Newsletter

Trybunalskie psucie państwa

Oprócz negatywnych skutków prawnych, jakie wywoła orzeczenie w sprawie ułaskawienia M. Kamińskiego i M. Wąsika, doprowadzi ono do jeszcze większego upadku autorytetu TK, a w konsekwencji – wszelkich instytucji państwowych

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

17 lipca na posiedzeniu niejawnym Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika przez prezydenta Andrzeja Dudę. Trybunał miał stwierdzić, czy dla zachowania zgodności z Konstytucją procedura karna powinna przewidywać abolicję indywidualną jako przesłankę do umorzenia postępowania. Ta z pozoru skomplikowana sprawa to dowód na upolitycznienie polskiego wymiaru sprawiedliwości.

O ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego słyszał prawdopodobnie każdy w kraju. Jeszcze przed prawomocnym skazaniem, prezydent Andrzej Duda zastosował prawo łaski wobec dwóch posłów Prawa i Sprawiedliwości: M. Kamińskiego oraz M. Wąsika. Obydwaj byli skazani przez sąd I instancji na karę 3 lat bezwzględnego więzienia, za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA w 2007 roku, podczas operacji, która miała udowodnić, że ówczesny minister rolnictwa, Andrzej Lepper, przyjmował korzyści majątkowe w zamian za wydawanie konkretnych decyzji. Od wyroku skazującego obaj złożyli apelacje, jednak po wyborach Prezydent zastosował wobec nich prawo łaski, pokrętnie argumentując to chęcią zdjęcia z wymiaru sprawiedliwości obowiązku rozpatrywania tej sprawy. Dzięki temu Mariusz Kamiński mógł wejść do rządu – tym razem w roli pełnomocnika ds. służb specjalnych, a Wąsik mógł zostać jego zastępcą.

Andrzej Duda stosując akt łaski dokonał rzeczy bezprecedensowej – po raz pierwszy ułaskawił osoby, które formalnie były jeszcze niewinne. Taka decyzja nosi nazwę abolicji indywidualnej. Jednak wbrew pozorom dyskusja na ten temat do najprostszych nie należy. Sama prerogatywa Prezydenta jest w Konstytucji jest opisana jak najbardziej ogólne – postanowienie zawarte w art. 144 ust. 3 pkt. 17 brzmi po prostu: stosowanie prawa łaski. Dodatkowo, abolicja indywidualna jest stosowana również przez inne głowy państwa. W ten sposób Richard Nixon uniknął procesu karnego za aferę Watergate, gdyż jego następca, Gerald Ford, wydał akt łaski. Nawet w Polsce część karnistów i konstytucjonalistów dopuszczała zastosowanie aktu łaski jeszcze przed uprawomocnieniem się ostatecznego wyroku skazującego. To pokazuje, że pomimo panującego wśród dziennikarzy i prawników dominującego przeświadczenia o niekonstytucyjności działań Andrzeja Dudy, sam temat był skomplikowany i być może wymagał rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawa została potraktowana po macoszemu, tylko po to, żeby jeszcze przed kolejnym posiedzeniem Sądu Najwyższego w tej sprawie uciąć temat

Jednak nowy Trybunał wyrokując w tej sprawie nie zdał kolejnego testu na swoją niezawisłość. Skład orzekający składał się w 4/5 z nominatów Prawa i Sprawiedliwości – orzekała m.in. prezes Julia Przyłębska. Samo postanowienie zapadło za zamkniętymi drzwiami, a wykładnia Konstytucji przyjęta przez Trybunał ogranicza się do stwierdzenia, że mimo widocznych problemów interpretacyjnych, TK nie może ograniczać w tej kwestii prerogatyw Prezydenta. Sprawa została potraktowana po macoszemu, tylko po to, żeby jeszcze przed kolejnym posiedzeniem Sądu Najwyższego w tej sprawie uciąć temat.

Sam fakt, że Trybunał Konstytucyjny ukręcił głowę tej sprawie pokazuje, że niestety słowa o jego naprawie należy wsadzić między bajki. Kwestia abolicji, która niewątpliwie wymagała dyskusji i rozmysłu, a nawet może rozważnego wyroku, została spłycona do sprawy związanego z obozem władzy decydenta, który próbuje jak najszybciej uwolnić się od starych kłopotów, by w spokoju piastować swoją funkcje. To udowadnia, że rządzący nie cofną się przed niczym dla ochrony swoich interesów – nawet do jawnego psucia państwa. To smutne, że oprócz negatywnych skutków prawnych i ustrojowych, jakie wywoła to orzeczenie, doprowadzi ono do jeszcze większego upadku autorytetu Trybunału Konstytucyjnego, a w konsekwencji – i autorytetu wszelkich instytucji państwowych, w których obywatele będą widzieli tylko i wyłącznie emanację władzy, a nie instytucję, która w razie problemów ich ochroni. Bo w końcu jak wytłumaczyć równość wobec prawa obywatelowi, który od lat nie potrafi dojść swoich praw w wymiarze sprawiedliwości, gdy w przypadku jednego polityka wszystkie organy władzy – od ustawodawczej po wykonawczą i sądowniczą – potrafią tak sprawnie działać, by uchronić go od odsiadki?