Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Wojna z krwawym kobaltem

Kobalt jest niezbędny do przeprowadzenia ekologicznej rewolucji. Jednak i on ma swą ciemną stronę. W Kongu, skąd pochodzi większość wykorzystywanego na świecie kobaltu, przy jego wydobyciu pracuje ponad 40 tysięcy dzieci

Ekologiczna rewolucja kojarzy się z przejściem od paliw kopalnych do czystych źródeł energii. Drogami mają zawładnąć elektryczne samochody, a tania i szerokodostępna elektronika sprawi, że życie stanie się łatwiejsze oraz bardziej komfortowe. Nie jest to możliwe bez pewnego rzadkiego minerału – kobaltu. Znajduje się on niemal w każdej baterii, każdym smartfonie, każdym samochodzie o napędzie elektrycznym. Rewolucja jednak zawsze wiąże się z kosztami. Tym razem główny ciężar zmian ponoszą nieletni mieszkańcy Demokratycznej Republiki Konga, którzy zmuszani są do pracy w kopalniach. Oczy całego świata zwróciły się w stronę „krwawego kobaltu” pod koniec 2019 roku. Wówczas technologiczni giganci tacy jak Microsoft, Tesla czy Apple zostali oskarżeni o czerpanie zysków z pracy dzieci wydobywających kobalt.

Skalę problemu, który przez lata pozostawał ignorowany, najlepiej obrazują dane UNICEF-u, według których ponad 40 tysięcy dzieci pracuje w kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga. Wielu górników nie ukończyło 10 roku życia, a do pracy wykorzystuje proste ręczne narzędzia – łopaty, młotki i kilofy. Nikt nie przejmuje się kwestiami bezpieczeństwa, dlatego wypadki są niemal codziennością. Dzieci nie otrzymują żadnych środków ochrony, więc powszechne są choroby płuc związane z wdychaniem kopalnianego pyłu. Przy kontakcie ze skórą kobalt wywołuje zapalenia, które z powodu konieczności codziennej pracy nigdy nie mogą zostać wyleczone.

Ponad 50% całego wykorzystywanego na świecie kobaltu pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, z czego około 20% wydobywana jest w nielegalnych i niekontrolowanych kopalniach

Dlaczego świat ignorował problem nieletnich górników pracujących w kopalniach? Przede wszystkim z powodu globalnej zależności od kongijskich zasobów. Ponad 50% całego wykorzystywanego na świecie kobaltu pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, z czego około 20% wydobywana jest w nielegalnych i niekontrolowanych kopalniach.

Popyt na kobalt rośnie z roku na rok. Zapotrzebowanie na elektryczne samochody jest tak duże, że szacuje się iż do 2030 roku nawet 33% wszystkich samochodów będzie posiadało napęd elektryczny. Jeśli jednocześnie nie zredukuje się zależności od kobaltu, to niemożliwe jest pogodzenie walki o prawa dzieci w DRK z promowaniem elektrycznych samochodów oraz taniej, szerokodostępnej elektroniki.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) już w 2016 roku opublikowała raport. Jasno wskazano w nim, że koncerny motoryzacyjne, wśród których znalazł się Fiat-Chrysler, BMW i General Motors, nie przykładały wystarczającej wagi do upewnienia się, że wykorzystywany przez nie kobalt nie pochodzi z kopalń w których wykorzystywana jest praca dzieci. Nie mają wprawdzie obowiązku sprawdzania tego, nie istnieją bowiem przepisy, wymagające od firm dokładnego sprawdzenia pochodzenia wykorzystywanych materiałów. Mimo to zauważalna jest zmiana podejścia podyktowana presją ze strony organizacji międzynarodowych. Gdy w 2018 roku Amnesty International zwróciła się do kilku koncernów motoryzacyjnych w sprawie potencjalnego wykorzystywania minerałów związanych z pracą dzieci, niektóre firmy opublikowały stosowne raporty. W przedstawionych dokumentach Renault zaprezentował listę dostawców kobaltu, a BMW i Daimler ujawniły również huty oraz pośredników dostarczających półprodukty wykorzystywane w procesie produkcji. Przedstawiciel BMW Kai Zoebelein stwierdził, że firma chcąc uniknąć korzystania z niepewnych etycznie źródeł kobaltu zdecydowała się nawiązać współpracę z dostawcami z Maroka i Australii, odchodząc od kongijskich źródeł.

Władze w Kinszasie, przynajmniej oficjalnie, dostrzegają problem nieletnich górników. Minister zatrudnienia, pracy i polityki społecznej Lambert Matuku Memas oświadczył, że Demokratyczna Republika Konga ma zamiar zlikwidować kopalnie w których wykorzystywane są dzieci do 2025 roku. Nie wydaje się to jednak prawdopodobne. Po pierwsze w kraju od dekad trwa wojna domowa, a wiele kopalń znajduje się w rękach bojówek i lokalnych watażków. Rząd nie ma możliwości skontrolowania warunków panujących w kopalniach czy egzekwowania zakazu wykorzystywania dzieci-górników. Innym problemem jest brak woli politycznej. Dla Kinszasy zyski z obrotu kobaltem są na tyle ważne, że jakakolwiek próba zakłócenia eksportu będzie oznaczała poważne problemy dla finansowej stabilności państwa. Ponieważ kwestie związane z wojskiem pochłaniają ogromną część budżetu, to ingerencja w obrót rzadkimi minerałami może przełożyć się na zdolność Kinszasy do dalszego prowadzenia walki ze zbrojną opozycją.

Tym, co potencjalnie może przyczynić się do ukrócenia handlu krwawym kobaltem, jest międzynarodowa presja na korporacje zajmujące się produkcją samochodów elektrycznych oraz nowoczesnej elektroniki. Prawdopodobne, że wraz z dokładniejszą weryfikacją źródeł półproduktów koncerny będą próbowały przesunąć część kosztów na konsumentów. Dlatego warto się zastanowić, czy nie lepiej pogodzić się z nieco wyższymi cenami urządzeń, jeśli w ten sposób przyczynimy się do zakończenia procederu wykorzystywania nieletnich górników? Przecież w elektronicznej rewolucji chodzi o to, aby poprawić jakość życia ludzi, dlatego też warto zrobić coś, by nie dokonywać jej kosztem nieletnich mieszkańców

Publicysta specjalizujący się w zagadnieniach dotyczących polityki, kultury i historii Afryki Subsaharyjskiej oraz Azji Środkowej. Stały współpracownik portalu konflikty.pl. Publikował między innymi na łamach portali geopolityka.net, histmag.org oraz czasopisma "As-Salam". Współpracował przy polskim wydaniu książki "Tłumacz z Darfuru" Daouda Hariego. Prywatnie mąż, ojciec, miłośnik astronomii i lingwistyki.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Wojna z krwawym kobaltem”

  1. Tomasz_Noga pisze:

    Autor powołuje się na dane z szeregu raportów – dlaczego nie podano bibliografii albo chociażby linków?

  2. słomiany zapał pisze:

    Problemy generują kolejne problemy, ciekawe jaki jest wspólny mianownik tych problemów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz