Newsletter

Zuckerberg w PE: win-win?

Wybór PE jako miejsca złożenia wyjaśnień z działalności Facebooka w Europie można traktować jako symboliczne wzmocnienie pozycji unijnej legislatywy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Wysłuchanie Marka Zuckerberga w Parlamencie Europejskim miało charakter symboliczny, co nie zmienia faktu, że było to wydarzenie bezprecedensowe w historii tej instytucji. W miesiąc po przesłuchaniu w amerykańskim Kongresie, szef internetowego giganta pojawia się przed przedstawicielami europejskich frakcji politycznych w PE, natomiast nie przyjmuje wezwań ze strony parlamentów narodowych – w tym brytyjskiej Izby Gmin. To znamienne, bo przecież afera z wyciekiem danych użytkowników Facebooka i wykorzystaniem ich do celów wyborczych dotyczyła brytyjskiej firmy Cambridge Analytica. Wybór PE jako miejsca złożenia wyjaśnień z działalności Facebooka w Europie można pod tym względem traktować jako symboliczne wzmocnienie pozycji unijnej legislatywy. Pojawiając się w PE, składając na ręce jego przedstawicieli swoje przeprosiny, a następnie wsłuchując się w ich wątpliwości (dotyczące monopolistycznej pozycji Facebooka na unijnym rynku czy bezpieczeństwa danych osobowych), Zuckerberg symbolicznie udzielił legitymizacji tej instytucji. Chcąc nie chcąc, potwierdził jej właściwość w takich sferach jak kontrola unijnej polityki konkurencji (za którą odpowiedzialna jest Komisja), współtworzenie polityki ochrony konsumentów czy jednolitego rynku cyfrowego. W oświadczeniu Zuckerberga znalazła się zresztą deklaracja dostosowania polityki prywatności Facebooka do standardów unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (tzw. RODO), które właśnie wchodzi w życie. To oznacza, że nowe, unijne standardy będą stosowane globalnie – czytaj: PE ma poprzez swoją legislację wpływ na politykę gracza globalnego, jakim niewątpliwie jest Facebook.

Bezkompromisowe i merytoryczne pytania eurodeputowanych – pomimo że pozostawione w większości bez konkretnych odpowiedzi – dobrze prezentowały się w oczach potencjalnych przyszłorocznych wyborców

Wszystko to odbywa się w kontekście rozpoczęcia odliczania do przyszłorocznych wyborów europejskich, które odbędą się 23-26 maja 2019 r. Przypomnijmy, że PE od lat zmaga się z problemem braku zainteresowania ze strony Europejczyków – począwszy od pierwszych wyborów bezpośrednich z 1979 roku, frekwencja wyborcza nieustannie spada (w 2014 r. wyniosła 42,6 proc.). W państwach członkowskich przyjęło się już powszechnie, że są to wybory „drugiej kategorii”, w których i tak dominują tematy krajowe. Doprowadzenie Zuckerberga przed Konferencję Przewodniczących PE było krokiem w stronę przełamania tej tendencji. Pomimo że przyjęty format spotkania umożliwił szefowi Facebooka uchylenie się od niewygodnych pytań – najpierw hurtowo zadawali je liderzy frakcji, później Zuckerberg udzielił zbiorczej odpowiedzi – w świat poszedł obraz eurodeputowanych, którzy walczą o prawa obywateli Unii. Upomniano się przy tym zarówno o prawa użytkowników Facebooka (w Europie jest ich około 400 mln), jak i tych, którzy z serwisu nie korzystają. Warto również zauważyć, że to wskutek ich nacisków wysłuchanie było transmitowane na żywo (początkowo miało się odbyć za zamkniętymi drzwiami). Bezkompromisowe i merytoryczne pytania eurodeputowanych – pomimo że pozostawione w większości bez konkretnych odpowiedzi – dobrze prezentowały się w oczach potencjalnych przyszłorocznych wyborców.

Jeśli przyznać, że PE wykorzystał szansę, aby podkreślić znaczenie własnych kompetencji i działań w sferze ochrony danych osobowych, pojawia się pytanie, co (jeśli w ogóle) zyskał na wizycie Zuckerberg? Z pewnością była to możliwość wysłania przekazu, że Facebook dostosowuje się do najwyższych standardów, w tym przypadku – europejskich. Co ważne, przekaz ten Zuckerberg wysłał w sposób kontrolowany, na własnych zasadach. Można więc zaryzykować twierdzenie, że na wizycie skorzystały obie strony. Jednocześnie w ostatni wtorek została wzmocniona narracja, wedle której jedynie silna Unia Europejska jest w stanie regulować działania globalnych gigantów.