Newsletter

Smutek taśm

Nagrane „U Sowy” taśmy z pogaduchami przedstawicieli naszej elity politycznej po raz kolejny budzą smutek. Zwłaszcza z powodu prezentowanego na nich sposobu myślenia o państwie, polityce i władzy

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Szefowie dużych banków, przechwalający się wzajemnie swą bliskością z liderami rządzącej wówczas Platformy Obywatelskiej, przy dobrze zastawionym stole z dużą łatwością rozdają pieniądze podatników i klientów „krewnym i znajomym”. Tu załatwią robotę bliskiej osobie pewnego polityka, tu dorzucą koledze posłowi w potrzebie „pięć dych czy siedem, czy stówkę na jakieś badania czy na coś”, tu rozważą plusy i minusy ratowania SKOK-ów zastrzykiem środków z publicznych spółek… Co ciekawe – jednocześnie krytykują system pomocy publicznej we Francji, jako polegający na wspomaganiu wyłącznie „brata, szwagra i kolegi z wojska”. Przy tym z niekłamaną pogardą wspominają o młodym pokoleniu „mającym zbyt duże oczekiwania” i marzą o odbudowie gospodarki, opartej o „ludzi, którzy zapier…… za miskę ryżu”. I nie ma się co oszukiwać, że to jest spojrzenie i mentalność właściwe wyłącznie środowisku PO – wszak jeden z rozmówców jest dziś premierem rządu Zjednoczonej Prawicy, kreatorem polityki społeczno-gospodarczej i potencjalnym sukcesorem Jarosława Kaczyńskiego, a drugi – wciąż szefem PKO BP. Trzeba ogromnej naiwności i plemiennego zaczadzenia, by uwierzyć, że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki panowie zmienili swą wrażliwość i zapatrywania, gdy przestali pracować dla „liberałów”, a zaczęli dla (równie umownie nazwanej) „prawicy”. Owszem, zmienili stosowaną publicznie retorykę – Mateusz Morawiecki pracowicie przedstawia się teraz jako obrońca maluczkich – i tyle. Także w tym kontekście warto przypomnieć znamienny i złowieszczy tytuł książki wicedyrektora „Nowej Konfederacji” Stefana Sękowskiego: „Żadna zmiana”.

„Gorszy pieniądz wypiera z obiegu lepszy” mówi ekonomiczne prawo Kopernika-Greshama. Po wysłuchaniu „taśm Morawieckiego” aż chciałoby się je strawestować: „gorsze kadry wypierają z upaństwowionej gospodarki lepsze”

Przy stole „U Sowy” nasi upolitycznieni bankowcy rozmawiają też o światowej gospodarce. O tym, że „ci Ruscy mają tyle pieniędzy”, a ich banki „oligarchiczne też są służbowe. Wszystkie są służbowe”. O tym, że „w głębokich fotelach siedzą ci bogaci Amerykanie, Żydzi, Niemcy, Angole, Szwajcarzy” i nie chcą sfrustrowanym prowincjuszom rozdawać zakumulowanych przez siebie pieniędzy. O tym, że w czasie Wielkiego Kryzysu „Hitler zrobił przy pomocy państwa to, co trzeba”. Rozmówcy komplementują także „fantastyczną robotę”, czyli (w międzyczasie zbankrutowane i zarzucone) działania Baracka Obamy, Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a wobec współczesnego kryzysu gospodarczego. I zgadzają się, że „trzysta lat temu daliśmy di zamiast mieć porządnie Oświecenie, to się bawiliśmy w jakieś tam liberum veto, demokracje szlacheckie i tak dalej”, ale „najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut”. Gdy słucha się tego koktajlu oczywistości, uproszczeń i błędów merytorycznych – ogarnia człowieka smutek i żałość. Nawet, gdy weźmie się poprawkę na to, że państwo wypowiadają się w luźnej rozmowie w restauracji, a nie na seminarium eksperckim. Ale – pamiętam, że np. Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz w podobnych okolicznościach potrafili jednak wznieść się na poziom refleksji fachowej, który pozwalał mi zapis ich rozmowy wykorzystywać jako materiał pomocniczy na zajęciach ze studentami Uniwersytetu. Dialogi Morawieckiego i spółki od biedy nadawałyby się może na lekcje WOS w gimnazjum.

„Gorszy pieniądz wypiera z obiegu lepszy” mówi ekonomiczne prawo Kopernika-Greshama. Po wysłuchaniu „taśm Morawieckiego” aż chciałoby się je strawestować: „gorsze kadry wypierają z upaństwowionej gospodarki lepsze”.

Pytanie, co z tym fantem zrobić, uważam dziś za dużo ważniejsze niż dociekania, kto i po co gra taśmami oraz czy za ujawnieniem kolejnej ich porcji stoją obce wywiady, czy raczej konkurenci Mateusza Morawieckiego w obozie władzy. Bo to nie CIA czy GRU, ani nie ministrowie Ziobro czy Kamiński włożyli konkretne słowa w usta obecnego premiera i jego znajomych. Oni wypowiedzieli je szczerze i dobrowolnie, a że dziś są wykorzystywane przeciwko nim, w nieprzypadkowym momencie – to zupełnie inna historia.

To mleko już się rozlało, i bez wątpienia skomplikowało układy polityczne wewnątrz obozu władzy. Z punktu widzenia obywatelskiego dużo istotniejsze jest jednak nie to, czy Staś zastąpi Jasia przy żłobie w tej konkretnej ekipie, ale byśmy wreszcie wymyślili, jak wszelkim Stasiom i Jasiom zabrać żłób, do którego paszę dostarczamy przecież my wszyscy. Nieodmiennie tyrając za miskę ryżu.