Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Kognideologia

Spider-Man wiedział, że „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Czy wiedzą o tym także coraz bardziej popularni i wpływowi kognitywiści, przed którymi stoi niekiedy pokusa ideologizacji swoich ustaleń?

Od Spider-Mana zależało bezpieczeństwo Nowego Jorku. O ile z powszednimi rabusiami miejscowa policja pewnie by sobie poradziła, to do walki z szalonym naukowcem z czterema mackami przyczepionymi do pleców – Doktorem Octopusem – potrzebowała pomocy superbohatera. Być może współcześni kognitywiści nie chodzą po ścianach i nie są potrzebni do pacyfikacji złoczyńców, którzy chcą zawładnąć nad światem. Z całą pewnością jednak kognitywistyka to nauka coraz bardziej wpływowa. Od swoich początków sięgających lat 50., kiedy to jej prekursorzy tworzyli ruch krytykujący behawioryzm za to, że w wyjaśnianiu poznania nie uwzględniał procesów wewnętrznych, uznając je za nieobserwowalne, kognitywistyka przeszła olbrzymi rozwój. Już w latach 70. kognitywistyka jako samodzielna, interdyscyplinarna nauka wyodrębniła się w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstały pierwsze programy studiów, zostało założone stowarzyszenie Cognitive Science Society, a także wydawane przez nie czasopismo „Cognitive Science”. Lata 90. to pierwsze programy studiów, które ruszyły w Europie Zachodniej. W Polsce kognitywistyka przeszła transformację od niemal zupełnie nierozpoznawalnej szerzej dziedziny do bardzo modnej i wpływowej. Wyrazem tego jest rosnące zainteresowanie studiami kognitywistycznymi. W 2005 zostały otworzone pierwsze tego typu studia na UAM w Poznaniu, obecnie zaś są one prowadzone na 10 polskich uczelniach. Ponadto zauważalny jest wysoki udział kognitywistów wśród laureatów np. prestiżowej nagrody Narodowego Centrum Nauki. Wśród przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych stanowią oni aż połowę nagrodzonych (trzech na sześcioro).

Różnica między wąskim a szerokim rozumieniem kognitywistyki jest widoczna zwłaszcza w przypadkach skrajnych, gdy jakieś zjawisko, jak np. świadomość, jest przez niektórych kognitywistów wąskich redukowane do zjawisk możliwych do zbadania z trzecioosobowej perspektywy

Wobec tak prężnego rozwoju kognitywistyki, warto zastanowić się nad jej krytyką, także w kontekście wpływu ustaleń naukowych na potoczny obraz świata. Niektórym kognitywistom zarzucane jest bowiem ograniczone spojrzenie na zjawiska, które badają oraz deprecjonowanie innych podejść, czego konsekwencją może być wręcz tworzenie pewnej ideologii zamiast otwartej nauki. Z tej perspektywy przemyślenie przez naukowców motta Spider-Mana wydaje się jak najbardziej wskazane.

Kognitywistyka niejedno ma imię

Najpierw należy jednak wskazać na dwie możliwości rozumienia kognitywistyki. W pierwszym – węższym – znaczeniu jest ono związane ze wspomnianą rewolucją kognitywną i paradygmatem ustalonym przeciwko programowi behawioryzmu. Paradygmat ten nawiązywał do cybernetyki. Starał się wyjaśniać i opisywać wewnętrzne procesy poznawcze w kategoriach obliczeniowych, a więc traktując umysł jako rodzaj komputera operującego na przykład na przekonaniach czy pragnieniach (ujmowanych jako tzw. reprezentacje mentalne). Oczywiście, kognitywistyka w tym rozumieniu, nawet u swoich początków, nie ograniczała się jedynie do obliczeniowych teorii umysłu. Sednem tego wąskiego rozumienia jest po prostu traktowanie kognitywistyki jako pewnego programu, który dąży do wyjaśnienia procesów poznawczych, postulując jakiegoś rodzaju mechanizmy wewnętrzne. Zakłada się w nim także możliwość uzyskania, przynajmniej w pewnej mierze, trzecioosobowego dostępu do tych mechanizmów, a więc takiego dostępu, który nie wymagałby relacji z życia wewnętrznego osoby, której procesy badamy. W praktyce formułuje się wyjaśnienia w oparciu o modele obliczeniowe lub aparaty pojęciowe nauk neurobiologicznych. Ze wspomnianymi postulatami związana jest natomiast potrzeba zredukowania tego, co wyjaśniają (od procesów zapamiętywania po odczucia estetyczne) do zjawisk mierzalnych i obiektywnych (np. konkretne zachowanie, poszerzone źrenice lub podwyższone tętno w reakcji na oceniany bodziec).

Nie tylko antropologowie bywają jednak deprecjonowani przez kognitywistów

Drugi sposób rozumienia kognitywistyki jest szerszy i słabiej związany z założeniami pierwszych kognitywistów. Zgodnie z nim, kognitywistyka polega po prostu na interdyscyplinarnym badaniu procesów poznawczych. W tym szerokim rozumieniu kognitywistą jest zarówno informatyk projektujący sieci neuronowe przy uwzględnieniu ustaleń neurobiologii, jak i filozof, analizujący doniesienia nauk szczegółowych i optujący za niemożliwością wytłumaczenia przez nie niektórych zjawisk psychicznych.

Różnica między wąskim a szerokim rozumieniem kognitywistyki jest widoczna zwłaszcza w przypadkach skrajnych, gdy jakieś zjawisko, np. świadomość, jest przez niektórych kognitywistów wąskich redukowane do zjawisk możliwych do zbadania z trzecioosobowej perspektywy. Niektórzy kognitywiści w szerokim rozumieniu mogą bowiem optować za niemożliwością przeprowadzenia takiej redukcji – dla nich świadomość będzie posiadać aspekt pierwszoosobowy, polegający na przykład na odczuwaniu specyficznego wrażenia „jak to jest czuć smak czekolady”, którego nie da się w sposób wyczerpujący wytłumaczyć obiektywnie. Różnica zdań jednak nie jest w tym wypadku niczym nagannym. Problem pojawia się wtedy, gdy założenia jednego ze sposobów rozumienia kognitywistyki są traktowane jako niepodważalne do tego stopnia, że deprecjonuje się tych badaczy, którzy ich nie przyjmują. Z takimi zjawiskami mamy niekiedy do czynienia, wtedy właśnie kognitywistyka staje się kognideologią.

Antropologów nie kocham, dualistów nie lubię, ich nie pocałuję

Jest rok 1996. Gdzieś w zaciszu lipskiego domu Hans ze wzburzeniem rzuca tęgą książką o ścianę. Na okładce widnieje tytuł „The German Dictionary of Cognitive Science”, pod spodem jakaś figura geometryczna. „To są kpiny! Pięciokąt! Myślałby kto!” – krzyczy Hans nerwowo kręcąc się po domu.

Wzburzenie Hansa nie wynika jednak z tego, że ma on nadmiernie emocjonalny stosunek do niektórych figur geometrycznych. Hans jest antropologiem kognitywnym i dobrze wie, że tradycyjnie antropologia obok psychologii, filozofii, lingwistyki, sztucznej inteligencji oraz neurobiologii jest traktowana jako jedna z dziedzin tworzących kognitywistykę. Wyrazem tego jest graficzny sześciokąt, na którego kątach umieszczone są wspomniane nauki, czasem połączone ze sobą bokami i przekątnymi, jako obraz kognitywistyki. Opuszczenie jego dziedziny w autentycznym słowniku z 1996 roku jest przejawem trudnej relacji jaka łączy antropologię z wąską kognitywistyką.

Program wąskiej kognitywistyki zakłada obiektywność opisu zjawisk przez siebie badanych i dąży do formułowania możliwie uniwersalnych modeli tłumaczących ludzkie poznanie. Między innymi te kwestie wpływają na napięcie pomiędzy kognitywistyką głównego nurtu (w znacznej mierze związaną z wąskim podejściem) a antropologią kognitywną (w naturalny sposób położoną bliżej kognitywistyki w sensie szerokim).

W roku 2012 czasopismo „Topics in Cognitive Science” poświęciło cały numer zagadnieniu miejsca antropologii pośród nauk o poznaniu. Zdecydowana większość autorów wskazywała na pewien konflikt w tej materii. Sieghard Beller, Andrea Bender i Douglas Medin opisują szereg zjawisk, które można traktować jako dowody ostracyzmu większości środowiska kognitywistów względem antropologów. Począwszy od notorycznego braku oddzielnych paneli poświęconych antropologii na konferencjach kognitywistycznych, poprzez bardzo nieliczną (często zerową) reprezentację antropologów na zjazdach Cognitive Science Society, aż po traktowanie w pracach większości kognitywistów wyników badań antropologicznych jedynie jako anegdotycznych.

Nie tylko antropologowie bywają jednak deprecjonowani przez kognitywistów. Myśliciele postulujący istnienie nieredukowalnych do np. zjawisk fizycznych własności jakościowych (wspomnianego wcześniej, specyficznego, zupełnie subiektywnego poczucia „jak to jest” czuć np. smak czekolady) bywają wręcz wyśmiewani przez takich filozofów jak Daniel Dennett, który jest jednym z najpopularniejszych filozofów-kognitywistów na świecie. Owe wyśmiewanie w pewnej mierze jest kwestią specyfiki dyskusji na polu współczesnej filozofii umysłu, która często płynie w stronę ciętej publicystyki. Jednak przełożenie niektórych przekonań naukowych Dennetta na jego działalność społeczną (jest on jednym z najżywszych przedstawicieli tzw. nowego ateizmu) w połączeniu z jego popularnością sprawia, że skrajne reakcje na niektóre poglądy mogą rozmywać obraz obecnego stanu wiedzy naukowej dla osób niezaznajomionych z całym spektrum stanowisk i wpływać na ich poglądy w sposób niemerytoryczny.

Inne argumenty przeciwko wąskiej kognitywistyce można przedstawiać w odniesieniu do tzw. psychologii potocznej

Czego kognitywistyka nie wyjaśnia

Można mieć jednak wątpliwość, czy kognideolodzy nie mają w pewnej mierze racji. Być może nie ma po prostu dobrych argumentów przeciwko traktowaniu nauk o poznaniu zgodnie z założeniami programu wąskiej kognitywistyki, a naukowcy tacy jak Hans powinni się pogodzić, że dla poważnych kognitywistów ich działalność naukowa może pełnić rolę co najwyżej inspiracji lub ciekawostki.

Takie podejście nie jest jednak słuszne – założenia stojące za wąskim programem kognitywistyki były wielokrotnie krytykowane. Na początku lat dwutysięcznych Richard Rorty oraz Robert Brandom sformułowali szereg zarzutów przeciwko kognitywistyce. Po pierwsze, zarzucali jej właśnie zbyt wąskie rozumienie umysłu. Rorty i Brandom wskazywali na to, że podejście wąskiej kognitywistyki nie uwzględnia społecznego charakteru poznania. Ich zdaniem program badawczy dążący do wyjaśnienia umysłu w języku ostatecznie jednej nauki – a więc program wąskiej kognitywistyki – nie jest w stanie w sposób kompleksowy opisać fenomenu poznania. Jest ono bowiem nie tylko wynikiem sprzężenia pewnego mechanizmu ze środowiskiem, reakcją na dane warunki zewnętrzne, ale także pewną kompetencją społeczną. Podobnie jak język, jest nie tylko przekształcaniem symboli i opisanych wcześniej reprezentacji, ale także umiejętnością. Żeby zrozumieć umysł, musimy rozumieć zasady działania społeczeństwa, w którym się znajduje; nie tylko mechanizmów, z których zbudowany jest układ nerwowy.

Jak jednak przy podejściu Rorty’ego i Brandoma badać umysł? Jak można tworzyć przewidywania, skoro ich wizja uniemożliwia stworzenie pełnego i deterministycznego wyjaśnienia procesów umysłowych w języku nauk szczegółowych? Reguł gier społecznych nie wyjaśnią nam obrazy aktywności mózgu fMRI (metodą rezonansu magnetycznego). Na tego typu zarzuty Rorty odpowiada, że przeciwni mu kognitywiści zachowują się jak ktoś, kto szuka kluczy pod latarnią, nie dlatego, że mu tam upadły, ale dlatego, że tam najlepiej widać. Trudność naukowego badania uspołecznionej wizji umysłu bronionej przez Rorty’ego nie wpływa na to, że jest to wizja adekwatna. Podejście jego krytyków natomiast, choć operujące doskonałymi metodami, jest niepełne. Wąska kognitywistyka pozwala zatem na precyzyjne wyjaśnienia, które z pewnością rozszerzają nasze rozumienie działania umysłu, ale mogą nie uwzględniać niektórych jego istotnych aspektów.

Filozof Jerry Fodor, broniąc teorii umysłu zgodnej z psychologią potoczną, powiedział, że gdyby odrzucić jej założenia, to byłaby to największa katastrofa intelektualna w historii ludzkości

Inne argumenty przeciwko wąskiej kognitywistyce można przedstawiać w odniesieniu do tzw. psychologii potocznej. Jednym z głównych założeń potocznych teorii dotyczących działania innych ludzi jest to, że za ludzkim zachowaniem stoją ich przekonania odnośnie do tego, jak działa świat oraz pragnienia, do których spełnienia dążą. W ramach wąskiej kognitywistyki pojawiają się niekiedy próby odrzucenia tych założeń poprzez zredukowanie pragnień i przekonań do np. procesów biologicznych. Propozycje odrzucenia języka pragnień i przekonań w nauce były formułowane np. przez Stephena Sticha w latach 80., a obecnie stanowiska tego broni Patricia Churchland. Sam Stephen Stich jednak w wywiadzie dla czasopisma „Problemos” z 2015 roku przekonywał, że podejście eliminujące pragnienia i przekonania jest nie do utrzymania. Dla poparcia tej tezy wskazywał m.in. sukcesy nauk opartych w znacznej mierze o psychologię pragnień i przekonań, a więc znaczną część np. psychologii rozwojowej.

Wizja człowieka

Program wąskiej kognitywistyki w olbrzymiej mierze przybliża nas do zrozumienia działania umysłu i poznania. Przekonanie jednak, że jest w stanie wytłumaczyć wszystko co tyczy się umysłu i poznania, jest jednak zdecydowanie na wyrost. Co więcej, zideologizowane podejście odrzucające teorie spoza „wąskiej kognitywistyki” jest wręcz szkodliwe. Wynika to przede wszystkim z tego, że w swoich wyjaśnieniach nie ujmuje ono tych aspektów, które są dla nas fundamentalne. Społeczny charakter poznania, choć uwzględniany przez niektóre współczesne nurty kognitywistyki, jak chociażby tzw. enaktywizm (nurt, według którego poznanie powstaje w wyniku dynamicznej interakcji między działającym organizmem a jego środowiskiem), wciąż wydaje się być deprecjonowany przez kognitywistyczny mainstream, co obrazuje opisany ostracyzm względem antropologii kognitywnej. Mimo argumentów na rzecz przyjęcia założeń psychologii potocznej w kognitywistyce, wciąż jest wielu filozofów-kognitywistów, którzy przekonują o konieczności zrezygnowania z nich. Tego typu radykalne rozwiązania są jednak nie do przeprowadzenia z powodu fundamentalnej nieprzystawalności ich propozycji do oczekiwań przeciętnego człowieka zainteresowanego wytłumaczeniem tego jak działa umysł. A więc każdego, kto chciałby się czegoś o sobie i świecie dowiedzieć z kognitywistycznych artykułów.

Filozof Jerry Fodor, broniąc teorii umysłu zgodnej z psychologią potoczną, powiedział, że gdyby odrzucić jej założenia, to byłaby to największa katastrofa intelektualna w historii ludzkości. Wynika to z tego faktu, że myślenie o ludziach jako posiadających przekonania i pragnienia oraz działających według nich jest dla nas absolutnym fundamentem wizji człowieka jako istoty myślącej. Te założenia są tak naprawdę punktem wyjścia do stawiania pytań o działanie umysłu. Wytłumaczenia redukujące świadomość, przekonania czy pragnienia do zjawisk tylko mechanicznych czy biologicznych, choćby nawet mogły być z perspektywy własnego programu kompletne, nie są w stanie zadowolić tych, dla których przez same swoje założenia omijają rzeczy najistotniejsze. Subiektywność naszych przeżyć świadomych jest pewnym punktem wyjścia do stawiania pytań o naturę owej świadomości. Jeśli poprzez wspomnianą redukcję opuścimy tę subiektywność, wyjaśnienia biologiczne nie będą już dotyczyć tego, co chcieliśmy wytłumaczyć. Myśląc o działaniu innych, wychodzimy od założeń dotyczących ich przekonań i pragnień. Jeśli znów, poprzez wspomnianą redukcję, będziemy tłumaczyć podejmowanie decyzji bez odwołania się do przekonań i pragnień, wyjaśnienia te nie będą dotyczyć tych zjawisk, które naprawdę nas interesują. Nie dowiemy się w pełni, dlaczego ten nasz sąsiad z naprzeciwka tak uwielbia Dawida Podsiadłę, jeśli wytłumaczymy to tylko w języku wąskiej kognitywistyki. Dowiemy się wiele, ale nie wszystkiego. Nasze spojrzenie na sąsiada jest po prostu dużo szersze niż wąskiej kognitywistyki. Nasza wizja człowieka jest szersza.

Stały współpracownik NK. Członek Pracowni Filozofii Eksperymentalnej przy Instytucie Filozofii UW

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz