Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Zrozumieć Bliski Wschód

Tarcia między różnymi grupami islamistów wynikają z rywalizacji, a nie z istotnych kwestii religijnych czy odmiennej wizji przyszłości

Tarcia między różnymi grupami islamistów wynikają z rywalizacji, a nie z istotnych kwestii religijnych czy odmiennej wizji przyszłości

Konflikt w Syrii niemal od samego początku nie był powstaniem przeciwko dyktaturze, lecz wojną domową, na którą nakładała się szyicko-sunnicka wojna zastępcza (proxy) oraz rywalizacja światowych supermocarstw. Z tej perspektywy muszą być oceniane również inne konflikty w tym regionie, szczególnie w Iraku i Jemenie, choć nie wszędzie ścierają się te same interesy. Na przykład w Libii Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) toczą de facto wojnę proxy z Katarem i Turcją, wspierając konkurujące ze sobą rządy w Tobruku i Trypolisie, w Jemenie zaś powstał jednolity arabsko-sunnicki front przeciwko szyitom: Houthim oraz wspierającemu ich Iranowi. Warto przy tym zaznaczyć, że o ile sunnicki sojusz, mimo wewnętrznych podziałów politycznych, generowanych często przez odmienne interesy gospodarcze, oparty jest na faktycznej wspólnocie religijnej, o tyle inaczej jest z szyitami.

Gracze w konflikcie bliskowschodnim

Głównymi graczami po stronie sunnickiej są Arabia Saudyjska, Katar oraz Turcja. W nieco innym wymiarze międzynarodowymi graczami są też Państwo Islamskie, Al-Kaida i Bractwo Muzułmańskie. Znaczącą rolę, nie zawsze zgodną z polityką głównych graczy, odgrywają również Egipt i ZEA. Arabia Saudyjska, Katar, a także Państwo Islamskie, Al-Kaida i BM, działają, opierając się na podobnych podstawach ideologicznych, a podziały między nimi wynikają ze wzajemnej rywalizacji, katalizowanej czasem przez interesy gospodarcze. Sugestie, że PI opiera się na „charydżyźmie” (pojęcie to odnosi się do muzułmańskiego odłamu z VII w., znanego jednakże ze źródeł znacznie późniejszych i stronniczych), będącym rzekomo w opozycji do sunnizmu, to wyłącznie element propagandy. Podobnie jest zresztą z rozróżnianiem wahabizmu i salafizmu. Jedyną różnicą między Arabią Saudyjską i dżihadystycznymi ugrupowaniami pozostającymi w opozycji do Saudów jest stosunek rodziny królewskiej do pieniędzy – dbanie o własny interes gospodarczy, który wymaga handlu z Zachodem. Warto jednak podkreślić, że zarówno Katar, jak i Arabia Saudyjska od dziesięcioleci finansują projekty islamistyczne (na przykład szkoły), służące do kształcenia potencjalnych dżihadystów, w tym zamachowców-samobójców. Także panislamska ideologia Bractwa Muzułmańskiego niewiele różni się od panislamizmu Al-Kaidy – we wszystkich przypadkach ostatecznym celem jest odbudowanie kalifatu, który opierałby się na szariacie. Krytyczny stosunek do PI również wynika z rywalizacji o przywództwo w świecie sunnickiego islamizmu oraz z różnicy poglądów na temat tego, czy kalifat został ogłoszony we właściwym czasie i we właściwy sposób. Ten sunnicki islamizm, oparty na ideologii salafickiego islamu, jest niezależną siłą, i błędem są próby postrzegania go jako narzędzia światowych potęg. Co więcej, faktem jest, że USA w przeszłości próbowały instrumentalnie wykorzystywać tę siłę, co miało katastrofalne skutki.

Jedyną różnicą między Arabią Saudyjską i ugrupowaniami dżihadystycznymi jest stosunek rodziny królewskiej do pieniędzy – dbanie o własny interes gospodarczy, który wymaga handlu z Zachodem

W Syrii wyraźnie widać iluzoryczność różnic ideologicznych między Bractwem Muzułmańskim, Al-Kaidą, Arabią Saudyjską, Katarem i innymi salafitami. Tarcia między różnymi grupami islamistów wynikają wyłącznie z rywalizacji, a nie z istotnych kwestii religijnych czy odmiennej wizji przyszłości, dotyczącej budowy państwa opartego na szariacie. Nawet jeśli grupy związane z Bractwem Muzułmańskim zakładają wprowadzenie demokracji, to traktują ją instrumentalnie, jako środek do celu, a nie cel sam w sobie. Nie oznacza to oczywiście, że demokratów nie ma wśród opozycji, jednakże w Syrii są oni realnie reprezentowani jedynie przez Front Południowy, operujący w rejonie Daraa, oraz koalicję Syryjskich Sił Demokratycznych, zbudowaną na bazie kurdyjskich oddziałów YPG (Ludowe Oddziały Samoobrony) i wcześniejszej koalicji Burkan al-Firat (sojusz YPG i niektórych nieislamistycznych oddziałów rebelianckich w prowincjach Raqqa i Aleppo). Problem w tym, że rebelianci współpracujący z Kurdami są darzeni niechęcią zarówno przez innych Arabów (ze względu albo na nacjonalizm arabski, albo na panislamizm), jak i przez Turcję, kierującą się agendą neootomańską.

Zwroty Erdoğana

Idea odbudowy ścisłych więzi politycznych między krajami muzułmańskimi wchodzącymi niegdyś w skład Imperium Otomańskiego nie jest nowa w środowiskach tureckich islamistów, z których wywodzi się Erdoğan, obecny prezydent Turcji. Gdy rozpoczęła się tzw. Arabska Wiosna, idee te zdawały się zyskiwać realną możliwość wcielenia w życie, jednak rozmowy Erdoğana z władzami Egiptu, wywodzącymi się z Bractwa Muzułmańskiego, pokazały, że Arabowie odrzucają tureckie przywództwo w takim projekcie. Nie zraziło to jednak Erdoğana i Turcja wraz z Katarem wspierała (i nadal to robi) zarówno Bractwo Muzułmańskie, jak i ruchy salafickie, w tym Al-Kaidę. Dotyczyło to Syrii, ale nie tylko. Po obaleniu rządu Mursiego stosunki egipsko-tureckie załamały się, gdyż Turcja nadal wspiera Bractwo Muzułmańskie w Egipcie, a w sąsiedniej Libii – islamistyczny, nielegalny rząd okupujący Trypolis. Egipt, z pomocą ZEA, wspiera natomiast legalny rząd w Tobruku, popierany również przez środowiska związane z obalonym dyktatorem Libii – Muammarem Kaddafim.

Warto jednak wspomnieć, że w 2012 roku Turcja dokonała w swojej regionalnej polityce zagranicznej zwrotu o 180 stopni. Jeszcze w 2010 roku Erdoğan przyjmował od Kaddafiego nagrodę za „prawa człowieka”, a do czasu rozpoczęcia się wojny domowej w Syrii utrzymywał przyjacielskie relacje z reżimem Asada. Te dobre stosunki Turcji z reżimami Kaddafiego i Asada wynikały m.in. z projektów energetycznych, ale nie bez znaczenia była też kwestia kurdyjska. Mimo że w połowie pierwszej dekady XXI w. Turcja rozwinęła swoje gospodarcze relacje z irackim Kurdystanem, Kurdowie cały czas stanowili wspólne zagrożenie zarówno dla Turcji, jak i dla Syrii oraz Iranu. Powodowało to okresowe zbliżenia i współpracę służb specjalnych tych krajów. W Turcji jednak już na początku lat 90. zaczęła powstawać koncepcja ustępstw wobec Kurdów w celu wykorzystania ich do aneksji irackiego Kurdystanu, a także grania kurdyjską kartą w regionalnej rywalizacji z Iranem i Syrią. Sam Erdoğan nie miał problemu z odejściem od atatürkowskiego modelu Turcji jako państwa narodowego, monoetnicznego, pod warunkiem jednak zastąpienia spójnika etnicznego (tureckości) spójnikiem religijnym (sunnickim islamem). Jeszcze kilka lat temu wydawało się to realne, gdyż większość Kurdów w Turcji była religijna i konserwatywna, a najsilniejszą partią stała się tam AKP Erdoğana. Zbliżenie z prezydentem irackiego Kurdystanu i perspektywa rozpadu zarówno Iraku, jak i Syrii pozwalały Turcji myśleć o aneksji nie tylko syryjskiego i irackiego Kurdystanu, lecz także Kirkuku oraz Mosulu i o zdobyciu pokaźnych złóż ropy naftowej. Jednak polityczna dominacja (w Kurdystanie tureckim i syryjskim) lewicowej, nielegalnej PKK i mniej lub bardziej związanych z nią – legalnej HDP w Turcji i PYD w Syrii, spowodowała kolejny zwrot w tureckiej polityce, tj. gwałtowne przerwanie tzw. „procesu rozwiązania”, jak w Turcji są nazywane pokojowe negocjacje z PKK, połączone z pracami nad reformą ustrojową przyznającą Kurdom prawa narodowe.

Geopolityka nad ideologią

Oś szyicka (Iran, Irak, Houthi w Jemenie, Hezbollah, Syria, a także szyicka opozycja w Arabii Saudyjskiej i Bahrajnie) nie jest tak bardzo oparta na wspólnej ideologii religijnej, jak ma to miejsce w przypadku sunnickich islamistów. Związek religijny syryjskich alawitów, z których wywodzi się reżim Asada, jak i jemeńskich zajdytów (sekta szyicka, która oderwała się od głównego nurtu szyitów w VIII w. i doktrynalnie wykazuje duże podobieństwa do sunnitów), z których wywodzą się rządzący obecnie w Sanie Houthi, jest dość naciągany. Uznanie alawitów za szyitów było efektem zabiegów jednego z liderów szyickich w Libanie, Musy Sadra (duchowego przywódcy Amalu), w związku z wojną domową w Libanie szukającego wsparcia Syrii, już wtedy rządzonej przez alawitów, którzy z kolei, będąc małą sektą w muzułmańskim morzu, potrzebowali sojusznika. Rebelia Houthich natomiast i zdobycie przez nich stolicy Jemenu nastąpiły w apogeum napięć szyicko-sunnickich czy też, inaczej rzecz ujmując, irańsko-saudyjskich. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, jak bardzo geopolitycznie strategicznym sojusznikiem w konfrontacji z Arabią Saudyjską są dla Iranu Houthi.

Po obaleniu rządu Mursiego stosunki egipsko-tureckie załamały się, gdyż Turcja nadal wspiera Bractwo Muzułmańskie, a w sąsiedniej Libii – islamistyczny, nielegalny rząd okupujący Trypolis

Oś szyicką tworzy też Hezbollah, a także opozycyjne ruchy szyitów w Bahrajnie (gdzie stanowią mocno prześladowaną większość) i Arabii Saudyjskiej (równie mocno prześladowana mniejszość). Ponieważ zajdycko-szyicka rewolta w Jemenie zagraża sunnickiemu porządkowi na Półwyspie Arabskim, to wszystkie – poza niesunnickim Omanem – kraje Półwyspu (Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Kuwejt) zapomniały o swojej rywalizacji w innych rejonach i wystąpiły ze wspólną interwencją militarną. Jako że jednak armie tych państw są słabe (i nie zmienia tego ich ogromny budżet i nowoczesne uzbrojenie), to wciągnęły one do tej wojny również Egipt, udzielając mu ogromnych pożyczek. Warto zauważyć, że udział Egiptu w wojnie w Jemenie jest de facto spłatą tych zobowiązań wobec arabsko-sunnickich krajów Zatoki Perskiej, a nie realizacją własnych celów. Egipt stara się bowiem utrzymywać również w miarę dobre relacje z Iranem oraz wspierającą oś szyicką Rosją. Wynika to z problemów Egiptu z Bractwem Muzułmańskim i wspierającymi je Katarem i Turcją, a w konsekwencji również USA. To właśnie skłania rządzącego Egiptem as-Sisiego do rozmów z Rosją na temat kontraktów zbrojeniowych i wsparcia w walce z IS w Egipcie oraz z dżihadystami w Libii.

Chodzi o surowce

Stosunkowo umiarkowane stanowisko Egiptu wobec konfliktu w Syrii łączy się również z interesem tego państwa związanym z Gazociągiem Arabskim (Arab Gas Pipeline). To właśnie ten projekt powodował, że do czasu wybuchu tzw. Arabskiej Wiosny interesy Turcji, Syrii, Egiptu czy Libii nie były ze sobą sprzeczne. Wobec embarga nałożonego na Iran i groźby destabilizacji przez Rosję Kaukazu w celu uniemożliwienia tranzytowych projektów kaspijskich gazociąg idący z Egiptu (z możliwym przedłużeniem do Libii) przez Jordanię i Syrię do Turcji (z odnogami do Libanu i Izraela) i dalej do Europy stanowił jedyne realne rozwiązanie tureckiego problemu uzależnienia od rosyjskiego gazu. Jednak realizacja tego projektu była niekorzystna nie tylko dla Rosji, lecz także dla Kataru i Arabii Saudyjskiej. Według konkurencyjnego projektu miałby bowiem powstać gazociąg transportujący katarski gaz przez Arabię Saudyjską, Jordanię i Syrię. Sojusz tej ostatniej z Iranem stawiał ten projekt pod znakiem zapytania z dwóch powodów – po pierwsze ze względu na relacje zarówno Syrii, jak i Iranu z Rosją, niezainteresowaną realizacją jakiegokolwiek projektu tranzytu gazu przez Turcję do Europy, po drugie – ze względu na własne złoża gazowe Iranu. Iran posiada największe na świecie rezerwy gazu ziemnego i jest trzecim największym producentem tego surowca. Jednak jeszcze w 2007 roku był dopiero na dwudziestym piątym miejscu na liście eksporterów gazu. Po zawarciu porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego realne jest wejście Iranu z surowcami energetycznymi – zarówno ropą, jak i gazem – na rynek europejski. Projekt budowy gazociągu przez Turcję do Europy, a także naftociągu połączonego z rurą pompującą ropę z sąsiedniego Iraku, w tym Kurdystanu irackiego, stanowił zagrożenie i konkurencję tak dla projektu katarskiego, jak i dla interesów rosyjskich, zwłaszcza że w ten system transportu mógłby zostać włączony również gaz kaspijski.

W momencie wyjściowym, w 2012 roku, gdy zaczęła się tzw. „Arabska wiosna”, w interesie Kataru, Arabii Saudyjskiej i Turcji leżało obalenie alawickiego reżimu w Syrii i zastąpienie go reżimem sunnickim, który dałby gwarancję realizacji projektu katarskiego. Determinowało to politykę tych państw wobec syryjskiej wojny domowej. Z punktu widzenia Rosji natomiast dla zablokowania tego projektu nie jest konieczne opanowanie całej Syrii, wystarczy bowiem kontrola nad częścią zachodnią i utrzymanie wrogości kurdyjsko-tureckiej, a także utrzymanie Iraku w układzie szyicko-rosyjskim. Warto też dodać, że wojna w tureckim Kurdystanie faktycznie blokuje możliwość przeprowadzenia przez Turcję projektów tranzytowych z Iranu i Iraku, zwłaszcza że wpłynęła ona też na ochłodzenie relacji między Kurdami irackimi a Turcją oraz odsunęła na czas nieokreślony realizację projektu ogłoszenia niepodległości Kurdystanu irackiego. Plan ten opierał się bowiem na uzyskaniu niezależności gospodarczej od Bagdadu w oparciu o współpracę handlową z Turcją – przede wszystkim sprzedaż kurdyjskiej ropy przez rurociąg Kirkuk–Ceyhan.

Szyicki sojusz z Rosją wynika głównie z bardzo negatywnej percepcji USA, w mniejszym stopniu też Europy, w świecie szyickim. Jest to spowodowane jednoznacznym poparciem dla Arabii Saudyjskiej, głównego czynnika opresji szyitów w regionie, stosowaniem podwójnych standardów do humanitarnych nadużyć Iranu z jednej strony i Arabii Saudyjskiej z drugiej. Przyczyniły się do tego też błędy popełnione w Iraku, nieumiejętność wykorzystania wyzwolenia Iraku spod dyktatury Saddama, a ukoronowaniem wszystkiego stała się bierność wobec nalotów saudyjskich na Jemen i rozwoju salafizmu w Europie jako zaplecza Al-Kaidy i Państwa Islamskiego. Z tych samych powodów, dla których w osi szyickiej znaleźli się alawici i zajdyci, skłaniają się do niej również bliskowschodni chrześcijanie. Dotyczy to zarówno Libanu i Iraku, jak i Syrii (z wyjątkiem chrześcijan na terenach opanowanych przez Kurdów, popierających – w Syrii YPG, a w Iraku Barzaniego). Warto też zwrócić uwagę na uległość Turcji wobec Rosji. Wynika to z faktu, że przy utrzymaniu Asada przy władzy przez Rosję szachuje ona Turcję energetycznie, zachowując – wspólnie z Iranem – kontrolę nad wszystkimi trasami transportowymi.

Nie upraszczać

Obecna wojna na Bliskim Wschodzie nie rozgrywa się wyłącznie na jednym spójnym polu, tj. w Syrii i Iraku, lecz na znacznie większej ich liczbie (przede wszystkim Jemen, Libia). Choć ma ona w dużej mierze charakter zastępczego (proxy) konfliktu sunnicko-szyickiego, to nakładają się nań również inne interesy i powiązania, przede wszystkim kwestie tranzytu surowców energetycznych oraz nierozwiązane problemy etniczne. Upraszczanie tego obrazu, co często czynią media, prowadzi do jego wypaczania i błędnych wniosków.

Niezależny dziennikarz, ekspert ds. międzynarodowych portalu Defence24.pl, prawnik. Autor licznych reportaży z podróży na Bliski Wschód i do Afryki. Szczególnie zainteresowany problemami wojen i konfliktów etnicznych oraz religijnych, a także terroryzmu. Od czasu wybuchu „Arabskiej Wiosny” wielokrotnie przebywał w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, w tym w Iraku i Syrii.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz