Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Propozycja Merkel i Macrona niekorzystna dla Polski

Dla Polski pomysł nowego programu dla strefy euro jest hiobową wiadomością. Po pierwsze, stawia ochronę interesów strefy euro przed pomocą dla całej UE, po drugie – powoduje radykalne obcięcie funduszy unijnych dla naszego kraju

Kanclerz Merkel i prezydent Macron zaproponowali fundusz pomocowy w wysokości 500 mld euro. To przełom, ponieważ pomoc ma mieć charakter dotacji (grantów), a nie pożyczek. Oznacza to poważną zmianę stanowiska Niemiec, bowiem do tej pory Merkel wykluczała udzielanie jakichkolwiek subwencji.

Program dotacji ma być sfinansowany w drodze wypuszczenia przez Komisję Europejską (KE) dłużnych papierów wartościowych. Fakt ten wskazuje na niezwykle „elastyczne” podejście do Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE). Traktat ten wyraźnie mówi o tym, że Unia może finansować swoje wydatki tylko ze środków własnych, co wyklucza zaciąganie długu (artykuły 310-324). Ten zakaz już został ominięty w ten sposób, że KE zaciąga długi w celu finansowania pożyczek dla krajów członkowskich. Niemniej dłużnikiem jest Komisja i w ostatecznym rozrachunku to ona ponosi ryzyko na wypadek niewypłacalności państwa, na rzecz którego została zaciągnięta ta pożyczka. Jest to oczywiste pogwałcenie – jeśli nie litery, to na pewno ducha TFUE. Dlatego też omawiany przeze mnie wcześniej wyrok niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego tyczący się działalności Europejskiego Banku Centralnego jest oparty na poważnych przesłankach – interes niemieckiego podatnika może być narażony na szwank na skutek działania banku centralnego, a teraz także i KE.

Jeśli pomysł dotacji zostanie wcielony w życie, to pochłonie on około połowy wszystkich środków w ramach budżetu na lata 2021-27. Oznaczałoby to konieczność drastycznego zmniejszenia wysokości funduszy strukturalnych

W ramach propozycji Merkel-Macrona, KE ma w tym roku wypuszczać obligacje pod zastaw przyszłych dochodów uzyskiwanych w ramach nowej siedmioletniej perspektywy finansowej. O ile wartość już wypuszczonych przez KE papierów dłużnych wynosi 52 mld euro, o tyle nowy program ma opiewać na prawie 10 razy więcej. Wartość wszystkich programów w ramach nowej siedmioletniej perspektywy ma wynieść około biliona euro, zatem jeśli pomysł wspierania strefy euro w drodze dotacji zostanie wcielony w życie, to pochłonie on około połowy wszystkich środków w ramach budżetu na lata 2021-27. Oznaczałoby to konieczność drastycznego zmniejszenia wysokości funduszy strukturalnych i inwestycyjnych.

Fundusze te są udzielane w zależności od zamożności kraju, podczas gdy nowy program byłby powiązany ze stratami wynikłymi z pandemii. Jak wynika z raportu Eurostatu z 15 maja za 1 kwartał tego roku, największy spadek PKB zanotowały Hiszpania, Francja i Włochy i inne kraje strefy euro, natomiast główni biorcy funduszy strukturalnych i inwestycyjnych, Polska, Węgry i Rumunia, ciągle wykazują wzrost PKB. Szacuje się, że ta różnica w tempie wzrostu PKB wystąpi także w skali całego roku, zatem można oczekiwać, że realizacja propozycji Merkel-Macrona spowoduje gwałtowny spadek funduszów otrzymywanych netto z kasy UE przez kraje naszego regionu.

Ta nowa inicjatywa spotkała się z zasadniczo odmiennymi reakcjami w krajach promujących oszczędne gospodarowanie funduszami unijnymi, i tymi najbardziej już zadłużonymi i narażonymi na skutki recesji wywołanej pandemią. Austriacki kanclerz, Sebastian Kurz, niezwłocznie obwieścił, że konsultował się z przywódcami Szwecji, Niderlandów i Finlandii i wszyscy są zgodni, że subwencje nie mogą wchodzić w rachubę. Kraje te od dawna blokowały wszelkie próby zwiększenia środków własnych UE (tym samym funduszy strukturalnych i inwestycyjnych), i teraz tworzą wspólny front przeciwko udzielaniu pomocy słabszym członkom strefy euro.

Z kolei premier Włoch, Giuseppe Conte, z największą radością przyjął wieść o zmianie stanowiska kanclerz Merkel i wyraził nadzieję, że na 500 mld euro się nie skończy; chciałby, aby pomoc została podniesiona do biliona, jeśli nie więcej. Stanowisko premiera Contego nie może być zaskoczeniem, ponieważ zadłużenie jego kraju przybiera zastraszające rozmiary – jest to 135% PKB na koniec 2019 r., a niektóre szacunki przewidują, że wskaźnik ten podskoczy nawet do 170% na koniec roku bieżącego.

Pod względem wartości PKB Unia Europejska jest niewiele mniejsza od Ameryki, ale w USA rząd federalny, czyli odpowiednik KE, wciela w życie programy pomocy dla gospodarki na dużo większą skalę. W marcu amerykański kongres uchwalił trzy pakiety pomocowe, a w kwietniu kolejny – w sumie rząd federalny wpompuje w gospodarkę prawie 3 bln USD. Zatem członkowie UE mają prawo zadawać sobie pytanie, jakie pożytki płyną z istnienia tej organizacji i wspólnego pieniądza?

Plan Merkel-Macrona jest w istocie rzeczy zawoalowaną formą pomocy strefie euro kosztem pomocy Europie Środkowo-Wschodniej

Z punktu widzenia Polski wspólny komunikat Merkel i Macrona jest iście hiobową wiadomością, ponieważ jego treść implikuje, że nastąpi radykalna zmiana priorytetów budżetu UE z funkcji spójnościowych w kierunku funkcji ratowniczych. Plan Merkel-Macrona jest w istocie rzeczy zawoalowaną formą pomocy strefie euro kosztem pomocy Europie Środkowo-Wschodniej.

Istotne zwiększenie wysokości przychodów UE jest mało prawdopodobne, ponieważ jest wysoce wątpliwe, żeby Niemcy, nie mówiąc o Austrii i ich sojusznikach, przystały na poważne zwiększenie podatków odprowadzanych do unijnej kasy. Zatem obligacje, które KE ma wypuścić celem udzielenia bezzwrotnej pomocy krajom poszkodowanym przez pandemię (czytaj: krajom strefy euro), mogą być tylko spłacane z dochodów uzyskiwanych w zbliżającej się perspektywie na lata 2021-27, a dochody te będą niższe niż w obecnej „siedmiolatce” ze względu na Brexit. W 2018 r. Wlk. Brytania była płatnikiem netto w wysokości 6,9 mld euro.

W latach 2014-18 Polska otrzymała netto 51,1 mld euro i w wartościach bezwzględnych jesteśmy zdecydowanie największym biorcą funduszów unijnych (w 2018 r. netto 12,3 mld euro, co stanowiło niemal 1/3 wszystkich wpływów biorców netto). Na drugim miejscu znajdują się Węgry. A zatem dwaj członkowie UE, nieustannie oskarżani o łamanie „europejskich standardów” – cokolwiek ten zwrot oznacza na przykład w świetle tego, że KE nie miała mieć prawa do wypuszczania długu, ale to czyni – są biorcami netto ogromnej części wszystkich funduszy unijnych (w 2018 r. – 44,4% całości przychodów biorców netto). Wniosek nasuwa się sam: wpływy do tych krajów będą obcięte na tyle, na ile to tylko będzie możliwe.

Ze względu na opór wielu państw, wcielenie w życie propozycji Merkel-Macrona nie będzie łatwe. Spór o ostateczną formę pakietu może skończyć się kompromisem, na przykład część pakietu będzie w formie dotacji, a część w formie pożyczek. Niemniej dla Polski przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Miejmy nadzieję, że rząd M. Morawieckiego dołoży wszelkich starań, żeby pomysł subwencji dla krajów poszkodowanych przez pandemię upadł. Najlepszą formą obrony naszego interesu wydaje się sprzeciw wobec łamania postanowień zawartych w TFUE i przywrócenie zakazu emisji długu przez KE. Albo praworządność obowiązuje wszystkich, albo nie obowiązuje żadnej strony.

***

Pozyskanie nowego eksperta sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności w ramach Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030

 

profesor ekonomii i finansów (Hollins University). Główne obszary zainteresowań naukowych: europejska integracja gospodarcza, makroekonomia porównawcza, polityka pieniężna, ekonomiczna i polityczna transformacja Europy Środkowo-Wschodniej po 1989 r. oraz historia gospodarcza Polski. Stały współpracownik dwumiesięcznika "Aracana" i tygodnika "Idziemy". Autor kilkuset prac naukowych i artykułów prasowych w języku angielskim i polskim.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz