Sięgajmy gwiazd: o korzyściach z budowy przemysłu kosmicznego

Od 19 listopada 2012 roku Polska jest państwem członkowskim ESA. Dołączenie do tego grona było impulsem do rozpoczęcia na poważnie procesu budowy polskiego przemysłu kosmicznego

Międzynarodowa stacja kosmiczna, obserwacja księżyców Jowisza, badanie powierzchni Marsa, lądowania na kometach – z perspektywy przeciętnego odbiorcy to wszystko dzieje się tylko w filmach z Bruce’em Willisem. No, może jeszcze w ściśle tajnych, najnowocześniejszych placówkach NASA, ewentualnie w Bajkonurze, ale na pewno nie w Ożarowie Mazowieckim czy Warszawie.

Tymczasem wyprodukowane przez polską firmę Vigo Systems (z Ożarowa Mazowieckiego właśnie) detektory podczerwieni, zamontowane na łaziku Curiosity, badają na zlecenie NASA powierzchnię Marsa. W listopadzie 2014 roku na powierzchni komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko wylądował lądownik sondy Rosetta. Podczas osadzania na komecie, kluczową rolę odegrał Mupus, wielozadaniowy przyrząd do pomiarów własności fizycznych jądra komety zbudowany przez polskich inżynierów z Centrum Badań Kosmicznych PAN. W 2018 roku startuje misja InSight, której celem jest odkrycie prawidłowości powstawania planet na przykładzie Marsa. Bez Kreta HP3, innowacyjnego rozwiązania mechanicznego zaprojektowanego przez inżynierów z warszawskiej firmy Astronika, nie byłoby możliwe zbadanie przepływów ciepła pod skorupą planety.

 5 lat w ESA

Od 19 listopada 2012 roku Polska jest państwem członkowskim Europejskiej Agencji Kosmicznej. Dołączenie do tego grona było impulsem, którego potrzeba było naszym inżynierom do rozpoczęcia na poważnie procesu budowy polskiego przemysłu kosmicznego. Po 5 latach członkostwa w ESA nie jesteśmy może jeszcze Niemcami (które inwestują w technologie kosmiczne około 1,3 mld euro rocznie, czyli 30 razy więcej niż Polska), ale widać już efekty specyficznej polityki przemysłowej Agencji. Mechanizm finansowy ESA opiera się bowiem nie na zasadzie wolnej konkurencji, ale zrównoważonego zwrotu geograficznego. To znaczy, że ESA stara się, by około 90% składki wracało do wpłacającego kraju w postaci kontraktów dla jego przemysłu i jednostek naukowo-badawczych, o ile jest on oczywiście w stanie je wchłonąć. Około 10% składki przeznaczane jest na funkcjonowanie Agencji. Taka konstrukcja finansowania umożliwia awans technologiczny mniej rozwiniętym gospodarkom. Za polskie pieniądze polscy inżynierowie otrzymują możliwość uczestniczenia w misjach kosmicznych. Dzięki uczestnictwu w nich pozyskują oni kompetencje i know-how, których nie pozyskaliby na gruncie krajowym.

Jak pokazuje przykład Niemiec czy Francji, członkostwo w ESA nie wyklucza równoległego rozwijania krajowego programu kosmicznego

Jak każdy mechanizm regulacyjny, także system podziału składek przez Agencję jest w pewnym sensie źródłem niesprawiedliwości. Nie jest tajemnicą, że najwięksi płatnicy (Francja, Niemcy i Włochy, których składki stanowią 60% całego budżetu Agencji) wywierają na ESA naciski, skutkujące nierzadko tym, że mniej wpływowym członkom zleca się mniej ambitne projekty, a starym wyjadaczom te, przy których można pozyskać najbardziej zaawansowany know-how.

Co robimy w ESA?

 Jak by nie patrzeć, uczestnictwo w ESA pozwala polskim firmom budować unikatowe kompetencje i poznawać w praktyce specyfikę procedur obowiązujących w misjach kosmicznych. Obecnie najwięcej dzieje się w ramach Programu Wsparcia Polskiego Przemysłu (Polish Industry Incentive Scheme, PLIIS). W ramach tego programu podmioty z Polski mogą proponować rozwiązania z dowolnych obszarów związanych z kosmosem i jeśli uzyskają pozytywną ocenę Międzyresortowego Zespołu ds. Polityki Kosmicznej przystępują do negocjacji z ESA na temat szczegółowego zakresu projektów. Do realizacji w ramach tego programu tylko w latach 2013-2016 wybrano 98 projektów (głównie niewielkich, do 200 tys. euro), w których zakres wchodzą tak różnorodne zagadnienia jak opracowanie nowego typu anteny, procedura kwalifikacji technologii lutowania do standardów ESA czy monitoring rozprzestrzeniania się barszczu Mantegazziego przy pomocy danych satelitarnych z programu Copernicus.

Najaktywniejsze w sektorze firmy były w stanie uzyskać akceptację dla 5-7 projektów. Wśród nich znajduje się warszawska Astronika, poznańska ITTI oraz jedna z wiodących polskich firm IT – Asseco. Silną pozycję w tej kategorii mają też spółki córki hiszpańskich gigantów GMV i Sener. Nasze uczestnictwo w ESA to jednak nie tylko PLIIS (który skądinąd będzie trwał tylko do 2019 roku) ale też aktywność w programach opcjonalnych ESA. Astronika i Centrum Badań Kosmicznych PAN w ramach naukowego programu PRODEX projektują urządzenia na misję JUICE, która będzie badać księżyce Jowisza. Spółka Creotech Instruments w ramach projektu ESA stworzyła EO Cloud, otwarte repozytorium danych satelitarnych, które mogą być wykorzystywane przez administrację i firmy prywatne. Ta sama firma, podobnie jak wspomniana wcześniej Vigo System, miała swój udział w misji ExoMars, której celem było odnalezienie śladów życia na czerwonej planecie.

Więcej niezależności

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że od uczestnictwa w strukturach ESA praktycznie nie ma ucieczki, bo motorem napędowym rozwoju sektora kosmicznego są w znacznej mierze duże misje naukowe i ambitne programy technologiczne, które po pierwsze finansowane są z pieniędzy publicznych, a po drugie przekraczają możliwości finansowe pojedynczych państw europejskich. Krótko mówiąc, żeby realnie rywalizować z NASA czy Roskosmosem o swój kawałek kosmicznego tortu, musimy połączyć siły.

Być może jednym z najważniejszych powodów, dla których powinniśmy inwestować we własny, niezależny od ESA czy NASA przemysł kosmiczny, jest budowa zdolności obronnych państwa

W interesie poszczególnych państw jest jednak także rozwijanie własnego przemysłu w sposób niezależny od Agencji, która znacząco ogranicza swobodę doboru zadań. Jak pokazuje przykład Niemiec czy Francji, członkostwo w ESA nie wyklucza równoległego rozwijania krajowego programu kosmicznego. Nasze Ministerstwo Rozwoju i podległa KPRM Polska Agencja Kosmiczna także pracują już nad Krajowym Programem Kosmicznym, który dałby nam nieco więcej niezależności, m.in. pozwalając na dublowanie technologii rozwijanych w ramach ESA, czy na rozwijanie zastosowań militarnych technologii kosmicznych (co wewnątrz Agencji nie jest możliwe).

 Po co nam ten kosmos?

Powodów do inwestowania w sektor kosmiczny jest kilka. Po pierwsze, nieodłącznym elementem rozwijania technologii kosmicznych jest bliska współpraca świata nauki z przemysłem. Taka współpraca skutkuje wzrostem innowacyjności w całej gospodarce. Technologie wykorzystywane w kosmosie przyczyniają się do rozwoju nowych sposobów produkcji i wytwarzania unikalnych materiałów. Urządzenia pracujące podczas misji kosmicznych muszą bowiem być niezawodne, wytrzymałe i odporne na ekstremalne warunki, a przy tym lekkie i energooszczędne. Co więcej, sektor ten wprowadza nowe formy organizacji pracy i kontroli jakości, które mogą być wdrażane w innych gałęziach przemysłu.

Poszukiwanie optymalnych rozwiązań dla pracy w ekstremalnych warunkach zawsze stymuluje postęp technologiczny. Przy okazji prób podboju kosmosu powstał nie jeden wynalazek wykorzystywany obecnie w codziennym życiu. Gdyby nie misje NASA, pewnie długo jeszcze nie wynaleziono by odżywek w proszku, niewidzialnych aparatów na zęby, wiertarek bezprzewodowych czy soczewek odpornych na zarysowania.

Nie bez znaczenia dla administracji nastawionej na stymulowanie gospodarki jest fakt, że tempo wzrostu sektora kosmicznego zdecydowanie przewyższa tempo wzrostu wielu innych sektorów, co w praktyce oznacza, że każda zainwestowana w technologie kosmiczne złotówka zwraca się wielokrotnie szybciej. W 2014 roku cały przemysł kosmiczny wzrósł o 9%, podczas gdy dla sektora motoryzacyjnego w analogicznym okresie było to 4%. Co więcej, według szacunków Bank of America Merrill Lynch, światowa branża kosmiczna ma w ciągu najbliższych 30 lat urosnąć do wartości 2,7 bilionów dolarów (dla porównania cały rynek motoryzacyjny na koniec 2015 roku był warty około 2 biliony dolarów).

Uczestnictwo w najambitniejszych na świecie projektach z pogranicza nauki i biznesu pozwala naszym inżynierom stale nabywać nowe kompetencje i ułatwia dyfuzję wiedzy do innych sektorów, a jednocześnie gwarantuje, że cały czas jesteśmy w grze na światowym poziomie

Co więcej, rozwiązanie oparte na technikach satelitarnych mogą być przydatne dla administracji publicznej, m. in. w monitorowaniu środowiska, planowaniu przestrzennym, bezpieczeństwie i zarządzaniu kryzysowym.  Jak możemy przeczytać w Polskiej Strategii Kosmicznej, „większość nowoczesnych państw posiada autonomiczny dostęp do infrastruktury satelitarnej, umożliwiającej zaspokojenie ich potrzeb. Dotyczy to zwłaszcza satelitarnej obserwacji Ziemi (Earth observation, EO). Wbrew rozpowszechnionym stereotypom, własne satelity EO mają obecnie nie tylko najbardziej rozwinięte i bogate kraje (USA, Rosja, Chiny, Francja, Niemcy czy Włochy dysponują swoimi systemami obserwacyjnymi), ale także państwa takie jak Nigeria, Pakistan czy Tajlandia. Dzięki nim nie są skazane tylko na zakup potrzebnych im zobrazowań od zewnętrznych podmiotów komercyjnych), ale mogą nawiązywać równoprawną współpracę z innymi krajami posiadającymi satelity EO w celu np. wymiany danych”.

Być może jednym z najważniejszych powodów, dla których powinniśmy inwestować we własny, niezależny od ESA czy NASA przemysł kosmiczny, jest budowa zdolności obronnych państwa. Satelity na współczesnym polu walki mają, rzecz jasna, kluczowe znaczenie dla rozpoznania, ale służą też do wskazywania celów dla rakiet dalekiego zasięgu. Nie posiadając niezależnego satelitarnego systemu obserwacji Ziemi, pozbawiamy się możliwości naprowadzania własnych pocisków dalekiego zasięgu, takich jak JASSM-ER (o zasięgu 1000 km) na wybrane przez nas cele. Musimy powierzyć swoje rakiety systemom amerykańskim lub wykorzystywać je do strzelania na odległość 50 km, co samo w sobie jest absurdalne.

Jaka strategia dla Polski?

Rozwijanie technologii kosmicznych niewątpliwie jest dla Polski korzystne z gospodarczego punktu widzenia, a posiadanie własnego przemysłu kosmicznego wspiera naszą niezależność militarną i sprawność administracyjną. Wstąpienie 5 lat temu do ESA pozwoliło nam dołączyć do jednego z najważniejszych wyścigów współczesnego świata. Jeśli nie chcemy pozostać w tyle, powinniśmy kontynuować inwestycje w tę gałąź gospodarki. Niezależnie od posiadania krajowego programu kosmicznego, najlepszą strategią dla naszego rodzimego przemysłu jest równoległe czerpanie maksymalnych korzyści z obecności w ESA. Uczestnictwo w najambitniejszych na świecie projektach z pogranicza nauki i biznesu pozwala naszym inżynierom stale nabywać nowe kompetencje i ułatwia dyfuzję wiedzy do innych sektorów, a jednocześnie gwarantuje, że cały czas „jesteśmy w grze” na światowym poziomie. Wbrew pozorom istnieje duża szansa, że w tym niebywale szybko rosnącym biznesie kosmicznym nasze firmy znajdą niszę, w której nie będą miały sobie równych na całym świecie.

 

Współpraca: Damian Szczerbaty

 

Członek zespołu Nowej Konfederacji. Zawodowo zajmuje się public relations, public affairs, media relations, fundraisingiem i koordynacją projektów. Pracowała dla agencji PR, polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych. Ukończyła filologię polską i nauczanie języka angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Kilkukrotna medalistka Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz