Newsletter

W południowochińskim tyglu

Morze Południowochińskie jak w soczewce skupia rywalizację Chin nie tylko z USA, ale także z innymi mocarstwami. Ostatnio ten gigantyczny fresk stał się jeszcze bardziej dynamiczny i skomplikowany

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Szczyt Trump-Kim bardzo skutecznie przyciągnął uwagę całego świata i odwrócił ją od Morza Południowochińskiego. Było to wydarzenie wyjątkowe, jednak warto zauważyć, że aktualnie na rozległych przestrzeniach Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego także rozgrywają się doniosłe wydarzenia z Chinami w roli głównej.

Obiektem silnej presji stały się również Filipiny, i na nic nie zdał się prochiński zwrot prezydenta Duterte

Pod koniec marca chińska marynarka wojenna rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia na Morzu Południowochińskim, 26 marca odbyła się defilada ponad 40 okrętów z udziałem lotniskowca „Liaoning”. Kolejna miała miejsce 1 kwietnia. Okazało się to jednak przymiarką do prawdziwej demonstracji siły. Show na olbrzymią skalę miał miejsce 12 kwietnia, gdy przeglądu floty dokonał Xi Jinping. Chińskie media donosiły o największym tego typu wydarzeniu w Chinach od czasów wypraw admirała Zheng He na początku XV wieku. W paradzie uczestniczyło 10 tysięcy marynarzy, 48 okrętów oraz 76 samolotów i śmigłowców. Gwiazdą programu nie był jednak „Liaoning”. Xi nie zawitał nawet na pokład okrętu i przyjmował defiladę z pokładu niszczyciela „Changsha” typu 052D. Uwaga mediów skupiła się na po raz pierwszy prezentowanych publicznie atomowych okrętach podwodnych: strategicznych typu 094A i szturmowych 093B.

Manewry na spornych wodach

Defilady były pokazem na użytek propagandy wewnętrznej i zewnętrznej. Chodziło o ukazanie potęgi chińskiej marynarki wojennej. Collin Koh z singapurskiej S. Rajaratnam School of International Studies zauważył przy tym, że parady w żaden sposób nie przekładają się one na informacje o rzeczywistej gotowości bojowej chińskiej floty. Dużo istotniejsze były prawdziwe manewry prowadzone w międzyczasie na spornych wodach, a następnie w Cieśninie Tajwańskiej.

Wkrótce potem na wyspach Spratly Chiny rozmieściły wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych YJ-12B i przeciwlotniczych średniego zasięgu HQ-9. Systemy miały niedługo potem zniknąć, a następnie znowu powrócić. Była to kolejna demonstracja o charakterze psychologicznym. Chiny pokazały w ten sposobem zdolność do szybkiego rozwijania strefy A2/AD, a tym samym swoją przewagę w regionie i zdolność do kontroli spornych obszarów. Kolejnym punktem są obawy o rozmieszczenie w pobliżu Morza Południowochińskiego myśliwców J-20, które w maju po raz pierwszy przeprowadziły loty nad otwartym morzem.

Póki co, USA nadal nie wypracowały poważniejszej strategii niż demonstracje siły

Następnym zagraniem w wykonaniu sił powietrznych było lądowanie na lotnisku na Mischief Reef w archipelagu Spratly bombowców strategicznych H-6K. Startując z baz na sztucznych wyspach samoloty te są w stanie osiągnąć cieśninę Malakka i patrole w jej rejonie zostały już nieoficjalnie zapowiedziane. Trzeba tutaj zaznaczyć, że zdolność chińskiego lotnictwa do projekcji siły w tym strategicznie ważnym regionie są mocno ograniczone. H-6K jest maszyną o dużo słabszych osiągach niż B-52, a Malakka leży na granicy ich zasięgu operacyjnego. Bez wsparcia latających cystern, których Chiny posiadają obecnie kilka-kilkanaście, patrole nad cieśniną będą bardzo krótkie.

Spór o ropę

W obecnej chwili największe zagrożenie stwarza jednak sprzęt walki radioelektronicznej rozmieszczony na sztucznych wyspach. Niezidentyfikowane systemy są regularnie wykorzystywane przeciw Wietnamowi, który zażądał ich wycofania i wezwał Chiny do zaprzestania militaryzacji spornych obszarów. W odpowiedzi chińskie ministerstwo obrony stwierdziło, że ChRL posiada „bezdyskusyjną suwerenność nad wyspami i otaczającymi je wodami”.

Pekin zaczął wywierać coraz większy nacisk na Hanoi. Na początku roku Wietnam został zmuszony do wstrzymania projektu „Czerwony Cesarz”: eksploracji złóż ropy naftowej i gazu ziemnego w wietnamskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Projekt miały wspólnie prowadzić Petrovietnam i hiszpański koncern naftowy Repsol. Według nieoficjalnych informacji Pekin już w ubiegłym roku miał grozić wojną, jeżeli projekt nie zostanie wstrzymany. Straty finansowe oceniane są na 200 milionów dolarów, w związku z czym Hiszpanie domagają się rekompensaty. Wobec utrudnionej eksploracji i eksploatacji złóż Wietnam spróbował innego sposobu, a okazję podsunęli sami Chińczycy. Na początku maja Pekin ogłosił, że wbrew wcześniejszym deklaracjom nie doinwestuje Rosnieftu. We wrześniu 20117 ogłoszono, że chińska grupa CEFC zainwestuje w rosyjski koncern 9,1 mld USD. Miał to być element szerszego partnerstwa energetycznego między obydwoma krajami. Ostatecznie jednak Rosnieft został uznany za narzędzie polityki zagranicznej Kremla, a wobec „rozbieżnych priorytetów politycznych” Chiny nie są zainteresowane zacieśnianiem współpracy ekonomicznej. W odpowiedzi Moskwa zdecydowała się udzielić wsparcia Wietnamowi i Rosnieft zaangażował się w eksplorację pola naftowego Lan Do, leżącego już wewnątrz tzw. linii 9 kresek, wyznaczającej chińskie roszczenia na Morzu Południowochińskim. Chiny oprotestowały wiercenia, ale póki co nie widać z ich strony poważniejszych działań w tej sprawie. Cała sytuacja może stać się jeszcze ciekawsza w przyszłym roku, gdy wiercenia z Petrovietnamem podejmie amerykański ExxonMobil.

Kolejna chińska prowincja?

Obiektem silnej presji stały się również Filipiny, i na nic nie zdał się prochiński zwrot prezydenta Duterte. Jeszcze w lutym w charakterystyczny dla siebie sposób stwierdził, że Chiny mogą zrobić z Filipin „kolejną prowincję”. Postawa filipińskiego przywódcy spotyka się z nieprzychylnymi reakcjami ze strony opozycji, a nawet we własnym obozie, jednak dopiero działania Pekinu zmusiły go do korekty kursu.

W maju chińska straż wybrzeża ponownie zaczęła blokować filipińskim rybakom dostęp do Scarborough Shoal. Była to część szerszej akcji przeganiania rybaków z wód otaczających sporne archipelagi. Doszło również do konfiskat połowów. Sytuacja dotyczy na dobrą sprawę wszystkich państw basenu Morza Południowochińskiego, ale najbardziej poszkodowani są Filipińczycy. Wezwany w celu złożenia wyjaśnień ambasador Chin w Manili odpowiedział w stylu prezydenta Duterte: konfiskaty połowów miały być wybrykiem „czarnych owiec z szeregów straży wybrzeża”, wobec których zostaną wyciągnięte konsekwencje z „rzuceniem rekinom na pożarcie” włącznie.

Indie starają się także zacieśnić współpracę z Wietnamem

Sama chińska straż wybrzeża odniosła się jedynie do przeganiania rybaków. Mieli oni pogwałcić prawa połowowe chińskich rybaków. Wszelkie działania straży wybrzeża miały być zgodne z prawem.

Niemniej prezydent Duterte wytyczył czerwone linie po przekroczeniu których Filipiny będą gotowe nawet iść na wojnę. Pierwszą czerwoną linią jest rozpoczęcie przez Chiny jakichkolwiek budów na Scarborough Shoal. Kolejna linia to próba usunięcia wraku okrętu desantowego „Sierra Madre” zakotwiczonego przy Second Thomas/Ayungin Shoal. Wreszcie trzecią linię stanowi samodzielna eksploatacja surowców na spornych wodach.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że według Duterte Xi Jinping miał mu grozić w zeszłym roku wojną, jeżeli Filipiny zdecydują się na eksplorację złóż ropy naftowej. Nie powinno więc dziwić, że w tym samym czasie, co Filipiny, swoją czerwoną linię ogłosiły również Chiny. Będzie nią złamanie paragrafu 5 Deklaracji Kodeksu Postępowania Stron na Morzu Południowochińskim, głoszącego, że niezamieszkane obiekty powinny pozostać niezamieszkane.

Nieproszeni goście

Póki co USA nadal nie wypracowały poważniejszej strategii niż demonstracje siły. W marcu w wietnamskim Da Nang gościły lotniskowiec USS Carl „Vinson” i krążownik USS „Mitscher”. Był to mocny sygnał, w żaden jednak sposób nie zmienił sytuacji w regionie. Samą wizytę można by potraktować jako sprawdzanie granic determinacji Chin. Kolejną taką próbą był majowy rejs krążownika USSAntietam” i niszczyciela USS „Higgins” przez Wyspy Paracelskie. W ramach operacji swobody żeglugi (FONOP) amerykańskie okręty przepłynęły w odległości mniejszej niż 12 mil morskich od naturalnych i sztucznych wysp zajmowanych przez Chiny. Według wykładni Pekinu doszło więc do naruszenia wód terytorialnych. Dojść miało do incydentów między okrętami, aczkolwiek obie strony milczą na temat szczegółów. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że operacja miała miejsce krótko po odwołaniu przez USA zaproszenia Chin na międzynarodowe ćwiczenia RIMPAC.

Działania Chin ściągają do Azji Płd.-Wsch. coraz więcej „nieproszonych” gości. Miesiąc przed incydentem z Amerykanami na Morzu Południowochińskim miało dojść do konfrontacji chińsko-australijskiej. Fregaty HMASAnzac” i HMAS „Toowoomba” oraz okręt zaopatrzeniowy HMAS „Success” płynęły z zatoki Subic na Filipinach do Ho Chi Minh w Wietnamie. Według anonimowych źródeł w australijskich siłach zbrojnych miało wówczas dojść do „uprzejmej, acz zdecydowanej” konfrontacji z chińskimi okrętami. Australijskie ministerstwo obrony odmówiło komentarza, natomiast chińskie potwierdziło, że do spotkania faktycznie doszło 15 kwietnia. Odrzuciło natomiast informacje o konfrontacji. Chińskie okręty miały zachowywać się w sposób „zgodny z prawem i konwencjami międzynarodowymi”.

Takich konfrontacji może z czasem być więcej, bowiem swoją obecność w regionie chcą zaznaczyć także Francja i Wielka Brytania. Oba państwa przeprowadziły już od początku roku kilka rejsów, które można zakwalifikować jako FONOP, i zamierzają zintensyfikować takie operacje. Francja ponadto przeprowadziła w czerwcu duże ćwiczenia na południowym Pacyfiku, połączone z przelotem samolotów bojowych nad Morzem Południowochińskim.

 Indonezyjska konkurencja

Bardziej zdecydowane kroki podjęły wreszcie Indie. Mimo poczucia zagrożenia chińską ekspansją w basenie Oceanu Indyjskiego i zbieżności interesów z państwami Azji Południowo-Wschodniej, New Delhi nie zdołało wypracować spójnej i konsekwentnej polityki. Sytuacja wydaje się zmieniać, ale nie wiadomo na ile indyjskiemu rządowi starczy determinacji.

17 maja ogłoszono, że Indonezja zdecydowała się w zamian za inwestycje udostępnić Indiom port Sabang położony na wyspie o tej samej nazwie. Wyspa położona jest u północnych wybrzeży Sumatry w pobliżu wejścia do strategicznej cieśniny Malakka. Tamtejszy port ma głębokość aż 40 m, co umożliwia zawijanie praktycznie wszystkich jednostek marynarki wojennej ze skrytym wejściem okrętów podwodnych włącznie. Pomysł pojawił się już w latach 2014-15, przez cały czas do zawarcia umowy trwała jednak zacięta dyskusja nad ekonomiczną opłacalnością takiego przedsięwzięcia.

Póki co stroną bardziej zaangażowaną we wspólne projekty wydaje się Indonezja. Prezydent Joko Widodo w trakcie swojej kampanii wyborczej wystąpił z ideą większego wykorzystania położenia geograficznego i przekształcenia kraju w „w globalną oś morską i cywilizacyjny hub”, będące przeciwwagą dla Inicjatywy Pasa i Szlaku. Koncepcja jest promowana anglojęzycznym hasłem „In The Ocean We Triumph”. Jeszcze dalej idzie minister koordynujący ds. morskich Luhut Pandjaitan. Na konferencji poświęconej indyjsko-indonezyjskiej współpracy morskiej otwarcie mówił o bezzasadności chińskich roszczeń na Morzu Południowochińskim, obejmującym także indonezyjską wyłączną strefę ekonomiczną. Był to pierwszy raz, gdy przedstawiciel najwyższych władz Indonezji postawił sprawę w sposób tak zdecydowany. Minister Pandjaitan stwierdził również, że Indie i Indonezja są razem na tyle duże, by nie musieć szukać oparcia w jakimkolwiek mocarstwie, a relacje między obydwoma państwami są istotne dla równowagi sił w Azji.

Indie starają się także zacieśnić współpracę z Wietnamem. Po szkoleniu wietnamskich pilotów myśliwskich, uruchomieniu stacji monitorującej chińskie satelity i przekazaniu kutrów dla straży wybrzeża, kolejnym logicznym krokiem były wspólne manewry morskie. Tym niemniej zapowiedź minister obrony Nirmali Sitharaman, dotycząca uruchomienia produkcji indyjskiej broni w Wietnamie, jest zaskoczeniem. Zdaniem minister, dwustronna współpraca nie może ograniczać się do zwykłych inwestycji biznesowych, zakupów sprzętu, czy nawet transferu technologii. Indyjskie fabryki uzbrojenia w Wietnamie miałyby również produkować na eksport. Wietnam odniósł się pozytywnie do tych zapowiedzi, uznając współpracę militarną za kamień węgielny szerszego partnerstwa strategicznego.

Chiny zyskały wprawdzie zdolność rozwinięcia strefy A2/AD u swoich wybrzeży, jednak w żaden sposób nie przekłada się to na zwiększoną zdolność projekcji siły

Ewentualny blok indyjsko-indonezyjski, czy nawet trójprzymierze z Wietnamem stworzyłoby istotną przeciwwagę dla Chin. Cechą charakterystyczną indyjskiej polityki cały czas pozostaje chęć w pełni samodzielnego prowadzenia gry, nawet pomimo zbliżenia z Waszyngtonem. Podobne tendencje daje się zauważyć w Dżakarcie. Oznacza to również niepełny sukces chińskiej ofensywy propagandowej, czy raczej wojny psychologicznej. Pekin lubi przedstawiać swoje zwycięstwo na Morzu Południowochińskim – i w konsekwencji w całej Azji Wschodniej – jako nieuniknione. Jest to dalekie od prawdy.

 Przebudzenie Rosji?

Chiny zyskały wprawdzie zdolność rozwinięcia strefy A2/AD u swoich wybrzeży, jednak w żaden sposób nie przekłada się to na zwiększoną zdolność projekcji siły. Nawet ewentualność redukcji amerykańskich wpływów na Półwyspie Koreańskim nie wpływa w znaczący sposób na zmianę sytuacji. „Pierwszy łańcuch wysp” nadal pozostaje pod kontrolą USA, ich sojuszników lub państw sprzyjających. Amerykanie i ich alianci także posiadają zdolność tworzenia stref A2/AD i kładą na nią coraz większy nacisk. Wyjście na otwarte wody Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego w warunkach konfliktu nadal pozostaje więc nadal poza możliwościami chińskiej marynarki wojennej.

Kolejną kwestią pozostaje to, jak zachowa się Rosja. Moskwa i Pekin głoszą wszem wobec swoją przyjaźń, jednak trwa ona tak długo, jak daleko sięgają wspólne interesy. Już w ubiegłym roku Rosja doprowadziła do wejścia Indii – jako przeciwwagi dla Chin – do Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Sprawa Rosnieftu jasno pokazuje, że w Pekinie dostrzega się coraz mniej zbieżnych interesów. Z chińskiej perspektywy irytujące jest chociażby strategiczne partnerstwo Rosji z Wietnamem. Z kolei w Hanoi i innych stolicach regionu bliskie związki Kremla z Chinami zawsze były postrzegane negatywnie. Wobec skomplikowanej sytuacji politycznej od lat mówi się, że Rosja prędzej czy później będzie musiała opowiedzieć się jasno po którejś stronie. Rodzi to szerokie pole manewru dla amerykańskiej dyplomacji.