Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Spór między TK i TSUE. Kolejna bitwa w bezsensownej wojnie PiS

W całym tym zamieszaniu chodzi tylko o to, by rękami Trybunału Konstytucyjnego powstrzymać TSUE od wytykania Polsce naruszania standardów państwa prawa

Prawo i Sprawiedliwość swoimi populistycznymi reformami wymiaru sprawiedliwości nie dość, że podpaliło nasze tekturowe państwo prawa, to dodatkowo wprowadziło nas na kurs kolizyjny z instytucjami unijnymi. Co gorsza, obóz rządzący za wszelką cenę próbuje tych zmian bronić, nie licząc się w ogóle z fatalnymi skutkami tej beznadziejnej i bezsensownej walki.

>>>KUP KSIĄŻKĘ “UPADŁA PRAWORZĄDNOŚĆ. JAK JĄ PODNIEŚĆ” STEFANA SĘKOWSKIEGO I TOMASZA PUŁRÓLA<<<

TK jako torpeda

Ostatnie dni przyniosły nam kolejne bitwy tej wojenki. Najpierw Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w sprawie sędziego Waldemara Żurka, który w 2018 roku został wbrew swojej woli przeniesiony do innego wydziału sądu. Sędzia odwołał się od tej decyzji do Krajowej Rady Sądownictwa, która umorzyła postępowanie, co z kolei Żurek zaskarżył do Sądu Najwyższego. Zawnioskował przy tym o wyłączenie ze sprawy wszystkich sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Tymczasem jego odwołanie zostało odrzucone przez sędziego Aleksandra Stępkowskiego, który – co istotne – jest jednym z sędziów powołanych przez nową KRS. W efekcie sędziowie Izby Cywilnej SN wnieśli do TSUE pytanie prejudycjalne, w którym poruszono temat legalności powołań sędziów do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, dokonanych przez tzw. neo-KRS oraz ważności orzeczeń wydawanych przez takich sędziów. TSUE uznał, że zarówno przeniesienie sędziego bez jego zgody do innego sądu lub między dwoma wydziałami tego samego sądu może naruszać zasady nieusuwalności i niezawisłości sędziów, jak też że powołanie sędziów przez neo-KRS może być wadliwe (co ostatecznie ocenić musi oczywiście sąd krajowy, według wytycznych wskazanych przez TSUE) i w efekcie wydane przez nich orzeczenia należy uznać za niebyłe.

Polscy sędziowie to zarazem sędziowie unijni, a ich wyroki mają być uznawane w całej UE, zatem sądy innych państw członkowskich muszą mieć pewność, że zostały one wydane przez niezawisłą judykaturę

Krótko mówiąc, to już kolejne orzeczenie TSUE (a czekają nas następne), z którego wynika, że poszczególne elementy reform sądownictwa autorstwa PiS naruszają unijne standardy praworządności. Otwiera to oczywiście furtkę do podważania wyroków, wydawanych przez sędziów powoływanych w wadliwych procedurach przez wadliwie powołany organ, jakim jest KRS w obecnym składzie. Obóz rządzący próbuje się bronić, działając w myśl taktyki, zgodnie z którą najlepszą obroną jest atak – i stara się storpedować orzeczenia TSUE za pomocą wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Ostatni z nich zapadł wczoraj. Zagadnienie, które rozpatrywał TK, przedstawiane jest w mediach jako sprawa wyższości prawa krajowego nad unijnym, co oczywiście stanowi pewne uproszczenie. Sam temat relacji między tymi porządkami prawnymi był już w przeszłości przedmiotem rozważań TK. W 2005 r. ówczesny skład Trybunału Konstytucyjnego potwierdził nadrzędność Konstytucji RP w wyroku K 18/04. I ta kwestia jest oczywista: na obszarze Rzeczypospolitej to właśnie ustawa zasadnicza jest najważniejsza i wszystkie inne akty prawne (w tym normy prawa unijnego) muszą być z nią zgodne. Natomiast prawo unijne stoi ponad naszymi ustawami i reguluje wszystkie te kwestie, które przekazaliśmy do kompetencji UE w ramach traktatów. Temat oczywiście komplikuje się, gdy spojrzymy na niego z perspektywy unijnej, gdyż według UE to właśnie prawo unijne jest nadrzędne. Nietrudno się zatem domyślić, że hipotetycznie może to rodzić czasem „nieusuwalne sprzeczności”, o których wspomniał TK we wspomnianym orzeczeniu z 2005 r.

Czysto teoretycznie mogłoby się zatem wydawać, że TK jak najbardziej słusznie zbadał zgodność prawa unijnego z Konstytucją. Z orzeczenia TK wynika, że działalność TSUE, który ocenia polskie reformy sądownictwa, jest z nią niezgodna. W rzeczywistości doszło tu jednak do kompletnego pomieszania pojęć, gdyż w badanej przez TK sprawie nie może być mowy o żadnych sprzecznościach między zasadami UE a normami konstytucji. Oczywiście UE nie ma prawa ingerować w organizację polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jednak jak najbardziej powinna pilnować tego, by państwa członkowskie przestrzegały zasad państwa prawa, do czego zobowiązały się w traktatach. Z perspektywy UE nieistotne jest to, w jaki sposób zorganizujemy nasze sądownictwo, czy będzie dwu-, trzy- a może nawet pięciostopniowe, czy będzie miało takie, czy inne wydziały etc. Możemy te klocki układać według własnego uznania i rodzimych tradycji organizacyjnych. Ważne jest tylko to, by wynikiem tej układanki było niezawisłe i bezstronne sądownictwo zapewniające obywatelom prawo do skutecznej ochrony prawnej. Przecież polscy sędziowie to zarazem sędziowie unijni, a ich wyroki mają być uznawane w całej UE, zatem sądy innych państw członkowskich muszą mieć pewność, że zostały one wydane przez niezawisłą judykaturę.

Niezawisłość została naruszona

Dlatego te wszystkie sprzeczności między prawem UE a Konstytucją, które podnosi TK, są tylko pozorne. Europejskie standardy praworządności w żaden sposób nie są sprzeczne z Konstytucją, ba, są z nią wręcz tożsame. Niezawisłe i bezstronne sądy to przecież esencja zarówno krajowych, jak i unijnych reguł państwa prawa. Oczywiście nie zawsze ocena poszczególnych rozwiązań pod tym kątem będzie zerojedynkowa i poszczególne wyroki TSUE również mogą budzić kontrowersje (dlatego patrząc na to z perspektywy obrony suwerenności, tym bardziej nie warto kusić losu i prowokować do ich wydawania). Tak naprawdę w całym tym zamieszaniu chodzi jednak tylko o to, by rękami TK powstrzymać TSUE od wytykania Polsce naruszania tych standardów państwa prawa. Chodzi tu przede wszystkim o wszelkie elementy reform, które uderzają w niezawisłość sądownictwa.

W wyniku reformy aż 23 z 25 członków KRS wybieranych jest przez władzę polityczną

Przykładowo TSUE przedstawił w jednym z wyroków cztery czynniki wpływające negatywnie na ocenę niezależności KRS. Po pierwsze – bezprawne skrócenie kadencji jej członków. Po drugie – fakt, że w wyniku reformy aż 23 z 25 członków KRS wybieranych jest przez władzę polityczną. Po trzecie –ewentualne nieprawidłowości, jakimi mógł zostać dotknięty proces powoływania niektórych członków KRS w nowym składzie. Wreszcie po czwarte – ewentualna negatywna ocena wypełniania przez KRS zadania stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz wykonywania poszczególnych kompetencji, a w szczególności, czy KRS czyni to w sposób, który może podać w wątpliwość jego niezależność od władzy politycznej. Przy tym wystąpienie tylko jednego z tych czynników nie przesądza jeszcze, że KRS nie jest niezależna, niestety, jednak jak ocenił to SN (a w ślad za nim NSA), wszystkie wyżej opisane cechy pasują do nowej KRS.

>>>KUP KSIĄŻKĘ “UPADŁA PRAWORZĄDNOŚĆ. JAK JĄ PODNIEŚĆ” STEFANA SĘKOWSKIEGO I TOMASZA PUŁRÓLA<<<

Skutkiem tej próby powstrzymywania TSUE za pomocą TK będzie jednak jeszcze większy chaos prawny i dalszy upadek praworządności. Już dziś nie bardzo wiemy, kto jest sędzią i które wyroki są ważne, a jak tak dalej pójdzie, to obudzimy się w sytuacji kompletnego dualizmu prawnego. To może prowadzić do totalnego paraliżu wymiaru sprawiedliwości: do sytuacji, w której poszczególne sądy i trybunały będą toczyć spory kompetencyjne i wydawać sprzeczne orzeczenia, a zwykły obywatel może nie doczekać się wiążących rozstrzygnięć swoich spraw. Świetnym tego przykładem kompromitacja Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, która z powodu sporu o status sędziów powołanych przez neo-KRS nie była w stanie wydać uchwały w sprawie wykładni przepisów prawa cywilnego w kontekście zagadnień związanych z wadliwościami umów tzw. kredytów frankowych, wyczekiwanej przez setki tysięcy posiadaczy tych kredytów oraz sektor bankowy (szerzej o tym, jak do tego upadku praworządności w Polsce doszło, i jak możemy spróbować zbudować państwo prawa, piszemy wspólnie ze Stefanem Sękowskim w naszej nowej książce „Upadła praworządność. Jak ją podnieść”).

Co więcej, prowadząc tę bezsensowną wojnę w obronie populistycznych i szkodliwych zmian w sądownictwie, niepotrzebnie tracimy energię, podkopując swoją pozycję w UE, zamiast skupić się na obronie suwerenności tam, gdzie rzeczywiście warto postawić tamę rozpychającej się organizacji i twardo zawalczyć o nasze interesy.

Prawnik, publicysta, ekspert NK od prawa cywilnego i filozofii prawa. Od 2011 roku felietonista lokalnego tygodnika „Kurier Słupecki”, pisał również dla ogólnopolskich tytułów (m.in. były felietonista ”Wprost”), współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ukończył z wyróżnieniem kurs Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. W ramach „Projektu Arizona” odbył kurs dotyczący ekonomii, polityki i historii Stanów Zjednoczonych na Arizona State University, był także stażystą w kancelarii adwokackiej w Phoenix. Od lat związany z sektorem organizacji pozarządowych, organizował lub współorganizował wiele eventów i tworzył liczne projekty ( m.in. jest jednym z pomysłodawców i twórców ogólnopolskiego projektu „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży”). Były Prezes Stowarzyszenia KoLiber, obecnie ekspert Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju, a także wykładowca Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. Interesuje się myślą polityczną, prawną i ekonomiczną, historią oraz filozofią prawa i polityki.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Spór między TK i TSUE. Kolejna bitwa w bezsensownej wojnie PiS”

  1. naiwny pisze:

    @Autor:”W całym tym zamieszaniu chodzi tylko o to, by rękami Trybunału Konstytucyjnego powstrzymać TSUE od wytykania Polsce naruszania standardów państwa prawa”
    Bzdura.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz