Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Niebędącej tu jednak przecież jakąś zwykłą potyczką polityczną, ale antagonizmem, mogącym na lata przesądzić o pozycji Polski w UE, o ładzie ustrojowym nad Wisłą, do pewnego stopnia o układzie sił w całej Wspólnocie, i zresztą także o wyniku naszych tegorocznych wyborów parlamentarnych. Stawka jest doprawdy ogromna, wręcz historyczna. Do tego stopnia, że blednie przy niej aspekt owych blisko 160 mld zł. w unijnych grantach i pożyczkach. Nie słychać jednak o tym w większości głosów w tej sprawie. Na przykład w ostatnim apelu samorządowców do prezydenta Dudy – zdają się oni nie widzieć tu nic poza pieniędzmi. Ale to przede wszystkim rzekomo „suwerennościowy” PiS z zadziwiającą łatwością zgodził się najpierw na powiązanie KPO z „praworządnością”, inne brukselskie „kamienie milowe”, a następnie na nowelę ustawy o Sądzie Najwyższym.
Rzekomo „suwerennościowy” PiS z zadziwiającą łatwością zgodził się najpierw na powiązanie KPO z „praworządnością”, inne brukselskie „kamienie milowe”, a następnie na nowelę ustawy o Sądzie Najwyższym
Pierwsze dało Brukseli nowe uprawnienia, mimo że było oczywiste, że mogą być one – i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będą –wykorzystane w trwającym już od dłuższego czasu sporze z Polską. Nie dotyczy to zresztą li tylko wymiaru sprawiedliwości, ale praktycznie wszystkich dziedzin życia publicznego, w tym podatków i składek, ciepłownictwa, organizacji kardiologii czy onkologii. Doszło wtedy de facto do przewrotu ustrojowego w całej Unii, który uprawnił Brukselę do – zupełnie pozatraktatowej – ingerencji w rozliczne dziedziny życia wszystkich państw członkowskich w zamian za fundusze ze wspólnego długu. To, że najbardziej spektakularnie owe nowe kompetencje są stosowane ostatnio właśnie w stosunku do Polski, nie umniejsza kontynentalnej skali tych zmian. Z kolei tzw. kompromis, czyli nowela ustawy o SN zaproponowana przez rząd Morawieckiego pod dyktando Brukseli (zresztą po uprzednim odrzuceniu przez KE znacznie bardziej umiarkowanej prezydenckiej ustawy naprawczej), byłby przewrotem ustrojowym nad Wisłą. Po pierwsze, poprzez przekazanie kontroli nad odpowiedzialnością sędziów sądom administracyjnym, co jest zresztą w oczywisty sposób niekonstytucyjne. Po drugie, poprzez umożliwienie bardzo łatwego kwestionowania niezawisłości sędziów i ważności wyroków. Razem wzięte, zmiany te nie tylko dalej istotnie ograniczają polską suwerenność, ale prowadzą do trudnego dziś do wyobrażenia chaosu prawnego, z pewnością obniżającego autorytet i pewność prawa w naszym kraju.
Bliższe przyjrzenie się tym zmianom musi prowadzić do wniosku, że nie o żadną praworządność tu idzie. Gdyby tak było, Bruksela żądałaby innych rzeczy niż niekonstytucyjnego przyznawania sądom administracyjnym zupełnie obcych im kompetencji i instytucjonalizacji w Polsce prawnej anarchii, która – co wie każdy uważny student nauk politycznych, nie wspominając o zawodowych jurystach – obniża, a nie podwyższa poziom praworządności. O co więc chodzi? Główne wyjaśnienie brzmi: o władzę. I to na kilku poziomach.
Tzw. kompromis, czyli nowela ustawy o SN zaproponowana przez rząd Morawieckiego pod dyktando Brukseli (zresztą po uprzednim odrzuceniu przez KE znacznie bardziej umiarkowanej prezydenckiej ustawy naprawczej), byłby przewrotem ustrojowym nad Wisłą
Na pierwszym instytucje wspólnotowe wykorzystały kryzys pandemiczny do kolejnego, pozatraktatowego i tym razem radykalnego rozszerzenia swoich uprawnień do ingerencji w wewnętrzne sprawy państw członkowskich. To skądinąd ciekawy kazus dla przyszłych historyków: zrozumieć, jak elity narodowe kilkudziesięciu państw europejskich zgodziły się oddać tak wiele suwerenności w zamian za tak niewiele pieniędzy, bez pytania swoich opinii publicznych o zdanie. Spór z Polską o „praworządność” jest poligonem doświadczalnym stosowania części z tych nowych uprawnień. Na drugim poziomie Bruksela żąda de facto zmian ustrojowych nad Wisłą w zamian za pieniądze z KPO. Obserwując zarazem jak tutejszy rząd miota się i wije, nie będąc w stanie zbudować żadnej istotnej międzynarodowej koalicji blokującej e zapędy. Na trzecim poziomie kwestia niebagatelnych funduszy z KPO zostaje wpisana w kontekst nadchodzących wyborów parlamentarnych w Polsce. Z „dobrą” (prounijną, praworządnościową i gwarantującą wypłatę środków) opozycją i „złym” (antyunijnym, niepraworządnym, blokującym pieniądze) rządem.
Rząd polski zostaje postawiony przed diabelską alternatywą: zgodzić się na odbierające część suwerenności i destabilizujące dictum – bez żadnych zresztą gwarancji, że to ostatnie – lub zaakceptować brak dużego zastrzyku finansowego, potrzebnego obecnie i gospodarce, i partii władzy w roku wyborczym. Bruksela wraz z kontrolującym ją wciąż unijnym mainstreamem staje zaś na wygodnej pozycji. Tej, która płaci, lecz wymaga. Tej, której szanse na odsunięcie od władzy nielubianego rządu w dużym kraju członkowskim – oraz danie efektownego przykładu innym – rosną. I nawet jeśli nie zostaną ostatecznie zrealizowane, zachodzi z kolei wysokie prawdopodobieństwo, że nawet rząd pisowski będzie już po całym tym grillowaniu wobec niej powolny.
Bruksela żąda de facto zmian ustrojowych nad Wisłą w zamian za pieniądze z KPO. Obserwując zarazem jak tutejszy rząd miota się i wije, nie będąc w stanie zbudować żadnej istotnej międzynarodowej koalicji blokującej te zapędy
Nie chodzi tu o praworządność, nie buduje to też międzynarodowej potęgi Unii. To gra o władzę głównego nurtu unijnych elit, chcących powstrzymać kolejne fale „narodowego populizmu” i kontynuować cichą federalizację UE. Natomiast wyjątkowo podła sytuacja, w jakiej znalazł się obecny rząd polski w sporze z Brukselą jest w wielkiej mierze jego własną zasługą. Po pierwsze dlatego, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości przeprowadzał na rympał, jakby próbując naprawiać zegarek młotem pneumatycznym, a zarazem ignorując kompletnie możliwość bardzo aktywnego włączenia się Unii w ten proces. Po drugie, eskalując spór z Unią ponad miarę, w akompaniamencie wysoce suwerennościowej erystyki przy każdej niemal sprawie, nie mając jednocześnie – ani nie zbierając – odpowiednio silnych kart do tej rozgrywki. Po trzecie, kwestionując głośno unijny mainstream bez przedstawienia żadnej alternatywnej wizji integracji, wychodzącej poza banały o „Europie ojczyzn”. Po czwarte wreszcie, zwiększając swoją podatność na kary finansowe poprzez politykę niekontrolowanego rozdawnictwa i zadłużania się. Skumulowany efekt jest żałosny. To próba kapitulacji w tym sporze, zablokowana póki co przez prezydenta z własnego obozu i koalicjanta, Solidarną Polskę.
Osobiście, w obecnym tu dylemacie: pieniądze czy suwerenność – opowiadam się za suwerennością
Niezależnie od tego, nie powinna nam umknąć historyczna waga sporu o KPO. Osobiście, w obecnym tu dylemacie: pieniądze czy suwerenność – opowiadam się za suwerennością. Odporu wymaga też polityka cichej federalizacji prowadzona ponad głowami europejskich narodów przez obecny unijny mainstream. Jest ona destrukcyjna dla najbardziej sprawdzonej struktury politycznej jaką mamy, czyli państwa narodowego, a jednocześnie potencjalnie zabójcza dla samej integracji europejskiej, o czym pisałem przy innych okazjach.
Zbudowanie realnej alternatywy wymaga jednak dużej zręczności politycznej i wielkiej pracy, połączonej z wizjonerskim rozmachem.
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *
Komentarz *
Nazwa *
E-mail *
Witryna internetowa
Zapisz moje dane, adres e-mail i witrynę w przeglądarce aby wypełnić dane podczas pisania kolejnych komentarzy.
Artykuł z miesięcznika:
Można się doprawdy zdumieć, jak bardzo ogląd sporu polsko-unijnego o fundusze z Krajowego Planu Odbudowy został przesłonięty przez jego aspekt finansowy, a jak niewiele uwagi poświęca się wymiarowi walki o władzę
Gdyby Polska musiała wejść do wojny, nie możemy liczyć na Paryż czy Berlin. Nad Sekwaną czy Renem brak jest rodzinnych doświadczeń Sybiru czy Łubianki. Próżno dziś we Francji czy Niemczech szukać bojowego ducha
Też jestem fanem Wielkiej Polski, ale jako integralnej części Zachodu. Nie jesteśmy odizolowaną wyspą. Wyjście z Unii, które postuluje Ziemkiewicz, tylko nam zaszkodzi
Wybory samorządowe, które będą się odbywać przed wyborami sejmowymi, będą przygrywką. Wybory samorządowe po wyborach sejmowych – będą dożynkami
Uczeń ma nasiąknąć wizją Polski, która po wyjściu z komunizmu borykała się z postkomuną aż do 2005 roku, kiedy to do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie