Układ INF: tu nie chodzi o Chiny

Zawieszenie udziału w układzie INF to nie rosyjsko-amerykańska „ustawka”, ale plan Rosji na to, jak osłabić więź atlantycką. Polemika z Witoldem Sokałą

W opublikowanym pod koniec stycznia raporcie amerykańskiego wywiadu, w którym oceniono podstawowe zagrożenia dla amerykańskich interesów, za najpoważniejsze z nich uznano współpracę rosyjsko-chińską w wielu strategicznie ważnych obszarach. O ile w roku ubiegłym w podobnym dokumencie nie pisano o zagrożeniach wynikających z działań tandemu Moskwa-Pekin, to teraz współdziałanie obydwu państw uznano za najważniejsze zagrożenie dla interesów Stanów Zjednoczonych w Azji Wschodniej, w Azji Południowo-Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, w Afryce, na całej półkuli zachodniej i w regionie euroazjatyckim.

Rzeczniczka tamtejszego MSZ-u w oficjalnym komunikacie, będącym reakcją na słowa amerykańskiego prezydenta, przypomniała, że „traktat INF nakładał zobowiązania na dwa państwa”, i Chiny nie były jego stroną

Diagnozie tej towarzyszy narastające zainteresowanie amerykańskich ośrodków analitycznych bliskim współdziałaniem obydwu stolic, zarówno w planie gospodarczym, w polityce zagranicznej, jak i w kwestiach militarnych. Większość analityków jest zdania, że jakkolwiek można mówić o narastającej współpracy obydwu krajach na wielu polach, to ocenianie jej w kategoriach formalnego sojuszu byłoby przedwczesne. Najpierw Pekin musiałby zerwać z wieloletnią tradycją niewchodzenia w formalne militarne alianse, a Moskwa – zaakceptować w tym układzie rolę „młodszego brata”. Nie wzbudza jednak wątpliwości teza o tym, że współpraca obydwu stolic jest coraz bliższa.

W tym kontekście teza postawiona przez Witolda Sokałę na temat amerykańsko-rosyjskiej „ustawki” w kwestii Traktatu INF wydaje się bardzo odważna. Oczywiście nie musi oznaczać hołdowania spiskowej teorii, może jedynie konstatować istnienie obiektywnego interesu Rosji i Stanów Zjednoczonych. Miałoby nim być doprowadzenie do sytuacji, kiedy po nowej, tym razem wielostronnej rundzie rokowań rozbrojeniowych, zawarte zostanie nowe porozumienie z udziałem m.in. Pekinu. Interes Waszyngtonu i Moskwy jest tu dość oczywisty – do tej pory Chiny nie były objęte tymi regulacjami i w ostatnich latach znacząco rozbudowały swój arsenał rakiet krótkiego i średniego zasięgu. Zagrażają one nie tylko rosyjskiemu Dalekiemu Wschodowi, ale również, a może przede wszystkim – amerykańskim sojusznikom w Azji. O potrzebie włączenia Chin do nowych rozmów rozbrojeniowych wprost mówił w trakcie swego wystąpienia w Kongresie prezydent Donald Trump.

Ostatnia wizyta w Pekinie niemieckiej kanclerz również może wskazywać na to, że ten temat mógł być poruszany. Tym bardziej, że jak powiedział w trakcie swej niedawnej wizyty w Moskwie szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas, Berlin chciałby zorganizować w najbliższym półroczu wielką konferencję rozbrojeniową, która w zamyśle miałaby doprowadzić do zawarcia nowego, wielostronnego traktatu rozbrojeniowego.

Pierwsze reakcje Pekinu na te głosy nie są zachęcające. Rzeczniczka tamtejszego MSZ-u w oficjalnym komunikacie, będącym reakcją na słowa amerykańskiego prezydenta, przypomniała, że „traktat INF nakładał zobowiązania na dwa państwa”, i Chiny nie były jego stroną. Uzupełniła swą wypowiedź zapewnieniem o pokojowych charakterze chińskich zbrojeń oraz stwierdziła, że „kraj nie ugnie się przed szantażem”.

Trzeba też zwrócić uwagę na propozycję, którą dwaj posłowie do Bundestagu, reprezentujący obydwie frakcje współrządzące Niemcami, sformułowali w ubiegłą niedzielę, czyli wtedy, kiedy Waszyngton i Moskwa ogłosiły, że nie czują się już związane zapisami umowy. Otóż niemieccy posłowie zaproponowali, aby sporne rakiety Iskander 9М729 (sporne, gdyż Waszyngton uważa, że konstruując je Moskwa złamała zapisy umowy, i żąda ich natychmiastowego zniszczenia) zostały w ramach „gestu dobrej woli” wycofane przez Moskwę za Ural. Warto w tym kontekście przypomnieć, że po ujawnieniu przez Stany Zjednoczone w grudniu materiałów wywiadowczych, wszystkie kraje NATO, uznały, że Rosja złamała zapisy umowy. Potwierdziła to niemiecka kanclerz, która po niedawnym spotkaniu z premierem Armenii Nikolem Paszinianem oskarżyła Rosję wprost o łamanie postanowień układu. Propozycja niemieckich deputowanych pozostała bez echa. Jedynie przewodniczący komisji ds. obrony rosyjskiej Dumy, generał w stanie spoczynku Władimir Szamanow, uznał ją za oburzającą. Jednak w sposób pośredni Moskwa już odpowiedziała, informując o modernizacji 30 rakiet SS-19 Stiletto, które Rosja przejęła od Ukrainy w zamian za gazowe długi na początku wieku.

Zamierzenia Rosjan są dość czytelne. Przedstawił je w ostatnich daniach były minister spraw zagranicznych Igor Iwanow w wywiadzie dla oficjalnej „Rossijskiej Gaziety”. W jego opinii mamy do czynienia z zaognieniem wzajemnych rosyjsko-amerykańskich relacji, które wywołane zostało jednostronnym wycofaniem się w 2002 roku Stanów Zjednoczonych za kadencji George’a Busha jr. z układu ABM „o ograniczeniu strategicznych systemów obrony przeciwrakietowej”. Rosjanie potraktowali ten krok, a zwłaszcza tryb podjęcia decyzji, jako despekt i podkreślenie pozycji Stanów Zjednoczonych jako światowego hegemona. Iwanow jest zdania, że obecnie sytuacja się zmieniła, powstały nowe centra siły, i trzeba podjąć kwestię światowego systemu bezpieczeństwa od nowa. Mówi o tym wprost, że z racji swych potencjałów wojskowych nowy system winien być uzgodniony przez Moskwę i Waszyngton. W 2002 roku, przypomina były minister, Putin proponował amerykańskiemu prezydentowi nawet budowę w Europie, wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi, systemu obrony rakietowej.

Zamierzenia Rosjan są dość czytelne. Przedstawił je w ostatnich daniach były minister spraw zagranicznych Igor Iwanow w wywiadzie dla oficjalnej „Rossijskiej Gaziety”

I tu mamy do czynienia z istotą rosyjskiego myślenia. Otóż za bezpieczeństwo Europy, w świetle tej koncepcji, w równym stopniu co Stany Zjednoczone winna odpowiadać Rosja. Towarzyszy temu pojawiające się regularnie w środowisku rosyjskich ekspertów ds. międzynarodowych wezwanie do rozwiązania NATO, które jako twór zimnej wojny tylko osłabia, zdaniem Moskwy, poczucie bezpieczeństwa i możliwości budowy, w jego miejsce, z udziałem Rosji nowego systemu.

Nawet jeśli dojdzie do wielkiej międzynarodowej konferencji rozbrojeniowej w Berlinie; nawet jeśli będą w niej uczestniczyli wszyscy zainteresowani, i w konsekwencji zawrą nową umowę zakładającą redukcję arsenałów (co wydaje się dość dużym optymizmem), to czy z tego da się wywieść i udowodnić tezę o „ustawce” i amerykańsko-rosyjskim współdziałaniu celem objęcia Pekinu zapisami rozbrojeniowymi? Nawet jeśli wszystkie te warunki zostaną spełnione, to ograniczenie chińskich zbrojeń może być co najwyżej skutkiem ubocznym. Zasadniczym celem Rosji jest osłabienie więzi atlantyckiej.

historyk i manager. Obecnie pracuje w prywatnym biznesie. Wcześniej dziennikarz. Publikował na łamach m.in. „Życia”, „Nowego Państwa”, „Wprost”, „Życia Gospodarczego”, „Rzeczypospolitej”. Członek kolegium redakcyjnego „Polityki Polskiej” oraz „Kwartalnika Konserwatywnego” (1997-2000). W latach 1997-2001 doradca ministra Szefa Kancelarii URM oraz ministra finansów.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Układ INF: tu nie chodzi o Chiny”

  1. Georealista pisze:

    Cóż, NA PEWNO w porzuceniu INF idzie – i to BARDZO – o Chiny, które nie były związane INF – i dotychczas były beneficjentem INF z darmowymi „forami” – zwłaszcza w rywalizacji z USA. Natomiast nie chodzi tylko o Chiny. Europa jest ważna jako zasób do przejęcia [o co walczy USA, Rosja i Chiny – każdy swoją marchewką i kijem, no… może Rosja raczej kijem i marchewką]. Porzucenie INF powoduje, że cała Europa staje się w ŚWIADOMOŚCI narodów Europy polem wymiany rakietowo-atomowych ciosów. Zwłaszcza dotyczy to ludności Europy Zachodniej, ludzi, którzy dotychczas czuli się bezpieczni za buforem Europy Środkowej i Bałkanów i woleli ugodę i interesy i nawet programowy appeasement względem Rosji…rzecz jasna kosztem Polski i Europy Środkowej…. jako „tych gorszych”, których można było poświęcić, oczywiście dla samouspokojenia przyklejając im łatkę „awanturników”, którzy „sami sobie na to zasłużyli” itd… Teraz po zwiędnięciu INF wszyscy mieszkańcy Europy zostali załadowani na jeden wózek. Czyli Europa kontra Rosja. W TAKIM układzie Rosja staje się zagrożeniem dla całej Europy – zupełnie jak w czasie zimnej wojny. Dlatego właśnie Berlin chce rosyjskich Iskanderów za Uralem – żeby Ameryka nie stała się bezalternatywnym remedium i „zbawcą Europy” – i liderem – względem agresji Kremla. Rosja chciała najpierw izolować Europę Środkową [z Polską na czele] – by w tej izolacji móc dość łatwo przeprowadzić przerwanie kordonu sanitarnego Wschodniej Flanki. Z widokiem najpierw na wspólną Mitteleuropę z Berlinem, potem „nową lepszą Unię Euroazjatycką od Lizbony do Władywostoku” – a potem na bazie gołej siły – już jako samodzierżawne supermocarstwo wyłącznie Kremla – właśnie od Lizbony do Władywostoku. Supermocarstwo wymarzone na Kremlu – silniejsze militarnie i ekonomicznie od USA – ale także od Chin. Czyli dotychczas Kreml robił to spokojnie w realnym sojuszu z Berlinem i Paryżem [i z resztą „tzw. „pożytecznych idiotów”] – klasycznie robiąc „dziel i rządź” – gdzie zorganizowaną przez Zachód Europy izolację Polski by jeszcze podbił jądrowy podprogowy atak deeskalacyjny ze strony Rosji. Po wygaśnięciu INF „nagle” i „niespodziewanie” nawet Portugalczycy poczują się zagrożeni na celowniku Kremla. Oczywiście cała Europa była i przedtem zagrożona uderzeniem jądrowym Rosji – jej głowicami „do wyboru i do koloru” i na wszelkich nosicielach – ale ZŁUDNY pozór bezpieczeństwa był fundowany w ŚWIADOMOŚCI Zachodniej Europy na traktacie INF. Teraz, gdy ów pozór gwarancji bezpieczeństwa stał się nieaktualny, Kremlowi będzie dużo trudniej robić i „dziel i rządź” i przedstawiać się jako „ostatni jedyny zbawca konserwatywnych wartości i chrześcijaństwa” – skoro w umysłach Europejczyków stanie się bandziorem z atomową pałą w ręku, który chce „przyłożyć” WSZYSTKIM Europejczykom. Czyli w TAKIEJ sytuacji Trump jak John Wayne przybywa automatycznie na białym koniu z kontr-rakietami i z odsieczą dla całej zagrożonej Europy – i USA staje się bohaterem-wybawcą Europy. Jak podczas zimnej wojny – z całym mechanizmem podporządkowania i zwarcia szeregów wokół NATO i USA. Stąd i ćwiczenia jądrowe Paryża – przedtem „jakoś tak” nie nagłaśniane, a „akurat jakoś tak” po wypowiedzeniu INF bardzo rozkolportowane medialnie, moim zdaniem te ćwiczenia były WYPRZEDZAJĄCĄ odpowiedzią Paryża Ameryce na zasadzie: „patrzcie – USA wcale nie są potrzebne w Europie – MY z NASZYMI rakietami i głowicami umiemy się zatroszczyć o Europę” – co będzie potem służyło polityce Paryża na rzecz wypierania USA – przy jednoczesnym zwiększeniu prestiżu i roli Francji w UE. Być może nawet z na razie ukrytym [a może już jawnym za rok-dwa-trzy] celem wysiudania Niemiec z roli hegemona UE. Co mogłoby wyjaśniać zwrot Paryża i atak na Nord Stream 2 – właśnie w ramach polityki osłabienia Niemiec i walki o hegemonię w UE. To by wyjaśniało wypowiedź Macrona z listopada 2018, że Europa musi się gotować do obrony przed Rosja i USA… Co ciekaw – pod koniec roku Berlin „zażyczył sobie” wobec Paryża, aby Francja oddała swoje miejsce w stałej Radzie Bezpieczeństwa ONZ [z prawem veto] na rzecz oficjalnie UE [Brukseli] – czyli faktycznie Berlina. A Paryż nie zrezygnował, dla otarcia łez Merkel obłudnie i z pewną i z ironiczną Schadenfreude zapewniając, że będzie popierał starania Niemiec o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Czym zresztą poniekąd obnażył, najprawdopodobniej świadomie i z premedytacją, apetyty i zapędy Berlina. Oczywiście są jeszcze Brytowie, na razie mocno zajęci Brexitem, ale przecież już niedawno Londyn deklarował, że po Brexicie będzie miał wolne ręce. Podejrzewam, że będzie to dotyczyło w sprawach militarnych nie tylko zamorskich baz [np. na Indopacyfiku] – ale znacznie większego zaangażowania w całej Europie, jako tradycyjny agent USA, ale i jako militarna już przeciwwaga dla atomowej Francji. Bo arsenał triady Francji będzie zmarginalizowany wobec poziomu połączonego arsenału USA i UK w Europie. Tym bardziej, że konflikt o Arktykę postawi USA i UK w silnej sytuacji – ze wsparciem choćby Skandynawii [NORDEFCO] i Wschodniej Flanki – przeciw zakusom Rosji. Jak widać – każda ze stron z atomowymi kartami w ręku stara się – lub będzie starać [wg UK ma to przed sobą – po Brexicie – wraz z USA – ale dla swoich regionalnych interesów jak najbardziej TEŻ – np. BP w Arktyce] – o to, by zasiąść na złotym tronie Protektora Zbawcy Lidera Europy. Rosji w tym wypadku siłą rzeczy do obsadzenia rad-nierad przychodzi rola tego złego bandyty z atomową pałą przeciw Europie [którym to bandziorem zresztą jest – ale tu chodzi o ŚWIADOMOŚĆ mieszkańców Zachodniej Europy]. A Berlin – bez głowic w ręku – staje się siłą rzeczy słabszy w grze na TAKICH zasadach opartych o te twarde strategiczne aktywa militarne. Stąd i ponawiany przez Berlin „głos wołającego na pustyni” o wymarzoną armie europejską – czyli o siłową kropeczkę „nad i” – która by dokończyła i zabezpieczyła w sposób trwały projekt IV Rzeszy Paneuropejskiej – i wszystkie strategiczne guziki pod palcem kanclerza Niemiec. Irytację Berlina zwiększa świadomość, że już się z gąską witali i marzyli snami o potędze… było to wszystko tuż, tuż…na wyciągniecie ręki – a teraz jakby grunt się spod nóg usuwa Germanii…

  2. Strateg pisze:

    Georealista szkoda czasu na komentarz twojego bzdetnego wpisu. Nie pojmujesz podstaw polityki międzynarodowej, a a na militariach to już na pewno się nie znasz. Do szkoły grafomanie.

  3. Georealista pisze:

    „Strateg” – jak widzę, uderz w stół, a nożyce się odezwą. Czy szanowny troll podający się za „Stratega” [ale tylko od ataków emocjonalnych – bo merytorycznie twój poziom wypowiedzi jest żaden, przekaz merytoryczny jest dokładnie zerowy] zdradzi może, co go tak rozjuszyło? To pozwoli zidentyfikować „sponsora”. W każdym razie dziękuję za potwierdzenie trafności mojego komentarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz