fbpx
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Szczepić się? TAK! Ale…

Antytłum tworzą ci, którzy stawiają na alternatywne, konkurencyjne strategie i zachowania – w tym ci, którzy unikają szczepionek. Istnienie antytłumu, który dziś przybiera nieraz karykaturalne formy, ma jednak uzasadnienie ewolucyjne

Jesień pandemicznego, 2021 roku, przynosi Polsce i Europie falę zachorowań. Króluje oczywiście koronawirus SARS-CoV-2 w kolejnych swoich odmianach i mutacjach, który podnosi liczbę hospitalizacji i zgonów i ogranicza możliwość leczenia innych schorzeń. W świecie medialnym królują natomiast pytania dotyczące szczepień. Szczepić się, czy nie? Uczynić szczepienia obowiązkowymi? Ograniczać prawa niezaszczepionych? Aby podjąć próbę odpowiedzi na te pytania, zacznę od próby opisu pandemicznej dynamiki społecznej.

Tłum zaszczepionych, antytłum niezaszczepionych

Czym jest złożoność i jakie są jej praktyczne konsekwencje na poziomie antropogenicznym opisywałem już na łamach NK: „Świat może działać lepiej”, „Definiowani przez strach” i „Polska na rozstajach”. W antropogenicznych (stworzonych przez ludzi) systemach złożonych, na podstawie rosnącej ilości coraz bardziej dostępnej informacji, wchodzimy ze sobą w relacje i adaptujemy się do siebie nawzajem. Przyjmujemy, każdy na swoje konto, różne strategie behawioralne, obejmując różne role i funkcje w społeczeństwie. Na podstawie osobistych talentów i możliwości budujemy zachowania grupowe, dzięki którym uzyskaliśmy dominującą pozycję nad całym światem. Konfrontując się z konkretnymi problemami formujemy tłum i antytłum. Tłum tworzą ci, którzy przyjmują przeważającą postawę wpisując się w trendy, mody, heurystyki (związki pomiędzy faktami, przyjęte jako oczywiste, prowadzące do powtarzalnych sposobów działania, bez wykonywania głębszych analiz) i paradygmaty, które ktoś zapoczątkował. Antytłum tworzą ci wszyscy, którzy stawiają na inne, często konkurencyjne strategie i zachowania. Być może w przyszłości wykształcą się na tej podstawie nowe trendy, kreując nowy tłum.

Dzisiaj na przykład tłum to ci, którzy mają telewizory i emocjonują się strumieniem wiadomości, a antytłum to ci, którzy ich nie oglądają lub wręcz telewizorów się pozbyli. Tłum to ci, którzy korzystają z mediów społecznościowych, a antytłum to ci, którzy je ograniczają do minimum lub od nich świadomie uciekają. Tłum to ci, którzy korzystają z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny – w tym ze szczepionek, antytłum to ci, którzy w różny sposób ich unikają, myśląc o przyczynach zdrowia i choroby inaczej niż dominująca większość.

Korzystajmy ze szczepionek, ale jednocześnie aktywnie ograniczajmy działania redukujące naszą osobistą kruchość. Decentralizujmy i lokalizujmy, zamiast stawiać na centralizację i globalizację

Istnienie antytłumu, który dzisiaj przybiera nieraz karykaturalne formy, ma jednak uzasadnienie ewolucyjne. Obstawiając tylko jeden sposób działania, jedną strategię, heurystykę, paradygmat, narażamy się na akceptację takich, które nie odpowiadają rzeczywistości, albo kiedyś jej odpowiadały, ale dziś są już nieaktualne. Na homogenizację postrzegania struktury przyczynowej świata, która będzie prowadzić do kumulacji strat, a nawet do katastrofalnego załamania się systemu społecznego. Natura w końcu działa poprzez specjację (proces powstawania nowych gatunków) i lokalizację, obstawiając wielość możliwych opcji. System złożony, dla swojego przetrwania potrzebuje pewnej, znaczącej nadmiarowości, która sprzyja wyłanianiu dobrych rozwiązań w odpowiedzi na nieustanne zmiany, które współtworzymy.

Dlatego próby zlikwidowania antytłumu napotykają zawsze na ograniczenia, możliwe do przełamania tylko dzięki rosnącej przemocy. Jeżeli w sprawach społecznie kluczowych, a za taką mam obecną pandemię i jej konsekwencje, odrzucić przemoc jako argument – a do tego jestem przekonany – warto korzystać z możliwości otwartego dostępu do pewnej i budzącej szacunek, ugruntowanej, poddanej otwartej, naukowej weryfikacji wiedzy. Po to, aby antytłum – obstawiający paradygmaty prowadzące do gorszych na poziomie całego społeczeństwa rozwiązań – minimalizować. I jednocześnie po to, aby dać czas na przygotowywanie – w ramach otwartych i transparentnych prac rządu, parlamentu, popieranych przez wszystkie ośrodki polityczne grup eksperckich – działań i ich uzasadnień, które mogą uzyskać powszechną akceptację. Jeżeli tego nie zrobimy, pozostanie nam tylko przemoc, ze wszystkimi tego emocjonalnymi, społecznymi i politycznymi konsekwencjami.

Człowiek w świecie mikroorganizmów

Wiedza potoczna na temat drobnoustrojów, higieny i odporności człowieka jest dziś mocno zdeformowana przez nieaktualne już heurystyki i paradygmaty. Świat, w którym jesteśmy my – ludzie, pożyteczne mikroorganizmy (produkujące nam jogurt, chleb, piwo czy wino) oraz bezwzględni najeźdźcy – wywołujący choroby, rujnujący nasze zdrowie lub prowadzący na śmierć, już dawno nie odpowiada temu, co wiemy z odkryć i badań naukowych.

Współczesny człowiek (lub szerzej – organizmy wielokomórkowe) postrzegany jest raczej jako holobiont. Jest to więc system złożony, którego częścią są nasze własne komórki o unikalnym kodzie genetycznym, ale zagnieżdżone jednocześnie w stabilizującym, kalibrującym i podtrzymującym całość mikrobiomie. Mikrobiom dorosłego człowieka waży około 2-3 kg, a jego liczebność jest szacowana na poziomie do 10 razy większym niż ilość komórek gospodarza. Składa się z bakterii, wirusów (viriom), fagów, grzybów, archeonów… Bez mikrobiomu człowiek, zwierzę, roślina nie będzie w stanie przeżyć.

Nie ma i nie może być więc zgody – w ramach pojawiających się pandemii – na bezrefleksyjne poświęcanie jednostek dla przetrwania zbiorowości

Tkwimy w sieci wzajemnych zależności, których podstawą, olbrzymią, na dziś niemożliwą do oszacowania ani nawet do wyobrażenia, jest mikroświat. Ten wewnątrz nas i ten na zewnątrz, który dopiero próbujemy poznać i zrozumieć. Łącznikiem pomiędzy środowiskiem zewnętrznym, a wewnętrznym człowieka jest jego system odpornościowy. To on rozpoznaje, kto, kiedy i w jakich okolicznościach jest z nami, a kto przeciw nam. Ta fundamentalna zdolność, aby dać nam szansę na owocne i szczęśliwe życie, podlega najpierw kalibracji, a potem nieustannemu procesowi uczenia się.

Kalibracja naszej odporności zaczyna się w trakcie pobierania i budowania się naszego własnego, indywidualnego i niepowtarzalnego garnituru drobnoustrojów. Jej pierwszym, spektakularnym aktem jest poród siłami natury, poprzez który pobieramy mikrobiom matki. Potem karmienie piersią, w trakcie którego nie tylko nadal postępuje transfer mikrobiomu matki, ale również pobieranie z jej mlekiem substancji, które nie odżywiają nas, ale tworzącą się właśnie mikroflorę jelit, która jest jednym z najważniejszych elementów naszego systemu kalibrującego i podtrzymującego odporność. I w końcu bezpośredni styk ze złożonością świata, który ma nas skalibrować tak, aby nas chronić zarówno przez alergiami (kiedy system odpornościowy walczy niepotrzebnie z neutralnymi lub pożytecznymi czynnikami zewnętrznymi) jak i autoagresją (kiedy odporność atakuje nasze ciało prowadząc np. do reumatyzmu czy stwardnienia rozsianego).

Oczywiście, nie zawsze nam się udaje. Z punktu widzenia gatunku to nieustanne “życie na krawędzi” pomiędzy naszym organizmem, naszym mikrobiomem a oceanem mikroświata i potencjalnych alergenów wymaga poświęcania, „kruchości” jednostek, dla podtrzymania, „antykruchości” gatunku. Pandemia, zaraza, to zawsze byli przegrywający, umierający ale i ozdrowieńcy przekazujący dalej swój sukces potomstwu. Rozwój nauki i techniki stawia nas jednak w radykalnie odmiennej sytuacji. Zmusza nas, jako istoty moralne, do dokonywania wyborów, które wcześniej nie były możliwe. A więc nie były potrzebne.

Cały czas wprowadzamy do naszego organizmu „żywe szczepionki” czyli mikroorganizmy, z którymi się mocujemy

Szczepionki naturalne i sztuczne

„Tymczasem podstawowa zasada etyczna brzmi: nie będziesz korzystał z antykruchości kosztem kruchości innych”

(Nicholas Nassim Taleb „Antykruchość”)

Perfekcja techniki zmienia i będzie zmieniać nasze postrzeganie rzeczywistości. To, co było akceptowalne wczoraj, dzisiaj wydaje się być nie do zniesienia. Dzięki perfekcji techniki pokonaliśmy głód, wydłużyliśmy długość życia, obniżyliśmy poziom śmiertelności przede wszystkim wśród najmłodszych – niemowląt i dzieci. Wzrastająca waga, którą przywiązujemy do każdego życia objawia się również obniżaniem się poziomu dzietności. Nie ma i nie może być więc zgody – w ramach pojawiających się pandemii – na bezrefleksyjne poświęcanie jednostek dla przetrwania zbiorowości. Antykruchość ludzkości nie usprawiedliwia zbędnej kruchości jednostek.

Współczesny świat stawia przed nami trzy wyzwania determinujące podatność na permanentne ewolucyjne rewolucje organizmów jednokomórkowych, stanowiących podstawę życia na ziemi. Wszystkie trzy są konsekwencjami perfekcji techniki. Po pierwsze urbanizację – już dobrze ponad połowa ludzkości mieszka w miastach i proces ten systematycznie się pogłębia. Po drugie – starzenie się społeczeństw, w których wzrost zamożności odwraca piramidę demograficzną, dramatycznie zmieniając proporcje wieku na rzecz ludzi starszych. Po trzecie – tanie, masowe, globalne przemieszczania się ludzi, zwierząt, roślin i towarów.

Ubocznym efektem urbanizacji, a więc sztucznego, niewystępującego w naturze homogenicznego zagęszczenia ludzi, roślin i zwierząt były wyniszczające epidemie, ponieważ patogeny otrzymały niespotykane wcześniej pole do samopowielania się i rozwoju szybszego, niż czas potrzebny na wytwarzanie się indywidualnej odporności. Odpowiedzią na nie były – najpierw dyktowane przez kulturę, religię i zwyczaje – zasady dotyczące czystości i higieny. Potem podyktowane rosnącą perfekcją techniki rozwiązania ograniczające dystrybucję zagrażających nam drobnoustrojów – wodociągi, kanalizacja, środki higieny osobistej, jak i – po identyfikacji, dzięki wynalezieniu mikroskopu, głównych „sprawców zła” – bezpośrednią z nimi walkę medyczną: aseptykę, antybiotyki i w końcu szczepionki uwalniające nas od gruźlicy, polio (szczepionkę opracował Hilary Koprowski), wścieklizny, odry, różyczki…

Szczepionka uwalnia nas od moralnego dylematu – czy korzystać z indywidualnej, osobistej kruchości dla zapewnienia antykruchości całego społeczeństwa

Szczepionki, co do zasady, są powieleniem naturalnych zmagań naszego holobiontu, w którym na naszą rzecz pracują: nasz mikrobiom, sprzężony z nim system membran i układ odpornościowy. Cały czas wprowadzamy do naszego organizmu „żywe szczepionki” czyli mikroorganizmy, z którymi się mocujemy. Mikroorganizmy wnikają poprzez skórę, system oddechowy, układ pokarmowy, operacje chirurgiczne, skaleczenia, afty, ugryzienia meszek, gzów, komarów, kleszczy, podawanie rąk, pocałunki, stosunki płciowe, a nawet tatuaże. Szczepionka medyczna różni się tym, że wiemy co wprowadzamy do organizmu i jaki – najprawdopodobniej – będzie to miało rezultat. Najprawdopodobniej, bo każdy jest unikatowym system złożonym, którego reakcji nawet na drobne skaleczenie nigdy nie jesteśmy w stanie ze stuprocentową pewnością przewidzieć.

Szczepionka uwalnia nas od moralnego dylematu – czy korzystać z indywidualnej, osobistej kruchości dla zapewnienia antykruchości całego społeczeństwa. Słabsi, w kontekście trwającej pandemii, nie są już niezbędną ofiarą na ołtarzu przyszłej pomyślności. W związku z tym na pytanie – szczepić się? – odpowiadam:

Szczepić się! Ale…

Szczepionki, choć ważne, to tylko pomoc doraźna. Znieczula nas ona perfekcją techniki na dwie konieczności, będące konsekwencjami rosnącej złożoności. Po pierwsze – na konieczne zmiany struktury państw i ich związków, przygotowujące nas do wspomnianych, współczesnych konsekwencji życia zbiorowego – urbanizacji, odwracania piramidy demograficznej i globalnego przemieszczania się ludzi, zwierząt, roślin i towarów. Po drugie – na świadome przeciwdziałanie systematycznemu spadkowi indywidualnej odporności, indukowanemu przez działania, których podstawą jest wygoda, źle rozumiane oszczędności czy brak powszechnej wiedzy o ich konsekwencjach.

Urbanizacja, której konsekwencją jest koncentracja ludzi w ośrodkach miejskich, stwarza coraz korzystniejsze pole do szybkiego rozpowszechniania się epidemii, obniżając próg konieczny do transmisji patogenu i radykalnie skracając czas na nabycie indywidualnej odporności.

Urbanizacja, której konsekwencją jest koncentracja ludzi w ośrodkach miejskich, stwarza coraz korzystniejsze pole do szybkiego rozpowszechniania się epidemii

Odwracanie się piramidy demograficznej nieuchronnie prowadzi do procentowego wzrostu udziału w zurbanizowanej populacji ludzi, których odporność z wiekiem słabnie i których zdrowie nadwyrężane jest przez różne schorzenia powstrzymywane perfekcją technik medycznych, niezdolnych jednakże do powstrzymywania związanego z nimi spadku odporności.

Globalne przemieszczanie się transmituje lokalnie powstające nowe, makro i mikrobiologiczne zagrożenia, na cały świat z prędkością znacznie większą, niż generowanie i rozpowszechnianie nowych lekarstw i technik medycznych.

Państwa i ich związki nie wyciągają z tych zjawisk wystarczających konsekwencji. Opiszę to na przykładzie straży pożarnej. Odkąd w Europie przyjęło się, że zasoby leśne są zbyt cenne, żeby pozwalać im spłonąć w wyniku pojawiających się naturalnie – oczyszczających las z nadmiaru łatwopalnych resztek – pożarów, utworzono służby leśne, wieże obserwacyjne, zawodowe i ochotnicze straże pożarne, system obserwacji zagrożeń i procedury reakcji na najmniejszy dym, pojawiający się w lesie. W pełnej gotowości są wciąż środki techniczne od gaśnic do samolotów. Wszystko przygotowane do użycia zarówno w skali lokalnej, jak i poprzez odpowiednią koncentrację na skalę regionów, państw aż do skali międzypaństwowej. Powstrzymywanie pożarów zawsze się udaje, chociaż czasami zasięg zniszczeń, przez zbieg niekorzystnych okoliczności, znacznie przekracza to, co chcielibyśmy osiągnąć.

Rośnie złożoność, spada odporność

Czy to samo możemy powiedzieć o przygotowaniu pandemicznym? Michael Bloomberg, burmistrz Nowego Jorku, utworzył pewien nadmiar miejsc hospitalizacyjnych, spodziewając się, że jakaś pandemia z pewnością wybuchnie. Nie przetrwały one jednak długo, nie doczekując pandemii, która ogarnęła miasto w 2020 roku. Ale nie potrzeba pandemii, aby przewidując skutki starzenia się społeczeństwa i postępującej urbanizacji podjąć trud stworzenia politycznej i społecznej akceptacji dla utworzenia i podtrzymywania zwiększonej, nadmiarowej bazy medycznej dla sprostania rosnącym, a akcydentalnie dodatkowo gwałtownie obciążającym system, nieuniknionym potrzebom.

Zastanawiając się nad przyszłością miejsc pracy w społeczeństwie przyszłości, które będzie likwidować niektóre z nich przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji Kai-Fu Lee, były manager Google, Microsoftu i Apple, dziś prezes Sinovation Ventures tak o tym napisał w książce „Sztuczna inteligencja, rewolucja prawdziwa”: „Dostrzegam trzy kategorie takiej działalności: opieka, usługi dla wspólnoty i edukacja”. Aby jednak dokonać takich zmian w alokacji środków na poziomie państwa i związków międzypaństwowych potrzebne będzie wspólne, politycznie niekontrowersyjne, powszechnie akceptowalne porozumienie społeczne.

Niszczące działanie przynosi też masowa turystyka – np. proces gentryfikacji miast

We współczesnym, coraz bardziej złożonym świecie, dokonanie wydatków i zmian na poziomie państwowym – chociaż konieczne – będzie niewystarczające. Niewiele jest państw na świecie (w Europie nie ma ich w ogóle), które są wystarczająco wielkie, aby przekroczyć niezbędną w systemie złożonym masę krytyczną potrzebną do zapewnienia nie tylko wystarczającej ilości miejsc leczenia i koniecznego sprzętu medycznego, ale również pracujących na odpowiednim poziomie ośrodków naukowych, uniwersyteckich oraz odpowiedniej ilości danych zbieranych w skoordynowany, nadający się do przetwarzania sposób w ramach badań naukowych jak i tzw. eksperymentów naturalnych (czyli rezultatów decyzji dotyczących leczenia podejmowanych w sytuacji ograniczonych, ze względów etycznych, możliwości badawczych). Czeka nas więc mozolne, ale z konieczności jak najszybsze, wypracowanie społecznej akceptacji dla działań wspólnotowych na poziomie polskim i europejskim.

Większe zrozumienie prowadzące do społecznej i politycznej akceptacji potrzebne będzie również dla przemyślenia i zmian dotyczących masowego i globalnego przemieszczania się. Rodzi ono dalekie i wielorakie konsekwencje przy rosnącej przewadze tych negatywnych. Razem z ludźmi, zwierzętami, roślinami i towarami przemieszczają się bowiem pasażerowie na gapę. Organizmy nieraz neutralne czy pożyteczne lokalnie, ale destrukcyjne w miejscach, w których nigdy by nie wystąpiły bez globalnego i masowego przemieszczania. Wystarczy przypomnieć filokserę, która prawie zniszczyła winorośl w Europie i na  świecie, zgnilec pszczeli, ASF i wiele innych inwazyjnych drobnoustrojów, gatunków zwierząt i roślin niszczących podstawy lokalnych społeczności.

Niszczące działanie przynosi też masowa turystyka – np. proces gentryfikacji miast, jak i przemieszczanie się w kontekście terrorystycznym czy tak budzące emocje ostatnio przemieszczanie imigracyjne, wzbudzane i podtrzymywane np. w ramach toczonej przez Białoruś i Rosję wojny hybrydowej z Europą.

Drugą, mniej znaną konsekwencją rosnącej złożoności antroposfery jest systematyczny spadek naszej, ludzkiej odporności – szczególnie w krajach najbardziej rozwiniętych. Dzieje się to systematycznie i jednocześnie na wielu różnych poziomach, których konsekwencji dla odporności nie dostrzegamy. Wymienię niektóre jej przyczyny, nie próbując ich nawet szeregować według mocy ich konsekwencji wpływających na naszą odporność.

Nasz system odpornościowy kalibruje się w momencie porodu i późniejszego karmienia piersią. Ale coraz więcej porodów odbywa się przy pomocy cesarskiego cięcia. W Polsce już ponad 40%. Średnia europejska to 25% i cały czas rośnie. Do rzadkości należy sytuacja, kiedy na wyraźną prośbę rodziców dzieci są smarowane mikrobiomem matki. Do mleka w proszku co prawda dodaje się oligosacharydy obecne w mleku matki, które karmią powstający w jelitach dziecka mikrobiom niezbędny dla budowanie jego odporności, ale to tylko uzupełnienie części nie rozpoznanych do końca zależności.

Ale coraz więcej porodów odbywa się przy pomocy cesarskiego cięcia. W Polsce już ponad 40%. Średnia europejska to 25% i cały czas rośnie

Nadmierna higiena i nadużywanie antybiotyków jest konsekwencją fałszywego paradygmatu dokonującego podziału na nasze ciało, nasze komórki i obcy nam świat drobnoustrojów, źródło potencjalnych problemów i chorób. Cywilizacja nasza, posługując się słowami prof. Pawła Majaka „jest na równi pochyłej, bardzo dysbiotyczna”. Obniżamy sobie jakość naszego mikrobiomu, osłabiamy go, rozregulowujemy. W konsekwencji przestajemy dobrze kalibrować naszą odporność i utrzymywać równowagę chroniącą nas przed stanami zapalnymi i alergiami. Stajemy się coraz bardziej bezbronni wobec pospolitych patogenów, nie mówiąc już o tych rzeczywiście ciężkich.

Życie zanieczyszczone światłem i chemią

Nadużywanie antybiotyków i innych medykamentów jest też konsekwencją masowej, przemysłowej hodowli zwierząt. Zostają w ich mięsie, przedostają się do środowiska, do wód gruntowych wraz ze zwierzęcymi oraz naszymi odchodami, które nie są wystarczająco pod tym kątem oczyszczane. Pamiętajmy – ludzie oraz zwierzęta przez nas hodowane stanowią ponad 96% biomasy wszystkich ssaków żyjących na ziemi. My jesteśmy zurbanizowani, a zwierzęta w coraz większym zakresie podlegając hodowli przemysłowej, cierpią również na obniżającą się jakość swojego mikrobiomu, tracą odporność i stają się ogniskami chorób.

Monotonne, mało zróżnicowane, mało wartościowe odżywczo jedzenie. Hodowla przemysłowa naprawdę daje mięso, a przemysłowe uprawy rośliny mniej wartościowe odżywczo. Smak, który posiadamy, jest wciąż dobrym wskaźnikiem tego, czy spożywane jedzenie jest bardziej, czy mniej wartościowe (chyba, że o smaku decyduje chemia, którą tak łatwo jest zaprząc do pracy, dysponując środkami finansowymi na poziomie koncernów spożywczych). Żywność produkowana lokalnie, bez udziału przemysłowych metod wytwarzania, jest kilka razy bardziej bogata we wszystko, czego potrzebujemy. Założyciel ruchu Slow Food – Carlo Petrini nie na darmo pisał, że jedzenie powinno być smaczne, zdrowe i prawidłowe. Produkowane lokalnie, w sposób respektujący rzeczywiste potrzeby konsumujących i warunki lokalnego środowiska.

Nadużywanie środków hormonalnych i niedostatki ich neutralizacji w oczyszczaniu ścieków – zarówno w przypadku ludzi (antykoncepcja, wydalanie naturalnych hormonów), zwierząt (zarządzanie płodnością, produkcją mleka) i roślin (fitohormony). Wpływa negatywnie na zdrowie i odporność ludzi, zwierząt i roślin. A my nie jesteśmy niezależni – nasze zdrowie i odporność są związane nierozerwalnie ze zdrowiem i odpornością otoczenia.

Monotonne, pozbawione kontaktu z wieloma czynnikami, aseptyczne otoczenie w domu, w pracy, w szkole. Brak kontaktu ze zróżnicowanym środowiskiem, z roślinami, zwierzętami i ich mikrobiomem nie przystosowuje nas wystarczająco do życia w przyszłym otoczeniu. Sama obecność w domu jakiegokolwiek zwierzęcia wzbogaca mikroflorę, a zabawy na świeżym powietrzu, w kontakcie z przyrodą i innymi dziećmi, a nie samotność przy obsłudze mediów społecznościowych, są nieocenionym źródłem bodźców dla tworzącego się systemu odporności dziecka.

Czy coś nas testuje? Nie, to my testujemy granice naszej wydolności w nowym, zurbanizowanym, podtrzymywanym dzięki zdobyczom nauki i techniki, ale zawsze coraz bardziej złożonym otoczeniu

Obniżenie jakości snu poprzez zanieczyszczenie naszego otoczenia światłem i dźwiękiem. Światła naszych latarni, iluminacji miejskich i wiejskich, blask ekranów telewizorów i smartfonów, dźwięki komunikatorów w sprzętach domowych czy smartfonach aktywizujące naszą czujność w porze snu czynią go płytkim i nieefektywnym. A nieefektywny sen to oczywisty spadek naszej osobistej odporności.

Stres. W pracy, w domu. Przyspieszająca zmienność świata, konieczność coraz szybszych adaptacji, obawa przed sprostaniem zmiennym wymaganiom, stymulowane przez sieci społecznościowe, media i polityków emocje – wszystko to wywiera coraz bardziej obciążającą presję na nasze poczucie bezpieczeństwa, szczególnie wśród młodzieży. Na nasz poziom zakorzenienia i zdolność do racjonalizowania koniecznych adaptacji, zmian. Odpowiedzią na nadmiar informacji, na nadmiar emocji jest naszyzm, który jednak nie jest wytchnieniem, a jedynie kolejnym poziomem emocji podmywających naszą osobistą odporność.

Czy coś nas testuje?

Przypomnę tutaj ostrzeżenie napisane przez N. N. Taleba: „Złożone systemy stworzone przez człowieka zwykle produkują kaskady i niekontrolowane łańcuchy reakcji, które ograniczają, a wręcz eliminują przewidywalność i wywołują zdarzenia o ogromnej skali. Zatem, chociaż poziom wiedzy technologicznej we współczesnym świecie rośnie, paradoksalnie – coraz trudniej przewidzieć, jakie będą jego skutki. Ze względu na rozwój sztucznych modeli, odejście od pradawnych, naturalnych wzorców oraz spadek odporności wywołany przez wszechobecną złożoność, rola Czarnych Łabędzi obecnie rośnie”.

W ten sposób docieramy do ewolucyjnych granic. Olga Tokarczuk z początkiem pandemii zadała w jednym z wywiadów pytanie: Czy coś nas testuje? Nie, to my testujemy granice naszej wydolności w nowym, zurbanizowanym, podtrzymywanym dzięki zdobyczom nauki i techniki, ale zawsze coraz bardziej złożonym otoczeniu. Nieustannie działając w sposób, który coraz bardziej nas osłabia. A więc nie testujmy. Korzystajmy ze szczepionek, ale jednocześnie aktywnie ograniczajmy działania redukujące naszą osobistą kruchość. Wzmacniajmy struktury państwa i więzi międzypaństwowe przygotowując je na nieuniknione konsekwencje wzrastającej złożoności. Decentralizujmy i lokalizujmy, zamiast stawiać na centralizację i globalizację. To, co lokalne, jest ogarnialne i łatwiejsze do zracjonalizowania bez emocji uniemożliwiających efektywną współpracę. Zakończmy wojny behawioralne, oparte zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i politycznym o wiedzę z psychologii behawioralnej wykorzystywaną przez biznes i polityków – niosą one nie tylko osłabiający odporność stres dla ich uczestników, ale uniemożliwiają zgodne osiąganie trudnych, korzystnych społecznie celów.

Alternatywą jest tylko używanie przemocy – zmuszanie do szczepień czy ograniczanie praw niezaszczepionych. Albo milcząca zgoda na moralnie nieakceptowalne „korzystanie z antykruchości kosztem kruchości innych”.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent UAM na kierunku fizyka teoretyczna. Sekretarz redakcji i dziennikarz drugiego po Gazecie Wyborczej prywatnego tytułu prasowego w Polsce: Wielkopolskiej Gazety Handlowej. Członek zespołu redakcyjnego, a później również wydawca pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. Publikował też w tygodnikach „Najwyższy Czas!” i „Solidarność”. Przedsiębiorca. Zajmuje się tematyką złożoności i jej wpływem na zarządzanie we wszystkich jego aspektach, szczególnie w kontekstach psychologii behawioralnej i ewolucyjnej, biologii, medycyny, teorii sieci, teorii chaosu i probabilistyki. Zwolennik wprowadzenia nowych pojęć zdolnych opisywać złożoność współczesnego świata i jej konsekwencje. Na łamach Nowej Konfederacji zaproponował pojęcie Naszyzmu i nową definicję Teorii Ograniczeń (Theory od Constraints – TOC). Miłośnik dobrego wina w każdej postaci – białego, żółtego, pomarańczowego, różowego, czerwonego oraz bąbelkowanego na wszelkie możliwe sposoby.

Komentarze

4 odpowiedzi na “Szczepić się? TAK! Ale…”

  1. KrisL pisze:

    “Szczepionka uwalnia nas od moralnego dylematu – czy korzystać z indywidualnej, osobistej kruchości dla zapewnienia antykruchości całego społeczeństwa.”
    Czy nie jest odwrotnie skoro dostępne (jak dotąd) szczepionki zabezpieczają nas przed chorobą na poziomie indywidualnym, ale nie blokują transmisji wirusa, przeciwnie, ich masowe użycie w trakcie pandemii wywołuje presję mutacyjną wirusa i powstawanie nowych wariantów coraz bardziej na owe szczepionki odporne? Czy zatem dostęp do takich szczepionek dla młodych, silnych i odpornych ludzi nie stawia ich przed moralnym dylematem zamiast od niego uwalniać – chroniąc siebie, wzmacniam kruchość społeczeństwa, szczególnie najsłabszych jego jednostek?

  2. Przemysław Gębala pisze:

    W świecie ożywionym mamy do czynienia z trzema, niewykluczającymi się wzajemnie, sposobami współistnienia. Nazwę je 3K = konkurencja, koopetycja i koewolucja. Szczepionki nie prowadzą do eredykacji wirusów (w historii notowano do tej pory dwa przypadki, u ludzi ospy prawdziwej, u zwierząt księgosuszu). Szczepionki nie tworzą “presji mutacyjnej”. Szczepionki dają nam czas na koewolucję i zmniejszają prawdopodobieństwo poważnych powikłań lub zgonu. Co w obliczu trwałych zmian demograficznych prowadzących, w bogacących się społeczeństwach na całym świecie, do spadku dzietności (patrz rozważania Hansa Roslinga w książce Factfulness) jest czynnikiem mającym nie tylko wymiar moralny.

  3. KrisL pisze:

    Oczywiście że szczepionki same z siebie nie wywołują presji mutacyjnej, tylko niewłaściwe użyte szczepionki ją powodują, a z tym mamy do czynienia w walce z covid. Z masowym użyciem szczepionek, które nie blokują transmisji wirusa, w trakcie pandemii, zamiast ich ograniczonego użycia tylko wobec grup zagrożonych, pozostawiając resztę społeczeństwa jako rezerwuar dla budowania naturalnej odporności, która z kolei gwarantuje koewolucje. A demografia, cóż…przecież to nie covid jest w głównej mierze odpowiedzialny za nadmiarowe śmierci, tylko systemowa panika, odcinająca chorych od dostępu służby zdrowia w imię jednego i jedynego zagrożenia. A to znów zagadnienie moralne, za które powinny odpowiadać poszczególne rządy i WHO, najwyraźniej nie kierujące się ani racjonalizmem, ani nauką w swoich decyzjach.

  4. Przemysław Gębala pisze:

    Jeżeli wezmę pod uwagę, że szczepionki nie blokują transmisji choroby, a jedynie redukują jej jednostkowe konsekwencje, to nie widzę żadnego mechanizmu presji mutacyjnej wywoływanej szczepieniami. Wszyscy zaszczepieni wszak nadal stanowią rezerwuar dla wirusa i budują w wyniku lżej przechodzonych zakażeń swoją naturalną odporność. Natomiast “odcinanie dostępu” od służby zdrowia ma swoją praprzyczynę w tym, o czym pisałem w artykule – w niedostosowaniu struktury państw do zmieniających się potrzeb społecznych wywołanych urbanizacją, odwracaniem się piramidy demograficznej i globalnym przemieszczaniem oraz indukowanym na różne sposoby i na różnych poziomach spadkiem odporności. Epidemie zawsze mają swój wymiar somatyczny i psychologiczny, A jak kołderka jest krótka to nie starcza jej dla wszystkich potrzebujących. Oczywiście nadreaktywność polityków w niektórych krajach może budzić uzasadnione wątpliwości. Ale pytanie, czy myśląc tak nie popełniamy błędu narracyjnego pozostawię otwartym. Ciekawie natomiast napisał na temat polityki państwowej na łamach NK Karol Zdybel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz