Newsletter

Peerelowski porządek łowiecki do zmiany

Przez lata nie szanowano prawa własności, myśliwi mylili człowieka z dzikiem i nie uwzględniano najnowszych wyników badań naukowych. Stoimy przed historyczną szansą uporządkowania łowiectwa w Polsce.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Łowiectwo nie spełnia już dziś tych funkcji, które pełniło na etapie funkcjonowania społeczności łowiecko-zbierackich. Jest dziś formą hobby i pasji – tak o łowiectwie mówią sami myśliwi, którzy stanowią 0,38 procent społeczeństwa. Ta „pasja” odpowiada za niekontrolowany wzrost liczebności takich gatunków jak dzik, i za spadek liczebności jeszcze dawniej pospolitych gatunków, zająca  szaraka i kuropatwy. Myśliwy, który nie uwzględnia najnowszej wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych i posługuje się niedokładnymi danymi dotyczącymi liczebności zwierząt, nie jest strażnikiem polskiej przyrody i rolnictwa. Niestety polskie łowiectwo jest raczej oporne na naukowe argumenty. Dlaczego myśliwi wciąż polują na gołębie grzywacze, które nie powodują żadnych szkód? Jeszcze lepszym przykładem jest sprawa wilka. Cytowani w mediach myśliwi mówią o wilku jak o konkurencie, który zjada im sarny, jelenie i dziki. Nie wspominają o korzyściach, jakie wiążą się z obecnością tego drapieżnika w lesie, zmniejszającą presję gatunków łownych na uprawy leśne i rolne.

Najpilniejszą sprawą w nowelizacji prawa łowieckiego było umożliwienie właścicielom gruntów ich wyłączania z polowań

Przeciwnikiem myślistwa w obecnej formie jest zdecydowana większość społeczeństwa, co potwierdziły badania CBOS z grudnia 2016 roku. Od początku zmian ustrojowych w Polsce mamy jednak nadreprezentację myśliwych w Sejmie. Ta znajomość „po lufie” przekracza polityczne podziały, dlatego nie bez przyczyny mówi się o jednym ugrupowaniu, które w parlamencie jest od zawsze, o „Polskiej Partii Myśliwych”.

Definiowanie zwolenników zmian w prawie łowieckim jako „nawiedzonych ekologów” mija się z prawdą. Wśród osób wspierających postulaty zgłaszane m.in. przez koalicję „Niech Żyją!” są również wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, osoby nie związane wyłącznie z jedną linią ideologiczną, rolnicy oraz ludzie, którzy chcą poszanowania prawa do własności. Na tym polega wyjątkowość tego społecznego ruchu, którego nie można wrzucić do jednego pojęciowego worka z adnotacją EKO.

Najpilniejszą sprawą w nowelizacji prawa łowieckiego było umożliwienie właścicielom gruntów ich wyłączania z polowań. W obecnym stanie prawnym oznacza to skomplikowaną procedurę. Za skandaliczne należy uznać, że właściciel nie miał prawa do decydowania w tym zakresie. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku, sejmowa komisja próbowała przeforsować fatalny przepis dotyczący obowiązku dowodzenia przed sądem, że właściciel nieruchomości chce wyłączyć swoją ziemię, ponieważ nie pozwalają mu na to jego poglądy religijne i moralne. W toku prac nad nowelizacją, strona społeczna zgłosiła wniosek o uproszczenie procedury, i tak się stało. Prawo i Sprawiedliwość zaproponowało złożenie oświadczenia u starosty, co z pewnością przywróci polskiemu społeczeństwu prawo do dysponowania własną ziemią. Jednocześnie zapobiegnie niebezpiecznym zdarzeniom, kiedy myśliwi urządzają sobie polowania na czyjejś działce, na przykład w pobliżu stadniny koni.

Wśród kilkudziesięciu poprawek zgłaszanych przez koalicję „Niech Żyją!”, znalazło się jeszcze kilka innych, kluczowych do naprawienia zaległości w polskim ustawodawstwie. Zakaz wykorzystywania żywych zwierząt w szkoleniu i zawodach psów myśliwskich, zakończyłby proceder niezgodny z Ustawą o ochronie zwierząt. Dziś istnieją możliwości innego przygotowywania psów. Są stosowane w takich krajach jak Finlandia czy Wielka Brytania, i nie wymagają wykorzystywania żywych lisów, jenotów i dzików do szkolenia. Dodatkowo pojawiła się kwestia ras myśliwskich i ptaków łowczych. Wbrew emocjonalnym wypowiedziom myśliwych zaproponowane zmiany nie zniszczą ani polskiej kynologii ani też polskiego sokolnictwa. Sokolnicy, którzy chronią polskie lotniska, nie uczą ptaków zabijania zwierząt, ale ich płoszenia.

Kolejną sprawą jest zakaz udziału dzieci w polowaniach. I w tym przypadku ma to związek z nadrobieniem zaległości w polskim prawie. Granica minimum 16. roku życia jest od lat rekomendowana przez organizacje zajmujące się obroną praw dziecka. Poprawkę PiS przegłosowaną w Sejmie, dotyczącą zakazu udziału dzieci, poparł również Rzecznik Praw Dziecka. Jednocześnie Sejm zagłosował za zakazem polowań zbiorowych w parkach narodowych, które nie powinny mieć miejsca w najcenniejszych przyrodniczo fragmentach naszego kraju – parki narodowe stanowią zaledwie 1% terytorium Polski! Posłowie i posłanki odrzucili również kontrowersyjny przepis, którego zwolennikiem był Jan Szyszko, a miał karać wyrokami do trzech lat pozbawienia wolności za tzw. „utrudnianie polowania”. Pomimo niezgodności z konstytucją i przepisami Ustawy o lasach, utorowano drogę do uznaniowej penalizacji osób przebywających w lesie w celach rekreacyjnych. Pamiętajmy, że polowanie nie jest jedynie momentem oddania strzału, ale to także inne działania, w tym tropienie. W ten sposób na czas polowań wyłączone zostałyby tereny Skarbu Państwa, gdzie odbywałyby się polowania zbiorowe – wystarczą dwie osoby biorące w polowaniu i jest już ono polowaniem zbiorowym – i doszłoby do swoistej prywatyzacji w łowiskach, gdzie polowaliby myśliwi. Utrzymywanie tego przepisu zwiększy tylko społeczne niezadowolenie i oddaje niedźwiedzią przysługę samym myśliwym pogarszając ich wizerunek. Ten przepis, który przemycono już w grudniu w specustawie dotyczącej ASF, powinien zostać natychmiast wykreślony.

Samo zagrożenie ASF jest również wykorzystywane jako narzędzie szantażu wobec polskich władz. Jak potwierdza Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach myśliwi są ważnym wektorem rozprzestrzeniania się ASF. Pod koniec lutego zakaz polowań zbiorowych w związku z zagrożeniem pomorem ogłosił wojewoda lubelski. Tym bardziej prawo łowieckie wymaga zmian. A ASF nie jest tarczą, za którą skryją się obrońcy starego łowieckiego porządku.

W powiązaniu z tym tematem na załatwienie czeka wciąż sprawa dokarmiania i nęcenia zwierząt. Tysiące ton karmy wysypywane każdego roku sprzyjają agregacji zwierząt i rozprzestrzenianiu się chorób. Prowadzą również do wzrostu liczebności gatunków, której nie regulują czynniki naturalne w postaci ostrzejszej zimy. Tłumaczenie wysypywania karmy przez myśliwych troską o zwierzęta, które chcą potem zabijać nie broni się w żaden sposób. Na nęciskach ta praktyka jest wykonywana nie tylko w sezonie zimowym. Celem jest przywabienie zwierząt pod ambonę.

Prawo łowieckie jest do zmiany, i przyjęcie sejmowej nowelizacji przegłosowanej na początku marca oznaczałoby koniec łowiectwa z czasów Bieruta

Na rozwiązanie czeka jeszcze problem obowiązkowych regularnych badań lekarskich. Jeżeli ponad 60% użytkowników broni palnej to myśliwi, a w ich rękach znajduje się 70% zarejestrowanej przez policję broni, to logiczną konsekwencją jest wprowadzenie tego wymogu.

Prawo łowieckie jest do zmiany, i przyjęcie sejmowej nowelizacji przegłosowanej na początku marca oznaczałoby koniec łowiectwa z czasów Bieruta. Inne rozwiązania, zaproponowane przez PiS, a dotyczące większej kontroli nad Polskim Związkiem Łowieckim, czy też kwestia gwarancji odszkodowań dla rolników, można również nazwać krokiem w dobrą stronę. Pamiętajmy, że Polski Związek Łowiecki ma dostęp do zwierząt stanowiących własność Skarbu Państwa i odpowiada za nasze wspólne dobro. Już wkrótce dowiemy się czy w Parlamencie wygra większość społeczeństwa, czy Polska Partia Myśliwych. To będzie historyczny moment, na który czekają Polacy. Z kolei myśliwi powinni odrobić zadanie domowe i zrozumieć, że Polska jest wyjątkowym krajem na mapie Europy, gdzie tradycje łowieckie nie są akceptowane przez społeczeństwo.