Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Starsi Panowie odświeżeni

Czy możliwa jest klasyczna dekonstrukcja? O obliczu współczesnego polskiego teatru na podstawie sztuki „Przybory Wasowskiego. Dom Wyobraźni” w Teatrze Stu w Krakowie

Współczesny polski teatr ma różne oblicza. Wraz z nastaniem nowego wieku, w duchu ponowoczesności twórcy teatralni szukają nowych form wyrazu. Główną z nich stała się dekonstrukcja dramatu. Oznacza to, że dzisiaj spektakle często składają się z fragmentów różnych sztuk, czasem filmów (zarówno kinowych, jak i tych z YouTube’a), przestawia się kolejność scen lub zwielokrotnia jednego bohatera itp. Efekt jest taki, że widz się gubi i często wychodzi z teatru z przeświadczeniem, że prawdopodobnie brak mu inteligencji, by zrozumieć przekaz. Oczywiście, oprócz tego w teatrach wciąż możemy spotkać klasyczne dzieła realizowane „po bożemu”, które, jak się okazuje, nigdy się nie nudzą. Jeśli aktorstwo, reżyseria, kostiumy, scenografia są na wysokim poziomie, to klasyczna sztuka nie jest ani nudna ani mniej „artystyczna”. Okazuje się, że publiczność tęskni za starym dobrym teatrem, w którym piękna polszczyzna bierze górę nad grafomanią, udziwnieniami czy nawet przekleństwami, a uroda strony wizualnej wygrywa z brzydotą.

Scena Teatru Stu jest nietypowa. W formie kwadratu otoczona jest z trzech stron krzesłami widowni

Zabawa klasyką

A może jest możliwe połączenie starego z nowym? Dobrego stylu, piękna, wyrafinowanego dowcipu z nieoczywistą narracją? Przykładem takiego spektaklu jest nowa produkcja Teatru Stu w Krakowie pt. „Przybory Wasowskiego. Dom wyobraźni” w reżyserii Łukasza Fijała, która miała premierę przed wakacjami i oglądać ją można ponownie w nowym sezonie teatralnym. Przedstawienie skonstruowane jest ze skeczy i piosenek Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, do których chętnie wraca i młode pokolenie. Reżyser napisał scenariusz, używając jedynie oryginalnych tekstów Przybory. Stworzył fabułę, która ma początek, rozwinięcie i zakończenie, choć nie jest tradycyjną linearną opowieścią. Wykorzystał teksty pisane w różnych latach i do różnych odcinków „Kabaretu Starszych Panów”. Zaprosił widzów do niecodziennej przestrzeni – nastrojowego hotelu – usadowionego w nieokreślonym czasie, kojarzącym się z dekadami minionymi. Para młodych ludzi trafia do tajemniczego miejsca, prowadzonego przez parę dojrzałą. Uroczy hol recepcji staje się sceną, gdzie dwa pokolenia konfrontują swoje wyobrażenia na temat miłości. Młodzi, rzecz jasna wierzą w miłość idealną, romantyczną i do grobowej deski. Natomiast para, która już swoje przeżyła, ma podejście zdecydowanie bardziej przyziemne, a może nawet nieco hedonistyczne.

Przybora bawił się słowem. Jego teksty obfitują w wyszukane wyrażenia. Zgrabne i zaskakujące połączenia wyrazów w inteligentny sposób przedstawiają czasem dwuznaczne opowieści o miłości. Obcowanie z taką polszczyzną to niezwykła przyjemność. A jeśli zaprezentowana jest przez dobrych aktorów osadzonych w ujmującej scenerii, to staje się prawdziwą ucztą. Bo cóż takiego powinna nam dawać wizyta w teatrze? Oczyszczenie, relaks, refleksję? „Przybory Wasowskiego” to z pewnością sztuka lekka, idealna dla zmęczonego całym tygodniem umysłu. Ale nie jest tylko lekkością, bo przenosi nas w czarujący świat, czyli spełnia kolejną ważną funkcję, jakiej powinien być przypisany teatr. Otwiera przed nami świat elegancji, uroku i dowcipu w przedwojennym stylu. Za takim światem tęskniła publiczność lat 60., która szaleńczo pokochała komediową telewizyjną serię „Kabaretu Starszych Panów”. Zaskakujące, że ta tęsknota wciąż tkwi w polskim społeczeństwie. Przybora zręcznie bawił się archetypami z polskiej kultury. A my nieświadomie identyfikujemy się z nimi. Zapewne również dlatego dzieła Przybory i Wasowskiego nie starzeją się i wciąż doczekują się nowych interpretacji.

Przenosiny w inny świat

Scena Teatru Stu jest nietypowa. W formie kwadratu otoczona jest z trzech stron krzesłami widowni. Nie można zatem specjalnie popisać się w niej efektowną scenografią, częściej zwraca się tu uwagę na kostiumy. Podobnie jest i w tym przypadku. W głębi jedynej ściany jest miejsce na niewielką orkiestrę, bo piosenkom towarzyszy muzyka na żywo. Symetrycznie rozstawione schody mają swoje ujście na scenie, a bliźniacze fotele wtopione są we frontowe kolumny. Motywem przewodnim scenografii i kostiumów są pawie, a kolorystykę utrzymano w tonacji seledynowo-turkusowej. Sztukaterie, balustrady i dekoracyjne statuetki pawi (z których jeden okazuje się być zabawną niespodzianką) nawiązują charakterem plastycznym do stałych elementów architektury teatru. A kostiumy są wręcz zachwycające! Damskie suknie nawiązują swym krojem do mody lat 50. i 60. XX wieku, czyli czasów, kiedy powstawała popularna telewizyjna seria. Te niezwykle kobiece fasony dekorowane są kunsztownymi malunkami lub haftami pawi. A ubiory mężczyzn także nie ustępują urodą damskim strojom. Wymyślne tkaniny, hafty i ciekawe desenie sprawiają, że męskie sylwetki prezentują się niezwykle atrakcyjnie. Zauważyć można konsekwentne użycie gradientu w kolorach tkanin. Nogawki zwykle są ciemniejsze, a cała postać rozjaśnia się w kierunku twarzy. Czyżby to była imitacja charakterystycznej winietki występującej na telewizyjnym obrazie w latach 60? Jeśli tak, to chapeau bas dla kostiumografki Anny Łapińskiej. Charakter plastyczny spektaklu jest niezwykle spójny i przemyślany. I to między innymi on pozwala nam przenieść się do „Domu Wyobraźni” wraz z bohaterami. Śmiejemy się razem z nimi i snujemy rozważania o naturze miłości, która, jak się okazuje, jest niezmienna od lat.

Spektakl Łukasza Fijała to sztuka w starym dobrym stylu, choć zbudowana na dekonstrukcyjnej kanwie. Mimo wspomnianego braku linearności, opowieść jest spójna, posuwa się do przodu i nie zawstydza widza swoją nieoczywistością. Ten sposób reżyser wypróbował już w mniejszym mieście – w Tarnowie. Dwa lata temu powstał tam podobny spektakl, w jego reżyserii, także oparty na twórczości Przybory i Wasowskiego. Tamto przedstawienie oparte było jednak na innym scenariuszu i innym doborze piosenek, a także miało zupełnie odmienną scenografię i oczywiście tarnowską obsadę. I mimo, że tamta niskobudżetowa produkcja zrealizowana została w niewielkim okresie czasu, to podbiła serca tarnowian. Tamtejsza publiczność, zmęczona udziwnionymi formami teatralnymi, tęskniła za sztuką w starym dobrym stylu. Muzycznymi spektaklami w Tarnowie artysta przetarł szlaki ku krakowskiej publiczności, którą też udało mu się zaczarować.

A zatem możliwe jest zgrabne połączenie starego z nowym, klasyki z dekonstrukcją, w taki sposób, by widz wychodził z teatru w pełni usatysfakcjonowany

A zatem możliwe jest zgrabne połączenie starego z nowym, klasyki z dekonstrukcją w taki sposób, by widz wychodził z teatru w pełni usatysfakcjonowany. Z pewnością warto poszukiwać nowych form wyrazu, bo bez tego sztuka nie rozwijała by się, a żeby pozostała sztuką, powinna nieustannie iść do przodu. Jednak nie powinno się przy tym zapominać o jej tradycjach, dotychczasowych dokonaniach i porządnym warsztacie. Dobro i piękno nigdy się nie starzeją, jednak trzeba je wykuwać skalpelem, a nie siekierą. Inteligentna dekonstrukcja może się obronić.

reżyser filmowy, absolwentka Szkoły Filmowej w Łodzi i New York Film Academy w Nowym Jorku. Autorka kilkunastu krótkometrażowych filmów fabularnych, animowanych i dokumentalnych, zdobywczyni kilku nagród filmowych. Interesuje się historią XIX wieku oraz malarstwem i ubiorem tej epoki. Zaangażowana w działania warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego. Publikuje na portalu Jagiellonski24.pl.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz