Zero (PIT) dla młodych

Propozycja zmian w PIT może pomóc młodym na starcie kariery zawodowej. Skala tego rozwiązania jest jednak znacznie mniejsza niż działania, które rząd podejmuje wobec innych grup społecznych – np. osób starszych

Młoda osoba, która nie idzie na studia (a ponad połowa młodych nie studiuje), wchodzi na rynek pracy, będąc jeszcze nastolatkiem, nie mając ani doświadczenia ani rozbudowanych kwalifikacji. Taka osoba nie ma zazwyczaj żadnej siły przetargowej w negocjacjach z potencjalnym pracodawcą – przyjmuje więc to, co oferuje rynek. A rynek często oferuje takiej osobie albo pracę bez umowy, albo pracę na umowie zlecenie, albo umowę o pracę z płacą minimalną plus kilkaset złotych w tak zwanej kopercie (pod stołem). Nie jest to wymarzony początek kariery zawodowej. Tym bardziej, że gdy raz wejdziemy w tego typu niestandardowe formy zatrudnienia i relacje z pracodawcą, to później trudno się z nich wyrwać.

Dlaczego rynek już na starcie oferuje młodym tylko śmieciowe warunki zatrudnienia? Bo gdy pracodawca chce zatrudnić osobę o niskich kwalifikacjach (a tym samym niskim wynagrodzeniu) na umowę o pracę, to od tego wynagrodzenia trzeba odprowadzić 40% podatków i składek. Tak, nawet dla płacy minimalnej klin podatkowy w Polsce wynosi około 40% – koszt pracodawcy wynosi 2700 zł, a pracownik na rękę dostaje 1600 zł. To kuriozalne – w prawie wszystkich rozwiniętych państwach świata jest tak, że niskie wynagrodzenia opodatkowane są nisko, a wysokie wysoko. U nas jest w zasadzie na odwrót. Pracodawcy robią więc wszystko, żeby przy niskich wynagrodzeniach podatków i składek nie płacić, a pracownicy o słabej pozycji przetargowej (to między innymi my, młodzi) nie mają wyboru i przyjmują takie warunki zatrudnienia, jakie im się oferuje.

Przy wszystkich wymienionych przeze mnie zaletach, zerowy PIT to propozycja o małej skali oddziaływania

Szansa na lepszy start

Zerowy PIT dla młodych zmniejszy klin podatkowy w momencie wejścia na rynek pracy, a tym samym zmniejszy motywację pracodawców do tego typu kombinatorstwa. Wzrosną szanse, że młody pracownik otrzyma normalne warunki zatrudnienia – umowę o pracę, na której będzie wpisana pełna kwota wynagrodzenia. Prawdopodobnie w ogóle wzrośnie skłonność pracodawców do zatrudniania młodych – podobną obniżkę podatku dochodowego przeprowadzono jakiś czas temu w Szwecji i tam ocena efektów pokazuje, że zatrudnienie młodych po tej obniżce rosło szybciej niż w innych grupach wieku. To potencjalne pozytywne efekty zerowego PIT.

Wobec tej propozycji mam dwie wątpliwości.

Po pierwsze, wielka szkoda, że ostatecznie rząd proponuje, by zwolnieniem z PIT objąć zarówno umowy o pracę, jak i umowy cywilnoprawne (wcześniej mówiono o zwolnieniu tylko dla umów o pracę). W Polsce mamy bardzo rozpowszechnione niestabilne formy zatrudnienia (umowy cywilnoprawne i umowy o pracę na czas określony) – na takich zasadach pracuje co czwarty Polak, co jest drugim najwyższym odsetkiem w całej Unii Europejskiej. Wśród młodych do 24 roku życia w niestabilnych formach pracuje ponad 2/3 osób. Zerowy PIT można było wykorzystać do zachęcenia pracodawców do częstszego zatrudniania młodych na umowy o pracę, zamiast umów zleceń i o dzieło.

Po drugie, zerowy PIT to kolejna łatka naszywana na nasz postrzępiony system podatkowy. Wprowadzamy nowe kryterium dotyczące tego, czy ktoś ma płacić podatki czy nie – kryterium wieku. Robimy to samo co przez ostatnie kilkanaście lat – zmieniamy jakiś wycinek systemu podatkowego, nie bardzo przejmując się całością. Przez to cały system staje się coraz bardziej niespójny. W jednej ze swoich ostatnich publikacji pokazałem, że polski system podatkowy jest regresywny – bardziej obciąża osoby o niskich dochodach niż osoby o wysokich dochodach. Czy ktoś to zaplanował? Czy ktoś chciał, żeby tak było? Nie. To jest skutek właśnie wielu drobnych, fragmentarycznych zmian w systemie podatkowym dokonywanych przez kolejne rządy.

Premier Morawiecki na konferencji, na której prezentował zerowy PIT, przyznał, że zwalnianie osób młodych z podatku nie jest rozwiązaniem powszechnie stosowanym w innych państwach. Czy nie lepiej zamiast wprowadzać takie novum, po prostu zrobić to, co robią inne państwa – wprowadzić progresywne opodatkowanie pracy dla wszystkich (niskie podatki dla niskich płac, wysokie dla wysokich) i zlikwidować różnice w opodatkowaniu między różnymi formami zatrudnienia? To także pomogłoby młodym, i to nie tylko tym do 26 roku życia.

Satysfakcja czy bunt?

Czy zerowy PIT dla młodych to propozycja, która powinna młodych usatysfakcjonować? Czy możemy stwierdzić, że oto rządzący w końcu zajęli się młodymi?

Absolutnie nie. Przy wszystkich wymienionych przeze mnie zaletach, zerowy PIT to propozycja o małej skali oddziaływania. Klin podatkowy nakładany na wynagrodzenia młodych spadnie tylko o kilka punktów procentowych. Udział podatku PIT w tym klinie jest bowiem niewielki, a większą jego część stanowią składki na ubezpieczenia społeczne. Przykładowo przy płacy minimalnej PIT stanowi zaledwie 130 zł z prawie 1100 zł, które pobiera państwo.

To, że jest to propozycja o stosunkowo małej skali, widać po kwocie, jaką rząd ma zamiar przeznaczyć na ten cel. Ta kwota to 2,5 mld zł. Dla porównania, roczny koszt obniżenia wieku emerytalnego to około 10 mld zł, a koszt trzynastej emerytury to także około 10 mld zł. Czyli tylko w tym roku rząd przeznaczy na realizację obietnic dla osób starszych 20 mld zł – osiem razy więcej niż na realizację sztandarowej obietnicy dla osób młodych. Ta różnica dobrze oddaje różnicę w zainteresowaniu problemami obu grup wśród polityków. Tymczasem osób młodych w Polsce – tych w wieku 18-29 lat – jest tyle samo, co osób w wieku 65+ (około 5–6 mln). Teoretycznie więc skala adresowanych działań powinna być podobna.

To kuriozalne, że przeznaczając na politykę prorodzinną ogromne środki (po wprowadzeniu 500+ na każde dziecko będziemy na drugim miejscu w UE pod względem wydatków na rodzinę i dzieci), wciąż mamy jedną z najniższych w UE dostępności żłobków i przedszkoli

Czas pomyśleć o młodych

W tym miejscu często słyszę w ostatnim czasie pytanie – czego Wy, młodzi, tak naprawdę chcecie? Jakie są Wasze postulaty? Czego my, młodzi, powinniśmy się domagać? Przedstawiam więc trzy konkrety.

Po pierwsze, to zmiany w podatkach, o których pisałem wyżej – znaczące obniżenie klina podatkowego od niskich wynagrodzeń przy umowie o pracę (nie tylko do 26 roku życia). To ten wysoki klin jest głównym źródłem wielu naszych problemów na rynku pracy – zatrudniania nas bez umowy albo na umowach cywilnoprawnych czy płacenia nam „pod stołem”. Problemy te byłyby mniejsze, gdyby klin podatkowy nakładany na wynagrodzenia niższe niż mediana płac (około 2500-3000 zł „na rękę”) wynosił przykładowo 25%, a nie 40%.

Po drugie, znaczące inwestycje w rozwój mieszkalnictwa. W Polsce mamy fatalny rynek mieszkaniowy i żadna opcja polityczna w ostatnich 30 latach na poważnie nie zajęła się tym problemem. Przede wszystkim mieszkań jest za mało (mamy drugą najniższą liczbę mieszkań w UE – w przeliczeniu na 1000 mieszkańców), a przez to są drogie. Prywatny rynek wynajmu jest za mały i bardzo drogi, a tanich mieszkań czynszowych państwo praktycznie nie oferuje. Jedyną opcją dla osoby młodej chcącej zaspokoić swoje potrzeby mieszkaniowej jest 30-letni kredyt hipoteczny. Dopłacanie do tych kredytów to w ostatnich kilkunastu latach jedyny pomysł naszego państwa na politykę mieszkaniową. Tylko że nie każdy może sobie na taki kredyt pozwolić i nie każdy chce się w ten sposób wiązać. Skutek jest taki, że prawie połowa Polaków w wieku 25-34 lata wciąż mieszka z rodzicami – to jeden z najwyższych odsetków w UE.

A mi się marzy, żeby w choć jednej kadencji ten temat stał się priorytetem. Żebyśmy choć na cztery lata stali się największym w Unii Europejskiej placem budowy mieszkań – w tym przede wszystkim tanich mieszkań czynszowych – tak jak w latach 2008-2013 byliśmy największym w UE placem budowy dróg. Żebyśmy przeznaczyli na ten cel środki w takiej skali, w jakiej w ostatnim czasie inwestujemy w osoby starsze (przywołane przeze mnie wcześniej 20 mld zł rocznie). Czyli program taki jak Mieszkanie+, tylko w wielokrotnie większej skali – bo dziś ten program, choć nadzieje z nim związane były duże, ma niestety marginalne znaczenie. Rządzący wdrażając go nie wykazali ani odrobiny tej determinacji, co przy wdrażaniu innych programów – 500+, obniżenia wieku emerytalnego czy reformy sądownictwa.

Po trzecie, bezpłatny gwarantowany dostęp do żłobków i przedszkoli – na tej samej zasadzie, na której państwo gwarantuje miejsce w szkole. To kuriozalne, że przeznaczając na politykę prorodzinną ogromne środki (po wprowadzeniu 500+ na każde dziecko będziemy na drugim miejscu w UE pod względem wydatków na rodzinę i dzieci), wciąż mamy jedną z najniższych w UE dostępności żłobków i przedszkoli. 500+ nie załatwia wszystkiego – zupełnie czym innym są usług publiczne, a czym innym bezpośredni transfer pieniężny. W gwarantowanej dostępności do wczesnej opieki nad dziećmi chodzi o wolność wyboru – chcę zostać w domu z dzieckiem, to zostanę, ale jeśli chcę wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, to bez problemu mogę posłać dziecko do żłobka. Dziś wielu młodych – w szczególności kobiet – tego wyboru nie ma.

To mój program dla młodych. Politycy – jeśli chcecie – ściągajcie. Chcecie?

foto: Food zdjęcie utworzone przez freepik – pl.freepik.com>

doktor ekonomii; adiunkt w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz ekspert w Biurze Analiz Sejmowych; autor książki: "Pokolenie '89. Młodzi o polskiej transformacji" foto: Jakub Szafrański / Krytyka Polityczna

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Zero (PIT) dla młodych”

  1. Bartosz pisze:

    1. Reformy owszem ale z troche innym założeniem. PIT 10% liniowo i kwota wolna zapewniająca życie (nie mylić z przeżyciem) powiedzmy 20 tys. PLN. Do naprawy jest również przerośnięty system administracji i nadmiernie skomplikowane prawo którego największym mankamentem jest hamowanie tworzenia i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw które statystycznie generują najwięcej PKB. Należałoby również pochylić się nad sensem utrzymywania ZUS – ten moloch pochłania niebotyczne ilości pieniędzy i przy obecnej demografii nie zapewni nam emerytur (w zasadzie funkcjonuje troche jak piramida finansowa co podobno jest zakazane).
    2. Tak, to zdecydowanie powinien być… no może nie priorytet ale przynajmnie górne 3 pkt. programu. Mieszkania są za drogie a programy typu MDM z punktu widzenia nabywców nie są korzystne bo prowadzą do wzrostu cen (fajny reportaż Springera “13 pięter”). Nie mam natomiast pomysłu jak tą kwestię rozwiązać, co zrobić żeby było więcej i taniej.
    3. Nie, z publicznymi przedszkolami i żłobkami będzie jak z NFZ i ochroną zdrowia (dla każdego po równo beznadziejnie). Obniżenie podatków i obciążeń które nie pozwalają młodym rodzicą zarobić – to jest problem, trudności i wymagania związane z otworzeniem przedszkola lub innej placówki opiekuńczo-wychowawczej – to też jest problem, i oba są odpowiedzialne za obecny stan rzeczy. Leczmy przyczynę, nie objawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz