Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Bolesny szpagat Jordana Petersona

Autor „12 życiowych zasad” nie jest wprawdzie kapitalistycznym coachem ani apostołem egoizmu, ale do humanizmu wiele mu brakuje. Zmaga się z najważniejszymi problemami świata i czasem dochodzi do interesujących wniosków, choć wiele jego odpowiedzi budzi wątpliwości
Niemal dwa miliony subskrypcji na YouTube. Ponad 85 milionów wyświetleń filmów. Ponad dwa miliony sprzedanych kopii ostatniej książki – „12 życiowych zasad” i (częściowo wykonane) plany jej tłumaczenia na 45 języków. Setki tysięcy słuchaczy podcastów, tournées po całym świecie, podczas których na spotkania przychodzą tysiące osób. Mnóstwo entuzjastycznych recenzji. Jedno jest pewne – Jordan Bernt Peterson, profesor psychologii na uniwersytecie w Toronto, zaczarował świat. Do wieku XIX większość nurtów myślowych i systemów światopoglądowych konstruowało wizję człowieka i historii w formie spójnych narracji z początkiem, rozwinięciem i końcem, czyli celem, do którego dążymy I jak każdy masowo działający czarownik, ściągnął na siebie bicz nieubłaganej krytyki. „Jeśli interesuje was chrześcijańska mitologia, kołtuński indywidualizm, bełkotliwa metafizyka i lęki egzystencjalne, to Jordan Peterson jest...

Czytaj więcej bezpłatnie!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się
główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Rzeczpospolita"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

6 odpowiedzi na “Bolesny szpagat Jordana Petersona”

  1. iqula pisze:

    “Czym jest sukces dla Petersona? To rodzina, przyjaciele, kariera, osiągnięcie celów edukacyjnych, plany na czas wolny: „Jeśli tego nie masz, to pozostała ci jedynie nędza i cierpienie”. Chce się wtedy zadać Petersonowi pytanie: o co tak naprawdę mu chodzi? Czy chce ze swoich czytelników uczynić materialnych „zwycięzców”, samców alfa, homary pokonujące wszystkich przeciwników w otoczeniu…” Nie do końca rozumiem co miał Pan na myśli. Od kiedy rodzina, cele edukacyjne to materializm i bycie samcem alfa? Najbardziej chyba chodzi o wzięcie indywidualnej odpowiedzialności za stan świata. Przynajmniej ja to tak rozumiem.

  2. Rita pisze:

    Dzień dobry. Ja nie widzę w tym co pisze Peterson sprzeczności. Wydaje mi się, że właśnie ludzie sukcesu (jakkolwiek by go nie rozumieć – czy jako sukces materialny, społeczny, czy nawet … duchowy) są w stanie uczynić świat lepszym. Zazwyczaj mają oni i więcej wolności, i więcej otwartości. Nie muszą walczyć o przetrwanie na podstawowym poziomie. Częściej doświadczają stanów zadowolenia niż stanów cierpienia. Z tego punktu wyjścia łatwo jest im o motywację, którą stara się Peterson obudzić – czyli by zmieniać siebie po to aby móc pomagać światu. Pozdrawiam

  3. Klaudiusz pisze:

    @Rita.
    Tak, każdy “człowiek sukcesu” czyni świat lepszym. Np Stalin po osiągnięciu wszystkiego na swoim polu (miał pod sobą pół cywilizowanego świata) też chciał czynić świat lepszym. I prawie by mu się udało, gdyby nie to, że go sk.syny otruly… A taki dobry człowiek sukcesu był…

  4. Rita pisze:

    @Klaudiusz
    Małe przeoczenie z Twojej strony, które podważa sens Twojej odpowiedzi: Ja nie napisałam “każdy”. Napisałam “zazwyczaj”.

    Raczej więc rozejrzyj się wokół siebie, i zobacz – czy nie jest tak, że ludzie, którzy są dobrzy dla otoczenia, również czują się dobrze ze sobą? A sukces, który przynosi poczucie spełnienia raczej pomaga niż przeszkadza w czuciu się dobrze ze sobą. (Mała dygresja – tak naprawdę nie wiemy, czy Stalin miał poczucie sukcesu i co za tym idzie – spełnienia:-} ). Zatem sięganie do takich przykładów jak podałeś jest bez sensu – statystyka jest inna.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz