Jeśli chcesz ten artykuł przeczytać ponownie lub brak teraz czasu aby przeczytać całość, to możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Szorstka przyjaźń Polski z Rzymem

O ile możemy Polskę nazwać państwem, które było i jest katolickie, to papieskim zwykle ono tylko bywało

Papiestwo było zawsze ważne dla polskiej państwowości, a ta zależność rozpoczęła się u samego początku rozwoju państwa Piastów. By uniknąć podległości bliskiemu cesarzowi niemieckiemu i dopiero tworzącemu się biskupstwu w Magdeburgu, władca polski, Mieszko, poddał państwo Polan opiece odległej Stolicy Apostolskiej, a Bolesław Chrobry zadbał, dzięki przychylności papiestwa i chwilowej cesarza, o stworzenie niezależnej organizacji kościelnej. W Bulli Innocentego II wstawionej w 1136 r. dla arcybiskupów gnieźnieńskich czytamy we wstępie „(…) kraj Polaków, jak wiadomo, leży w odległych stronach świata (…)”. Niosło to pewne konsekwencje. Koniec XI i cały XII wiek, to okres reformy gregoriańskiej kościoła. Poczynając od pontyfikatu Grzegorza VII, papiestwo rozpoczęło walkę o supremację w świecie łacińskim. Prócz kwestii, czy kościół będzie podległy władzy świeckiej czy nie, równie ważną sprawą były reformy instytucji kościoła i naprawy moralności duchownych, gdzie bardzo ważne miejsce zajmowała sprawa celibatu. Okazało się jednak, że implementacja tego programu w kraju leżącym w odległych stronach świata nie będzie prosta. W 1103 r. do Polski został wysłany legat Gawlon, biskup z Beauvais, który odprawił synod reformistyczny, w czasie którego usunął dwóch biskupów, w tym jednego żonatego. Akt ten był wyrazem zaniepokojenia papiestwa brakiem chęci wprowadzenia nakazów reformy w polskim Kościele. Okazało się jednak, że ten pokaz siły chyba tylko na chwilę wywarł wrażenie na polskim episkopacie i duchowieństwie, które było nieprzychylne prądom reformistycznym i po prostu nie chciało słuchać nakazów Rzymu. Przez praktycznie cały XII w. Kościół polski, wbrew nakazom kolejnych papieży, pozostawał w pełni podporządkowany świeckiej władzy i jej wierny; biskupów wyznaczali kolejni polscy władcy. Zwykle wskazywano ludzi zasłużonych i oddanych sprawom dworu, a nie kościoła.

Od początku XIII aż do I połowy XIV w. polski Kościół pozostawał wierny papieskim nakazom, skupiającym się na zabezpieczaniu interesu stanowego Kościoła i rozbudowie jego organizacji

O ile w innych kwestiach reforma powoli jednak postępowała, to w sprawie naprawy moralnej, a szczególnie w kwestii wprowadzenia celibatu, widać największy opór polskiego Kościoła. Większość biskupów, jeśli nie wywodzili się z zakonów, była żonata. Wśród niższego duchowieństwa posiadanie żon było powszechne, a nepotyzm i dziedziczenie godności kościelnych – częste. Dopiero od połowy wieku XII, za panowania biskupa wrocławskiego Waltera (1149-1169), gorącego zwolennika wprowadzenia bezżeństwa księży, widać było konkretne starania, by zmienić ten stan rzeczy. Ostatecznie opór episkopatu przed ciągłymi nakazami papieży i pouczeniami ich wysłanników zostaje praktycznie całkiem złamany na przełomie wieków XII i XIII. Blisko sto lat zajęło Stolicy Apostolskiej zmuszenie polskiego Kościoła, a przynajmniej większości jego biskupów, do zaprzestania ignorowania woli kolejnych papieży.

Bitwa na klątwy

W okresie walki o wprowadzenie reformy gregoriańskiej, polscy biskupi również w innej sprawie przeciwstawili się woli namiestnika kościoła. Po swej śmierci, w 1138 roku, Bolesław Krzywousty zostawił swe państwo pięciu synom: Władysławowi, zwanemu później Wygnańcem, który z racji wieku został seniorem, oraz jego czterem braciom z innej matki: Bolesławowi Kędzierzawemu, Mieszkowi Staremu, Henrykowi Sandomierskiemu i Kazimierzowi Sprawiedliwemu. Pozycja większości synów i ziemie, które mieli otrzymać, zostały ustalone na mocy prawa przez testament Krzywoustego. Władysław wprowadził najpierw ucisk fiskalny w państwie, by zgromadzić duże sumy pieniędzy, najprawdopodobniej dla opłacenia sojuszniczych wojsk, a następnie wezwał do uderzenia na juniorów wielkiego księcia ruskiego – Wsiewołoda Olegowicza. Bracia seniora zostali wyparci z całego kraju i wszyscy skryli się w Poznaniu. Na będącego praktycznie zwycięzcą Władysława, arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina rzucił klątwę. Była to iskra, która wywołała bunt możnowładców przeciw seniorowi. Władysław przegrał i został wygnany, jednak nie poddawał się. Zdołał przekonać do swoich racji papieża Eugeniusza III. Na jego polecenie biskup morawski (najwidoczniej żaden z polskich biskupów tego nie chciał zrobić) miał zdjąć z Władysława klątwę rzuconą przez arcybiskupa. Do tego papież wysłał do Polski specjalnego legata, kardynała Gwidona, który miał wymóc na braciach Wygnańca uznanie jego władzy. Gdy ci odmówili, legat rzucił na nich klątwę, a kraj obłożył interdyktem. Eugeniusz III ją zatwierdził. Jednak episkopat polski w żaden sposób się do niej nie ustosunkował. Możnowładcy również nie przejęli się papieską klątwą. Okaże się i w przyszłości, że takie bezpośrednie ingerowanie papiestwa w polską politykę nie raz spotka się z sprzeciwem polskiego kościoła.

Z biegiem lat współpraca Rzeczypospolitej i Stolicy Apostolskiej powróciła na dawne tory. Szczególna jej intensyfikacja nastąpiła za rządów Zygmunta III Wazy, który bardzo wspierał kościół katolicki i kontrreformację

Kto mianuje biskupów?

Od początku XIII aż do I połowy XIV w. polski Kościół pozostawał wierny papieskim nakazom, skupiającym się na zabezpieczaniu interesu stanowego Kościoła i rozbudowie jego organizacji. Zasadniczym celem było doprowadzenie do zjednoczenia królestwa, czego ostatecznie udało się dokonać pod berłami dwóch ostatnich Piastów. Mimo że biskupów od czasu reformy gregoriańskiej wybierały kapituły a zatwierdzał papież, to kolejni polscy królowie, a szczególnie Kazimierz Wielki i Jagiełło, dbali o to, by kapituły wskazywały kandydatów im przychylnych. Miało być tak i w 1460 r., w czasie wyboru na tron biskupi w Krakowie. Kandydat królewski jednak przepadł, a większość głosów padło na Jana Lutkowskiego. Niebawem jednak zgłosił się trzeci kandydat: Jakub z Sienna, wyznaczony przez papieża. Kazimierz nie zrezygnował z poparcia dla swego kandydata. W wyniku tego postępowania papież Pius II rzucił klątwę na wszystkich, którzy przeszkodzą w objęciu tronu biskupiego przez Jakuba z Sienna, czyli też pośrednio na króla. W tym samym czasie papież zażądał wsparcia ze strony opozycji antykrólewskiej, która miała wesprzeć papieskiego kandydata. Państwu groziła wojna domowa. Król nie ugiął się jednak przed papieżem: wygnał Jakuba i wszystkich jego krewnych oraz zwolenników. Nie ugiął się również pod naciskiem papieskiego legata. Na słowa króla, iż woli raczej stracić królestwo niż pozwolić, by na stolicy krakowskiej zasiadł człowiek mu niemiły, legat miał odpowiedzieć, że choćby nawet trzy królestwa zginęły, to i tak byłaby mniejsza szkoda, niż gdyby papiestwo musiało zrezygnować ze swoich praw. Ostatecznie jednak, po trzech latach konfliktu, papież Pius II zgodził się, że na tronie biskupim zasiądzie kandydat królewski Jan Gruszczyński. Zrobił to obawiając się zbliżenia Kazimierza Jagiellończyka do husytyzmu. Prócz zachowania króla kluczowe w tym konflikcie była postawa prymasa, biskupów i kapituł, które wszystkie w tym konflikcie poparły polskiego władcę. To postępowanie nie wynikało jednak ze strachu przed władcą, ale raczej z poczucia, że polityka Stolicy Apostolskiej zagraża interesowi państwa i lokalnego kościoła.

Wydaje się, że kluczowym katalizatorem takiej postawy króla i polskiego duchowieństwa była ciągła, niechętna Królestwu Polskiemu postawa papiestwa w stosunku do kwestii najważniejszej z punktu widzenia polskiej racji stanu: konfliktu z Zakonem Krzyżackim. Przez cały okres wojny trzynastoletniej kolejni papieże starali się jak najintensywniej wesprzeć Zakon. Już rok po rozpoczęciu wojny, w 1455 r., papież Kalikst III zagroził mieszkańcom Prus Krzyżackich wydaną w tym samym roku bullą, że jeśli nie powrócą pod panowanie Zakonu w ciągu 60 dni, utracą wszelkie urzędy, łaski kościelne, dobra i przywileje szlacheckie. W 1459 r. Pius II zawiesił klątwę, ale wskazał, że obejmuje ona wszystkich popierających Związek Pruski, czyli też króla polskiego i niektórych jego poddanych. W odwecie Kazimierz nie wpuścił na teren kraju żadnego z papieskich legatów, którzy to mieli go przekonywać do pokoju z Zakonem. Przywódca poselstwa, arcybiskup Hieronim Lando, zagroził nawet Królestwu Polskiemu krucjatą państw chrześcijańskich. Król, dzięki też solidarnemu poparciu duchowieństwa, po raz kolejny nie ugiął się pod naciskiem Stolicy Apostolskiej. Wojna trzynastoletnia zakończyła się odzyskaniem ujścia Wisły, co zmieniło układ geopolityczny tej części Europy, otwierając Rzeczpospolitą na handel bałtycki. Rok później, w 1467 r., papież zdjął zawieszoną klątwę. Co ciekawe, Stolica Apostolska nigdy nie uznała pokoju toruńskiego z 1466 r, co w przyszłych latach zachęcało Zakon do łamania jego postanowień.

W obronie innowierców

Z biegiem lat współpraca Rzeczypospolitej i Stolicy Apostolskiej powróciła na dawne tory. Szczególna jej intensyfikacja nastąpiła za rządów Zygmunta III Wazy, który bardzo wspierał kościół katolicki i kontrreformację. Po jego śmierci na tron polski wstąpił jego syn Władysław IV, który nie był aż tak prokatolicki; pragnął stać się orędownikiem tolerancji religijnej oraz wesprzeć protestantów i prawosławnych w przestrzeganiu ich praw w Rzeczypospolitej. Jednym elementów tej polityki było zwołanie w 1645 r. w Toruniu Colloquium charitativum, którego celem było doprowadzenie do pojednania z kościołem katolickim przybyłych tam luteranów, kalwinów i braci czeskich. Niestety, mimo obiecujących początków śmierć wspierającego tę idee władcy przerwała cenną inicjatywę.

Biskupi nie mieli zamiaru popierać tej ostentacyjnej ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej, gdyż nie tylko uderzało to w rację stanu, ale silna władza nuncjusza mogła zagrozić interesom miejscowego duchowieństwa, którem jak się zaraz przekonamy, nie zawsze było chętne podporządkowywać się nakazom papiestwa, szczególnie jeśli miało to uderzyć w interes stanowy miejscowego kościoła, a zwłaszcza w jego pozycję materialną

Ten nie tak dewocyjnie oddany misji Kościoła katolickiego władca zaczął również prowadzić w stosunku do papiestwa znacznie bardziej niezależną politykę, dążąc do wzmocnienia autorytetu króla. Szczególne oziębienie wzajemnych stosunków nastąpiło pod koniec panowania Władysława IV. Według króla papież Urban VIII okazał mu brak należytego szacunku, traktując go, jako króla elekcyjnego, gorzej niż władców dziedzicznych. Papież za to miał za złe królowi jego kolejne ustępstwa wobec protestantów i prawosławnych, czyli przestrzeganie ich praw i zaprzestanie procesu wypychania ich z życia publicznego. Protest związany z tymi praktykami złożył w lutym 1642 r. w imieniu papieża nuncjusz Mariusz Filonardi. Jednak papieski protest poparło zaledwie dwóch polskich biskupów. Reszta episkopatu pozostała przy królu. Konflikt trwał dalej. Urażony postawą episkopatu, Urban VIII nie mianował na kardynałów dwóch przedstawionych przez króla kandydatów. Sprawę zaogniał jeszcze sam nuncjusz swym ciągłym nietaktownym zachowaniem i powtarzającymi się, często nieprawdziwymi, raportami na temat ciągłego wsparcia króla dla protestantów. Nabrzmiały konflikt ostatecznie skupił się w sprawie placu budowlanego. W 1643 r. sprowadzono do Warszawy kolumnę, na której miała stanąć znana wszystkim podobizna króla Zygmunta Wazy. By ustawić ją na przeciw zamku królewskiego w Warszawie, Władysław nakazał zakupić i zburzyć domy należące do klasztoru benedyktynek, w celu oczyszczenia terenu pod budowę. W tę, zdawałoby się niewinną sytuację, wszedł nuncjusz Filonardi, który pod groźbą obłożenia interdyktem zakazał usuwania budynków. Król nie ugiął się i budynki zburzył. Widząc, że i król, i polskie elity są nieprzychylne jego działaniom, nuncjusz postanowił przeprosić władcę. Przeprosin nie tylko nie przyjęto, ale na dodatek sejm wystosował pismo do papieża o usunięcie nuncjusza z kraju, gdyż ten ostatni został uznany za persona non grata. W tym konflikcie cały episkopat znów stanął murem za królem, nie zważając na wolę papieża. Biskupi nie mieli zamiaru popierać tej ostentacyjnej ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej, gdyż nie tylko uderzało to w rację stanu, ale silna władza nuncjusza mogła zagrozić interesom miejscowego duchowieństwa, które, jak się zaraz przekonamy, nie zawsze było chętne podporządkowywać się nakazom papiestwa, szczególnie jeśli miało to uderzyć w interes stanowy miejscowego kościoła, a zwłaszcza w jego pozycję materialną.

Srebro ważniejsze od ojczyzny

Wraz ze śmiercią Władysława IV Wazy rozpoczął długi, dwudziestoletni okres wojen rozrywający Rzeczpospolitą. Chyba najgorszym momentem tego czasu był potop szwedzki. Ważny katolicki kraj, jakim była Rzeczpospolita w 1655 r., został najechany przez protestancką Szwecję. Nuncjusz apostolski Vidoni był początkowo niechętny wydaniu nakazu duchowieństwu, by przekazało zgromadzone przez wieki kosztowności kościelne, głównie srebro, na rzecz obrony państwa. Spodziewał się on rychłego upadku Rzeczypospolitej. Nie chciał się również narażać szlachcie popierającej Szwedów. Większość duchowieństwa też nie garnęła się za bardzo do przekazywania kościelnych oszczędności obrońcom, woląc je zakopywać lub zabezpieczyć poza granicami państwa. W końcu, gdy Rzeczpospolita była już praktycznie zajęta przez wojska wroga, nowo wybrany papież Aleksander VII we wrześniu 1655 r. wydał energiczne brewe, nakazujące przekazanie kościelnych kosztowności obrońcom; upadek tego ważnego dla Rzymu państwa, stanowiącego zaporę dla tureckiej fali, uznał za niedopuszczalne. Polskie duchowieństwo nakaz ten jednak zignorowało, tłumacząc się tym, że papieskie brewe dotyczy srebra znajdującego się w Polsce, a nie wywiezionego za granicę, na Śląsk. Najbardziej w tym wszystkim była szokująca postawa jezuitów, jednego z najbogatszych zgromadzeń w Rzeczypospolitej. Jezuici również odmówili podporządkowania się decyzji Aleksandra VII. Jest to zadziwiające, zważywszy, że byli awangardą papiestwa, a jednym ze ślubów składanych przez członków tego zakonu było bezwzględne posłuszeństwo papieżowi. Trzeba pamiętać, że było również wiele szlachetnych przykładów wparcia sił walczących ze Szwedami przez duchownych, symbolem czego jest klasztor częstochowski. Jednak wielka część duchowieństwa odmówiła otwartego wsparcia sił królewskich i podporządkowania się papieskiemu nakazowi. Postawę swą zaczęto zmieniać wraz z kolejnymi przegranymi strony szwedzkiej.

Metodą przeciwstawienia się Stolicy Apostolskiej, jaką polscy duchowni obierali, było ignorowanie jej nakazów; zatem różnili się od przedstawicieli innych kościołów europejskich, którzy często wybierali bardziej twarde metody konfrontacji, z herezją i opuszczeniem wspólnoty kościoła katolickiego włącznie

Patrząc na te wszystkie przykłady widzimy, że o ile możemy Polskę nazwać państwem, które było i jest katolickie, to papieskim zwykle ono tylko bywało. Kiedyś bardziej niż teraz odległa placówka kościoła powszechnego potrafiła być niepokorna wobec swej “centrali”, gdy ta, interweniowała w sprawy uznane przez ogół polskiego Kościoła za kluczowe. Jak mogliśmy zauważyć, metodą przeciwstawienia się Stolicy Apostolskiej, jaką polscy duchowni obierali, było ignorowanie jej nakazów; zatem różnili się od przedstawicieli innych kościołów europejskich, którzy często wybierali bardziej twarde metody konfrontacji, z herezją i opuszczeniem wspólnoty kościoła katolickiego włącznie. To “miękkie” podejście nadwiślańskiego kościoła, specyficzna historia kraju i względna odległość od centrum łacińskiego świata, mogły sprawić, że Polska ciągle pozostaje w większości katolickim krajem.

 

Komentarze

2 odpowiedzi na “Szorstka przyjaźń Polski z Rzymem”

  1. Pawel Ruszczynski pisze:

    Witam. W artykule wyciągnięto zbyt dalego idące wnioski. Uważam ze jest i było zgoła odwrotnie. Jesteśmy krajem chrześcijańskim (przed chrztem był to chrzescianizm ariański ) teraz rzymski. Gdy Watykan tracił wpływy doprowadzał do niepokojów i wojen. Mieliśmy paru władców którzy mocno sie sprzeciwiali Papieżom i zawsze to sie kończyło klątwami. Nie wiem, nie analizowałem tego czy jest inny kraj w zasięgu Watykanu który miałby tyle klątw co polscy królowie i całe królestwo. W naszej historii mieliśmy mało chlubnych wyjątkowych władców którzy umieli sie przeciwstawić papieżom choć zawsze kończyło sie to tragicznie na całego królestwa – patrz upadek Rzeczypospolitej i drugiej RP

    • Grzegorz pisze:

      Bzdury Panie Paweł piszesz niemiłosierne. To właśnie wzrost wpływów kościoła katolickiego w Polsce powodował konflikty i wojny. Cała hucpa z tzw. “Dymitriadami” była skutkiem odwiecznej i chorobliwej żądzy Kościoła Katolickiego do podporządkowania sobie Prawosławia. Rzym poprzez jezuitów potrzebował do tego takich prostytutek jak Polska ażeby je wykorzystywać do swojej imperialnej polityki. Podobnie Watykan błogosławił armie Hitlera maszerujące na Wschód w 1941 roku. To właśnie Kontrreformacja i wpływ jezuitów na całkowitą degrngoladę moralna polskiego społeczeństwa spowodował upadek Rzeczypospolitej w XVIII wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz