Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Państwo teoretyczne trwa nadal

Strategia, którą proponuje Bartłomiej Sienkiewicz, polega na dwóch równoległych procesach: na dialogu i na świadomym podkreślaniu oraz zmianie sposobów obecności państwa w codziennym życiu obywateli

„Państwo teoretyczne” Bartłomieja Sienkiewicza to nie jest książka, którą można potraktować jak instrukcję politycznego działania, ani nawet podręcznik naprawy państwa. Bartłomiej Sienkiewicz jest dziś wystarczająco daleko od polityki i jej narzędzi, by móc w wiarygodny sposób deklarować takie czy inne działania. Zdaje sobie sprawę, że narzędzia te są w innych rękach. Dlatego kreśli szkic, któremu brakuje detali, w które powinien być wyposażony dobry polityczny plan. Ale nie waha się przedstawić szerszą – niż obecna w dzisiejszej polityce – perspektywę.

Rdzeniem proponowanego przez Sienkiewicza programu państwowego nie jest korekta konstytucji, ale naprawa państwa podjęta tam, gdzie styka się ono z obywatelem

Zakwestionować podział

„Póki nie zrozumiemy – pisze Sienkiewicz – że to nie PiS odpowiada za całe zło w Polsce, i że Platforma Obywatelska nie jest sprawcą «upadku Polski», nigdy nie znajdziemy lekarstwa na słabość naszego państwa. Tylko przekroczenie tych podziałów daje szansę na naprawę”. I choć diagnozę tę uważam za słuszną, to wyciągam z niej bardzo pesymistyczny wniosek. Warunek przekroczenia podziałów jest bardzo trudny do spełnienia, o ile nie niemożliwy.  Polityka uprawiana jest nie tylko pod dyktando organizującego społeczne emocje i wyobraźnię konfliktu między PO a PiS, ale także wspierana przez wielu ludzi mediów, świata akademickiego czy kultury, którzy w ten konflikt zaangażowali wszystko. Którzy nie chcą jego osłabienia.

Zakwestionowanie podziału jest nie tylko walką z czytelnym i akceptowanym przez sporą część społeczeństwa sporem, ale jest też naruszeniem wielu ważnych interesów na rynku medialnym czy szerzej w całej przestrzeni symbolicznej. Dlatego najpoważniejszą słabością książki jest brak odpowiedzi na to, jak „przekraczać podziały”, albo – w scenariuszu bardziej rywalizacyjnym – jak odebrać im moc wiążącą. Sam takiej recepty nie potrafię sformułować – wahając się między „pracą u podstaw” i długofalowym wpływem na opinię publiczną, a wyraźnym wsparciem jakiejś trzeciej siły, która zakwestionuje duopol PO-PiS i pozbawi nas tego toksycznego konfliktu, jaki dziś zatruwa życie publiczne. Propozycja sformułowana w „Państwie teoretycznym” jest zatem słaba w punkcie, w którym my wszyscy nie potrafimy sformułować jasnych przesłanek nadziei na osłabienie konfliktu. W pozostałych obszarach jest niezwykle mocna.

Sienkiewicz pokazuje bierność państwa w relacjach z Kościołem, zwłaszcza w tych sferach, w których powinno ono chronić obywatela przed nadużyciami władzy duchownej

Rdzeniem proponowanego przez Sienkiewicza programu państwowego nie jest korekta konstytucji, ale naprawa państwa podjęta tam, gdzie styka się ono z obywatelem. Najmocniejsze fragmenty książki wcale nie dotyczą „afery podsłuchowej”. Dla mnie rozdziału, który o niej wspomina, mogłoby nie być w ogóle. Fascynujące jest to, co Sienkiewicz pisze o szkole jako o instytucji konstytuującej w znacznej mierze nowoczesne społeczeństwo. O rodzicach posyłających dzieci do szkół w piwnicach i schronach Aleppo, o dziewczynkach chodzących – wbrew nakazom talibów – do szkół w Afganistanie, o konspiracyjnych kompletach w okupowanej Polsce. „Chodzenie do szkoły to nie tylko zdobywanie wiedzy – to manifestacja przynależności do społeczeństwa i wartości, które ono uznaje”. Nawet jeżeli to zdanie jest odrobinę na wyrost, to znakomicie pokazuje nowe spojrzenie na państwo.

Szkolny problem

Sienkiewicz nie opisuje go przez pryzmat ustroju i wartości konstytucyjnych, ale niejako od spodu. Od tego, w jaki sposób doświadcza go każdy obywatel. Zwłaszcza, gdy potrafimy postrzegać szkołę nie jako miejsce przekazywania wiedzy, ale także „system nauki reguł społecznych na najbardziej podstawowym poziomie”. System szkolny postrzega Sienkiewicz jako naukę konformizmu i podporządkowania się przy zachowaniu pozorów podmiotowości. „Skutek jest taki” – pisze – „że uczniowie w zdecydowanej większości polskich szkół czerpią wiedzę, jak się odnaleźć w systemie zakłamanym, nieprawdziwym, pełnym hipokryzji. Rodzice z kolei są świadomi, że szkoła przetrzymuje zakładników – ich dzieci – więc się nie wychylają. Nie wychylać się, udawać, że wszystko jest w porządku i brać udział w fikcji – oto przestroga i lekcja przekazywana uczniom i ich rodzicom”.

Ten szkolny miękki i pełen zakłamania autorytaryzm odtwarzany jest – zdaniem Sienkiewicza – w wielu dorosłych instytucjach, a „fikcyjność reguł powoduje fikcyjność całości życia społecznego”, nie tylko politycznego czy publicznego, ale także gospodarczego. Bo, jak pisze przenikliwie Sienkiewicz, „początki pracowniczego zamordyzmu zaczynają się właśnie w szkole”. Autor zbiera dość skrupulatnie argumenty, cytaty z raportów, opinie ekspertów.

Sienkiewicz pokazuje bierność państwa w relacjach z Kościołem, zwłaszcza w tych sferach, w których powinno ono chronić obywatela przed nadużyciami władzy duchownej. Począwszy od kwestii prawa do pochówku na – często jedynym w danym mieście – cmentarzu katolickim, poprzez podsycanie podziałów w społeczeństwie przez sporą część duchowieństwa, aż po wspieranie bardzo radykalnych rozwiązań ograniczających realnie prawa niewierzącej części społeczeństwa. Sienkiewicz dotyka też innego pomijanego w dyskusjach o państwie obszaru, jakim jest dbałość o bezpieczeństwo ruchu drogowego. I podkreśla, że te formy doświadczania państwa przez swoją codzienność i powszechność stają się wręcz niewidzialne. A jednak to zbiorowe praktyki w takich właśnie obszarach jak szkoła, ruch drogowy, czy sposób rozstrzygania kwestii religijnych i światopoglądowych, przesądzają o treści państwa.

„Wybrałem do analizy” – pisze Sienkiewicz – „arbitralnie trzy przypadki, rzadko wiązane z codzienną polityką, ale podobnych sfer jest przecież więcej. Są jeszcze stosunki pracy, przyjmujące zdziczałe formy, bez reakcji i bez współczucia. A jeszcze jest urzędnicza pycha, której tak łatwo można doświadczyć administracji zorientowanej na własne trwanie, a nie pomoc obywatelom. Jeszcze są niepełnosprawni, których problemy to wstyd dla nas wszystkich bez wyjątku”.

„Przeoczone” problemy

Ten opis państwa rzeczywiście mógłby być bardzo szeroki. Zrozumienie go mogłoby dać dzisiejszej opozycji znacznie lepszy punkt wyjścia do odbudowy pozycji niż prosta obrona status quo ante. Ale mam wrażenie, że na ten typ państwowej wrażliwości, jaki reprezentuje Sienkiewicz, większość polityków głównych partii opozycyjnych jest po prostu impregnowana. Podobnie zresztą jak na jego diagnozę „państwa teoretycznego” jako patchworku instytucji o różnej logice działania, niezdolnych do koordynacji działań czy choćby elementarnej synergii.

W tym miejscu znowu książka robi się bardzo interesująca – bo Sienkiewicz sięga do przykładów „przeoczonego” przez państwo ogromnego napływu odpadów, którego odleglejszym skutkiem były spektakularne pożary składowisk śmieci. Ten sam schemat bezradności państwa – wynikający z niezdolności do łączenia wiedzy i obserwacji różnych ogniw administracji i służb – można odnieść do wielu innych przypadków. Sienkiewicz pisze o walce ze smogiem, polityce migracyjnej, reakcji na zagrożenie rosyjskie.

Kilka stron, na których Bartłomiej Sienkiewicz kreśli scenariusz możliwego „wyłączenia Polski jako samodzielnego podmiotu państwowego” nie poprzez zajęcie całego terytorium, ale jego niewielkiej części, to ta część książki, z której można wywieść najsilniejsze perswazyjnie wnioski. O konieczności przywrócenia spójności wewnętrznej państwa i złagodzenia destabilizujących je konfliktów. O wyposażeniu go w zdolność rozumienia podstawowych wyzwań i reagowania na nie. I wreszcie – o konieczności odbudowy kulturowych fundamentów efektywnej współpracy w sferze publicznej.

Test może przyjść za chwilę

Wniosek najpoważniejszy – który odłożę na koniec – dotyczy czasu. Triada wyzwań tworzonych przez „problemy środowiska naturalnego, nowej wędrówki ludów w skali globalnej i rozkładającego się ładu światowego” jest jak tykająca bomba. „Polska polityka”, zdaniem Sienkiewicza, „wobec tych trzech wyzwań jest bezradna”. Czas, w którym państwo polskie zostanie skonfrontowane z poważnymi wyzwaniami, nie będzie kwestią naszego wyboru. Nie podporządkuje się naszemu kalendarzowi wyborów i wielkich rocznic. Test może przyjść za pięć lat albo jeszcze przed końcem roku.

Wydaje się, że Sienkiewicz dociera do fundamentalnego problemu, do pytania, czym będzie państwo w perspektywie następnych dekad, w jaki sposób możemy je sprytnie wzmocnić, nie tracąc czasu na jałowe spory i działania o niskim poziomie sprawczości. Autor pokazuje, gdzie tkwi swego rodzaju napęd rozwojowy – w przedsiębiorczości, potencjale polskich miast i poczuciu zbiorowej sprawczości.

Strategia Prawa i Sprawiedliwości wybrana po roku 2015 da się sprowadzić do głębokiego wotum nieufności wobec porządku instytucjonalnego III Rzeczypospolitej i próby odzyskania sterowności przy pomocy hierarchicznie zbudowanej partii. Warunkiem sterowności jest wymiana kadr na dyspozycyjne wobec kierownictwa PiS. Strategia ta nie pozwala jednak na generowanie energii, woli zmian, które wcześniej nie zostały pomyślane lub zainspirowane przez Nowogrodzką. A właściwie – przez głównego jej lokatora. „Państwo nie może już być tylko pasem transmisyjnym decyzji politycznych” – pisze Sienkiewicz. Złożoność społeczeństwa i jego interesów, sprawia, że musimy odejść od modelu państwa hierarchicznego i od autorytarnej zasady życia społecznego.

Strategia, którą proponuje Sienkiewicz, polega na dwóch równoległych procesach: na dialogu i na świadomym zaznaczaniu i zmianie sposobów obecności państwa. Dialogu – jako na metodzie rozwoju, a nie tylko wymianie informacji, potrzebnych rządzącym do utrzymania władzy, poprzez umiejętnie skonstruowane „oferty wyborcze” (oferty to nie tylko obietnice, ale czasami także konkretne działania – np. podwyżki wynagrodzeń w sektorze publicznym, nowe świadczenia socjalne, zmiany w sferze regulacji). Nowe, bliższe obywatelowi państwo ma być z kolei bardziej świadome skutków i form swego oddziaływania. Sienkiewicz rozumie w tym miejscu ważne spostrzeżenie, dokonane przez PiS: wycofywanie się państwa z obecności w codziennym życiu obywatela nie jest postrzegane jednoznacznie pozytywnie. Czasami skutkuje wręcz poważnym zachwianiem zaufania obywatela do władzy, obojętnej na jego problemy, lekceważącej jego obawy. Nawet jeżeli taka zmiana funkcjonowania państwa (nie tylko rządu, nawet nie tylko rządu i samorządu, ale całego sektora publicznego) wymaga lat, to sformułowanie kierunku pożądanych zmian wydaje się niezwykle istotne.

Wydaje się, że Sienkiewicz dociera do fundamentalnego problemu, do pytania, czym będzie państwo w perspektywie następnych dekad, w jaki sposób możemy je sprytnie wzmocnić, nie tracąc czasu na jałowe spory i działania o niskim poziomie sprawczości

Kiedy historia powie „sprawdzam”?

Najpoważniejsze wątpliwości budzi sposób postawienia kluczowej dla książki i wspomnianej wyżej „kwestii czasu”. Większość postulatów Sienkiewicza to program długofalowej pracy nad prawem i obyczajami. To kwestia wymiany nie tylko tych instytucjonalnych podzespołów państwa, które zużyły się lub nie pasują do obecnych wyzwań, ale także nowego sposobu patrzenia na funkcje państwa i tożsamość jego struktur. To wszystko wymaga lat, może dekad. Czasu, którego możemy nie mieć – jeżeli historia powie III Rzeczypospolitej: „sprawdzam”.

„Państwo teoretyczne istnieje nadal” – pisze Sienkiewicz. – „PiS nie położył temu kresu, najwyżej opakował słabości w sreberko propagandy. Udajemy przed sobą i pozwalamy sobie wmówić, że wszystko jest w porządku. Będzie tak do pierwszego poważnego kryzysu”. Nic nie wskazuje na to, by zmiana tego stanu rzeczy interesowała dziś liderów opozycji, by była przedmiotem zmartwień znaczących środowisk opiniotwórczych. Dlatego warto o państwie myśleć nie tylko w kategoriach długiego trwania i silnych fundamentów, ale także doraźnych recept na wypadek kryzysu. Wzmacniać te elementy – personalne i instytucjonalne – które pasują do takiej dwutorowej strategii.

Większość postulatów Sienkiewicza to program długofalowej pracy nad prawem i obyczajami

Ktoś – raczej nie żaden z politycznych liderów – musi być przynajmniej intelektualnie przygotowany na nowe wyzwania. Ktoś w sferze administracji i służb musi pod tym kątem myśleć o swojej pracy i o stanie narzędzi, jakimi w momencie poważnej awarii, będzie się posługiwał rząd. I muszą powstawać książki i teksty zapewniające elementarną komunikację i poczucie więzi między ludźmi, którzy nie przestali uważać państwa za najlepszy sposób panowania nad własnym zbiorowym losem. Książka Sienkiewicza taką komunikację przywraca, tworzy nowe punkty odniesienia. Jest materiałem, nad którym warto pracować.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, politolog, wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ostatnio opublikował książkę "Rywalizacja polityczna w Polsce" (2013)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz