktrynie „owoców zatrutego drzewa” (fruit of the poisonous tree). Pierwsza z nich wywodzi się z czwartej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która zakazywała dokonywania przez policję bezpodstawnych przeszukań i konfiskat. Zdobyte w ich wyniku dowody nie mogą zostać dopuszczone do procesu. Natomiast doktryna „owoców zatrutego drzewa” dotyczy  metaforycznie określonej sytuacji, w której organ postępowania korzysta z dowodów zdobytych w wyniku działania niezgodnego z prawem. Określenie to zostało po raz pierwszy użyte w 1939 roku przez sędziego Felixa Frankfurtera w sprawie Nardone v. United States. Dziś zasada wyłączenia nielegalnie zdobytych dowodów jest powszechnie stosowana w USA. Nie znaczy to jednak, że wszyscy ją akceptują. Doktryna ta jest bowiem jednym z wielu przykładów rozwiązań trudnych, granicznych zagadnień prawa, które z istoty swej zawsze budzić będą kontrowersje. I podobnie jak przy innych tego typu tematach, zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy danego rozwiązania mają solidne argumenty. Z jednej strony wytaczane są bowiem ciężkie działa w postaci konieczności ochrony praworządności, tak jak we wspomnianym wniosku RPO, który podnosi, że niedopuszczalne jest, byśmy godzili się na to, żeby prawo pozwalało na niezgodne z prawem działania organów państwa. Dopuszczenie nielegalnych dowodów stwarza ogromne możliwości nadużyć i spore zagrożenie dla naszej wolności i prywatności. Z drugiej jednak strony, przeciwnicy doktryny owoców zatrutego drzewa wskazują, że owszem, praworządność i swobody obywatelskie są ważne, ale nie zapominajmy o tym, że najważniejszym celem postępowania karnego jest ochrona pokrzywdzonego i ukaranie sprawcy, dlatego należy do tego dążyć niemalże wszelkimi środkami, również korzystając z nielegalnych dowodów. Sam fakt zdobycia danego dowodu w nielegalny sposób nie powoduje przecież, że ów dowód jest nieprawdziwy.

Przeciw skrajnościom

Tu potrzeba kompromisu,  twarde przyjęcie jednego z dwóch skrajnych stanowisk (reprezentowanych w naszych realiach przez rząd PiS i RPO) rodzi bowiem wskazane wyżej niebezpieczeństwa. Dla zachowania zasad praworządności i logiki systemu prawnego musimy oczywiście przyjąć ogólną zasadę zakazu korzystania z nielegalnie zdobytych dowodów, wychodząc z założenia, że organy państwa nie mogą działać niezgodnie z prawem. Zgodnie jednak ze słynnym powiedzeniem, że wyjątek potwierdza regułę, należałoby dokładnie zastanowić się nad wprowadzeniem uzasadnionych wyjątków również od tej reguły. Przede wszystkim wzorem USA powinniśmy sformułować klauzulę dobrej wiary, która mogłaby polegać na tym, że nie jest podstawą do odrzucenia danego dowodu sam fakt złamania przez organy ścigania jakichś procedur, jeśli do ich przekroczenia doszło w sposób niezamierzony albo w błahych sprawach (jak np. biurokratyczne omyłki). Należałoby również rozważyć kwestię dopuszczalności nielegalnie zdobytych dowodów w przypadku najpoważniejszych przestępstw. Mogłaby tu bowiem znaleźć zastosowanie znana w prawie karnym instytucja tzw. kontratypu stanu wyższej konieczności, który wyłącza bezprawność danego czynu zabronionego w sytuacji, gdy został on dokonany w celu ratowania wyższego dobra. I wreszcie, nie można rozpatrywać zagadnienia dopuszczalności owoców zatrutego drzewa bez odpowiedniego uregulowania uprawnień organów ścigania. Jeśli będą one zbyt szerokie, to wtedy doktryna ta stanie się bezprzedmiotowa, bo służby będą mogły praktycznie wszystko, a jeśli zbyt wąskie, to wtedy wzrośnie siła jej przeciwników.
Takie albo zbliżone do nich rozwiązania byłyby optymalnym wyjściem z tego trudnego sporu. Obawiam się jednak, że podobnie jak w innych kontrowersyjnych tematach, do tego nie dojdzie, bo klimat toczonych w naszym życiu publicznym dyskusji zdecydowanie nie sprzyja merytorycznym refleksjom.
 

Prawnik, publicysta. Od 2011 roku felietonista lokalnego tygodnika „Kurier Słupecki”, pisał również dla ogólnopolskich tytułów (m.in. były felietonista ”Wprost”), współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ukończył z wyróżnieniem kurs Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. W ramach „Projektu Arizona” odbył kurs dotyczący ekonomii, polityki i historii Stanów Zjednoczonych na Arizona State University, był także stażystą w kancelarii adwokackiej w Phoenix. Od lat związany z sektorem organizacji pozarządowych, organizował lub współorganizował wiele eventów i tworzył liczne projekty ( m.in. jest jednym z pomysłodawców i twórców ogólnopolskiego projektu „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży”). Były Prezes Stowarzyszenia KoLiber, obecnie ekspert Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju, a także wykładowca Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. Interesuje się myślą polityczną, prawną i ekonomiczną, historią oraz filozofią prawa i polityki.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz