Idealista w bezwzględnym świecie polityki

Najbardziej palącym pytaniem, które budzi we mnie lektura wywiadu-rzeki z Adamem Strzemboszem „Między prawem a sprawiedliwością” jest kwestia tego, czy idealizm, jaki prezentuje były I prezes Sądu Najwyższego, pozwala w czasach fake newsów i twitterowych zapasów na skuteczność polityczną

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

„Prezentowałem wrażliwość nie socjaldemokratyczną, a chrześcijańską!”. Te słowa prof. Adama Strzembosza jak w soczewce ujmują najważniejszy chyba wątek wywiadu-rzeki, który z byłym pierwszym prezesem Sądu Najwyższego przeprowadził Stanisław Zakroczymski. Portret Strzembosza wyłaniający się z kart książki „Między prawem a sprawiedliwością” to wręcz archetyp postaci dziś już coraz rzadziej spotykanej. Postaci idealistycznego, chrześcijańskiego intelektualisty, którego kształtowały wzorce przedwojenne. Człowieka, który z racji swojej wiedzy i umiejętności trafia w środowisko polityków, i który – z racji swoich poglądów i etyki – musi ciągle balansować między przyjmowaniem odpowiedzialności za państwo a wycofywaniem się z bezwzględnego świata „politics” – skomplikowanego układu rozgrywek personalnych, powiązań i podwieszeń.

Zderzenie dwóch światów

Prowadzący wywiad Stanisław Zakroczymski, historyk i student prawa (rocznik 1994), wychował się już w innym świecie – i zetknięcie tych dwóch światów w dużej mierze stanowi o kształcie rozmowy. Zakroczymski jest redaktorem magazynu „Kontakt”, pisma o lewicowej wrażliwości, inspirującego się jednocześnie nauką społeczną Kościoła. To ostatnie łączy prowadzącego wywiad z respondentem.
Z kolei wrażliwość Strzembosza jest raczej prawicowa. Nie unika on deklaracji konserwatyzmu, negatywnej opinii o PRL (który wśród nowej lewicy budzi ostatnio coraz częściej uczucia sentymentalne). Profesor mówi o swoim poparciu dla idei dekomunizacji (przede wszystkim w latach 90., kiedy – jego zdaniem – spór ten był jeszcze aktualny) i o swojej przynajmniej częściowo negatywnej ocenie transformacji ustrojowej. Dla Zakroczymskiego jedną z najważniejszych kwestii wydaje się spór między wrażliwością lewicową a neoliberalizmem. W jego pytaniach i wypowiedziach pobrzmiewa przekonanie, że to „logika liberalna” stanowi szczególny problem od czasów transformacji. Te miejsca rozmowy są z jednej strony szczególnie ciekawe, gdyż narrację Strzembosza umieszczają w niespodziewanych ramach wyłaniającego się w ostatnich latach sporu politycznego. Nie da się jednak ukryć, że konflikty i podziały, z którymi zmaga się Strzembosz, znajdują się gdzie indziej. Najprościej mówiąc – między wolnością a autorytaryzmem, między nastawieniem etycznym a cynicznym, między propaństwowością i antypaństwowością.

Konflikty i podziały, z którymi zmaga się Strzembosz, znajdują się między wolnością a autorytaryzmem, między nastawieniem etycznym a cynicznym, między propaństwowością i antypaństwowością

Adam Strzembosz należy do osób, których umysły i sposób postępowania kształtowane były przede wszystkim nie przez politykę, ale przez etykę. Wiele podobnych osób współtworzyło polską opozycję antykomunistyczną. Można do nich zaliczyć z jednej strony ks. Józefa Tischnera czy Jacka Kuronia, z drugiej – Jana Olszewskiego czy Lecha Kaczyńskiego. Adam Strzembosz dzieli z nimi inteligencki rodowód. Jego ojciec był prawnikiem, jak mówi jego syn – „umiarkowanym endekiem”, ale czytającym Mouniera i Maritaina. Z czasów przedwojennych i okołowojennych Strzembosz pamięta jeszcze ówczesne majątki szlacheckie – była to dla niego sentymentalna kraina dzieciństwa. Przyciskany nieco przez Zakroczymskiego, mającego wyraźnie krytyczny stosunek do II RP, broni jednak spuścizny tej ostatniej – inteligenckiego etosu wiedzy, pracy i aktywności społecznej: „Ojciec powtarzał nam do złudzenia, że może nam być ciężko, ale «mamy być KIMŚ». Że od warunków materialnych i pieniędzy ważniejsze są w życiu postawy etyczne wobec innych, wobec społeczeństwa i kraju”. Te wartości towarzyszyły Strzemboszowi przez całe życie – i paradoksalnie dopiero po upadku PRL-u zostały wystawione na największą chyba próbę.

Jak zachować twarz w PRL?

Cenną częścią wywiadu-rzeki jest wyczerpujący opis kształtowania się systemu sądownictwa za czasów PRL. Zakroczymski nie unika trudnych pytań o to, jak Strzemboszowi udawało się uniknąć partyjnego zaangażowania i politycznych decyzji na stanowisku sędziowskim. Respondent odpowiada szczerze i wypada przekonująco. Droga, jaką podjął w peerelowskim sądownictwie, polegała przede wszystkim na unikaniu wszelkich możliwych spraw i obszarów, które mogłyby podlegać naciskom politycznym i, jak się wydaje, to się udało. Czasem przyznaje się do ambicji i chęci robienia kariery, jednak nigdy kosztem innych ludzi. Czytelnik staje się świadkiem mozolnego tworzenia wyłomu w monolicie czerwonego systemu – cierpliwej pracy u podstaw, budowania kontaktów, gromadzenia wśród prawników i działaczy społecznych ekipy, która potem odgrywała istotną rolę w transformacji. Wśród samych sędziów, jak wskazuje Strzembosz, niemal 1/3 na początku lat 80. należała do „Solidarności”.

Bardzo cenne, choć bolesne jednocześnie jest właśnie obserwowanie tworzenia, a następnie rozpadu i podziału środowisk okołosolidarnościowych, o których opowiada prof. Strzembosz. O ile jeszcze lata 70. stanowiły okres jedności mimo różnic ideologicznych, pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się w czasie „karnawału «Solidarności»”. Szczytowy moment etosu „S” – czas, w którym, jak mówi Strzembosz, Polacy „poczuli się za siebie nawzajem odpowiedzialni” – był też okresem ujawnienia pierwszych pęknięć. Strzembosz czuł się wtedy przede wszystkim katolikiem, przywiązanym do kwestii niepodległościowych, które „w «Solidarności» schodziły na drugi plan, za bieżącą walką polityczną”. Trudno o bardziej jednoznaczną zapowiedź tego, co zdarzy się za dwadzieścia lat – i co trwać będzie do dziś.

Adam Strzembosz, podobnie jak wielu podobnych mu intelektualistów, w okresie transformacji ustrojowej otrzymał swoją szansę tworzenia nowego, niepodległego państwa. Nagle okazało się jednak, że ta rzeczywistość przynosi też nowe problemy

Nie oddawać wszystkiego Geremkowi!

Adam Strzembosz, podobnie jak wielu podobnych mu intelektualistów, w okresie transformacji ustrojowej otrzymał swoją szansę tworzenia nowego, niepodległego państwa. Nagle okazało się jednak, że ta rzeczywistość przynosi też nowe problemy. W pozornie demokratycznej tkance „S” i Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie pojawiało się coraz więcej rozwiązań niedemokratycznych. „Uważałem, że wybory to jest zbyt duża sprawa, żeby listy mógł układać pan Geremek bez konsultacji” – tłumaczy Strzembosz swoją odmowę kandydowania do senatu. Zakroczymski sugeruje tu – powołując się na Karola Modzelewskiego – że miejsce solidarności zajął „liberalizm i indywidualizm”. Strzembosz nie ocenia sytuacji tak jednoznacznie, jednak wskazuje, że brakowało pogłębionych dyskusji i myślenia strategicznego.

W transformację ustrojową późniejszy prezes Sądu Najwyższego wchodził jako propaństwowy, wrażliwy społecznie konserwatysta, przywiązany do idei praworządności. Kolejne lata, tryumf SLD w 1993 r. i Kwaśniewskiego w 1995 r., a także wycofanie poparcia przez PC dla Strzembosza w tych samych wyborach (udział w nich uważa on zresztą za swój błąd) ujawniły, że miejsce dla takich jak on z roku na rok się kurczy. Znamienne jest, że gdy Strzembosz opowiada, jak planował – jako ponadpartyjny prezydent – stworzyć ośrodek debaty i inicjatyw w obszarze służby zdrowia, edukacji i ubezpieczeń społecznych, Zakroczymski kwituje to stwierdzeniem, że „to niezbyt medialny pomysł na prezydenturę”.

Nie brak pytań retorycznych

Ważnym elementem przeprowadzonej rozmowy jest kwestia dekomunizacji sądów. Mimo znanej medialnie wypowiedzi, że „sądy się same oczyszczą”, prof. Strzembosz był zdecydowanym zwolennikiem dekomunizacji. Opowiada o tym, jak uczestniczył w opracowywaniu jej planów. Jednak najwyraźniej nie udało się ich zrealizować przez roztrwonienie kapitału «Solidarności», nieumiejętność porozumienia i „nadęte ego wielu graczy politycznych”. Ostatecznie plany dekomunizacji zostały pogrzebane po kolejnym zwycięstwie SLD w 2001 r., a czasy – zdaniem Strzembosza – zmieniły się potem do tego stopnia, że dekomunizacja dziś jest już bezzasadna.

Zakroczymski jest doskonale przygotowany do wywiadu, choć w końcowej części pyta np. „Czego Kaczyński obawiał się ze strony sędziów orzekających przy alei Szucha?” lub „Co pana najbardziej oburzyło?” – a takie pytania mogą sprawiać wrażenie retorycznych

Choć nawiązania do bieżącej sytuacji politycznej obecne są w całej książce, to IV Rzeczypospolitej poświęcony jest przede wszystkim ostatni rozdział i suplement. O ile w poprzednich rozdziałach narracja jest prowadzona w sposób systematyczny, ścisły i chłodny (rozmówca stosunkowo rzadko pozwala sobie na dygresje, anegdoty czy wyrażanie silnych emocji), o tyle rozdział „Państwo prawa w odwrocie?”, a już zwłaszcza suplement, stworzony w lipcu 2017 r. po wetach Andrzeja Dudy, jest przepełniony bieżącymi emocjami. W związku z tym brakuje trochę pogłębionej analizy samej reformy i jej różnych uwarunkowań. Widoczne jest poirytowanie zarówno prowadzącego wywiad, jak i rozmówcy na ówczesny stan, a przez to brakuje trochę pytań „w kontrze”, przyjęcia przez prowadzącego funkcji advocatus diaboli. Zakroczymski pyta np. „Czego Kaczyński obawiał się ze strony sędziów orzekających przy alei Szucha?” lub „Co pana najbardziej oburzyło?” – a takie pytania mogą sprawiać wrażenie retorycznych.

Antypolityka Strzembosza?

Mimo tych zastrzeżeń, „Między prawem a sprawiedliwością” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto jest zainteresowany kształtowaniem się dzisiejszej Polski. Strzembosz bowiem, ze względu na swą ogromną wiedzę i doświadczenie, połączone z głęboką moralnością, jest jednocześnie absolutnie szczery i precyzyjny. Zakroczymski z kolei jest doskonale przygotowany do długich rozmów z prezesem SN, zwłaszcza w sensie kronikarskim. Dzięki temu udało się uniknąć nudnej biografistyki – Strzembosz komentuje i podejmuje refleksję nad zdarzeniami z życia, zamiast je dokładnie przytaczać.

Najbardziej palącym pytaniem, które budzi we mnie lektura „Między prawem a sprawiedliwością” jest kwestia tego, czy idealizm, jaki prezentuje Strzembosz, pozwala w ogóle w czasach fake newsów i twitterowych zapasów na skuteczność polityczną. Za podobną formę idealizmu, Jan Maciejewski w tece 39 „Pressji” krytykuje ks. Józefa Tischnera, który jego zdaniem popadł w „antypolitykę”, będącą spuścizną działalności opozycyjnej. Wydaje się jednak, że dla zbudowania naprawdę sprawnego i skutecznego państwa konieczna jest przynajmniej pewna doza sceptycyzmu wobec polityki partyjnej przy jednoczesnej pracy u podstaw, budowaniu instytucji i mechanizmów. To wyzwanie podejmował Adam Strzembosz przez ponad 50 lat, a Zakroczymskiemu udało się sprawnie ukazać jego zmagania.

główny ekspert do spraw społecznych Nowej Konfederacji, socjolog, publicysta (m.in. "Więź", "Tygodnik Powszechny"), współwłaściciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Pole Dialogu i Ośrodka Ewaluacji. Główne obszary jego zainteresowań to rozwój lokalny i regionalny, kultura, społeczeństwo obywatelskie i rynek pracy. Autor i współautor wielu publikacji, np. "Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy"(Fundacja Pole Dialogu 2017). Autor powieści biograficznej "G.K.Chesterton", eSPe 2013).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz