Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Hegemonia Myszki Miki

Już niedługo ponad połowę rynku kinowego zająć może Disney i zależne od niego wytwórnie. Jaki wpływ będzie to miało na branżę?

Stało się. „Avatar”, mega hit Jamesa Camerona powstały w 2009 roku został zdetronizowany. Nagrodzona trzema Oscarami i dwoma Złotymi Globami produkcja przez dekadę utrzymywała się na pozycji najlepiej zarabiającego filmu w historii, gromadząc ponad 2789 mln dolarów. W ostatnich dniach rekord został pobity przez superbohaterów Marvela. „Avengers End Game” zgromadziło już ponad 2793 mln. Byłaby to znacząca zmiana, gdyby nie fakt, że obie produkcje należą do tej samej korporacji.

Marvel nie zawsze znajdował się na finansowym szczycie. W połowie lat 90. firma niemal sięgnęła dna. Postanowiono wówczas odsprzedać prawa do ekranizacji najbardziej wyrazistych postaci. New Line Cinema, Columbia Pictures, New World Pictures oraz Lionsgate nabywali licencje do postaci Blade’a, Ghost Ridera i Punishera. Universal nabył prawa do Hulka i Namora Sub-Marinera, a 20th Century Fox postawiło na Fantastyczną Czwórkę, X-Men i Daredevila. Doszło nawet do tego, że Marvel proponował firmie Sony zakup praw do wszystkich swoich postaci za 25 milionów dolarów. Jednak japoński gigant zdecydował się tylko na Spider-Mana, twierdząc, że… inne postacie nikogo nie interesują.

Można odnieść wrażenie, że seriale Marvela są wszechobecne, tworzone na zlecenie różnych firm. Jednak gdy przyjrzymy się bliżej, za wszystkim stoi Myszka Miki

Zastępy bohaterów Marvela stały się zasobem, z którego różni twórcy i podmioty mogły czerpać, tworząc zdywersyfikowany, superbohaterski rynek. Człowiek-Pająk zmienił właściciela w 1998 roku. Firma Sony nabyła prawa do ekranizacji przygód tej postaci za 10 milionów dolarów, 5% zysku z filmu i 50% zysku ze sprzedanych gadżetów. Ta transakcja pozwoliła na wyprodukowanie pierwszych filmów studia Marvel Cinematic Universe. W 2008 roku do kin trafił „Iron Man” (z Robertem Downeyem Juniorem w roli tytułowej) oraz znacznie mniej udany „Incredible Hulk”. Szybko dostrzeżono potencjał budowanego uniwersum. Już w 2009 roku całe Marvel Entertainment zostało zakupione przez Disney za około 4 miliardy dolarów. Za każdą akcję Marvela dotychczasowi udziałowcy dostali od nowego właściciela 30 dolarów oraz 0,745 akcji Disneya (łącznie niemal 50 dolarów za akcję). Według szacunków serwisu vg247.com to o niemal 30 procent więcej niż suma, na którą wówczas wyceniano Marvela. Nieograniczony strumień pieniędzy Disneya pozwolił na planowanie z rozmachem kolejnych ekranizacji. W 2010 roku do kin trafił „Iron Man 2”, a Robert Downey Junior szybko stał się najlepiej zarabiającym aktorem w Hollywood. To zapoczątkowało 10-letnią dominację Marvel Cinematics Universe. Do kin trafiły już 23 produkcje tego studia, a pięć z nich znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepiej zarabiających filmów w historii. Jednak dopiero po 10 latach udało prześcignąć konkurencję. Problem w tym, że zanim do tego doszło, Disney tę konkurencję wykupił.

Kapitan Monopol

Dwa lata temu Disney kupił 21st Century Fox, trzecią największą korporację Ameryki (tuż za samym Disneyem oraz Comcastem) i jedną z największych na świecie. Przejął w ten sposób prawa do wielu kultowych filmowych i serialowych marek za 52,4 mld dolarów. Zyskał prawa do „Kevina samego w domu”, „Predatora”, „Planety Małp”, „Szklanej pułapki”, „Obcego”, „Titanica”, a także do będącego wtedy na szczycie „Avatara”. Od tego momentu jedynymi filmami z pierwszej dziesiątki najlepiej zarabiających filmów na świecie, które nie należą do Disneya są „Jurassic World” (6. pozycja) oraz „Szybcy i wściekli 7” (8. pozycja). Po tej transakcji jedyną postacią Marvela, pozostającą poza Disneyem został Spider-Man. Jednak Sony zgodziło się na współdzielenie tego bohatera, i dzięki temu możemy oglądać Petera Parkera u boku Tony’ego Starka i Steve’a Rogersa.

Średnia cena biletu w Polsce to 20 zł. Połowa z tej kwoty zostaje w kinie, połowa trafia do dystrybutora, który musi rozliczyć się z producentem

Zjawisko dominacji Disneya jest również zauważalne w przypadku seriali. Wraz z zakupem 21th Century Fox w ręce giganta wpadły takie marki jak “Family Guy”, “Simpsonowie”, “Gotham”, “Prison Break” czy “Z Archiwum X”. Co więcej, Disney buduje swoją pozycję na rynku platform streamingowych. Dzięki zakupowi Foxa przejął całkowitą kontrolę nad popularnym w USA portalem Hulu, a w dodatku tworzy własną platformę – Disney+, która ma wystartować jeszcze w tym roku. Na mniejszym ekranie również dochodzi do monopolizacji Marvelowskich produkcji. „Daredevil”, „Jessica Jones”, „Luke Cage”, „Iron Fist”, „Defenders” i „Punisher” na Netflixie. „Inhumans” i „Agenci T.A.R.C.Z.Y.” na ABC. „The Gifted: Naznaczeni” na FOX, „Legion” na FX, „Cloak & Dagger” na Hulu i „Runaways” na Freeform.

Można odnieść wrażenie, że seriale Marvela są wszechobecne, tworzone na zlecenie różnych firm. Jednak gdy przyjrzymy się bliżej, za wszystkim stoi Myszka Miki. Po decyzji o uruchomieniu Disney+ okazało się, że żaden z 6 seriali Netflixa bazujących na komiksach Marvela nie będzie kontynuowany. ABC (American Broadcasting Company) zostało przejęte przez Disneya już w 1996 roku za 12 mld dolarów. Do tej grupy kapitałowej należy także Freeform. Natomiast FX i Hulu stały się własnością Disneya po przejęciu Foxa.

Na przykładzie Marvela widać jak w soczewce procesy zachodzące w masowej popkulturze. Źródło, z którego mogli czerpać wszyscy, stało się marką pozostającą na wyłączność Walt Disney Pictures. Skończyła się era licencji udzielanych każdemu, kto chciał zekranizować dzieła jednego z największych dystrybutorów komiksów na świecie, a zaczęła się era monopolu. Gdy postacie użyczane innym producentom w czasach kłopotów finansowych wracały do Marvela, trafiały już do Walt Disney Company, a ta firma nie zamierza się nimi z nikim dzielić.

$pider-Man

Disney urasta do miana hegemona. Kalendarz premier tego studia sięga już 2027 roku. Sam Marvel dostarczy nam co najmniej 10 kolejnych filmów i 9 seriali. Dostaniemy również nową trylogię „Gwiezdnych Wojen”, oraz jeszcze cztery części „Avatara”. To trzy rozpoznawalne globalnie marki, które będą powiększać dorobek giganta. Pamiętajmy jednak, że Disney to przede wszystkim produkcje dla dzieci. Do kultowych dzieł Disneya takich jak „Król Lew”, „Tarzan”, i „101 dalmatyńczyków”, po przejęciu Pixara w 2006 roku za 7,4 miliarda dolarów dołączyły między innymi: „Toy Story,” „Dawno temu w trawie”, „Potwory i spółka”, „Gdzie jest Nemo?”, „Iniemamocni”, „Auta” czy „Ratatuj”. Natomiast przejęcie Foxa wzbogaciło portfolio studia o takie tytułu jak: „Kung Fu Panda”, „Epoka Lodowcowa”, „Alvin i wiewiórki”, „Pingwiny z Madagaskaru”, „Jak wytresować smoka”, „Rio”, „Krudowie”, „Tajemnica zielonego królestwa”, a nawet „Opowieści z Narnii”. Lista jest znacznie dłuższa.

W kwietniu duży ekran podbił film „Avengers: Koniec gry”. W maju mogliśmy oglądać „Aladyna”, w czerwcu „X-Men: Mroczną Phoenix”, a w lipcu czekał na nas „Spider-Man: Daleko od domu” oraz „Król Lew”. Przed seansem możemy podziwiać zwiastuny „Toy Story 4”, „Mulan” i „Czarownicy 2”. Po przejęciu Foxa filmy należące do Disneya będą emitowane nieustannie. Nim jedna produkcja znudzi się widowni, kolejna będzie już dostępna. W efekcie trudno jest nie pójść na film produkowany przez Disneya lub którąś z należących do niego spółek.

Jak na tym tle wypadają na naszym rynku rodzime produkcje? W 2018 roku 33% widzów kupiło bilety na polskie filmy (23,41% w roku poprzednim). 41 z 384 wyemitowanych w 2018 roku filmów było produkcjami polskimi. Frekwencja całkowita w polskich kinach wyniosła rekordowe 59,7 mln widzów. Fenomenem okazał się „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, który przyciągnął przed duży ekran prawie 5,2 mln widzów, pobijając rekord „Quo vadis”. Po raz pierwszy od 17 lat przekroczono wynik 4 milionów sprzedanych biletów na polski film.

Jednak nie każdemu pisany jest taki sukces. Na polskim rynku jego wyznacznikiem jest dotacja Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Każdy film, który otrzyma wsparcie, jest zobowiązany je zwrócić, jeżeli film zacznie zarabiać. Jak często do tego dochodzi, pokazuje sukces Watchout Studio, które stoi za takimi produkcjami jak „Bogowie” i „Sztuka kochania”. Jak przyznaje ich producent, Krzysztof Terej w wywiadzie dla Business Insider, nikomu wcześniej nie udało się dwukrotnie zwrócić dotacji dla Instytutu, a pojedyncze zwroty były sporadyczne. „Sztuka kochania” była jedynym z 30 filmów fabularnych dofinansowanych przez PISF w 2017 roku, który zwrócił dotację.

Widać wyraźnie, że mało który producent na krajowym podwórku jest zdolny stanąć w szranki z marketingową machiną giganta zza oceanu. Walka toczy się raczej o zwrot kosztów niż o realny zarobek. Przy średnim koszcie przeciętnego polskiego filmu fabularnego w wysokości 4-5 milionów zł oraz kosztów budżetu promocyjnego dystrybutora (tzw. P&A) wynoszących około 1 mln zł, film musiałoby obejrzeć 300 tysięcy widzów, aby producent odzyskał włożone w niego pieniądze. Do zwrotu dotacji z PISF, a tym bardziej do zysku, potrzeba znacznie więcej.

Tak znacząca pozycja może się też przełożyć na wzrost cen kinowych biletów, jeżeli Disney zażyczy sobie większej gaży od dystrybutorów, a ci z kolei od samych kin

Czy uda się to osiągnąć, jeżeli sam Disney jest w stanie generować megahity, nakładające się na siebie w kinowym repertuarze? Średnia cena biletu w Polsce to 20 zł. Połowa z tej kwoty zostaje w kinie, połowa trafia do dystrybutora, który musi rozliczyć się z producentem. Im więcej widzów przyciągną zagraniczne produkcje, tym mniejsza szansa na to, że polskie zwrócą dotację PISF, a to może hamować dotowanie kolejnych. W obecnym kształcie Disney może zająć nawet 50% rynku. Biorąc pod uwagę 100 ostatnich filmów wielkiej szóstki globalnych producentów (Disney, Universal, Warner Bros, Fox, Sony, Paramount), filmy Foxa i Disneya łącznie zgromadziły niemal połowę zarobionej kasy. Na przestrzeni ostatnich lat łączny udział w rynku Disneya i Foxa zwiększył się ponad dwukrotnie, z 23% w 2009 do nieco ponad 40% w 2019. Od trzech lat Disney jest nieprzerwanie liderem w tym zestawieniu, a jego przewaga nad konkurencją diametralnie wzrasta: z 10 punktów procentowych w 2016 do 23 punktów procentowych obecnie.

Elsa na froncie ideolo

Jesteśmy więc skazani na Disneya i na to, co przyniosą produkcje tej wytwórni. Być może także na jednostronny przekaz tych filmów. Disney dopiero zaczyna wprowadzać wątki ideologiczne. O ile wcześniej trzeba się było ich doszukiwać, to teraz są oficjalnie ogłaszane. Tego typu kontrowersyjne treści przyjmowane były umiarkowanie, dopóki dotyczyły filmów. Jednak gdy okazało się, że w nadchodzącej drugiej część niezwykle popularnej bajki dla dzieci „Kraina Lodu” główna postać może stać się homoseksualna, wybuchła prawdziwa burza. Powstała nawet petycja „Nie dla uczynienia lesbijką księżniczki Elsy!”, którą podpisało ponad 300 tys. osób. Podobne treści pojawiały się też na kanale Disney Channel w produkcjach: “Andi Mack” oraz “Star Butterfly kontra siły zła”. Warto pamiętać o tym, że w dziedzinie treści dla dzieci Disney staje niemal całkowitym hegemonem. Wśród najbardziej popularnych produkcji dla najmłodszych poza zasięgiem Disneya pozostają praktycznie tylko twórcy “Shreka” (Dreamworks) i “Minionków” (Illumination Entertainment).

Żadne kino na świecie nie będzie w stanie funkcjonować bez filmów ze stajni Myszki Miki. Nie zanosi się też na to, by jakikolwiek film miał zagrozić pozycji Disneya na finansowym szczycie. Rekord padnie albo za sprawą kolejnego filmu Marvela, albo dzięki następnemu „Avatarowi” lub produkcji kolejnych „Gwiezdnych Wojen”, za które odpowiadają twórcy „Gry o Tron”, najpopularniejszego serialu w historii telewizji.

Tak znacząca pozycja może się też przełożyć na wzrost cen kinowych biletów, jeżeli Disney zażyczy sobie większej gaży od dystrybutorów, a ci z kolei – od samych kin. Rok po roku, transakcja po transakcji coraz większa część światowej popkultury wędruje w ręce jednej korporacji. Od decyzji kilku osób zależeć będzie, jakie wątki trafią do najbardziej popularnych i najbardziej wyczekiwanych produkcji na świecie.

Absolwent politologii na Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Koordynator Akademii Nowoczesnego Patriotyzmu w województwie mazowieckim i łódzkim. Redaktor aplikacji Pola. Zabierz ją na zakupy. Miłośnik sportu i superbohaterskiego kina.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Hegemonia Myszki Miki”

  1. będzie się działo pisze:

    Wpływ na branżę ? Filmy będą coraz gorsze pod każdym względem, beznadziejnie złe, będą powtórkami starych filmów, no i oczywiście ideologia ładowana jak w propagandowych filmach z komuny. Marvela spotka to co Star Wars. Thor będzie kobietą itd. Taka nieśmieszna seksmisja – choć można to oglądać jako komedię.

    Zapowiada się cudowna katastrofa o epickich proporcjach. Imperium rozrywkowe pazernej i bezwzględnej Myszy. Taki upadek ZSRR w przemyśle filmowym 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz