100-lecie bez wspólnoty (celów)

W setną rocznicę odzyskania państwowości nie dysponujemy żadną wspólną wizją tego, na czym (lub na kim) nasza niepodległość powinna opierać się w przyszłości

Setna rocznica odzyskania niepodległości budzi mieszane odczucia, jeśli chodzi o sprawność organizacyjną państwa polskiego. Ale skupiając się na zamieszaniu wokół Marszu Niepodległości, czy też na konsekwencjach ustanowienia 12 listopada dniem wolnym od pracy, tracimy z pola widzenia zaniechanie dużo większego kalibru. W setną rocznicę odzyskania państwowości nie dysponujemy żadną wspólną wizją tego, na czym (lub na kim) nasza niepodległość powinna opierać się w przyszłości. To wszystko dzieje się w obliczu kształtowania się nowego ładu światowego – eskalacji konfliktu amerykańsko-chińskiego – oraz czekających nas przeobrażeń Unii Europejskiej. Tymczasem na własnym podwórku doszliśmy do momentu, w którym dwie największe siły polityczne zwalczają się wzajemnie jako realne zagrożenie dla niepodległości państwa. W przeddzień święta przekroczony został kolejny Rubikon politycznego konfliktu, tym razem przez nieformalnego lidera opozycji.

Postrzeganie przez Tuska politycznych oponentów w kategorii zagrożenia dla „interesu państwa”, a zatem przyjęcie praktyki i retoryki stosowanej dotąd chętnie przez PiS (patrz „Targowica”), przenosi dotychczasowy spór na wyższy poziom

Sobotnie wystąpienie Donalda Tuska na Igrzyskach Wolności w Łodzi nie pozostawia złudzeń. Koalicja Obywatelska będzie wzmacniała narrację o antyunijnym charakterze rządów PiS-u, który, niezależnie od składanych deklaracji, swoimi działaniami przyczynia się do wyprowadzenia Polski z Unii. Na potwierdzenie tej tezy została przytoczona wypowiedź prof. Krasnodębskiego, który jako eurodeputowany z PiS mówił o możliwym referendum za/przeciw wyjściu z UE oraz słowa prezydenta Dudy o wyimaginowanej wspólnocie. Przewodniczący Rady Europejskiej poszedł jednak w swojej krytyce o krok dalej, sugerując, że polityka (anty)europejska PiS-u jest niebezpieczna z punktu widzenia zapewnienia Polsce niepodległości: „Mamy w naszym kraju polityków i siły polityczne, które chcą zmienić ład, który w mojej ocenie jest podstawą i fundamentem naszej dzisiejszej i przyszłej niepodległości. To jest oczywiście przyszłość Unii Europejskiej”. Tak jednoznaczna ocena działań obecnej władzy wydaje się ignorować fakt, że Polska jest wśród tych krajów członkowskich, które deklarują zwiększenie swojej składki do unijnego budżetu – oczekując jednocześnie bardziej ambitnych propozycji ze strony Komisji. Przemilczenie tych faktów, które wprost nie pasują do tezy o graniu przez PiS na wyjście z Unii, nakazuje czytać wystąpienie Tuska w kategoriach politycznej konfrontacji. Na ten aspekt wskazuje również wezwanie zebranych na sali liberałów do pokonania „współczesnych bolszewików”, podobnie jak swojego czasu zrobili to Piłsudski i Wałęsa.

Postrzeganie przez Tuska politycznych oponentów w kategorii zagrożenia dla „interesu państwa”, a zatem przyjęcie praktyki i retoryki stosowanej dotąd chętnie przez PiS (patrz „Targowica”), przenosi dotychczasowy spór na wyższy poziom. W tych warunkach próba wypracowania jakiejkolwiek wspólnoty celów, jaką przed 1918 rokiem było wywalczenie niepodległości, a po 1989 r. – wstąpienie do NATO i UE (tzw. misja okcydentalizacji), staje się zadaniem fatalnym. Głównym problemem, z którym mierzymy się w stulecie odzyskania niepodległości, nie jest więc niska sprawność organizacyjna państwa czy spory symboliczne, ale brak porozumienia w sprawie fundamentalnej. W sprawie, która będzie decydować o jakości, jeśli nie o istocie naszej niepodległości – wypracowania ponadpartyjnej, państwowej doktryny europejskiej i modelu relacji transatlantyckich.

członek zespołu NK, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, współautor raportu Miasta Dolnego Śląska i Opolszczyzny po reformie administracji publicznej z 1998 r. Próba bilansu (2017). Konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “100-lecie bez wspólnoty (celów)”

  1. Pan Marcin pisze:

    Słuszna uwaga. Ja się zresztą nie dziwię takiemu rozwojowi wypadków, bo wiele państw wzór czerpie z USA, gdzie sfera ponadpartyjnych porozumień również jest martwa.
    Określiłbym to raczej jako stwierdzenie stanu faktycznego przez Tuska i próbę adaptacji do warunków w polityce, w których bez oskarżeń o zdradę polskich interesów nie ma się szans.

  2. Krzysztof pisze:

    To co wg mnie przede wszystkim powinno się zmienić, to zaprzestanie traktowania relacji transatlantyckich jako bezalternatywnych. Jako państwo powinniśmy w końcu zacząć kierować się własnym interesem. Obawiam się jednak, że przy taki ogromnym uwikłaniu wszystkich w zasadzie opcji politycznych w relacje zależności od zewnętrznych ośrodków, nie będzie to łatwe, jeżeli w ogóle możliwe. Wydawałoby się słusznym utrzymywanie relacji nie tylko transatlantyckich, ale również wschodnich (nazwijmy je dla uproszczenia rosyjsko-chińskich), tak, aby mieć w razie potrzeby otwarte różne opcje. Niestety nie uczymy się na historii ani na popełnionych błędach. Czym skończyły się dla nas relacje najpierw brytyjsko-francuskie, potem wzbogacone o czynnik transatlantycki, doskonale wiadomo. I nie chodzi o to, żeby z automatu wpadać w objęcia Rosji. Chodzi o to, żeby mieć alternatywy i prowadzić politykę szerokokontekstową, a nie w relacjach z jednymi bezkrytycznie realizować ich opcje (nawet, jak są dla nas jawnie niekorzystne – vide blankietowe popieranie banderowskiej Ukrainy bo tak chciała/chce USA), a w relacjach z drugimi burzyć pomniki albo odrzucać środki na inwestycje, bo tak nam sojusznik kazał (zarzucając, że potencjalny inwestor podobno łapówki w Bangladeszu dawał). Niestety stopień niesamodzielności i zdegenerowania polskiej (?) klasy (?) politycznej nie napawa optymizmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *