Newsletter

Wyborcza kiełbasa z dzika

Resort środowiska jest na kolejnej wojnie. Najpierw walczył z kornikiem w Puszczy Białowieskiej. Dziś trwa wojna z dzikiem, ale jej wybuch nastąpił znacznie wcześniej

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Wojnę z dzikami Polska prowadzi już od kilku lat. Ma to związek z afrykańskim pomorem świń (ASF). ASF przywędrował do Polski ze wschodu. Atakuje dziki i ich krewniaka, świnię domową. Nie zagraża ludziom. Jednak człowiek jest niezwykle ważnym ogniwem w przenoszeniu wirusa z pól i lasów do chlewni. Dziki nie mają bowiem w zwyczaju składać wizyt w zamkniętych budynkach, gdzie przetrzymywane są świnie. W rozpowszechnianiu się ASF pomagają szczególnie osoby, które mają kontakt z krwią i martwymi dzikami, zastrzelonymi w czasie polowania. Potem na rękach, na ubraniach, butach i kołach terenowych samochodów, wirus może wędrować dalej. Oczywiście jest jeszcze kilka innych dróg przenoszenia wirusa do hodowli. Bioasekuracja, o której tak głośno się mówi, zawodzi już na pierwszym etapie, kiedy następuje kontakt z zakażonym dzikiem.

Warto przy okazji przypomnieć, że poprzednik ministra Henryka Kowalczyka, Jan Szyszko, był autorem innego, budzącego wiele kontrowersji pomysłu. Chodziło o nakazany przez resort środowiska odstrzał dzików w parkach narodowych

Minęło kilka lat, a wciąż nie wyciąga się wniosków z posiadanej wiedzy. Odstrzał jest jednym ze sposobów walki z ASF, ale nie jedynym i nie zawsze uzasadnionym. Wręcz przeciwnie – polowania zbiorowe sprzyjają płoszeniu zwierząt, co może skłonić ocalałe dziki do przemieszczenia się. To dlatego w ubiegłym roku wojewoda lubelski zakazał polowań zbiorowych. Z kolei Państwowy Instytut Weterynarii w Puławach zalecał, aby myśliwi zrezygnowali z hodowli świń, a polujący weterynarze stosowali szczególne środki bezpieczeństwa. Ważne jest również wyszukiwanie padłych dzików. Ten sam instytut wskazywał też na potrzebę bioasekuracji hodowli świń. O ile duże przemysłowe chlewnie radzą sobie z tym problemem, znacznie trudniej jest rolnikom z małych gospodarstw, którzy przetrzymują od kilku do kilkudziesięciu świń. Z myślą o tych najbardziej narażonych na ASF, do Polski trafiły unijne fundusze, ale jak okazało się gros otrzymanej kwoty nie zostało wykorzystane. Zamiast działań skierowanych do rolników, którzy są coraz bardziej zirytowani kolejnymi doniesieniami o ASF, resorty rolnictwa i środowiska znów sięgnęły po strzelbę, jako ich zdaniem najwłaściwsze rozwiązanie walki z wirusem. A jednak takie rozwiązanie jest już od samego początku skazane na niepowodzenie. Dlaczego?

Radio Erewań znów nadaje

Dowcipy o komunikatach Radia Erewań znów są żywe nad Wisłą. Najlepszym odzwierciedleniem tego erewańskiego stylu komunikacji były obwieszczenia urzędników, które wywołały falę społecznego oburzenia wywołanego zaleceniami pilnej redukcji dzików, usprawiedliwiane w następujący sposób: „huczka (ruja) u dzików przypada na okres miesięcy późnojesiennych i zimowych, należy intensyfikować odstrzał tych zwierząt właśnie teraz z ukierunkowaniem na lochy zanim przystąpią do rozrodu”. Dodajmy, że oburzenie to udzieliło się nie tylko niepolującym miłośnikom zwierząt, ale i części myśliwych. Niepokorni myśliwi zaczęli również nagłaśniać sprawę i fakt, że nie chcą strzelać do prośnych loch.

W mediach pojawiły się sprzeczne komunikaty i rozpoczęła się wymiana ciosów. Jedni mówili, że wzmożenie odstrzałów dzika ma dotyczyć całego kraju, zgodnie z wersją z 28 grudnia 2018 roku i dyspozycją, która miała zostać wydana przez resort środowiska. Kiedy sprawa wyciekła do dziennikarzy, była już mowa o ośmiu województwach, a w jeszcze innej wersji – o trzech. Kiedy do społecznego protestu, do którego w krótkim czasie dołączyło kilkaset tysięcy osób, dołączyły media, naukowcy i organizacje pozarządowe, usłyszeliśmy od ministra środowiska, że nie było żadnego rozkazu wystrzelania wszystkich dzików, chociaż minister rolnictwa ogłosił, że jest wojna z ASF. Na pomoc obu resortom pospieszyły media wspierające rządzący obóz. Pojawiły się informacje, że Niemcy też, choć nie ma u nich ASF, strzelają do dzików, zabijając ich 800 tysięcy. Nie dodano przy tej okazji, że za Odrą szacuje się liczebność dzików na pięć milionów. Potem pojawiła się depesza, stanowiąca dowolne tłumaczenie wypowiedzi rzeczniczki Komisji Europejskiej, które brzmiało zupełnie inaczej w oryginale niż w podawanych po polsku komunikatach. Wreszcie do akcji włączyła się polityczna opozycja, i to w niej szukano rzekomego prowodyra akcji sprzeciwu wobec odstrzału dzików.

Warto przy okazji przypomnieć, że poprzednik ministra Henryka Kowalczyka, Jan Szyszko, był autorem innego budzącego wiele kontrowersji pomysłu. Chodziło o nakazany przez resort środowiska odstrzał dzików w parkach narodowych. Miał on się odbyć wbrew temu, że w rejonie wielu parków narodowych nie było stwierdzonych przypadków zagrożenie afrykańskim pomorem świń. W takich parkach jak Bieszczadzki Park Narodowy dzików i tak było mało, a ich liczebność skutecznie regulowały duże drapieżniki i trudne warunki, w jakich żyły.

Dzik nasz wyborczy

Wyjaśnienia tych wszystkich działań należy szukać w wyborczych notowaniach. Wieś jest głównym lewarem wspierającym wyborcze słupki Prawa i Sprawiedliwości. W terenie PiS rywalizuje z PSL i musi pokazać, że słucha rolników. A ci rolnicy, którzy wypowiadają się publicznie, najczęściej chcieliby wybicia wszystkich dzików. Spełnienie oczekiwań tej części elektoratu wydaje się być w najżywotniejszym interesie ugrupowania, które nie może powiedzieć po wyborach samorządowych, że zdobyło serca wszystkich miejskich wyborców. Dlatego najlepiej nie drażnić mieszkańców wsi, zachowującej się lojalnie wobec obecnego obozu władzy. I w tym należy szukać głównej przyczyny decyzji o depopulacji dzików w Polsce. Podobnie jak w przypadku Ustawy o ochronie zwierząt, która z kompleksowego projektu dość głęboko zmieniającego krajobraz legislacyjny stała się wykastrowanym szczątkiem obietnic, które nie poprawią losu zwierząt.

Eksperci zgodnie przyznają, że masowy odstrzał nie zlikwiduje ASF

Eksperci zgodnie przyznają, że masowy odstrzał nie zlikwiduje ASF. Zamiast mówić, że pokonamy ASF, lepiej spojrzeć na inne kraje, gdzie walka z wirusem trwała wiele lat. Z kolei wybijanie dzików może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla przyrody, ale i upraw leśnych. Dlatego warto zacytować słowa leśnika, prof. Witolda Koehlera: „Szczególną rolę, jako energiczny i bardzo skuteczny tępiciel szkodników, odgrywa dzik. Przy silnych gradacjach strzygoni, barczatki, poprocha, osnui i boreczników przestawia się on niemal całkowicie na pokarm owadzi, ryjąc w jego poszukiwaniu tak metodycznie i intensywnie, że doprowadza niekiedy do redukcji liczebności szkodnika, sięgającej 30 proc. jego pierwotnego stanu. Jest on także wysoce skutecznym niszczycielem pędraków chrabąszcza oraz jednym z licznych hamulców nadmiernego rozrodu gryzoni: nornic i myszy. O ile dzik uważany jest słusznie za szkodnika w gospodarce rolnej, o tyle w lesie należy on bez wątpienia do zwierząt wysoce pożytecznych”.

fot. Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej