Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Afrykański lew odnawialny

Afryka jest ofiarą zmian klimatycznych, na które remedium ma być zielona energia. Dzięki niej może stać się beneficjentem technologicznego rozwoju w tym zakresie i wykorzystać swój potencjał

Dobrze pamiętam noce spędzone w Afryce Zachodniej i w Sudanie, kiedy zapadał zmrok, a jedynym światłem stawały się latarki i żarzący się węgiel drzewny na dziedzińcu domów, w których byłem gościem. W innych miejscach rozlegał się dźwięk agregatów prądotwórczych, do którego należało się przyzwyczaić. Takie obrazki są wciąż powszechne na kontynencie, stojącym u progu rewolucji energetycznej.

600 milionów bez prądu

Afrykańska energetyka od lat borykała się z problemami. Kolonializm nastawił się na łupienie kontynentu i czerpanie zysków przez wąską grupę kolonizatorów. Nikt nie myślał o rdzennych mieszkańcach. Wszystkie sfery życia zostały podporządkowane kilku modelom kolonialnym.

Na fali dekolonizacji Afryki pojawiły się nowe państwa, których afrykańskie władze zaczynały praktycznie od zera. Granice nowych krajów, arbitralnie narzucone kolonialną spuścizną, zmuszały do pokonywania szeregu problemów. Jednym z największych wyzwań stał się dostęp do energii.

W 2016 roku wskaźnik zelektryfikowania kontynentu afrykańskiego wynosił 77 proc. na obszarach miejskich i zaledwie 32 proc. na obszarach wiejskich. 600 milionów osób pozostawało bez dostępu do prądu

W latach zimnej wojny państwa afrykańskie szukały różnych sposobów. Najczęściej były to jednak inwestycje hydrotechniczne, które nie są uznawane za przyjazne dla środowiska. Ich koszt był trudny do udźwignięcia, a budowa wymagała zakontraktowania wykonawców spoza Afryki. Symbolem takiej wielkiej inwestycji była tama w Akosombo, zbudowana na rzece Wolta w Ghanie z inicjatywy Kwame Nkrumaha, pierwszego prezydenta tego państwa i ojca jej niepodległości. Pomimo swoich socjalistycznych sympatii, Nkrumah szukał pieniędzy nie tylko w bloku wschodnim, ale zabiegał o finanse w Stanach Zjednoczonych. Jednak realizacja takich inwestycji oznaczała uzależnienie się od pożyczek i zadłużenie.

Tamy wyrastały na innych wielkich rzekach. Tak powstał zbiornik w Asuanie na Nilu, z wydatną bratnią pomocą Związku Radzieckiego. Jednak były i takie hydroinstalacje, jak zapora Mobaye na rzece Ubangi w byłym już Zairze, wzniesiona tylko po to, aby dostarczać prąd do pałacu w dżungli słynnego zairskiego dyktatora Mobutu, utrzymującego się u władzy dzięki zimnowojennym podziałom i opowiedzeniu się po stronie państw Zachodu.

Kilkadziesiąt lat niepodległości nie załatwiło jednak definitywnie sprawy powszechnej dostępności do energii elektrycznej. W 2016 roku wskaźnik zelektryfikowania kontynentu afrykańskiego wynosił 77 proc. na obszarach miejskich i zaledwie 32 proc. na obszarach wiejskich. 600 milionów osób pozostawało bez dostępu do prądu.

Oczywiście inaczej to wygląda w poszczególnych regionach Afryki – trudno porównać Republikę Południowej Afryki z ubogim Nigrem, ale średnia pokazuje jak wiele jest do zrobienia. Okazuje się, że nie jest to jednak misja niemożliwa, a warunki, jakimi dysponuje kontynent afrykański, aż proszą się o wdrożenie ambitnego planu rozwoju energetyki odnawialnej.

Wielki słoneczny projekt

Afryka wydała się o tyle ciekawym kierunkiem energetycznym, że nawet państwa Unii Europejskiej zaczęły poważnie zastanawiać się nad przyłączeniem europejskich sieci energetycznych do potężnych elektrowni słonecznych, które miały zostać zlokalizowane na północy kontynentu. Ogromne połacie Sahary mają niewątpliwy atut w postaci dostępności do słońca. Tak narodził się pomysł na projekt TuNur w Tunezji, którego celem jest przesyłanie energii słonecznej do Europy, do domów we Francji i we Włoszech, a nawet do Wielkiej Brytanii.

Największym solarnym projektem jest kompleks elektrowni Noor Ouarzazate w Maroku. Potężna inwestycja stała się największą farmą słoneczną na świecie, zajmując obszar ponad dwóch tysięcy hektarów. Egipt stara się również uczestniczyć w tym wyścigu dostarczając prąd dwóm milionom osób z elektrowni w Kuraymat.

Można byłoby pomyśleć, że w takim razie uda się rozwiązać kryzys klimatyczny dzięki inwestycjom w zieloną energetykę. Jednak na przeszkodzie stoi przede wszystkim niestabilna sytuacja na północy Afryki. O ile Maroko jest rządzone dość twardą ręką lokalnej dynastii, której udało się uniknąć efektu arabskiej wiosny, to już znacznie gorzej sytuacja przedstawia się w przeżywającym polityczne perturbacje Egipcie; w Libii trwa wojna, której końca nie widać, a sytuacja w Algierii jest wciąż napięta. Uzależnienie się Europy od tak niestabilnych źródeł byłoby nierozważne.

Niestabilność w części państw kontynentu afrykańskiego powstrzymuje zatem wielkie inwestycje, które są kosztowne i wymagają inwestorów spoza Afryki. A nikt nie chce wrzucać pieniędzy do worka bez dna, bo tak mogłaby się skończyć realizacja projektu w niespokojnym Czadzie, czy też na północy Mali. Im bardziej na południe, tym perspektywy są gorsze, bo oddalamy się od Europy, konsumującej najwięcej energii. Afryka jest na drugim biegunie tej konsumpcyjnej stawki. I tu mamy kolejny paradoks. Afrykanie mają najniższy ślad węglowy i nie dokładają do globalnego pieca, którym można nazwać zjawisko globalnego ocieplenia. Jednocześnie są pierwszymi ofiarami zmian klimatu, odczuwając najsilniej ekstremalne zjawiska pogodowe.

Chińskie technologie ruszają na odsiecz

Czy Afryka ma szansę na poprawę energetycznego ubóstwa? Czy Afrykanie są skazani na duże inwestycje w potężne elektrownie? Odpowiedź nadchodzi z Państwa Środka. Chiny konsekwentnie budowały swoje wpływy w państwach afrykańskich, nie zrażając do siebie głów poszczególnych krajów, oskarżanych o dyktatorskie rządy. W czasach postzimnowojennych Zachód miał mniejszy zapał do wspierania afrykańskich przywódców, oskarżanych o łamanie praw człowieka i demokracji. Oczywiście do dziś robi wyjątki, czego sztandarowym przykładem jest Gwinea Równikowa znajdująca się w rękach krwawego reżimu klanu Nguemów. Jednak znów sprawdza się zasada: lepszy jest jeden „nasz dyktator” niż ciągła rotacja – i w imię dostępu do złóż ropy naftowej międzynarodowa opinia publiczna nie przejmuje się losem uciskanych Gwinejczyków. Jednak w wyścigu o wpływy w Afryce niewątpliwym zwycięzcą stały się Chiny. Pekin miał również tę przewagę, że nie był utożsamiany z kolonialną przeszłością.

Czy Afryka ma szansę na poprawę energetycznego ubóstwa?

Dziś mówi się o skolonizowaniu i uzależnieniu kontynentu afrykańskiego przez Chińczyków. Warto zaznaczyć, że ten proces ma inne oblicze. Chińskie pieniądze służą zagwarantowaniu dostępu nie tylko do surowców naturalnych, ale i do ziemi uprawnej oraz do potężnego rynku zbytu. I to właśnie na tym rynku pojawiła się nisza taniejących technologii OZE, które pozwolą na zmianę w zakresie dostępu do energii.

Jak już wspomniałem, trend malejących cen na panele fotowoltaiczne i mikroinstalacje jest związany z ich nieustannym rozwojem w Chinach. Dotyczy on nie tyko Afryki, ale i innych państw, do których trafiają produkty z Dalekiego Wschodu.

Kenijski kiosk na słońce

Firmy oferujące tanie rozwiązania z zakresu energetyki odnawialnej ze słońca stoją przed wielką szansą. Popularność „solarów” sprawia, że zaczynają one mieć coraz większy wpływ na życie odległych od dużych miast miejscowości. W kenijskim Olekaramatian pojawił się kiosk zasilany energią ze słońca. Kiedy nastaje mrok, w tym oddalonym o 100 kilometrów od Nairobi osiedlu wyznacza centrum życia całej miejscowości. Co więcej, dostęp do energii umożliwia przechowywanie produktów wymagających niskich temperatur. Wcześniej mieszkańcy Olekramatian musieli wyruszać po nie do odległych sklepów. Teraz przez dwadzieścia cztery godziny i siedem dni w tygodniu mogą korzystać z własnego punktu handlowego. Solarny kiosk oferuje też tanie produkty ładowane słońcem, przede wszystkim oświetlenie, które rozprasza mrok, szybko zapadający po zachodzie słońca.

Potencjał energetyczny kiosku mógłby być jeszcze większy. Mikroinstalacja na punkcie handlowym może służyć również innym drobnym inicjatywom biznesowym, a ambicje ma znacznie większe –dotyczą one dostarczania energii całej wsi. Jak podkreślają eksperci, takie rozwiązania są znacznie lepsze niż wielkie inwestycje w hydroelektrownie, których koszty są trudne do udźwignięcia. Owszem, mikroinstalacja uczy nawyków oszczędzania energii, ale nie jest o nie trudno w społecznościach odciętych jak dotąd od prądu. Solarne kioski są zatem jednym z kolejnych sposobów zmniejszania energetycznego ubóstwa w Afryce i mogą stymulować jej rozwój.

O ile państwa zachodnie oraz Chiny konsumują coraz więcej i są „energetycznie rozpieszczone”, kraje Afryki mają swoją szansę w dążeniu do powszechnej dostępności do prądu

Chęć uzyskania dostępu do prądu stała się impulsem do działania dla malawijskiego chłopca Williama Kamkwamby. Postanowił on, jeszcze jako nastolatek, zbudować turbinę wiatrową z części znalezionych na wysypisku. I zamiast walczyć z wiatrakami, sam konstruuje wiatrak, który dostarcza energię. W ten sposób Kamkwamba stał się bohaterem mediów i książki Bryana Mealera „O chłopcu, który ujarzmił wiatr”, opublikowanej również w języku polskim. Historia miała miejsce kilkanaście lat temu, ale dowodzi, że potrzeba jest matką wynalazków. Jest też rynkiem zbytu na tanią fotowoltaikę i energię z wiatru. Wsparcie w zakresie budowy kolejnych mikroinstalacji może pomóc Afrykanom wyjść z kryzysu. Dzięki niemu mogą stać się prosumentami – i ten scenariusz jest wykonalny.

Energetyczna rewolucja

Stajemy się świadkami swego rodzaju rewolucji. O ile państwa zachodnie i Chiny konsumują coraz więcej i są „energetycznie rozpieszczone”, szansą krajów Afryki jest dążenie do powszechnego dostępu do prądu. Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój energetyki odnawialnej, próg, za którym każdy Afrykanin będzie miał dostęp do prądu, zostanie przekroczony wcześniej niż w prognozowanym jak dotąd roku 2080.

Energia ze słońca i wiatru (szczególnie ta druga), dostępna wzdłuż afrykańskich wybrzeży, wytycza dalszy kierunek rozwoju kontynentu. W tej sprawie nikt już nie ma dziś wątpliwości. Pozostają dwie niewiadome. Pierwszą jest niestabilność polityczna wielu państw i wewnętrzne konflikty, które wciąż utrudniają wdrożenie ambitnych planów w zakresie bezpieczeństwa energetycznego. Drugą jest przyszłość kosztownych i dużych inwestycjai w przesyłanie energii z saharyjskich elektrowni słonecznych. Nikt nie chciałby się uzależniać energetycznie od wciąż zagrożonej kolejnym wrzeniem Afryki Północnej.

współpracownik NK, doktor nauk humanistycznych, z wykształcenia historyk, politolog i dziennikarz. Miłośnik przyrody i Wileńszczyzny. Obecnie wspiera działania Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze i prowadzi Magazyn Poświęcony Przyrodzie natropie.tv [1]. Zajmuje się również tematyką afrykańską i interesuje bliskowschodnią, w kontekście niemuzułmańskich społeczności Bliskiego Wschodu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Afrykański lew odnawialny”

  1. JanOlgierd pisze:

    Tymczasem na Zachodzie, a zwłaszcza w Europie tryumfy święci religia zwalczania CO2 za wszelką cenę. Np. Forsal [i Pani Lewestam ] – i jej “jedynie słuszna teza” https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1422752,lewestam-albo-klimat-albo-dzieci-opinia.html . Cóż – próbowałem napisać po kolei, dlaczego TAKIE pomysły to samobójstwo i dla ludzkości i dla gospodarki – niestety cenzura totalna robi swoje. Trudno – mam nadzieję, że na NK mój komentarz promujący OZE się ukaże…. Bo problem w tym, że 90% populacji [ta nie-biała i nie-zachodnia] ma ślad węglowy w “wielkim poważaniu” zaś rezygnację z potomstwa uważa za objaw degeneracji kulturowej – i za zwykły obłęd. A raczej za objaw indywidulanego i zbiorowego samobójstwa. Co więcej – wobec “jedynie słusznej” religii konsumpcjonizmu totalnego i wtłaczanej non-stop idei “róbta, co chceta” wyznawanej zgodnie [własnie w tych punktach przez zachodnich liberałów i lewaków] – rodzina, która zrezygnuje z dzieci – utopi przychody w konsumpcję – która pewnie mocno przewyższy ślad węglowy – potrzebny na wychowanie dzieci. Nie mówiąc o tym, że tylko postęp technologiczny [nie tylko technologii OZE – chodzi o postęp ogólny, dający większą produktywność przy mniejszym zużyciu surowców i energii i emisji] – to zadanie własnie naszych dzieci. Czyli ta przykładowa “mądra ekologicznie” i “postępowa” i tak bardzo ideowa kobieta [czy młodzi małżonkowie], rezygnując z dziecka, może pozbawić ludzkość przyszłego zbawcę – i to właśnie w tematach ekologicznych. A na pewno – gdyby ta moda czy raczej religia ekologiczna wyprała mózgi masowo całemu młodemu pokoleniu na tym padole parady ideologicznych manipulantów – no!, WTEDY katastrofa ludzkości pewna. Liczy się CAŁY rachunek strat i zysków – a nie tylko tylko pół prawdy – czyli całe kłamstwo. Zresztą – w razie upowszechnienia takich “mądrych” ideologii [np. przez “postępowy” i “jedynie słuszny” i “zbawczy” umowny rząd światowy] nastąpi załamanie zstępowalności pokoleń i katastrofa dzietności, a to może doprowadzić tylko do jednego – na starość owi bezdzietni starcy zostaną bez opieki – i pewnie nawet bez świadczeń emerytalnych – bo te mają pokrycie jedynie wtedy – gdy realna wartość idzie z pracy młodego pokolenia – którego w takim wypadku nie będzie. Stąd podejście owych “ekologicznych zbawców ludzkości” jest czysto schizofreniczne – bo najpierw konsumpcyjnie [i wygodnie dla siebie – czyli egoizm pod maseczką rzekomej “szlachetności” i “poświęcenia” – zużyją zasoby, jednocześnie nie mając dzieci zlikwidują kapitał ludzki, najważniejszy zasób ludzkości, który rozwija technologię i rozwiązuje problemy – po to, by na starość umierać z głodu w kompletnej beznadziei i z definicji bez opieki – jako bankruci działający wg zasady “po nas choćby potop”. I na tym własnie polega ich “dojrzałość” i “odpowiedzialność”…naprawdę, trudno o większy bezsens i kontrproduktywność względem deklarowanych gromko tzw. “szczytnych haseł”…i trudno o głupsze samobójstwo ludzkości… A jeżeli już jakaś młoda osoba naprawdę śmiertelnie poważnie traktuje hasła, że ogólnie ludzie [dzieci] to wróg numer 1 dla ekologii – to powinna KONSEKWENTNIE i WG WŁASNYCH WYZNAWANYCH ZASAD [dla mnie całkowicie bezsensownych – zaznaczam] zaczynać natychmiast wdrażanie planu od siebie. Co niestety przy ich zaślepieniu by prowadziło do jakichś zbiorowych rytualnych “radosnych” samobójstw na łonie natury – z wiankami na głowie i przy uwodzących dźwiękach “Czarodziejskiego fletu” – no bo wtedy raz, że umarliby młodo i pełni owego wydumanego szczęścia ekologicznego, dwa, że konsumpcyjnie by nie zużyli wielu cennych zasobów i nie namnożyliby konsumpcją śladu węglowego – no i oszczędziliby sobie ponurej i dramatycznej starości. Tylko, że to by oznaczało kollaps gospodarki już zaraz, a nie za pokolenia – no bo zabrakłoby najproduktywniejszej i najbardziej kreatywnej siły roboczej – no i gospodarka starego typu jak na razie twardo idzie na popycie konsumenckim. A tu taki klops – i to podwójny… Dlatego zdecydowanie wolę, by dzieci się rodziły, by te dzieci uczyć liczyć i ROZUMIEĆ wszystko CAŁOŚCIOWO – i uczyć je konstruktywnego podejścia opartego o budowanie nowego świata – opartego o gospodarkę cykliczną, o OZE, o zwiększenie liczby i szybkości obiegu materii i energii na Ziemi, opartego o nowe technologie nowej generacji – dające skokowy wzrost produktywności, dostępu do energii, komunikacji, postępu technicznego i społecznego – wzrostu realnego opartego o rozwój, a nie jakieś dziwaczne scenariusze bliższych lub dalszych samobójstw ludzkości. Wystarczy choćby super-lekkimi ekranami grafenowymi na orbicie zasłonić 1/10 Ziemi i dowolnie manewrujemy bilansem cieplnym planety – w razie potrzeby odwracając dowolnie wzrost temperatury. Który to wzrost NIEZALEŻNY OD CZŁOWIEKA jest obserwowany obecnie od połowy XVIII w – jako kolejny NORMALNY cykl tzw. Optimum Klimatycznego. Poprzednie Optimum Klimatyczne było we wczesnym średniowieczu – wtedy np. w Anglii hodowano winogrona, a Wikingowie zasiedlili Grenlandię, czyli WTEDY prawdziwie nazywany Zielony Ląd. Potem przed końcem średniowiecza odwróciło się z klimatem, a w XVII w. Bałtyk cały zamarzał, a na środku Bałtyku ustawiano [na 4-5 miesięcy – taka była zima] karczmy na lodzie dla przejezdnych…. Wracając do ekranów grafenowych – te posłużą jednocześnie do pozyskiwania energii elektrycznej [grafen służy także jako ogniwo PV] na gigantyczną skalę, znacznie powyżej potrzeb ludzkości. Co jednocześnie [prócz zasilenia Ziemi – bezprzewodowo] umożliwi wydajne kopalnictwo kosmiczne [oparte o misje na silnikach plazmowych/jonowych] i wykładniczy wzrost Przemysłu 4.0 w kosmosie. Autorom artykułu [i tym animującym w cieniu i tym oficjalnie firmującym wpierane “mądrości” na końcu łańcucha propagandy – rzekomych “nieuchronnych alternatyw” w ramach wtłaczania opium dla mas i duraczenia ludzi na skalę totalną] – doradzam wstąpienie do zakonu o ścisłej regule – w tym regule całkowitego milczenia. Pożytki z tego będą znaczne. Raz, że będą prowadzili bardzo ekologiczny tryb życia, o bardzo niskim śladzie węglowym i przy bardzo niskiej konsumpcji – przy okazji dzieci też nie będą mieli zgodnie z ich tak szlachetnymi pragnieniami – a dwa, że dzięki ślubom milczenia nie będą mogli rozsiewać ekstremalnego ogłupiania ludzi – obracania kota ogonem i wylewania dziecka z kąpielą [poniekąd dosłownie]. No i trzecia rzecz – dzięki posłuszeństwu wobec mądrzejszych od siebie przełożonych [mądrzejszych – bo kontynuujących od wieków sprawdzone konstruktywne działania – POŻYTECZNE dla ludzkości] – zarówno posłusznie i przykładnie dla młodego pokolenia wypełniając “ora et labora” jak i konkretami działaniami [np. przy uprawie przyklasztornego ogródka, pasieki lub przy opiece nad dziećmi i inne sprawdzone i bezpieczne dla innych zadania] będzie z nich jakiś sensowny pożytek dla ludzkości. Czego im z całego serca życzę – jak i powrotu do rozumu po wszechstronnej detoksykacji psychiatrycznej [co jest konieczne dla ofiar sekty klimatycznej] i po odwróceniu prania mózgu, które ci nieszczęśni przeszli…

  2. AleksandraChojnacka pisze:

    To jest przyszłość dla Afryki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz