Newsletter

Rosja przed wyborem bałkańskiej strategii

Polityczny rok na Bałkanach Zachodnich zaczyna się według hitchcockowskiego scenariusza – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie tylko rosnąć

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Na Bałkanach wkrótce będziemy mieli do czynienia z sekwencją zdarzeń, które w efekcie mogą zmienić krajobraz polityczny regionu. W Serbii trwają demonstracje opozycji, sprzeciwiającej się rządom większości, w Macedonii pod koniec pierwszej dekady stycznia (9 stycznia) rozpocząć ma się sesja parlamentu, w trakcie której zatwierdzone ma zostać porozumienie z Grecją (podpisane nad jeziorem Prespa) obejmujące m.in. zmianę nazwy kraju i otwierające drogę do integracji z Unią oraz wejścia do NATO, dzień później do Grecji przyjeżdża Angela Merkel, a 17 stycznia swą wizytę w Belgradzie rozpoczyna rosyjski prezydent.

Wizyta Putina mieć może najpoważniejsze konsekwencje, bo w Rosji trwa właśnie dyskusja na temat kształtu polityki Moskwy na Bałkanach. Rezultaty tej wizyty stanowić mogą dowód na to, która linia polityczna zwycięży w polityce Kremla, co dla relacji Rosji z tym regionem oraz z Unią Europejską mieć będzie fundamentalne znaczenie.

Serbski prezydent Aleksandar Vučić i jego Serbska Partia Postępowa, posiadająca konstytucyjną większość w parlamencie, znajdują się obecnie pod presją powtarzających się w każdy weekend wielotysięcznych manifestacji zwolenników opozycji. Protestują oni przeciw nasilającym się w kraju tendencjom autorytarnym oraz przeciw pobiciu przez nieznanych sprawców Borko Stefanovicia, jednego z liderów opozycji w Kruševacu na południu kraju. Demonstranci przypominają trochę francuskie „żółte kamizelki”, bo protest nie ma formalnych liderów. Ma on też dość niejednorodne oblicze. Obok żądań demokratyzacji i dostępu opozycji do mediów, w trakcie demonstracji widać było transparenty, których autorzy domagali się zmiany polityki wobec kosowskich Albańczyków, odejścia od polityki pojednania, wymiany terytoriów i zażegnania sporów, co od pewnego czasu proponuje Vučić, na rzecz bardziej asertywnego stanowiska. Kwestionowana jest też idea integracji z Unią Europejską. Saša Radulović, jeden z byłych ministrów rządu Vučicia, kiedy ten jeszcze był premierem, a później lider opozycyjnego ruchu “Enough Is Enough” (DJB) w opublikowanym na początku roku artykule napisał, że Serbia „winna porzucić ideę integracji z Unią Europejska, ponieważ ta stała się pomostem dla kolonialnej polityki Niemiec”. Radulović jest przekonany, że jego kraj winien raczej opowiedzieć się na „Europą ojczyzn”, zaś w kwestiach polityki zagranicznej – zbliżyć do Rosji i do Chin, krajów, które jego zdaniem, podkreślają wagę suwerenności.

Urzędujący prezydent Serbii, który po raz piętnasty spotka się z Władimirem Putinem, stara się uprawiać politykę zachowania równowagi

Urzędujący prezydent Serbii, który po raz piętnasty spotka się z Władimirem Putinem, stara się uprawiać politykę zachowania równowagi. Nie rezygnując z planów wstąpienia swego kraju do Unii i do NATO, utrzymuje zarazem bliskie relacje z Moskwą, zarówno w planie gospodarczym, jak i militarnym (Serbia jest obserwatorem w rosyjskim aliansie wojskowym ODKB, niedawno odbyły się też wspólne manewry wojskowe). Po ostatnich demonstracjach Vučic nie wykluczył przedterminowych wyborów, które mogą doprowadzić do istotnych zmian na serbskiej scenie politycznej.

W Moskwie, przynajmniej w niektórych kręgach, Aleksandar Vučić uchodzi za polityka wobec Rosji nieszczerego. Takiego, który manifestując bliskość i wolę politycznej współpracy, w gruncie rzeczy niezmiennie pcha swój kraj na Zachód, rugując rosyjskie interesy, o czym świadczy choćby to, że handel Serbii z Rosją to dziś niecałe 7 proc. serbskiej wymiany handlowej, podczas gdy z Unią – niemal 65 proc. Podobnie oceniana jest współpraca wojskowa: jedne ćwiczenia z armią rosyjską nie równoważą, zdaniem krytyków, niemal dziesięciu podobnych przeprowadzonych z armiami państw NATO, a tym bardziej zawartego porozumienia otwierającego, w razie potrzeby, wojskom Paktu granice Serbii, jeśliby zachodziła potrzeba ich szybkiego przemieszczenia.

Dotychczas polityka rosyjska na Bałkanach w największym uproszczeniu sprowadzała się do podejmowania starań mających na celu przeciwdziałanie wejściu krajów regionu do Unii i do NATO. Moskwa oskarżana była o próbę zamachu stanu w Czarnogórze, inspirowanie protestów w Macedonii, wspieranie Milorada Dodika, lidera Serbów Bośniackich, opowiadającego się za antyzachodnim kursem, oraz blokowanie niepodległości Kosowa. Kontynuacją tej linii politycznej Moskwy może być wykorzystanie osłabienia obecnie rządzącego Serbią obozu politycznego celem wzmocnienia własnej pozycji, lub wsparcie antyzachodnio nastrojonych zwolenników zmian.

Wpływowe w Rosji środowisko Klubu Wałdajskiego i Rady ds. Polityki Zagranicznej zaproponowało ostatnio rewizję bałkańskiej polityki swego kraju

Gdyby miarą polityki miała być jej skuteczność, to rosyjskie elity nie mogą mówić o sukcesie. Nie udało się zahamować procesów integracyjnych, a ich ewidentne spowolnienie jest bardziej efektem sytuacji wewnątrz Unii Europejskiej niźli sukcesem Moskwy. Ostatnie dziesięciolecie zaznaczyło się też zmniejszeniem rosyjskiej penetracji ekonomicznej, w porównaniu ze wzrostem inwestycji tureckich i chińskich możemy mówić nawet o regresie.

Wpływowe w Rosji środowisko Klubu Wałdajskiego i Rady ds. Polityki Zagranicznej zaproponowało ostatnio rewizję bałkańskiej polityki swego kraju. Dostrzegając, ze względu na geostrategiczne położenie, bliskość kulturową, religijną i ewidentne prorosyjskie sympatie wielu tamtejszych społeczeństw, że rosyjskie interesy na Zachodnich Bałkanach mogą i winny być skutecznie promowane, podkreślają zarazem, że ze względu na geograficzne oddalenie, siłę innych graczy i słabość ekonomiczną, Rosja nie ma szans na odgrywanie samodzielnej roli. Kontynuacja obecnej polityki, polegającej głównie na destruowaniu poparcia dla aspiracji prozachodnich, może doprowadzić do całkowitego fiaska – politycznego, militarnego i gospodarczego wyparcia z regionu. Powodem jest ekonomiczna słabość Rosji, ale przede wszystkim to, że taka linia nie rozwiązuje żadnego z istotnych problemów lokalnych. Nawet państwa sceptycznie nastawione do idei eurointegracji orientować się będą w nowych realiach bardziej na Chiny, silnie zaznaczające swa gospodarczą obecność w regionie, czy na Turcję, niźli na Rosję. Jedynym wariantem zachowania przez Rosję wpływów jest próba budowy polityki i porozumień o wielostronnych charakterze. Ideą takiego podejścia jest równoważenie interesów różnych graczy i budowanie doraźnych porozumień w konkretnych sprawach. Tak jak ostatnio, kiedy Niemcy i Rosja opowiedziały się przeciw stworzeniu przez Kosowo swych sił zbrojnych, a Stany Zjednoczone poparły taką ideę. Na innych płaszczyznach, np. polityki energetycznej i budowy drugiej nitki gazociągu Turkish Stream, można będzie budować koalicję z niektórymi państwami Grupy Wyszehradzkiej, a przede wszystkim z Berlinem. Podobnie jeśli idzie o rozwój sytuacji w Serbii, gdzie Rosja może wystąpić w charakterze stabilizatora sytuacji.

Wizyta Putina w Belgradzie z tego punktu widzenia może mieć historyczne znaczenie. Nie tylko z tego powodu, że będziemy mieli możliwość obserwowania, czy Rosja zmienia swą linię polityczną wobec państw regionu, ale również dlatego, że zmiana taka może oznaczać rewolucję w relacjach z Unią Europejską i próbę przeciwstawienia interesów Stanów Zjednoczonych interesom Niemiec i Turcji.