Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Ostatnia szansa na zmiany w polskiej energetyce

Jeśli w przewidywalnej przyszłości nic się w tym zakresie nie zmieni, grozi nam energetyczna katastrofa. Co zrobić, by jej uniknąć?

Średni wiek polskich elektrowni węglowych wynosi aktualnie około 40 lat, a większość z nich przekroczyła już okres eksploatacji, na jaki były zaprojektowane. Zatem nawet nowe inwestycje w Jaworznie, Kozienicach, Opolu czy Ostrołęce nie tylko nie wystarczą, by pokryć zwiększające się zapotrzebowania na energię elektryczną, lecz nawet nie doprowadzą do zastępowalności obecnych źródeł. W nie lepszej sytuacji pozostają niedoinwestowane przez lata sieci elektroenergetyczne, które wymagają pilnych nakładów zarówno w ramach twardej infrastruktury, jak i w obszarze automatyki oraz systemów zarządzania.

To nie od wdrażanych strategii rządowych, programów grantowych i liczby innowacyjnych przedsiębiorstw będzie zależał sukces gospodarczy państwa w XXI wieku, lecz od tego, czy jego obywatele będą mieli swobodny dostęp do stosunkowo niedrogiej energii elektrycznej

Podobnie przedstawia się sytuacja w polskim sektorze ciepłownictwa. Ciepłownie oraz sieci przesyłowe stoją przed ogromnymi inwestycjami, związanymi ze zbliżającym się końcem okresu żywotności infrastruktury oraz przymusem wdrożenia przyjętych w 2017 r. Konkluzji BAT, czyli obowiązku zastosowania nowych, znacznie bardziej rygorystycznych norm środowiskowych w instalacjach spalania do celów energetycznych. Jest to istotny problem, dlatego, że w Polsce aż ok. 50% obywateli jest przyłączonych do lokalnych źródeł ciepła sieciowego, a tym samym ten rodzaj zasilania w ciepło jest u nas na tle całej Unii Europejskiej bardzo mocno rozwinięty. Dodatkowo, obecne na rynku państwowe czempiony energetyczne są aktualnie w bardzo złej sytuacji finansowej, wynikającej z ogromnych potrzeb inwestycyjnych przy jednoczesnym drenażu środków bieżących na rzecz wydatków związanych z polityką klimatyczną.

Jeśli w przewidywalnej przyszłości nic się w tym zakresie nie zmieni, grozi nam energetyczna katastrofa – nie mówiąc już o utraconych szansach, związanych z radykalnymi zmianami w globalnej gospodarce. Słyszymy o szerokim zastosowaniu nowych technologii, przyczyniających się bezpośrednio do ewolucji funkcjonowania całego społeczeństwa. Dowiadujemy się o nieuchronnie zbliżającej się rewolucji transportowej, związanej z rozwojem elektromobilności oraz upowszechnieniem pojazdów autonomicznych. Światowa gospodarka wchodzi w fazę pełnej robotyzacji przez zastosowanie idei przemysłu 4.0, a usługi publiczne zostaną znacząco usprawnione dzięki wdrożeniu koncepcji smart cities. A przecież sukces uzależniony jest od jednego, kluczowego czynnika – nieograniczonego dostępu do taniej energii elektrycznej. W moim przekonaniu to nie od wdrażanych strategii rządowych, programów grantowych i liczby innowacyjnych przedsiębiorstw będzie zależał sukces gospodarczy państwa w XXI wieku, lecz od tego, czy jego obywatele będą mieli swobodny dostęp do stosunkowo niedrogiej energii.

Rośnie zapotrzebowanie na energię

Tezę tę potwierdzają także coroczne badania Międzynarodowej Agencji Energetycznej (działającej od 1974 r. jako organ przy OECD), które wskazują, że zapotrzebowanie na energię na świecie w roku 2018 w porównaniu do roku poprzedniego wzrosło o 2,3%. Jednocześnie zużycie energii elektrycznej w tym samym okresie wzrosło już o ponad 4% w stosunku rocznym – tj. wzrost o ponad 900 TWh. Dlatego nie dziwi stwierdzenie, że energia elektryczna nazywana jest „paliwem przyszłości”, a szacunki tej samej instytucji, że do roku 2030 jej zużycie wzrośnie o ponad połowę w stosunku do roku 2018, wydają się być bardzo prawdopodobne. Oczywiście wzrost zużycia energii jest odmienny w różnych regionach świata. W roku 2018 za ponad 70% wzrostu odpowiadały wyłącznie Chiny, Indie i Stany Zjednoczone.

Wyłącznie trzy kraje, jakimi są Chiny, Indie oraz USA, odpowiadają za prawie 80% globalnej emisji gazów cieplarnianych

Należy także zauważyć, że równocześnie z zapotrzebowaniem na energię wzrastało zapotrzebowanie na jej nośniki. I o ile stopniowo zmienia się struktura miksu energetycznego na korzyść odnawialnych źródeł (przy czym za 40% wzrostu produkcji energii z OZE odpowiadały i tak wyłącznie Chiny), to udział paliw kopalnych w liczbach bezwzględnych również wzrastał. Liderem tutaj pozostawał gaz ziemny, na którego zapotrzebowanie wzrosło aż o 4,6% w stosunku rok do roku. Natomiast zapotrzebowanie na węgiel także kolejny rok z rzędu wzrosło o 0,7%. Toteż, zgodnie z najnowszymi szacunkami Instytutu Staszica, wzrost rocznego zapotrzebowania na „czarne złoto” wykorzystywane tylko do celów energetycznych wzrośnie do roku 2035 z obecnych 6,5 mld ton do 7,2 mld ton. Trudno zatem zgodzić się z lansowaną w ostatnim okresie tezą o pełnej dekarbonizacji gospodarki.

Sytuacja w Polsce nie odbiega w tym zakresie od danych światowych. Według komunikatu Polskich Sieci Elektroenergetycznych S.A. z kwietnia bieżącego roku, wzrost zużycia energii elektrycznej w skali roku wyniósł 1,97% i przekroczył poziom 170 TWh. Na skalę wzrostu wskazuje choćby to, że jeszcze 8 lat temu zużycie energii elektrycznej w Polsce wynosiło mniej niż 150 TWh. Jednocześnie praktycznie wszystkie analizy polskiego rynku energetycznego na najbliższe lata przewidują dalszy, stały wzrost zapotrzebowania na energię. Należy jednak zaznaczyć, że zgodnie z projektem „Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku”, wzrost ten będzie zaspokajany przede wszystkim dzięki budowie nowych źródeł odnawialnych i jądrowych. Tym samym procentowy udział węgla w naszym miksie energetycznym ma systematycznie spadać do poziomu 60% w roku 2030 (obecnie wynosi ok. 78%). Warto także nadmienić, że tylko w naszym kraju w ciągu najbliższych 20 lat planowane nakłady inwestycyjne na inwestycje związane z branżą energetyczną mają wynieść co najmniej 400 miliardów złotych.

Energetyka a ekologia

W świetle tych danych można byłoby stwierdzić, że wyłącznym zadaniem, przed jakimi stoją politycy i menadżerowie spółek energetycznych, jest decyzja o budowie dużej liczby nowych bloków energetycznych. Tak być może mogłoby być, gdyby nie fakt, że niepowtarzalne w skali historii świata tempo globalnego wzrostu gospodarczego i łączny przyrost liczby mieszkańców nie pozostają bez znaczenia dla środowiska naturalnego. W przekonaniu licznych naukowców człowiek ma istotny wpływ na dokonujące się zmiany klimatu. Tym samym, jeśli chce on pozostawić naszą planetę kolejnym pokoleniom w stanie przynajmniej nie gorszym niż ją zastał, musi w trakcie planowania zamierzeń inwestycyjnych wziąć pod uwagę także aspekt środowiskowy. Jest to o tyle trudne, że zgodnie z wcześniej przytoczonymi badaniami MAE, pomimo szerokich działań, mających na celu promocję gospodarki nisko- i zeroemisyjnej, globalna emisja CO2 wzrosła o 1,7% tylko w ciągu ostatniego roku.

Odpowiadając na potencjalne głosy krytyczne, wprost należy stwierdzić, że koszty polskiej transformacji energetycznej nie muszą być wcale tak wysokie jak niemieckiej Energiewende

Wyłącznie trzy kraje, jakimi są Chiny, Indie oraz USA, odpowiadają za prawie 80% globalnej emisji gazów cieplarnianych. Tym samym, jakiekolwiek działania podejmowane w kierunku walki z globalnymi zmianami klimatu bez współudziału tych trzech podstawowych emiterów mogą mieć charakter wyłącznie edukacyjny, psychologiczny i marketingowy, lecz nie wpłyną znacząco na globalne wyniki emisji CO2 do atmosfery. Problem wydaje się dodatkowo o tyle skomplikowany, że o ile liczba mieszkańców Europy i Stanów Zjednoczonych utrzymuje się na porównywalnym poziomie, a poziom elektryfikacji dochodzi tam do 100%, to na świecie, głównie w Azji Środkowej oraz Afryce ponad miliard ludzi ciągle nie posiada dostępu do energii elektrycznej.  Toteż jeśli uznamy, że stały dostęp do niej jest podstawowym prawem człowieka (bo przecież gwarantuje nie tylko możliwość przechowywania żywności i oświetlenia mieszkania, ale także nauki, komunikacji na odległość, a nawet prowadzenia podstawowej działalności gospodarczej), to musimy liczyć się ze znaczącym wzrostem zapotrzebowania na nowe bloki energetyczne, a tym samym – ze zwiększoną emisją gazów cieplarnianych.

Potrzeba globalnej transformacji

Czy zatem pozostaje nam jedynie bezczynne przyglądanie się zmieniającemu się światu i czekanie na zbliżający się Armagedon? Moim zdaniem jedynym humanitarnym rozwiązaniem obecnej sytuacji jest globalna transformacja energetyczna, polegająca na bardzo szybkim rozwoju źródeł niskoemisyjnych w postaci energetyki jądrowej lub OZE. Elektrownie atomowe są źródłem o praktycznie zerowej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, jednak charakteryzują się stosunkowo wysokim kosztem budowy, długim okresem realizacji inwestycji oraz reglamentowanym dostępem do technologii. Niewątpliwym atutem może być fakt, że zastosowanie elektrowni jądrowych, a w szczególności nie do końca jeszcze przetestowanych reaktorów SMR (Small Modular Reactor) jest zbieżne z obecnym pojmowaniem systemu energetycznego i pozwala na wykorzystanie już istniejących sieci elektroenergetycznych.

Należy jednak pamiętać, że przykłady ostatnich realizacji takich elektrowni na świecie wskazują na znaczące ryzyko wzrostu kosztów i wydłużenia inwestycji w trakcie jej realizacji (aktualne przykłady na rynku brytyjskim, francuskim i fińskim). Drugim z proponowanych rozwiązań jest szerokie zastosowanie energetyki rozproszonej opartej w głównej mierze na źródłach odnawialnych. Rozwiązanie to wbrew pozorom jest pod względem organizacyjnym znacznie bardziej skomplikowane i trudne do wdrożenia niż realizacja pojedynczych, dużych bloków jądrowych. Niezbędne są przy nim nowe inwestycje w infrastrukturę sieciową i jej pełną automatyzację w związku z pojawieniem się na rynku dużej grupy prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii. W okresie przejściowym, tj. aż do momentu upowszechnienia technologii magazynowania energii, niezbędne jest też ciągłe wykorzystywanie źródeł konwencjonalnych w celu stabilizacji systemu energetycznego. Tym samym, bez względu na to na jakim wariancie będą opierać się przyszli decydenci, należy liczyć się z bardzo wysokimi kosztami finansowymi realizacji niezbędnej transformacji energetycznej.

Niepowtarzalna szansa

Przed podobnymi, a nawet bardziej spotęgowanymi problemami aktualnie staje także nasz kraj.

Przedstawiana przeze mnie na początku tekstu tragiczna wizja polskiej energetyki niekoniecznie musi oznaczać katastrofę dla naszego kraju. Zdając sobie sprawę z sytuacji, w której pilne potrzeby inwestycyjne występują w praktycznie każdym sektorze energetycznym, stoimy przed jedyną w swoim rodzaju możliwością przemodelowania całego systemu. Jednocześnie mamy niepowtarzalną szansę skorzystania ze swoistej premii za zapóźnienie, która pozwala nam pominąć inwestycje w przejściowe rozwiązania. Należy zatem w mojej opinii wyznaczyć największe przewagi konkurencyjne, wynikające z naszego położenia geograficznego oraz już istniejącej infrastruktury, a następnie zastanowić się nad rodzajami technologii, które będą zyskiwały na znaczeniu w kolejnych latach i które możemy swobodnie wdrożyć w naszym kraju. Jeżeli będziemy posiadali wystarczającą determinację, siłę polityczną oraz spójną strategię to nie będziemy musieli wybierać wyłącznie pomiędzy francuskim modelem energetyki jądrowej, a niemiecką Energiewende.

Aby przedstawiona wizja się ziściła, nie wystarczy prowadzić wyłącznie polityki łatania dziur w systemie, czego przejawem jest niestety zaprezentowana ostatnio „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku”

Dlatego też warto zastanowić się czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie polską energetykę opartą na wykorzystaniu spółdzielni i klastrów energetycznych, w których główną i centralną rolę będą odgrywać lokalne elektrociepłownie, zarządzające jednocześnie różnymi źródłami energii. Istnienie takich licznych przedsiębiorstw, realnie wdrażających koncepcję gospodarki w obiegu zamkniętym, gdzie energia pochodzić będzie zarówno z przetwarzania odpadów, jak i z tak bogato występujących w naszym kraju źródeł geotermalnych, może być podstawową wizytówką naszego kraju. Warto zastanowić się nad systemem energetycznym, którego realnymi uczestnikami będą osoby fizyczne oraz przedsiębiorcy, nie tylko wspomagający gospodarkę przy produkcji energii, ale także dzięki zastosowaniu elastycznych taryf, oddzielnego rynku mocy oraz lokalnych magazynów energii stanowiący złożony system bilansowania sieci. Możemy wyobrazić sobie kraj, gdzie zasady społecznościowego współdzielenia nie będą dotyczyć tylko rozrzuconych po mieście hulajnóg, czy pokoi dla turystów, lecz także energii elektrycznej, którą każdy z obywateli będzie mógł swobodnie wytwarzać, magazynować i sprzedawać. Kraj, którego system energetyczny będzie posiadał wysoki stopień odporności na nieprzewidziane wydarzenia atmosferyczne i polityczne, gdyż nie będzie posiadał dużych pojedynczych źródeł wytwórczych narażonych na ataki i awarie, lecz opierał się będzie na rozproszonym systemie energetycznym rozliczanym pomiędzy jego uczestnikami przy wykorzystaniu technologii blockchain. System, który ograniczy rolę nieefektywnych państwowych czempionów na rzecz wyspecjalizowanych przedsiębiorstw działających w lokalnej skali oraz sprawnego regulatora i administratora sieci dystrybucyjnych.

Starczy nam determinacji?

Czy taka wizja jest nierealna i zbyt kosztowna? W moim przekonaniu – nie. Odpowiadając na potencjalne głosy krytyczne, wprost należy stwierdzić, że koszty polskiej transformacji energetycznej nie muszą być wcale tak wysokie jak niemieckiej Energiewende. Koszty montażu instalacji fotowoltaicznych w ciągu ostatnich 10 lat (czyli mniej więcej wtedy, gdy nasz zachodni sąsiad rozpoczynał swoją rewolucję energetyczną) spadły o prawie 75%, natomiast koszty inwestycji wiatrowych – o ok. 25%. Jednocześnie w tym samym czasie żywotność, sprawność oraz efektywność magazynów energii rośnie w tempie dwucyfrowym każdego roku. Obecnie cena aukcyjna energii wytwarzanej z OZE staje się niższa niż energii ze źródeł konwencjonalnych i to przy założeniu obecnych jej cen na rynku hurtowym, które w najbliższych latach będą stale rosnąć ze względu na ograniczoną podaż certyfikatów CO2. Jednocześnie, jeśli pozostaniemy przy technologiach węglowych oraz jądrowych, trudno będzie nam uzyskać znaczące przewagi, gdyż rynek globalny na tego typu produkty charakteryzuje się już wysoką konkurencyjnością. Inaczej natomiast przejawia się sytuacja w segmencie energetyki rozproszonej, gdzie nasz kraj już teraz samoczynnie wyrasta na europejskiego lidera w produkcji baterii akumulatorowych, części do farm wiatrowych, czy recyklingu urządzeń elektronicznych. Tym samym Polska może stać się nie tylko wzorem do naśladowania udanej transformacji energetycznej, ale także eksporterem wysokiej jakości produktów, na które popyt na świecie będzie systematycznie wzrastał.

Jednakże, aby przedstawiona wizja się ziściła, nie wystarczy prowadzić wyłącznie polityki łatania dziur w systemie, czego przejawem jest niestety zaprezentowana ostatnio „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku”. W moim przekonaniu, należy wykorzystać największy kapitał, jakim dysponuje nasz kraj, czyli kreatywnych i przedsiębiorczych jego mieszkańców, dając im możliwość spółdzielczego tworzenia lokalnych systemów energetycznych. Pozwoli nam to na zgodną z europejską polityką klimatyczną transformację energetyczną, przy jednoczesnym rozwoju innowacyjnego przemysłu oraz zagwarantowaniu całej gospodarce niskich cen energii elektrycznej w długim okresie. Tylko czy wystarczy nam wyobraźni i odwagi, aby zrobić coś, co inne kraje wdrożą dopiero za kilka lat?

prawnik, specjalista ds. publicznego prawa gospodarczego, przedsiębiorca działający w branży energetycznej, działacz społeczny, współautor raportów i artykułów branżowych oraz prelegent licznych szkoleń i konferencji.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Ostatnia szansa na zmiany w polskiej energetyce”

  1. Sailor pisze:

    Bardzo ciekawa analiza, pokazująca nie tylko zagrożenia ale i drogi wyjścia z impas jaki nas może czekać. Oby więcej takich głosów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz