Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Rumuński czujnik nastrojów

Rozpad koalicji w Bukareszcie nie wynika z błędów rządzących w sferze gospodarczej i społecznej, ale ze zbyt pewnego samopoczucia polityków, które z łatwością prowadzi do pogrążenia się sprawujących władzę w korupcji i demoralizacji
Określenie rumuńskiej sceny politycznej mianem niestabilnej z pozoru wydaje się oczywiste. Zmienność ta jest jednak fatamorganą, za którą kryje się wieloletnia dominacja Partii Socjaldemokratycznej. Czy rozpad współtworzonej przez nią koalicji rządowej to zapowiedź początku końca tego silnego ugrupowania i zarazem obraz ogólnoeuropejskich tendencji? Pobieżny rzut oka na Rumunię po 1989 roku mógłby wskazywać, że tamtejsza demokracja parlamentarna przybrała formę typową dla wielu krajów europejskiego Południa. Często zmieniające się gabinety, nawet w obrębie tej samej większości rządowej, uczyniły z urzędu premiera pracę zdecydowanie sezonową. Tylko w rzadkich porywach szefowie rządów w Bukareszcie są w stanie przetrwać na stanowisku chociażby połowę standardowej, czteroletniej kadencji parlamentu. Jeszcze częstsze są karuzele z wymianą ministrów. Niejednokrotnie arytmetyczni zwycięzcy wyborów nie są w stanie uzyskać większości...

Kup prenumeratę i czytaj NK!

Zaloguj się lub załóż konto
Zajmie Ci to tylko kilka sekund
Zaloguj się Zakup
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, filozof polityki, dziennikarz, publicysta. Współpracuje m. in. z „Laboratorium Więzi”, „Magazynem Kontakt”, Aleteia.pl oraz Polskim Radiem24.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz