Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

„Orzeczenie na zlecenie”, czyli triumf ignorancji

Nie było outsourcingu orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, tylko powierzenie wyspecjalizowanej pracy prawnikowi nadzorowanemu przez sędziego. To normalne, gdy TK ma działać merytokratycznie

Nie było outsourcingu orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, tylko powierzenie wyspecjalizowanej pracy prawnikowi nadzorowanemu przez sędziego. To normalne, gdy TK ma działać merytokratycznie

„Rzeczpospolita” doniosła – słowami, które dają posmak sensacji – że oto sędziowie Trybunału Konstytucyjnego posługiwali się w 2015 roku osobami trzecimi w przygotowaniu orzeczeń tegoż. Czytając doniesienie dziennika, jakoby specjalizującego się w kwestiach prawnych, w tym dotyczących stosowania prawa, można by pomyśleć, że oto ujawniony został straszny proceder „outsource’owania” orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. A jak jest naprawdę?

Do czasu dojścia do skutku w Trybunale „dobrej zmiany” sposobem pracy Trybunału było ścieranie się stanowisk i dochodzenie do konsensusu raczej w trybie akademickiego dyskursu, a nie głosowania. Głosowanie i ewentualna obecność w orzeczeniu zdania odrębnego była ostatecznością.

Akademicki tryb, przypominający raczej ważenie głosów i argumentów, a nie ich liczenie, powodował, że dla podjęcia decyzji konieczne było nie tyle sprawdzenie, „co jest na bazie i po linii”, ale jakie są wypowiedzi doktryny, także spoza polskiego środowiska, jakie były głosy i uzasadnienia w procesie legislacyjnym. Dlatego, dla zapewnienia odpowiedniej jakości merytorycznej orzeczeń, nie zapadały one na godzinę przed ich ogłoszeniem, w rezultacie głosowania sędziów, ale w rezultacie czasami więcej aniżeli dwóch narad, które miały raczej charakter dyskusji seminaryjnej, a nie posiedzenia komisji sejmowej. Żeby było, o czym dyskutować, konieczne było często przeprowadzenie głębokiego tzw. „research’u”. Nigdzie na świecie, w praktyce orzeczniczej, takiego research’u nie prowadzą sędziowie. Ich czas jest po prostu za drogi, a sprowadzenie ich do tej roli byłoby społecznie zbyt kosztowne. Dlatego powierzenie wyspecjalizowanej pracy prawnikowi także spoza Trybunału, jeżeli było odpowiednio nadzorowane przez sędziego, nie powinno dziwić.

Przenoszenie na działanie organu kierującego się zasadami merytokracji, jakim był do niedawna Trybunał Konstytucyjny, standardów funkcjonowania organów władzy posiadających wyłącznie polityczną legitymację i obradujących oraz podejmujących decyzje wyłącznie przez odwołanie do argumentu większości głosów, jest po prostu objawem niezrozumienia tego, czym do niedawna był Trybunał Konstytucyjny

To, że aplikant sędziowski czy asystent sędziego przygotowuje sędziemu projekt uzasadnienia wyroku, albo przeprowadza kwerendę w orzecznictwie dla znalezienia odpowiednich „precedensów”, nie budzi niczyich wątpliwości. W przypadku orzecznictwa Konstytucyjnego taką bazą są wypowiedzi doktryny, uzasadnienia aktów prawnych, wypowiedzi innych sądów konstytucyjnych (np. niemiecka ustawa zasadnicza – w co może trudno Polakom uwierzyć – stoi na bardzo podobnych, jeżeli nie identycznych podstawach aksjologicznych, uznając przyrodzoną godność każdej istotny ludzkiej za podstawę wszystkich praw i wolności). Dlatego posłużenie się, na potrzeby poszerzenia wiedzy adekwatnej dla rozstrzygnięcia danego zagadnienia konstytucyjnoprawnego, np. (jak w przykładzie zawartym w artykule „Rzeczypospolitej”) pracownikiem Instytutu Nauk Prawnych PAN mogło być bardzo korzystne – dla merytorycznej jakości orzeczenia TK. Opublikowane teksty umów wskazują jednoznacznie, który sędzia dokonywał wyboru osoby wykonującej czynności przygotowawcze i że to on odpowiadał za odbiór tej pracy.

Przenoszenie na działanie organu merytokratycznego, jakim był do niedawna Trybunał Konstytucyjny, standardów funkcjonowania organów władzy posiadających wyłącznie polityczną legitymację i obradujących oraz podejmujących decyzje wyłącznie przez odwołanie do argumentu racji większości, jest po prostu objawem niezrozumienia tego, czym do niedawna był Trybunał Konstytucyjny. Był organem odwołującym się raczej do władzy rozumu (ad imperio rationis), a nie racji władzy (ad ratione imperii).

Komentarze

2 odpowiedzi na “„Orzeczenie na zlecenie”, czyli triumf ignorancji”

  1. Łukasz Doktór pisze:

    Niestety, autor komentarza wygodnie pomija pewne szczegóły całej sprawy tj.:

    (1) niektóre zlecenia miały za przedmiot “przygotowanie projektu orzeczenia” a więc nie odnosiły się wyłącznie do research’u określonego zagadnienia (albo np. przeprowadzenia analizy prawnoporównawczej), co być może byłoby jeszcze do zaakceptowania (z zastrzeżeniami z pkt (2)) – to oznacza, że podwykonawca (osoba spoza Trybunału) miał przemożny wpływ na meritum rozstrzygnięcia,

    (2) samo powierzenie opracowania części uzasadnienia orzeczenia (przyjmijmy hipotetycznie, że zlecenia wyłącznie do tego się ograniczały) osobie spoza Trybunału budzi poważne wątpliwości; sędziowie Trybunały po to mają asystentów, a więc osoby podległe służbowo i pozostające w stosunku pracy, zobowiązane do tajemnicy, etc., aby to one przygotowywały research na potrzeby orzeczenia; zewnętrzny prawnik nie jest wcale “nadzorowany” przez sędziego – jest w istocie usługodawcą, a jakość jego pracy nie jest na bieżąco nadzorowana bo nei ma relacji podległości. Warto zadać sobie pytanie, co by się stało, gdyby ten zewnętrzny prawnik popełnił błąd, który rzutowałby na orzeczenie? Sędzia TK (a raczej chyba sam TK – Skarb Państwa) wytoczyłby powództwo o odszkodowanie??? Oczywiście nie – taka wizja byłaby groteskowa. POdwykonawca zatem nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoją pracę i nie jest “nadzorowany” jak to ujmuje autor.

    Można mieć pretensje do PISu za podejście do TK, ale naprawdę nie warto bronić praktyki sędziów TK, która jest naganna i nie do obrony, a dodatkowo podważa zaufanie do orzeczeń TK.

  2. Obywatel pisze:

    Z portalu ludzi umiarkowanych i rozsądnych zmieniacie się w “europejską” tubę propagandową. Dostaliście dotację z UE, czy jak?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz