USA i Iran podbijają piłeczkę

Irańczycy mogą nie pałać wielką miłością do islamskiej republiki, ale być może jeszcze bardziej nie życzą sobie amerykańskiej marionetki. Jedynym skutecznym narzędziem w relacjach USA z Iranem okazały się dotąd sankcje ekonomiczne

Od wielu lat przy okazji wzrostu napięcia na Bliskim Wschodzie pojawia się zagrożenie starciem pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Oficjalną przyczyną konfliktu jest irański program atomowy, jednak trzeba zauważyć, że problem jest dużo szerszy. Państwa te mają kompletnie sprzeczne interesy na Bliskim Wschodzie,  podobnie jak ich sojusznicy. Wielokrotnie w historii mówiono o ryzyku wybuchu konfliktu, jednak ani Iran, ani Stany Zjednoczone nigdy na rozstrzygające militarne starcie się nie zdecydowały, ograniczając się do rywalizacji np. w Syrii czy Jemenie.

Amerykanie wysłali w rejon Zatoki Perskiej lotniskowiec, Irańczycy zapowiadają, że są gotowi na konfrontację

Podpisanie porozumienia atomowego wydawało się rozwiązaniem korzystnym dla każdej ze stron, gdyż wprowadzało stabilizację. Iranowi pozwalało przerwać izolację, w tym uwolnić jego gospodarkę od bolesnych sankcji ekonomicznych bijących także w zwykłych mieszkańców, a pozostałym graczom zapewnić sobie gwarancję, że irański program atomowy, przynajmniej przez następnych 15-20 lat, nie doprowadzi do konstrukcji bomby atomowej. Nad realizacją porozumienia czuwać miała (w zasadzie dalej czuwa) Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, a samo zdjęcie sankcji uzależnione było od wykonania przez Iran paru ustępstw, których wykonanie potwierdziła MAEA, takich jak wywiezienie prawie całego uranu, niewzbogacanie uranu powyżej określonego poziomu, przebudowa reaktora atomowego w Araku, niewykorzystywanie przez Iran zaawansowanych technologicznie wirówek itd.  Samo porozumienie nie ustalało jednak żadnych kwestii związanych z polityką zagraniczną Iranu na Bliskim Wschodzie, a także z irańskim programem balistycznym. A to oznaczało utrzymanie kolizyjnego kursu co najmniej na paru frontach.

Z porozumienia atomowego zadowolona była Unia Europejska, której przedsiębiorcy szykowali się do powrotu do Iranu. Sytuacja zmieniła się po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa. Trump zdecydował się na jednostronne zerwanie porozumienia uważając, że nie realizuje ono dostatecznie interesów amerykańskich z wyraźną sugestią, że jest gotowy renegocjować umowę o kwestie irańskiego programu balistycznego, co z kolei spotkało się z brakiem akceptacji u Irańczyków. Znajdujemy się obecnie w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone nie wykonują porozumienia, a reszta sygnatariuszy – w tym Unia Europejska, Rosja, Chiny i Iran – uważa umowę za obowiązującą. Celem Donalda Trumpa jest uzyskanie koncesji politycznych. Dlatego Donald Trump wzmocnił presję, szczególnie o charakterze ekonomicznym, co zabolało Iran i odstraszyło zachodnich przedsiębiorców.  Jak dotąd nie przyniosła ona skutku, a obecnie wróciliśmy do etapu analizowania możliwości ewentualnej konfrontacji militarnej. Amerykanie wysłali w rejon Zatoki Perskiej lotniskowiec, Irańczycy zapowiadają, że są gotowi na konfrontację.

Irańczycy postanowili podbić piłeczkę i wyznaczyli pozostałym sygnatariuszom 60. dni na znalezienie rozwiązania, które złagodzi efekt amerykańskich sankcji, zastrzegając, że po upływie tego terminu ponownie zaczną wzbogacać uran i rozważą „odwrócenie” przebudowy reaktora atomowego w Araku. Głównym powodem dla którego Irańczycy przystąpili do porozumienia była fatalna sytuacja gospodarcza i chęć jej poprawy, a sankcje amerykańskie uniemożliwiają osiągnięcie tego celu.

Do tej pory zarówno poczynania Teheranu, jak i Waszyngtonu należało określić jako racjonalne. Teoretycznie zatem mamy powtórkę z rozgrywki i konflikt o charakterze politycznym

Wzajemne podbijanie piłeczki występowało i za czasów Busha, i za czasów Obamy i występuje również obecnie. Za każdym razem spekulowano na temat ataku, czy to otwartej inwazji, która wydaje się zupełnie nieprawdopodobna (Irak byłby przy tym błahostką), czy to w ograniczonym zasięgu, skierowanym przeciwko instalacjom irańskiego programu naukowego. W międzyczasie Mossad wykonał udane akcje polegające na zabijaniu irańskich naukowców czy też wprowadzeniu wirusa Stuxnet do sieci komputerowej irańskiego programu atomowego. „Licytacyjny” konflikt służy politycznie zarówno rządzącym w Teheranie, jak i Donaldowi Trumpowi.

W scenariuszu wojennym obie strony posiadają olbrzymie możliwości szkodzenia drugiej stronie. Iran w bezpośredniej konfrontacji militarnej ze Stanami Zjednoczonymi byłby bez szans i Stany Zjednoczone są w stanie cofnąć w rozwoju Iran o wiele lat, jednakże Iran z kolei mógłby wykorzystać swoje zasoby na Bliskim Wschodzie. Irańczycy zakładali Hezbollah, wspierają palestyński Hamas,  aktywnie wspierają rebeliantów z Jemenu, posiadają rakiety mogące zagrozić amerykańskim interesom na Bliskim Wschodzie,  aktywnie działają w Syrii, a przede wszystkim mogą spróbować wywołać ogólnoświatowy kryzys naftowy, gdyby byli w stanie zablokować cieśninę Ormuz lub przynajmniej zbombardować saudyjskie pola naftowe. Oczywiście, zakładam, że Amerykanie mają przećwiczone scenariusze, które mają np. uniemożliwić blokadę, ale ryzyko w dalszym ciągu jest olbrzymie, a zyski niepewne.  Dlatego Barack Obama wziął ze stołu to, co mógł – ograniczenia na irański program atomowy uniemożliwiające wybudowanie bomby atomowej. Donald Trump liczy na więcej.

Nierealne wydaje się zainstalowanie proamerykańskiego rządu w Iranie. Irańczycy mogą nie pałać wielką miłością do islamskiej republiki, ale być może jeszcze bardziej nie życzą sobie amerykańskiej marionetki. Tak samo na chwilę obecną nieprawdopodobne wydaje się odcięcie irańskich sojuszników, zagrażających interesom Izraela i Arabii Saudyjskiej. W zasadzie jedynym skutecznym narzędziem w historii relacji z Iranem okazały się bolesne sankcje ekonomiczne i prawdopodobnie tą drogą będą Amerykanie podążać.

Do tej pory zarówno poczynania Teheranu, jak i Waszyngtonu należało określić jako racjonalne. Teoretycznie zatem mamy powtórkę z rozgrywki i konflikt o charakterze politycznym. Pytanie o racjonalność Donalda Trumpa – czy w przypadku, gdy, co jest bardzo prawdopodobne, nie otrzyma ustępstw, których oczekuje, będzie szukał rozwiązania politycznego czy zdecyduje się na ograniczoną interwencję spełniającą funkcję pokazowego „ukarania” Iranu? Byłoby to bardzo ryzykowne i zmusiło, chociażby ze względu na politykę wewnętrzną, Iran do odpowiedzi. Raczej za nieprawdopodobny należy uznać scenariusz, w którym to Iran pierwszy dokona bezpośredniego uderzania – nie leży to w jego interesie.

Stały współpracownik Nowej Konfederacji. Prawnik z doświadczeniem managerskim w branży nieruchomości, ekspert w zakresie prawa oraz polityki międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu. Współautor książki "Młoda myśl wschodnia", wydanej przez Kolegium Europy Wschodniej. Pisał w portalach PolitykaGlobalna.pl, portalu BiznesAlert i Defence24 (autor raport specjalnego pt. "Rozgrywka wokół programu atomowego Islamskiej Republiki Iranu").  Miłośnik piłki nożnej i polskiego owczarka podhalańskiego. Na Twitterze@PatrykGorgol

Komentarze

Jedna odpowiedź do “USA i Iran podbijają piłeczkę”

  1. zobaczymy pisze:

    Umowa z Iranem to był jeden z nielicznych plusów prezydentury Obamy.

    Konflikty na Bliskim Wschodzie toczą się na wielu poziomach, są skomplikowane, mało czytelne. A obecnie jeszcze kilka poziomów rywalizacji doszło, ład światowy się rozrywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz