Newsletter

Zamach na Pawła Adamowicza. Tylko spokój nas uratuje

Pochopne decyzje podjęte na fali słusznego oburzenia atakiem na prezydenta Gdańska mogą kosztować nas wiele w zakresie swobód obywatelskich, czy skuteczności resocjalizacji. Pośpiech jest złym doradcą

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Atak na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza każe nam przypomnieć sobie, że jesteśmy wspólnotą, w ramach której możemy się głęboko różnić co do ocen i propozycji odnośnie rozwiązania wspólnych problemów, ale różnice te nie mogą prowadzić do przemocy fizycznej i prób zabójstwa. To brzmi jak truizm i sztampa, ale zbyt często o tym zapominamy. Jeszcze trwa ten krótki czas, gdy przeważająca liczba komentarzy dotyczących sprawy pokazuje, że prawie wszyscy – od polityków Platformy Obywatelskiej po Ruch Narodowy – łączą się solidarnie myślami i modlitwą z politykiem, który na taki los nie zasłużył. To budujące, że poza jednostkowymi przypadkami internetowych trolli nikt nie pochwala nożownika ani nie próbuje go wybielać.

A jednak ten czas niedługo się skończy i nasza debata publiczna wróci na swoje stare, karczemne tory. Nie podzielam niestety nadziei tych, którzy uważają, że ta sprawa nas pogodzi – choć chciałbym, żeby tak było. Kubłem zimnej wody nie było ani morderstwo Marka Rosiaka, ani katastrofa smoleńska. Obawiam się, że wybuchnie wojna o pokój, w której w imię dążenia do narodowej zgody politycy i publicyści różnych opcji będą obrzucać się nawzajem oskarżeniami, kto w większym stopniu stosuje język nienawiści i kto rozpoczął spiralę pogardy.

Opinia publiczna będzie domagała się, by politycy „coś” z tym zrobili – i jest bardzo prawdopodobne, że już niedługo na konferencjach prasowych pojawią się minister sprawiedliwości, spraw wewnętrznych lub któregoś z opozycyjnych ugrupowań i ogłoszą pomysły szybkiego rozwiązania problemu

Tym bardziej, że ze sceny padły oskarżenia wobec Platformy Obywatelskiej, i nie da się twierdzić, że atak nie miał politycznego podłoża, nawet jeśli dokonał go człowiek niezrównoważony psychicznie (czego nie wiemy). Stefan W. został skazany za napady z bronią w ręku i wszystko wskazuje na to, że słusznie – wbrew temu, co sam mówi. Spędził w więzieniu pięć lat; nie wiemy, co spotkało go podczas śledztwa czy odsiadki, nie jest wykluczone, że prezydent Gdańska stał się kozłem ofiarnym za jakieś szykany, co oczywiście takiego czynu w żadnym stopniu nie usprawiedliwia.

Obniżenie temperatury sporu politycznego mogłoby schłodzić niektóre zbyt porywcze głowy. Jednak nie łudźmy się, że wyeliminowanie z przestrzeni publicznej słownej nienawiści zapobiegnie ewentualnej przemocy fizycznej w przyszłości. Zawsze może gotować się pod przykrywką. I tu, być może, coś zawiodło – coś, co powstrzymałoby osobę, której żadne prośby o spokój nie powstrzymają. Jednak nawet dyskusja na tym poziomie może pójść w bardzo różnym kierunku. Opinia publiczna będzie domagała się, by politycy „coś” z tym zrobili – i jest bardzo prawdopodobne, że już niedługo na konferencjach prasowych pojawią się minister sprawiedliwości, spraw wewnętrznych lub któregoś z opozycyjnych ugrupowań i ogłoszą pomysły szybkiego rozwiązania problemu. Nożownik był recydywistą – prawdopodobne będzie więc zaproponowanie podwyższenia kar za napady z bronią w ręku. W pobliże prezydenta dostał się ponoć dzięki plakietce z napisem „media” – nie wykluczam więc np. zaostrzenia prawa prasowego, choćby przez obarczenie policji obowiązkiem akredytacji na koncerty lub nakazu zatwierdzania legitymacji prasowych np. u wojewody. Jeśli to ochrona się nie spisała, być może ktoś zaproponuje zmianę ustawy o ochronie osób i mienia lub o bezpieczeństwie imprez masowych.

Nie będąc ekspertem w dziedzinach bezpieczeństwa wewnętrznego, wyobrażam sobie jednak, że decyzje podejmowane na szybko – wyglądające powierzchownie na stanowcze ruchy przeciwko przemocy – mogą przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Życzę prezydentowi Adamowiczowi jak najszybszego powrotu do zdrowia. To tragiczne wydarzenie, jednak jeśli chcemy z niego wyciągać jakieś systemowe wnioski, po to, by się w przyszłości nie powtórzyło, warto na sprawę spojrzeć na chłodno. Podobne sytuacje zdarzają się w Polsce niezmiernie rzadko. Należałoby przeanalizować dane dotyczące skuteczności kar, systemu penitencjarnego, zbadać skuteczność zabezpieczenia imprez masowych i osób publicznych. I dopiero wtedy proponować konkretne rozwiązania.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej