Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Von der Leyen u Morawieckiego: gra pozorów

Przedstawiając nominację Ursuli von der Leyen jako zwycięstwo Polski i krajów Grupy Wyszehradzkiej, obóz PiS stał się zakładnikiem własnego sukcesu. Potwierdza to przebieg wizyty szefowej KE w Polsce
Oficjalna wizyta Ursuli von der Leyen w Polsce dobrze wpisała się w rządową narrację o sukcesie, jakim miał być wybór Niemki na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Przylatując do Warszawy bezpośrednio po wizytach w Berlinie i Paryżu, von der Leyen pokazała, że docenia wsparcie udzielone jej przez rząd PiS w procesie nominacji, a następnie – w głosowaniu nad jej kandydaturą w Parlamencie Europejskim, i jest gotowa na nowe otwarcie w relacjach Brukseli z Warszawą. Zapewnienia eurodeputowanych z PiS-u, że do ostatniej chwili zastanawiali się, czy poprzeć kandydaturę Niemki w głosowaniu plenarnym, można bowiem potraktować z przymrużeniem oka. Niewątpliwie chodziło tu o zrobienie wrażenia, że to (między innymi) ich głosami von der Leyen została ostatecznie zaakceptowana – a więc polityczny dług rośnie....

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Już od 1 zł/mc

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Przejdź do prenumerat

lub

Kup pojedynczy dostęp do wybranego artykułu
za jedynie 9,90 zł

stały współpracownik "Nowej Konfederacji", absolwent studiów doktoranckich nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, badacz integracji europejskiej. Wcześniej konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Von der Leyen u Morawieckiego: gra pozorów”

  1. JanOlgierd pisze:

    Bardziej się obawiam nowej szefowej KE niż wszystkich dotychczasowych antypolskich eurokratów razem wziętych. Ona działa po wojskowemu, a deklarując “rozmowy z Rosją z pozycji siły” de facto deklaruje intensyfikację twardej konsolidacji UE z Niemcami jako dowódcą-hegemonem. Na pewno Niemcy będą chciały dogadać się z Chinami co do Europy – czyli realnie przechwycić przywództwo 17+1 w Europie. Czyli rozbić i V4 [zapewne naciskając ostro na Węgry na obrót na Niemcy – by potem bez przeszkód uderzyć w Polskę] i wszelkie projekty Miedzymorza czy Trójmorza. Czyli – najprawdopodobniej 17+1 a raczej już 18+1 z Niemcami na czele stanie się platformą nowej, znacznie większej Mitteleuropy. Drugi etap – gdy Niemcy zdyscyplinują Europę, to przechwycenie atomowego guzika od Francji na rzecz oficjalnie “sił UE”, a faktycznie Berlina. I WTEDY dopiero – Berlin jak równy z równym [po zniwelowaniu rosyjskiej przewagi siły militarnej, zwłaszcza atomowej] usiądzie z Kremlem do stołu negocjacyjnego [oczywiście NIEJAWNIE] i dogada się z Rosją – właśnie z pozycji siły. Czyli supermocarstwo Berlina i Moskwy od Lizbony do Władywostoku – silniejsze i od USA i od Chin. Nadchodzą ciężkie czasy dla Polski – każdy krok Berlina i Moskwy będzie do tego zmierzał, by nas osłabić, by w końcu w pełni opanować kluczowy bufor-styk geostrategiczny Rimlandu i Heartlandu Eurazji, czyli przesmyk bałtycko-karpacki, zwany obecnie Polską. Bo Polska wprost leży na przekór planom do stworzenia jednej wspólnej przestrzeni militarno-gospodarczej supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Co oznacza, że na początek Polska powinna WYPRZEDZAJĄCO ZAWCZASU zażądać na twardo NATO Nuclear Sharing [w tym głowic do JASSM-ER na F-16 – TAK – tytułem specjalnego traktowania Polski przez USA], ponadto specjalnego statusu Polski w stosunkach z USA – zarówno ekonomicznych [dla WYRÓWNANIA strat ekonomicznych z tytułu ciosów Berlina] – jak i militarnych – zwłaszcza darmowego transferu militarnego know-how. I druga sprawa – należy grzecznie, acz asertywnie uświadomić i Waszyngton i Pekin o DOCELOWYM planie Berlina i Moskwy stworzenia trzeciego, SILNIEJSZEGO i od USA i od Chin supermocarstwa. Czyli – Polska powinna uzyskać SPECJALNY STATUS “gwaranta bezpieczeństwa strategicznego G2” – czyli być wspierana strategicznie i STALE i JEDNOCZEŚNIE przez Waszyngton i Pekin – podkreślam: i to tylko i wyłącznie ze względów egoistycznego interesu i racji stanu i USA i Chin]. Fort Trump w TYM układzie jest w 100% kompatybilny z Fort Xi na terenie Polski – przeciw wspólnemu wrogowi – czyli przeciw supermocarstwu od Lizbony do Władywostoku. Absurd? – nie! – na tym właśnie polega geopolityka w czystej klasycznej postaci. Proszę – dla laików lekcja geopolityki: kto wspierał Chiny w 1940 przeciw Japonii? Ano USA i Wielka Brytania z jednej strony, a z drugiej hitlerowskie Niemcy [TAK!] i stalinowska Rosja [TAK!] – mimo, że były to bloki delikatnie mówiąc antagonistyczne w 1940. Dlaczego był taki “absurd”? – bo na terenie Chin nie było wzajemnej wojny tych bloków [WIEM – walczyła Brytania, a USA jeszcze oficjalnie nie były w wojnie – OFICJALNIE, bo fabryki pracowały dla UK na całego], za to były żywotne interesy wszystkich tych graczy w utrzymaniu się Chin. I dokładnie tak samo jest z Polską względem USA i Chin – ognisko wojny jest na południowo-wschodnim Pacyfiku, Europa to peryferium konfliktu światowego [zresztą – po raz pierwszy w dziejach nowożytnych od 500 lat] – za to i USA i Chiny mają swój żywotny, egoistyczny i strukturalnie, czyli geopolitycznie nieusuwalny zasadniczy interes w utrzymaniu się silnej Polski – gwaranta strategicznego i UBEZPIECZYCIELA, że Berlin i Moskwa nie stworzą SILNIEJSZEGO od USA i od Chin supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Ani Berlin ani Moskwa – jeżeli ich się nie powstrzyma ZASADNICZYM wzmocnieniem Polski – NIE ZREZYGNUJĄ ZA NIC z tego planu wymarzonego supermocarstwa. Przyczyna jest zasadnicza – z teorii gier – czyli maksymalna wygrana [hegemonia globalna G1] przy minimalnym koszcie. Po prostu – KAŻDA inna alternatywa jest dużo gorsza i dla Moskwy i dla Berlina, a większość innych dróg kończy się źle albo nawet tragicznie dla Rosji czy Niemiec. Wracając do Polski – W TYM NADRZĘDNYM UKŁADZIE Fort Trump i Fort Xi są kompatybilne i komplementarne, tak samo Międzymorze czy Trójmorze jest komplementarne – jako KORDON SANITARNY – z 17+1 i Jedwabnym Szlakiem. Wystarczy, że np. Waszyngton zintensyfikuje obroty handlowe z tym regionem [z Polska na czele], włoży więcej inwestycji – i siłą rzeczy, w naturalny sposób zrównoważy to Jedwabny Szlak – niejako wg zasady “wykorzystaj energię przeciwnika” Jedwabny Szlak z punktu widzenia Waszyngtonu – oczywiście pod warunkiem szerszego zaangażowania USA w region [a także UK z City po Brexicie] – będzie odcinał trwale Rosję od Niemiec – i paradoksalnie – w najprostszy sposób oszczędzał pieniądze Waszyngtonowi na podtrzymanie regionu. I tak wszystko rozstrzygnie się na Pacyfiku. Jeżeli wygrają USA – przechwycą gotową infrastrukturę w swoją globalną Pax Americana 2.0. Jeżeli wygrają Chiny – będą rozbudowywały ją w ramach Pax Sinica. Powtarzam – wygląda to wszystko na paradoks i absurd – ale taka jest właśnie REALNA geopolityka w klasycznej postaci uprawianej w praktyce od wieków.

  2. JanOlgierd pisze:

    Zaznaczam – nawet nie musi być “fizycznie” założony Fort Xi. Pekinowi [z uwagi na taktyczny sojusz z Moskwą – bo długofalowo strategicznie to rywale w Azji na 100%] może wystarczyć sama POTENCJA “wolnej drogi” wysłania sygnału strategicznego w postaci wyładowania w ciągu 24 h na polskich lotniskach brygady aeromobilnej z wyposażeniem towarzyszącym. Gdzie dla Waszyngtonu taki sygnał strategiczny Pekinu będzie wykorzystany [przez zgodne współistnienie – ba, nawet wspólne ćwiczenia “stabilizacyjne”z Amerykanami – TU W CENTRALNEJ EUROPIE] jako remedium i sygnał dezawuujący i wartość ćwiczeń Rosja-Chiny czy ostatnio Niemcy-Chiny. I sygnał zupełnie dezorientujący i Berlin i Kreml – wprowadzający niepewność w kalkulacjach i ocenie sytuacji obu tych graczy – na linii Pekin-Kreml i Pekin-Berlin, ale także co do układu Pekin-Waszyngton. W TYM układzie – to bonus i POLE MANEWRU Waszyngtonu. Powtarzam – i tak Europa to peryferium – prawdziwa konfrontacja “albo-albo” [i WYBÓR państw w tym regionie – za USA lub Chinami] toczy się na Pacyfiku. Polska NIE MUSI WYBIERAĆ – może brać za USŁUGĘ STRATEGICZNEGO UBEZPIECZYCIELA G2 sowite wynagrodzenie – wsparcie i od USA i od Chin. Proszę pamiętać – Niemcy są śmiertelnym konkurentem a raczej wrogiem na poziomie strategicznym z Chinami, jeżeli chodzi o handel globalny. Hegemonia Niemiec w UE i przekształcenie jej całej ekonomii w rydwan Berlina i w mocarstwo eksportowe – to bardzo, bardzo zły scenariusz dla Chin. A Rosja – bezpośredni sąsiad Chin, w optyce Pekinu od “wieku hańby” NAJWIĘKSZY okupant 1,6 mln “ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską” [czego uczy się każde chińskie dziecko w szkole] – ewidentnie biały kolonista w stylu XIX w. , pod maseczką maskirowki “euroazjanizmu” bezczelnie rozpychający się w Azji – stoi centralnie ością w gardle chińskim planom ekspansji. Chiny nie będą nigdy hegemonem świata – nim PRZEDTEM nie staną się hegemonem Azji – a to wymaga zdławienia Rosji i przejęcia Syberii – jako trwałej podstawy surowcowej i dla rozwoju demograficznego Chin. No i podstawa dla CHIŃSKIEGO Arktycznego Jedwabnego Szlaku – bez dylematu Cieśniny Beringa. A także geostrategicznie – dla wygrania konfrontacji w Arktyce z US Navy o Strefę Severskyego [no i bogactwa Arktyki przy okazji].

  3. JanOlgierd pisze:

    Errata: nie “…NAJWIĘKSZY okupant 1,6 mln “ziem rdzennie chińskich… ” a “…NAJWIĘKSZY okupant 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich…” Te ziemie przejęte przez Rosję po Traktacie Pekińskim 1860 – stanowią bezwarunkowo długofalowy prestiżowy [i ekonomiczno-geostrategiczny] cel działań dla Pekinu. Obecna tymczasowa i przejściowa “przyjaźń” z Kremlem [na warunkach Pekinu] w żadnym razie nie osłabiła w Chinach przekazu wewnętrznego co do “nieuchronnego powrotu tych rdzennie chińskich ziem” – o czym uczy się w Chinach każde dziecko w szkole. Nawet siłą – czego przykładem artykuł w prorządowej chińskiej gazecie „Wenweipo”, która 8 lipca 2013 r. zamieściła publikację zatytułowaną: „6 wojen, w których Chiny powinny uczestniczyć w nadchodzących 50 latach”. Wojna szósta miałaby odbyć się w latach 2055-2060 i sprowadzać się do odebrania Rosji starych chińskich ziem o powierzchni 1,6 mln km kw. Taki materiał nie mógłby ukazać się bez aprobaty najwyższych chińskich czynników. Co więcej – mimo nacisków Kremla – nigdy nie było jakiegokolwiek “sygnału odwoławczego” do tego artykułu [takiego sygnału strategicznego] – ani ze strony czynników rządowo-partyjnych, ani tym bardziej ze strony gazety… Osobiście uważam, że ta “wojna konieczna” nie tylko odbierze 1,6 mln km2, ale będzie pretekstem do zagarnięcia większości Syberii po Ural – rzecz jasna pod sztandarem “Azja dla Azjatów”. Zaś data owej “wojny koniecznej” 2055-60 jest dale ce odsunięta w czasie. W 2035 Chiny chcą przegonić USA w technologiach militarnych. Co oznacza, że od momentu uzyskania tej przewagi – i od wrzucenia “cała naprzód” dla totalnej produkcji sprzętu i systemów nowej generacji RMA, Chiny nie będą się obawiały USA. Czyli – Chiny od momentu zyskania przewagi nad USA będą miały wolne ręce do ustawienia po swojemu porządków na azjatyckim podwórku – ZWŁASZCZA wobec nader ambitnej i agresywnej Rosji – czyli względem RYWALA STRATEGICZNEGO w Azji. A Pekin doskonale rozumie, że nie będzie hegemonem świata, nim PRZEDTEM nie będzie hegemonem Azji. Rosja będzie WTEDY cieniem obecnej siły – a nowa generacja systemów militarnych zdeklasuje miecz i tarczę Rosji – bo Rosji na nowy morderczy wyścig zbrojeń zwyczajnie już nie stać [zresztą nie ma odpowiedniej bazy B+R – to już nie ZSRR]- tylko oba supermocarstwa mu podołają. Tak, że każdy rok pokoju po umownym 2035 [przegonienia militarnie USA] będzie rokiem darowanym dla Rosji. Realnie zagarniecie Syberii i Arktyki przez Chiny można przyjąć przed 2040. Rosja mogłaby JESZCZE wyjść z tego zwarcia supermocarstw “na plus” – gdyby spasowała i zdecydowała się na oddanie tych 1,6 mln km2 spornych ziem, a nawet, za sowitą opłatą w bilionach – gdyby sprzedała [oficjalnie z zachowaniem suwerenności terytoriów autonomicznych] większość Syberii. Pieniądze Rosja mogłaby zainwestować i w rozwój i w infrastrukturę i w społeczeństwo [powstrzymać katastrofę demograficzną]. Ba – TAKA nowa Rosja – bogata i rozwojowa – i rezygnująca z militarnego kija w polityce – byłaby pożądanym graczem i partnerem do współpracy i ekonomiczno-politycznych sojuszy i związków. I naturalnym beneficjentem-portem odbiorczym Arktycznego Jedwabnego Szlaku – także z rozszerzeniem ruchu na Bałtyk przez Kanał Białomorski – do czego Rosja miałaby pieniądze na takie inwestycje. De facto w TEJ sytuacji Ukraina mogłaby sama [dzięki marchewce zamiast kija] obrócić się na Rosję, to samo DŁUGOFALOWO i trwale by w różnym stopniu dotyczyło innych państw wokół Rosji. Ale dla turańskich elit na Kremlu, agresywnie podbijających poprzeczkę “wielkiej gry” – jest to scenariusz nie do przyjęcia – nawet nie do zrozumienia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz