Newsletter

Stulecie zaskoczyło rządzących

W kontekście organizacji obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości, obserwujemy nieudolność rządu i jedną z największych symbolicznych porażek prezydentury Andrzeja Dudy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

O państwowych przygotowaniach do 100-lecia odzyskania niepodległości pisałem dla Nowej Konfederacji w czerwcu 2017 roku. Wtedy studziłem oczekiwania na oryginalne i ambitne zmierzenie się z wielką rocznicą. Zapowiadałem też, że stulecie nie stanie się momentem, w którym prezydent Andrzej Duda wypełni jedno z przesłań swojej kampanii wyborczej, w której zapowiadał tonowanie podziałów i budowę zgody narodowej. Trudno było sobie jednak wtedy wyobrazić, że listopad roku 2018 przyniesie wrażenie, że rocznica nadeszła jak nocny złodziej i zaskoczyła rządzących w środku snu. Kilka dni przed obchodami banalność i nieumiejętność politycznego skoordynowania obchodów to więc zarzut mniejszego kalibru. Po stronie władzy trzeba będzie zapisać winę za poczucie zażenowania i kolejne doświadczenie bylejakości państwa, o którym możemy myśleć wiele, ale nie to, że jego funkcjonowanie daje poczucie pewności i oparcie w niespokojnych czasach.

Wydaje się, że ze wszystkich ośrodków władzy największe zagubienie towarzyszy dziś Prezydentowi i jego kancelarii. Zaczęło się od politycznie wątpliwej i nieposiadającej oparcia we własnym obozie politycznym inicjatywy referendum, dotyczącego zmian w Konstytucji RP, które odbyć się miało 10 i 11 listopada. Andrzej Duda i jego współpracownicy miesiące stracili na przekonywanie o tym, że plebiscyt jest potrzebny i dyskusje nad tym jakie pytania zadać Polakom. Po odrzuceniu prezydenckiego wniosku w Senacie, w poszukiwaniu pomysłu i symbolicznego ruchu, który przebije się do wyobraźni, Kancelaria sięgnęła po ideę odbudowy Pałacu Saskiego. Nie ma jednak żadnych planów, które mogłyby wskazywać, że propozycja rzucona kilka tygodni przed listopadem jest czymś więcej niż improwizacją. Pytanie o polityczną wyobraźnię otoczenia prezydenta staje się nad wyraz uporczywe, gdy przejdziemy do negocjacji z organizatorami Marszu Niepodległości. Prezydent najpierw wysłał sygnał, że weźmie udział w corocznej i największej manifestacji odbywającej się w stolicy, po czym jego udział odwołano. Czy naprawdę wśród jego współpracowników nie dostrzeżono potencjału kompromitacji i prowokacji oraz tego, że postawiono głowę państwa w roli petenta środowiska narodowego? Taki sam błąd popełnili także inni politycy obozu rządzącego, wchodzący w rozmowy ze środowiskiem narodowym. Nie trzeba dodawać, że „zaskoczony” marszem Prezydent oraz pełnomocnik rządu ds. obchodów nie zdołali wymyśleć żadnego symbolicznego kontrapunktu dla niego. Obrazki świętującej stulecie niepodległości Polski, które popłyną w świat, oddano więc w ręce środowisk skrajnych. Pozostaje apelowanie do nich o rozwagę i poczucie odpowiedzialności. Nie warto już też dziś pytać, co z międzynarodowym wymiarem 11 listopada, i co z długą listą zagranicznych przywódców, którzy pojawią się w Warszawie. Dociekanie, dlaczego rząd nie wykorzystał stulecia zakończenia I wojny światowej dla pokazania innej niż zachodnia perspektywy roli Europy Środkowo-Wschodniej w Wielkiej Wojnie, prowadzi tylko do frustracji. Jest jeszcze inicjatywa ustanowienia przez posłów 12 listopada dniem wolnym od pracy. Sposób jej wprowadzenia to szczególne „uczczenie” polskiej szkoły tworzenia prawa, która przyjęła się nad Wisłą bardzo dobrze. Projekt wprowadzono kilka tygodni przed rocznicą, w momencie, w którym prowadzi to do chaosu w wielu instytucjach, powoduje dodatkowe i niepotrzebne koszty, których można było uniknąć, planując tę zmianę z wyprzedzeniem.

Dociekanie, dlaczego rząd nie wykorzystał stulecia zakończenia I wojny światowej dla pokazania innej niż zachodnia perspektywy roli Europy Środkowo-Wschodniej w Wielkiej Wojnie prowadzi tylko do frustracji

Stulecie niepodległości w wymiarze politycznym przyniosło więc z pewnością zaskoczenie. Nie takie, jakiego mogliśmy się spodziewać. Nie podjęto kontrowersyjnej, może w dużej mierze PiS-owskiej, ale ambitnej próby opowiedzenia tradycji niepodległościowej i skonfrontowania jej z wyzwaniami współczesności. Zamiast tego obserwujemy nieudolność rządu i jedną z największych symbolicznych porażek prezydentury Andrzeja Dudy. Skupia się w niej całą niemoc, jaka wniósł on do Pałacu Prezydenckiego: niezdolność do podjęcia przywództwa i brak inwencji. Na szczęście tysiące Polaków dzięki inicjatywom społecznym i różnorodnym propozycjom instytucji kultury będzie mogło uczcić 100-lecie w wyjątkowy sposób. Pozostaje do tego zachęcić i życzyć wszystkim w ten dzień jak najmniej doniesień medialnych z Warszawy, aby radości z niepodległości nie trzeba było przekładać gorzkimi refleksjami nad tym, jak gospodarujemy naszą wolnością, jak radzimy sobie z tym co wspólne i wywalczone w 1918.