Newsletter

Podwyżki dla nauczycieli nie opłacają się Kaczyńskiemu

Przestój w szkołach trwa już kolejny dzień i raczej szybko się nie skończy. Zgoda na realizację postulatów ZNP i FZZ nie opłaca się PiS, a czas gra w tej rozgrywce na korzyść partii Kaczyńskiego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Gdyby patrzeć na strajk nauczycieli z punktu widzenia celowości polityk publicznych, to pieniądze na podwyżki w takim wymiarze, jakiego domagają się strajkujący, mogłyby się znaleźć. Podwyżki dla nauczycieli mają uzasadnienie. Rodzice, którzy się z tym nie zgadzają, mogą dzieci wysłać do szkoły prywatnej lub uczyć je w domu, ale większość będzie korzystała z publicznych szkół i przedszkoli. Nauczyciele bez solidnych podwyżek mogą zmieniać pracę lub dorabiać, np. myjąc samochody albo produkując metamfetaminę, jak bohater serialu „Breaking Bad”, Walter White. A tego byśmy nie chcieli.

Gdy bowiem obywatel zarabia więcej, może jeszcze wpaść na głupią myśl, że to jego zasługa, a przecież z punktu widzenia rządzących lepiej, gdy uważa, że swój dobrostan zawdzięcza właśnie im

Podwyżki można obwarować różnymi warunkami (np. zniesieniem Karty Nauczyciela czy bardziej gruntowną reformą systemu), ale co do zasady w tym kierunku należałoby iść – przy tych zarobkach lepszych nauczycieli nie będziemy mieli. Pieniędzy oczywiście nie ma, ale gdyby chodziło o celowość polityk publicznych, można by np. wycofać się z „trzynastki” dla emerytów, która z punktu widzenia celowości polityki publicznej nie ma sensu, wypuścić obligacje na ten cel, jak proponuje Robert Gwiazdowski czy przyjąć propozycję związków pracodawców, by część środków pozyskać z Funduszu Pracy – i by się znalazły. Tyle, że najwyraźniej politykom Prawa i Sprawiedliwości nie chodzi o prowadzenie sensownej polityki publicznej, a po prostu o utrzymanie zdobytej władzy. I gdy patrzymy na to z tej perspektywy, to pójście strajkującym na rękę się PiS zupełnie nie opłaca. Jak wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju, głos hipotetycznego wyborcy kupionego obietnicą (najlepiej zrealizowaną) zwolnienia młodych z PIT kosztowałby w tym roku ok. 4 tys. zł. A to stosunkowo najdroższa kiełbasa wyborcza, bowiem rodzic, który zdecydowałby się zagłosować na PiS ze względu na wprowadzenie 500+ na pierwsze dziecko „sprzedałby” swój głos za 3 tys. zł, zaś emeryt – za 1100 zł (brutto). W porównaniu do tego kupienie głosu nauczyciela kosztowałoby ok. 14 tys. zł. Z biznesowego punktu widzenia to wyrzucanie pieniędzy w błoto, zwłaszcza że nauczycieli jest ponad dziesięć razy mniej niż emerytów. Co więcej – kupowanie głosów rozdawnictwem zamiast zadbaniem o to, by ludzie zarabiali więcej, bardziej się rządzącym opłaca. Gdy bowiem obywatel zarabia więcej, może jeszcze wpaść na głupią myśl, że to jego zasługa, a przecież z punktu widzenia rządzących lepiej, gdy uważa, że swój dobrostan zawdzięcza właśnie im.

Jeszcze więcej światła rzuca na to zagadnienie sondaż, jaki opublikowała „Gazeta Wyborcza”, dotyczący opinii publicznej na temat strajku. Polacy są w tej sprawie mocno spolaryzowani – 52 proc. ma nauczycieli popierać, 43 proc. ma być przeciwko protestowi a 5 proc. – nie mieć zdania. Jednak ważniejsze jest to, kto jest za i kto jest przeciw. Okazuje się, że poparcie lub krytyka są mocno powiązane z tym, jaką partię dany ankietowany popiera. Aż 76 proc. zwolenników jakże prosocjalnego i propracowniczego PiS jest… przeciw strajkowi, z kolei aż 81 proc. popleczników Koalicji Europejskiej, w skład której wchodzą przecież w przeważającej mierze politycy mającej liberalne korzenie PO, uważa, że to nauczyciele mają rację.

Jestem przekonany, że bardzo wielu wyborców PiS przy podobnym proteście 5 lat temu mówiłoby, że strajkującym te pieniądze się po prostu należą, zaś multum zwolenników KE krytykowałoby nauczycieli za roszczeniowość. I wie o tym doskonale także Jarosław Kaczyński, w związku z czym po lekturze tego sondażu może zdecydować, że pójście na rękę nauczycielom nie ma sensu, bo PiS nie skorzysta na tym wyborczo. Głosów wśród własnych zwolenników prezes PiS i tak nie straci, jeśli dalej będzie szedł na udry z nauczycielami; pójściem na ugodę wyborców KE nie odbije. Mógłby w ten sposób jeszcze namieszać w głowach swoim zwolennikom. Po co mu to?

Z tych samych powodów PiS ignoruje także propozycję pracodawców. Rada Dialogu Społecznego coraz bardziej przypomina swoją poprzedniczkę – Komisję Trójstronną, jako ciało fasadowe, które i tak nie ma większego znaczenia, bo ważne jest, co zdecyduje rząd, i to jemu pracownicy bądź pracodawcy mają zawdzięczać zmiany na lepsze, a nie jakimś wspólnym ustaleniom. Propozycja wykorzystania 2 mld zł z Funduszu Pracy na podwyżki dla nauczycieli jest kontrowersyjna. Nie od dziś bowiem FP jest wykorzystywany jako skarbonka, do której zamiast odkładać sięga się po to, by zaspokoić coraz to nowe potrzeby. Jednak podwyżki dla nauczycieli to cel, który można jeszcze podciągnąć pod cel FP – zwłaszcza, gdy występuje tak rzadka zgoda między partnerami społecznymi. W tym kontekście nie zgadzam się ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców, który jako jedyna z pięciu organizacji pracodawców sprzeciwił się temu pragmatycznemu pomysłowi. Fundusz i tak nie zostanie zlikwidowany, jak chciałby Cezary Kaźmierczak, a pieniądze będą z niego nadal drenowane, tyle że np. na „13” dla emerytów, co z misją FP nie ma już w ogóle żadnego związku. Rządzącym zaś łatwiej w takiej sytuacji powiedzieć, że przedsiębiorcy wcale nie są jednomyślni.

Tak więc trudno się spodziewać, by – o ile nie nastąpi nic nieoczekiwanego – PiS poszedł na ugodę, zwłaszcza że czas leci, a im dłużej będzie trwał strajk, tym bardziej zniecierpliwieni będą rodzice i nawet ci z nich, którzy obecnie popierają protest, mogą zacząć się irytować. Nauczyciele mogą w jak największym stopniu starać się o to, by ich do siebie nie zrazić i przekonywać do swoich racji. Jednak punkt wyjścia nie jest z ich punktu widzenia korzystny i wygrać będzie im bardzo trudno. Stawka dla PiS jest zbyt wysoka, by przejmować się ich żądaniami, za którymi mogą pójść kolejne grupy zawodowe.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej